Obserwatorzy.

niedziela, 24 lutego 2019

Wiosenne .

Idzie wiosna pora się zmobilizować do  pracy. Na blogu wieje pustką  i nudą. Jakoś  straciłam wenę do pisania, pokazywania choć nadal  dziergam tylko trochę mniej. Kłopoty z barkiem ograniczają mój zapał do robótek.
 Zamiast więc   dziergać    wszystko pruję.   Za małe swetry- przecież już nigdy nie schudnę tak aby w  nich się zmieścić. Sweterki wnuków których  czasem  nie założyły ani razu.  Szaliki, czapki, chusty, poduszki, kocyki, torebki, serwety  leżą nie używane więc  są niepotrzebne. Próbowałam je   rozdać rodzinie ale  nikt ich nie chce. Za duże, za małe,  za krótkie, za długie, nie modne, nie w tym kolorze, nie z tego materiału .   Zresztą  rodzinę mam niewielką bo los nas rozrzucił po świecie. Ciuszki szyte, kupione w sklepie,  spakowałam   i zawiozę potrzebującym. Wszystko co dziergane pruję, piorę, prostuję.  Przyda się do zrobienia nowych projektów które dużo łatwiej    wykonać gdy nie trzeba  mieć   gotówki na materiał. Prucie własnej pracy jest jednak bardzo depresyjne bo trzeba odganiać  myśli w rodzaju  : nie rób nic więcej,  nikomu to nie jest potrzebne.
Żeby odganiać złe myśli  atakujące mnie podczas prucia  w przerwach miedzy pruciem  kolejnych prac  wydziergałam sobie chustę.




Czy jest mi potrzebna? To sprawa dyskusyjna ale mam stary błękitny płaszczyk  więc  będę mieć  do niego nową chustę. Włóczka pruta,  wcześniej był to szalik z frędzlami na końcach. Składu nie pamiętam to jakaś mieszanka wełny, moheru i jakiegoś syntetyku który to razem trzyma. Kolor też jakiś nieokreślony. Szalik mi się znudził  i nie używałam go więc poszedł do prucia. Pruło się kiepsko jak wszystkie mohery ale był na szczęście luźno robiony.  Wydziergałam  teraz z niego chustę. Nie pytajcie o wzór, schemat bo go nie ma. Włóczki było mało  bo to przecież był tylko szalik. Na chuście z pstrokatej  włóczki wzorów nie widać. Część chusty jest gładka, na części zrobiłam małe fale i dziurki.



Z frędzli zrobiłam 3 chwościki , dołożyłam  drewniane koraliki i  powstało takie coś jak na zdjęciach.  Chusta niezbyt wielka 150  x  70   ale do wiosennego  płaszczyka w sam raz. Włóczkę wykorzystałam w całości.  Sama siebie przekonuję, że prucie nie jest takie złe.















5 komentarzy:

  1. Fajna chusta.
    Zastanawiam się dlaczego nie mam żadnej chusty z chwościkami ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chusta piękna:))Ja jak się zorientowałam,ze wolą kupne i że te kupne tańsze niż dziergane przestałąm dziergać,bo szkoda mi czasu:))pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak to bywa z robótkami, często uprawiamy sztukę dla sztuki :) Myślę, że najważniejsza jest radość tworzenia.
    Urocza jest ta chusta Aniu, na pewno będzie Ci dobrze służyć.
    Przesyłam cieplutkie pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że mnie odwiedziłaś/łeś . Dziękuję za każdy komentarz.