Izolacja sprawiła, że z nudów zaczęłam przegladać dawno pochowane "zapasy". Poupychane w każdy możliwy zakamarek , czasem zupełnie zapomniane. Wynalazłam kilka metrów tkanin, ładnych, nowych ale sztucznych. Był czas , że tylko takie były w sklepach i nawet były modne. Przekładałam, że już kilka razy z miejsca na miejsce aż postanowiłam się ich pozbyć. Wyrzucić nie potrafię, na szmatki do sprzątania się nie nadają, przerobiłam je więc na chodniczek działkowy. Pocięłam na paseczki , zaplotłam warkoczyki, które pozszywałam w paseczkowy dywanik. Tkanin zużyłam całkiem sporo, chodniczek mimo, że nie jest zbyt duży 100x 65 cm to jednak jest dość gruby i ciężki. Wbrew pozorom zrobienie go nie zajmuje kilka minut ale kilka godzin. Sztuczne materiały zwłaszcza elastyczne zachowują się w dziwny sposób albo się naciągaja albo marszczą co bardzo utrudnienia zszywanie w miarę prosto. Tkaniny zużyte chodniczek gotowy, resztki pozostałych tkanin pocięte na paseczki czekają na kolejny chodniczek tym razem dziergany szydełkiem . Zapasów nie ubyło zbyt wiele ale zawsze lepsze to niż nic.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą upcykling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą upcykling. Pokaż wszystkie posty
piątek, 22 maja 2020
Chodniczek.
Izolacja sprawiła, że z nudów zaczęłam przegladać dawno pochowane "zapasy". Poupychane w każdy możliwy zakamarek , czasem zupełnie zapomniane. Wynalazłam kilka metrów tkanin, ładnych, nowych ale sztucznych. Był czas , że tylko takie były w sklepach i nawet były modne. Przekładałam, że już kilka razy z miejsca na miejsce aż postanowiłam się ich pozbyć. Wyrzucić nie potrafię, na szmatki do sprzątania się nie nadają, przerobiłam je więc na chodniczek działkowy. Pocięłam na paseczki , zaplotłam warkoczyki, które pozszywałam w paseczkowy dywanik. Tkanin zużyłam całkiem sporo, chodniczek mimo, że nie jest zbyt duży 100x 65 cm to jednak jest dość gruby i ciężki. Wbrew pozorom zrobienie go nie zajmuje kilka minut ale kilka godzin. Sztuczne materiały zwłaszcza elastyczne zachowują się w dziwny sposób albo się naciągaja albo marszczą co bardzo utrudnienia zszywanie w miarę prosto. Tkaniny zużyte chodniczek gotowy, resztki pozostałych tkanin pocięte na paseczki czekają na kolejny chodniczek tym razem dziergany szydełkiem . Zapasów nie ubyło zbyt wiele ale zawsze lepsze to niż nic.
wtorek, 24 września 2019
Wrzucamy szmatki.
Szmatki, skrawki, resztki, końcówki wszystko co normalni ludzie wyrzucają do kosza tacy mniej normalni przerabiają na cokolwiek. Obcięte rękawki pomarańczowej bluzeczki na dynie, końcówki włóczek na okładkę na zeszyt, resztki satyny na kwiatuszki. Muszę powiedzieć, że jak już przerobię takie byle co na coś konkretnego to poprawia mi się humor nawet wtedy gdy to coś nie jest nmi zupełnie potrzebne.
Satynowe szmatki przerobione na róże trochę postoją a jak się zakurzą to nie żal mi będzie je wyrzucić. Chyba , że wtedy zabiorę je na działkę i zużyję do ozdobienia słupków podtrzymujących daszek altanki. Tam na słońcu i wietrze dokonają żywota.
czwartek, 22 listopada 2018
Śmieciarka niepoprawna
Próbowałam z tym walczyć ale niestety poległam i muszę z tym żyć. Próbowałam szykować reklamówkę, pakować ją i natychmiast wynosić do śmietnika, próbowałam pakować rzeczy do oddania do opieki społecznej, próbowałam wykorzystywać resztki natychmiast ale nic to nie pomaga. Jestem niepoprawną "śmieciarką" , zbieram wszystko, segreguję układam w kartonikach, woreczkach choć wiem, że do końca życia nie jestem w stanie tego zużyć. Chyba się już pogodziłam z tym bałaganem wynikającym z nadmiaru rzeczy przydatnych do prac wszelakich. Bardzo to miłe gdy o każdej porze dnia i nocy , grzebiąc w moich skarbach znajduje to co akurat w tej chwili jest ni niezbędne ale niestety moce przerobowe mam ograniczone a zapasy ciągle powiększam.
Ponarzekałam to teraz mogę pokazać efekty mojej śmieciowej działalności.
Białe bawełniane podkoszulki pozostały mi po moim tacie. Nikt z rodziny ich nie chciał choć niektóre były nówki. Wyrzucić szkoda, zostały więc odłożone nie wiadomo po co, żałowałam, że nie spakowałam ich razem z innymi rzeczami taty gdy przekazywałam je do PKPS-u dla potrzebujących. Niestety ich magazyn jest na drugim końcu miasta i z kilkoma rzeczami nie chce mi się gonić przez całe miasto. Podkoszulki zostały więc pocięte. Jedne na sznureczki, inne na szmatki jednorazówki do wycierania samochodu. Oczywiście zupełnie "przypadkowo" odcięłam brzegi koszulek a jak je już obcięłam to zrobiłam z nich kwiatki. Nic specjalnego nie robiłam zwinęłam lamówkę w koło i pomalowałam mazakami. Powstało takie coś jak na zdjęciu, niekoniecznie mi potrzebne ale co tam, świetnie się bawiłam malując lamówkę a kwiatki teraz powędrują do pudła i poczekają aż wymyślę do czego też mogłabym je przyczepić. W zamyśle początkowym miały być do dekoracji mojej skromnej działki wypoczynkowej, ale to już chyba w przyszłym roku.
A tu poniżej lamówka odcięta byle jak z której kwiatki powstały.
sobota, 22 września 2018
Maglownik Babci.
Za oknem widać jesień. Czas wrócić do domku, do ciepłego kącika z
włóczkami, szmatkami, szydełkami itp. niezbędnymi do życia rzeczami.
Przez wakacje dziergałam i szyłam niewiele, bo to i gorąco było i wyjazdów
dużo a i zdrowie trochę musiałam podreperować. Postaram się wrócić do bloga bo strasznie go zaniedbałam.
Dziś sentymentalne wspomnienia.
Jak się ma tyle lat co ja to się wie co to jest maglownik. Młode pokolenie nie kojarzy tego z określenia więc wyjaśniam, że to spory kawałek płótna lnianego w który zawijało się długi wałek z nawiniętą na niego pościelą, ręcznikami, ściereczkami, obrusami. Taki wałek trafiał do magla gdzie to wszystko było "prasowane" czyli ściskane w prasie. Magiel to było kiedyś miejsce spotkań towarzyskich. Jako dziecko pamiętam moje wyprawy z Babcią do magla. Duże stoły na których kobiety nawijały czyściutkie, wykrochmalone rzeczy. Zresztą nawinięcie wszystkiego tak aby zostało zmaglowane równiutko i bez zagnieceń to była sztuka.
Babcia już dawno patrzy na mnie z przestworzy ale po śmierci Mamy znalazłam w szafce starannie złożone lniane płótno. Pewnie bym na nie nie zwróciła uwagi bo Mama zbierała różne szmatki gdyby nie jeden szczegół. Otóż płótno miało obszyte brzegi i wyhaftowane literki. Babcia lubiła haftować, szczególnie haft richelieu. Maglownik był obszyty lamówką z kolorowego materiału i miał haftowane inicjały Babci. Kiedyś nawet takie "zwykłe" przedmioty były upiększane i jakoś nikomu nie przychodziło do głowy, że to zupełnie niepotrzebna strata czasu. Czasy były inne, kobiety były inne, moje obie Babcie nigdy nie pracowały zawodowo ale każda potrafiła szyć, haftować . Ich domy choć biedne były piękne.
Maglownik zabrałam do swojego domu ale pomyślałam, że zamiast schować go do szafy na pamiątkę lepiej go jakoś wykorzystam bo płótno choć leciwe było w super stanie. Uszyłam z niego pokrowce na deski do prasowania: dużą i małą taką co to można położyć na stół i przeprasować jakiś drobiazg. Na małej desce zostawiłam brzeg z lamówką Babci i jej haftem. Taka to już sentymentalna jestem, z wiekiem coraz bardziej doceniam drobiazgi.
poniedziałek, 8 maja 2017
Egzotyczne kwiaty.
Przez lata nazbierało mi się mnóstwo mniejszych i większych kłębuszków włóczek najrozmaitszych we wszystkich kolorach tęczy. Szukam dla nich jakiegoś sensownego zastosowania. Mogłabym robić maskotki ale moje wnuki jakoś maskotkami się nie bawią. Mogłabym robić kolorowe kwiatuszki, kwadraciki ale nie bardzo wiem po co. Mogłabym robić kolorowe czapeczki, torebki ale moja wnusia ma 2,5 roku i zupełnie wystarczającą ilość kolorowych rzeczy a wnuczek to typ sportowca więc właściwie tylko dres i koszulka FC Barcelona jest mu potrzebna.
Przeszukując YouTube znalazłam filmiki instruktażowe jak zrobić ozdobne kwadraty. Wyciągnęłam włóczki pomarańczowo- żółte i zrobiłam tylko środek tylko kwadratów. Powstał duży, kolorowy energetyczny element który przypomina mi egzotyczny kwiat. Wykorzystałam resztki włóczek, o różnej grubości, składzie, kolorze. Efekt końcowy mnie zaskoczył bo kwiat jest wyjątkowo dekoracyjny.
Teraz zastanawiam się co dalej z nim zrobić Kwiat jest bardzo duży , średnica to 34 cm , nie jest też plaski bo to robótka przestrzenna.
Wygląda wszystko skomplikowanie ale uwierzcie mi, ze nie jest bardzo trudny .
Zamieszczam link do instrukcji gdyby komuś się spodobał LINK
Zrobiłam jeszcze drugą wersję , mniejszą w zupełnie innym kolorze i znów zaskoczenie bo efekt końcowy jest kompletnie inny. Jak mi się uda ją uwiecznić na zdjęciu to Wam pokażę.
A teraz wracam do wymyślania co by Tu zrobić z egzotycznym kwiatem.
sobota, 6 maja 2017
Wiosenne kwiatki
Wiosenny akcencik na poprawę humoru i aby usprawiedliwić zbieractwo.
Niedawno opisywałam Wam kwiatuszki zrobione ze skrawków materiału które właściwie były przeznaczone do wyrzucenia . Możecie je zobaczyć TU
Pisałam, że kwiatki nie są mi do niczego potrzebne i podzielą los wielu innych czyli trafią do pudła. Pudło jest spore kwiatków najróżniejszych w nim mnóstwo ale 3 sztuki właśnie dostały nowe życie.
Zrobiłam z nich wiosenną dekorację. Stara zawieszka z drewnianym wazonikiem leżała sobie w zakamarkach . Kiedyś coś w tym wazoniku było ale nawet nie pamiętam co. Pewnie się zniszczyło, zakurzyło więc to coś wyrzuciłam , zawieszkę schowałam a teraz wróciła do łask.
Trochę sobie poprawiłam samopoczucie bo mam nową dekorację, zużyłam część zapasów ale ilość zgromadzonych "przydasiów" trochę mnie przytłacza. Choć z drugiej strony jakie to fajne gdy wszystko co sobie wymyślisz możesz zrobić natychmiast i właściwie bez żadnych kosztów. Kwiatki do dekoracji były gotowe, zawieszka z wazonikiem też, łodyżki zrobiłam z powlekanego drutu pozostałego po jakiś sztucznych kwiatach, wstążeczka atłasowa na listki też się znalazła, pistolet do kleju na gorąco kupiony za kilka złotych służy mi już kilka lat. I tak właściwie z niczego powstało coś.
Chyba przestanę mieć wyrzuty sumienia, że zbieram wszystko co popadnie.
piątek, 21 kwietnia 2017
COŚ
Jak wiecie dręczą mnie wyrzuty sumienia z powodu kolekcjonowania resztek materiałów. Żeby to ja jeszcze szyła patchworki to byłabym usprawiedliwiona bo tam przydają się nawet skrawki ale przecież patchworków nie szyję . Wprawdzie byłam do tego namawiana ale póki co nie skusiłam się. Przeglądam czasem czeluści sieci aby znaleźć jakąś inspiracje co zrobić z tym co mam. Tym razem trafiłam na szycie ze szmatek najróżniejszych rzeczy od tkanin ozdobnych , poprzez torby, dywaniki , poduszki.
Z przyjemnością spróbowałam i ja tej techniki wykorzystania szmatek i uszyłam COŚ.
Skłaniam się ku uszyciu z tego COSIA torby ale na razie wisi sobie mój COŚ na wieszaczku i nabiera "mocy".

Z przyjemnością spróbowałam i ja tej techniki wykorzystania szmatek i uszyłam COŚ.
Specjalnie napisałam COŚ bo tak właściwie to jeszcze ne wymyśliłam do czego może mi być potrzebne to co powstało po naszyciu na podkładzie o wymiarach 77 x 33 cm wąskich paseczków tkanin w różnych kolorach. Paseczki nie są wykończone , obrzucone itd, to darte paski z bawełny przeszyte przez środek.
Oczywiście mogłam lepiej dobrać kolory ale postanowiłam wykorzystać resztki , które mam i nie drzeć większych kawałków bawełny. Zużyłam resztki pozostałe mi po szyciu pościeli i pokrowców na balkonowe poduszki.
Skłaniam się ku uszyciu z tego COSIA torby ale na razie wisi sobie mój COŚ na wieszaczku i nabiera "mocy".
Gdyby ktoś chciał mi podrzucić jakiś pomysł na inne wykorzystanie COSIA to będę wdzięczna.
wtorek, 11 kwietnia 2017
Depresyjne kwiatki
Chyba powinnam się już leczyć ale sama sobie diagnozy nie postawię. Ostatnio szyłam pościel , nic niezwykłego 2 poszwy , 2 poszewki. Materiał miał odpowiednią szerokość więc tylko brzegi trzeba było odciąć. Płótno było bawełniane, porządne więc można było bez problemu "podrzeć" materiał wzdłuż nitki. Po szyciu zostały mi oddarte brzegi , długie, kilkumetrowe paski szer. 2,5- 3 cm. To właściwie śmieci ale zamiast do kosza je wyrzucić , zaczęłam z nich kręcić różyczki.
Na razie zrobiłam 5 sztuk, jedną nawet pofarbowałam wodnymi pisakami. Teraz patrzę na stos pozostałych ścinków i zastanawiam się czy to już zboczenie bo żal mi je wyrzucić. Przecież nie zrobię sobie dziesiątek zupełnie mi niepotrzebnych kwiatuszków.
Leczyć się czy nie? A może zamknąć oczy, zacisnąć zęby i wyrzucić szmatki ? Jak sobie radzicie z podobnymi dylematami? Moje "skarby" zajmują każdy kącik. Starannie je segreguję, układam, opisuję aby w miarę szybko coś odnaleźć ale mieszkania nie są z gumy. Zawsze w okolicy świąt i świątecznych porządków dopada mnie depresja zbieracza.
czwartek, 30 marca 2017
wtorek, 21 marca 2017
Brzydki szalik.
Każda rzecz kiedyś się zużywa, staje się brzydka, sprana, zmechacona uszkodzona itp. Tak też i stało się z szalikiem sprzed lat. Był już na tyle brzydki, że leżał od jakiegoś czasu i właściwie czekał na wyrzucenie. W czasie wiosennych porządków już miał wylądować w koszu ostatecznym ale postanowiłam dać mu ostatnią szansę i drugie życie. Wybrałam najmniej zmechaconą część szalika, uszyłam z niej okładkę na duży zeszyt w którym zapisuje sobie schematy moich robótek lub robię projekty.
Trochę wzbogaciłam wzór szalika fastrygą z grubej włóczki która została mi po różanym hafcie ukrywając w ten sposób niezbyt ładną powierzchnię. Muszę się sama pochwalić bo okładka wyszła całkiem ładna, zawsze to miło spojrzeć na taką okładkę zamiast na zwykły karton.
Oczywiście są też mniej optymistyczne skutki, bo pozostała część szalika zamiast w koszu wylądowała znów w pudle z "przydasiami" a odcięte frędzle już mnie kuszą aby coś z nich zrobić. Tak to już jest z rękodzielnikiem , że szkoda mu każdej szmatki ale niestety mieszkania nie są z gumy.
niedziela, 5 lutego 2017
Co robię jak nic nie robię
Kiedy nie mam weny twórczej na jakąkolwiek robótkę a siedzieć z założonymi rękami nie potrafię wtedy najczęściej zabieram się za "porządki" w szmatkach. Wybieram pudło z ścinkami uszykowanymi do wyrzucenia w celu utylizacji resztek. U mnie to pudło ma nawet nazwę "kosz nieostateczny" . Zaczynam kolejny raz przebierać to co właściwie już wyrzuciłam. Część szmatek faktycznie ląduje w koszu tym razem już ostatecznym ale zwykle połowę chowam ponownie. Żeby mieć choć odrobinę mniejsze wyrzuty sumienia część szmatek staram się natychmiast przerobić na cokolwiek.
Z tego też powodu powstało ostatnio kilka kwiatuszków z bawełnianych resztek pozostałych po szyciu pościeli, sukienki i koszuli.
Kwiatki są mi zupełnie niepotrzebne ale sami przyznajcie, że lepiej wyglądają niż to z czego zostały zrobione.
No i przechowywanie kwiatuszków mniej mnie frustruje niż zbieranie szmatek.
Gdyby komuś kwiatki były do czegoś potrzebne to wrzucę je do zakładki Wymień się ze mną
sobota, 21 stycznia 2017
Poświątecznie.
Prezenty pod choinką muszą być zapakowane. Wiele razy miałam zamiar uszyć woreczki na prezenty z kolorowej bawełny w świąteczne wzorki. Nawet zakupiłam odpowiedni materiał ale woreczków nadal nie uszyłam.
Po konsultacjach rodzinnych doszliśmy wspólnie do wniosku, że największą radość sprawia wszystkim odpakowywanie prezentów. Pracowicie pakuję więc w ozdobny papier każdy prezent oddzielnie nawet jeśli jest on malutki to i tak stanowi oddzielną całość. Inni członkowie rodziny też zawijają prezenty w ozdobny papier. Pod choinka piętrzą się więc kolorowe pakunki z karteczkami co dla kogo przyniósł Mikołaj. W odpowiednim momencie najmłodsi członkowie rodziny rozdają prezenty a potem następuje darcie tego co pracowicie zawijałam i oglądanie z ciekawością co też Mikołaj wymyślił tego roku.
Opisałam szczegółowo ten nasz rodzinny zwyczaj bo za każdym razem "marnujemy" w ten sposób mnóstwo papieru. Przy okazji darcia opakowań postanowiłam więc uratować kilka kawałków ozdobnego papieru i wykorzystałam je do zrobienia najprostszych kwiatuszków.
Papierowe kwiatki używam potem do ozdobienia karteczek lub kolejnych prezentów. Jak się dobrze przyjrzycie to wykorzystałam nawet papierowe opakowania czekoladek. Tak to resztki świąt zostaną zachowane na poświąteczny czas.
Zapraszam Wymień się ze mną niedługo coś tam dołożę.
Papierowe kwiatki używam potem do ozdobienia karteczek lub kolejnych prezentów. Jak się dobrze przyjrzycie to wykorzystałam nawet papierowe opakowania czekoladek. Tak to resztki świąt zostaną zachowane na poświąteczny czas.
Zapraszam Wymień się ze mną niedługo coś tam dołożę.
czwartek, 12 stycznia 2017
Stare swetry, nowe poduszki.
Dziś recykling swetra i bluzki.
Jak
się ma wyobraźnię i trochę umiejętności to ma się problem. Wiele
rzeczy "przemawia do mnie", kiedy zaglądam do małego SH pod domem.
Nie szukam tam ubrań ale tego co mogłoby mi się przydać do moich
robótek. Najczęściej już na pierwszy rzut oka widzę to co chciałabym zrobić z tego co mi wpadło w ręce.
Tak było z poszewką Muminki ukochane przerobioną na torbę zakupową i z wieloma innymi rzeczami.
Tak było z poszewką Muminki ukochane przerobioną na torbę zakupową i z wieloma innymi rzeczami.
Dziś pokażę Wam dwie poszewki na poduszki. Jedna powstała ze swetra
a druga z bluzki. Czarny sweterek ze stylizowaną trupią czaszką
spodobał mi się od razu. Sweterek był dziecięcy , prawdę
powiedziawszy to nie ubrałabym w niego małego dziecka . Trupia czaszka
jest jednak fantastyczna więc od razu wpadłam na pomysł zrobienia z
niej poszewki na poduszkę. Wystarczyło obciąć rękawy, zszyć u góry i
zrobić zapięcie u dołu. Robota szybka , a efekt sami oceńcie.
W białej bawełnianej bluzce moją uwagę przyciągnęły oczy tygrysa. Nie
wiem czy to dobrze widać na zdjęciach ale są one udekorowane malutkimi
błyszczącymi kamyczkami.
Bluzka była młodzieżowa więc też nie wiele musiałam pozszywać na bokach i u góry aby powstała poszewka.
Poszewki
uszyte, leżą sobie na kanapie ale niespodziewanie okazało się , że jest mały problem. Moja dwuletnia wnuczka za każdym razem gdy mnie odwiedza
podchodzi do kanapy i przekręca poduszki na drugą stronę tak aby "nie
patrzyły" bo spody poszewek są gładkie jeden biały , drugi czarny. Ponieważ
wnusia jeszcze nie mówi więc pozostaje zagadką dlaczego odwraca te
poduszki.
Zaczynam mieć wątpliwości czy poduszki aby na pewno są one "fajne". Może któraś z Mama posiadająca małe dzieci potrafi wyjaśnić mi tą zagadkę?
sobota, 24 września 2016
Dla gwiazdeczki.
Niedawno pokazywałam Wam materiałowe kwiatki zrobione bez konkretnej potrzeby. Tak jak pisałam leżą sobie zamknięte w pudełeczku i czekają na okazję do wyjścia na wolność. Tym razem jeden z nich przydał się do dzianinowej opaski do włosów.
Robi się chłodno i szeroka opaska na uszy teraz się przydaje. Opaska to pełny recykling czyli pasek dzianiny z bluzeczki już za małej do noszenia i kwiatek z niepotrzebnych szmatek. Takie coś z niczego a moja wnusia wygląda w niej jak "gwiazda" choć właściwie to tzw. gwiazdy pozostają daleko w tyle pod względem uroku. Zdjęć opaski na głowie wnusi nie będzie, pozostaje Wam uwierzyć mi na słowo. No cóż to przywilej babci widzieć we wnuczce ósmy cud świata.
czwartek, 25 sierpnia 2016
Kwiatki które robią się same.
Niedawno pokazywałam kwiatki zrobione z resztek różnych materiałów. Jedne przyczepiłam do torebki inne wylądowały w pudełku i czekają na inwencję twórczą a jeden z kropkowych kwiatków doczepiłam do opaski do włosów.
Opaska zdobi teraz głowę lalki bo jeszcze nie znalazłam dla niej właścicielki
A tu reszta kwiatków czekających na zastosowanie.
Najfajniej jest "produkować" kwiatki. Musze się przyznać, że jak mam resztki sztucznych materiałów które powinny wylądować w koszu to zamiast je wyrzucić najczęściej wycinam z nich kółka i chowam do jednego z niezliczonych pudełek. Czasem topię ich brzegi a czasem zostawiam tylko wycięte. Prędzej czy później każdy kolor i materiał będzie mi pasował do tego co robię. Jak już zacznę to nigdy nie kończy się na jednym ani dwóch kwiatkach. Składanie, dobieranie kształtów , kolorów to świetna zabawa. Najczęściej produkuję ich sporo i chowam do pudła bo nie wiem co z nimi zrobić. Potem długo nie zabieram się za następne ale jakoś tak się zawsze składa, że powolutku ich ubywa z moich zbiorów. Komuś podaruję, wyślę w wymiance, dołączę do prezentu, przyczepię do czegoś itd. Jak już są gotowe i czekają grzecznie w pudełku to zawsze można szybciutko po nie sięgnąć i wtedy wydaje się, że właściwie to one zrobiły się same. Ot takie malutkie zboczenie i lekarstwo na niechęć do wyrzucania szmatek. Całe szczęście, że nie szyję ( jeszcze!) patchworków bo wtedy i skrawki bawełny trudno by mi było wyrzucać.
czwartek, 4 sierpnia 2016
Stary koszyk
Ostatnio pokazywałam Wam wyprodukowane ze szmatek kwiatuszki. Żeby nie mieć wyrzutów sumienia, że są kompletnie bezużyteczne kilka z nich przyczepiłam do słomkowego koszyka. Jak Wam się podoba stary koszyczek z nowymi kwiatkami ?
Może dodatek kwiatków zmobilizuje mnie do używania tego koszyka. Należę do tych osób które noszą ciągle tą samą torebkę. Przyczyną nie jest to, że mam tylko jedną ale raczej moje lenistwo. Noszę w torebce która ma dużo kieszonek mnóstwo dziwnych rzeczy i nie chce mi się ich ciągle przekładać. Oczywiście mogłabym przełożyć tylko portfel , klucze i telefon ale przecież w każdej chwili mogę potrzebować wszystkich innych rzeczy które mam upchane w torebce czyli np. małej zwijanej miarki aby wymierzyć ubranko dla wnuczki, szkła powiększającego, żeby odczytać to co jest napisane maczkiem na etykiecie, okularów do czytania, maleńkiej latarki gdy nie działa światło na klatce schodowej, tabletek od bólu głowy, pilniczka bo złamałam paznokieć, długopisu, notesika , biletu na tramwaj o innych rzeczach nawet nie wspominam. Ostatnio doszłam do wniosku, że uszyję sobie taki nieduży wkład do torebki, z mnóstwem przegródek, kieszonek do których zapakuje wszystko co mam w torebce i wtedy przełożę tylko wkład do innej torebki i nadal będę mieć wszystko pod ręką. Może wtedy zacznę dobierać torebki do strojów a nie udawać, że czarna torebka pasuje do wszystkiego.
wtorek, 2 lutego 2016
Papier niekoniecznie do wyrzucenia.
Przypadkowo znalazłam filmik jak z papieru wyczarować naszyjnik, obejrzałam, pomyślałam jakie to piękne, że ludzie potrafią robić cuda właściwie z niczego. Następne wydarzenia to już był czysty przypadek. Na drugi dzień po obejrzeniu filmiku dostałam paczkę, taka zwykłą pocztową z zamówionymi rzeczami. Paczka była jednak zawinięta w niezwykły papier bo był to gruby miękki papier idealny na zrobienie kolorowej zawieszki. Sami rozumiecie, że los tak chciał bo mając już materiał musiałam spróbować zrobić naszyjnik choćby dla samej radości tworzenia.
Wyciągnęłam farby i spróbowałam zrobić coś podobnego do tego co widziałam na filmiku. Pocięłam papier , skleiłam sporo warstw przyciętego kształtu, pomalowałam farbami niektóre nakładając bardzo grubo aby uzyskać przestrzenny efekt, polakierowałam wielokrotnie. Miałam mnóstwo frajdy przy tworzeniu rzeczy po raz pierwszy życiu. To nie szydełko ani druty ani maszyna do szycia, nie robiłam tego nigdy więc tym bardziej się cieszę, że jednak mi się udało skończyć.
Naszyjnik ( może to jednak zawieszka ?) jest jest spory 9x7 cm , delikatnie wygięty, zawiesiłam go na rzemyczku. Jestem z siebie dumna choć nie wiem czy jeszcze kiedyś coś takiego zrobię ale to nie ma znaczenia bo najważniejsze jest to, że spróbowałam.
U jednej z blogowych koleżanek przeczytałam fajny wpis o tym , że jeśli tworzysz rękodzieło to jesteś postrzegany jako dziwak przynajmniej przez część społeczeństwa. No cóż może to i prawda bo kto "normalny" zarywa noce aby zrobić coś ( czasem jest to kompletnie niepotrzebna rzecz) dla samej radości tworzenia ? Trudno widocznie jestem dziwakiem ale mi z tym dobrze.
środa, 13 stycznia 2016
Porwana wełenka.
Dostałam prezent - motek błękitnej włóczki wełnianej, nieduży 50 g. Komuś ta włóczka zalegała w domu od nie wiadomo ilu lat. Ten ktoś wie, że dziergam różne rzeczy wiec mi ją oddał chcąc mi sprawić przyjemność. Gdy dostanę włóczki niewiadomego pochodzenia staram się je przewinąć na pasma i wyprać tak na wszelki wypadek gdyby w środku mieszkały jakieś dziwne stworzonka. Tak też postąpiłam w tym motkiem i okazało się, ze wełenka jest wprawdzie w oryginalnym motku ale z racji upływu czasu niestety rwała się w rekach przy przewijaniu czasem na zupełnie malutkie kawałki. Właściwie powinnam ją wyrzucić ale przecież to była prawdziwa wełna więc zamiast do kosza trafiła na drucianą szczotkę i została wyczesana. Potem to już tylko woda , mydło i powstała filcowa broszka. Kwiatek jest całkiem spory - 8 cm średnicy , składa się z 3 warstw. Dodałam trochę innych kolorów a na samym końcu wyhaftowałam odrobinę atłasową nitką. Podoba się Wam ?
Mnie się broszka podoba i pozwoliła mi bez żalu pozbyć się porwanej wełenki.
Nie wyrzucam nawet małych skrawków wełny , składam je do pudełeczka. Nigdy nie wiadomo jaki kolor i do czego może być mi użyteczny. Większość kolorowych niteczek wełnianych to pozostałości po moim ostatnim hafcie gobelinowym. Ale hafcik to może pokażę następnym razem.
wtorek, 1 września 2015
Szmatki.
Jest gorąco, życie płynie jakby wolniej, a może ja jestem leniwa. Robótek nie rzuciłam ale właściwie to zamiast tworzyć raczej utylizuję niepotrzebne rzeczy. Wyciągnęłam 3 stare bluzki a ponieważ straciłam nadzieję, że jeszcze kiedyś w nie wejdę ( musiały się chyba mocno skurczyć przynajmniej tak to sobie tłumaczę) to postanowiłam je zutylizować. Odprułam guziczki ( może się kiedyś do czegoś przydadzą), pocięłam na kawałki ( nie wiadomo po co), odprułam atłasową lamówkę w niewiadomym celu, dolne brzegi dzianinowej bluzki przerobiłam na kwiatki (zupełnie mi niepotrzebne ) , z części szmatek syntetycznych wycięłam kółeczka , kwiaty i opaliłam je nad świecą. Zrobiłam z nich 2 białe kwiaty ( też mi niepotrzebne) resztę płatków schowałam (może kiedyś do czegoś....... itd). Mam jeszcze odcięte falbanki do przerobienia i utylizacja będzie skończona. Powinnam pozbyć się wielu nagromadzonych rzeczy tylko w takim tempie to zajmie mi z 10 lat. Oczywiście byłoby szybciej gdybym zniosła 3 bluzki do kontenera na ubrania który stoi pod moim blokiem. Tylko jakoś mam obawy, że ubrania tam wrzucane trafiają potem do lumpeksów a nie do potrzebujących. Niestety zostały mi nawyki z czasów pustych sklepów i wiecznego przerabiania wszystkiego na wszystko i trudno mi ot tak wyrzucić a nie potrafię jak obecna młodzież sprzedać wszystkiego co mam na Allegro, FB, czy setce innych miejsc w sieci.
Tak oto wyglądają pozostałości po 3 bluzkach. Zawsze to trochę mniej szmatek niż było.
czwartek, 13 sierpnia 2015
Jabłuszka
Zaprosili nas znajomi na działkę. Pogoda upalna cały dzień spędziliśmy więc pod drzewami . Było cudownie, leniwie, wiaterek przyjemnie powiewał . Jadąc tam po raz pierwszy chciałam obdarować gospodarzy jakimś malutkim prezentem zrobiłam więc szydełkowe podkładki pod kubki w formie jabłuszek. Zastanawiałam się w co je zapakować bo przecież nie mogłam ich ot tak wyciągnąć z torby. Z reszki zwykłej tektury falistej zrobiłam okrągłe pudełko dopasowane rozmiarem do podkładek, jeszcze tylko mała różyczka z papieru pakowego jaki mi został po rozpakowaniu paczki. Wiem - to zboczenie ale czasem szkoda mi wyrzucać czegokolwiek .Staram się jednak od razu przetwarzać "śmieci" i to właśnie w ten sposób powstało kilka różyczek z papieru w jaki była zapakowana paczka jaką niedawno otrzymałam. Kwiatki schowałam a teraz były jak znalazł i idealnie pasowały do tekturowego pudełka. Jak się pudełko nowym właścicielom znudzi to zawsze można na nim grilla rozpalić i w ten sposób papier zyska kolejne zastosowanie. Z prezentem trafiłam idealnie bo popijając zieloną herbatkę cały dzień obserwowaliśmy jak
co chwila z olbrzymiej jabłoni spadało czerwone jabłuszko.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




