Obserwatorzy.

czwartek, 21 września 2017

Moje prezenciki

Czasem przez długie miesiące  nie zapisuję się do żadnych zabaw blogowych , czasem w przypływie energii zapisuje się na wiele. Rzadko kiedy mam w nich szczęście  tym bardziej  nie mogłam uwierzyć, że tym razem wygrałam aż dwie zabawy. Bordowa chustę pokazywałam niedawno teraz pochwale się kolejną wygraną.
 Prezenty otrzymałam od  Ani . Całe mnóstwo papierków na karteczki, wstążeczki, kwiatuszki , słodziaki. 


 Karteczki, albumy to nie jest moja bajka ale przecież nie kupuję  świątecznych czy okazyjnych kartek -robię je sama i to najczęściej z tego co dostanę w wymiankach lub zabawach blogowych. Bardzo Ci  Aniu dziękuję a Was zapraszam na  jej  blog  Krzyżykowe perypetie


środa, 6 września 2017

Dywanik

Kupiłam ostatnio okazyjnie  trochę włóczki. No przyznam się, że  "trochę"  jest pojęciem względnym. Nie są to jakieś  cudowne włóczki raczej zwykłe akryle,  które zostały po  śmierci ich właścicielki. Przy okazji dostałam też  grubą włóczkę  o wyglądzie czesanki.




 Włóczka fajna choć syntetyczna tylko kolor jakiś  taki szaro bury. Nie wiedziałam co  z niej zrobić bo i nie było jej zbyt dużo.



 Aby  zmniejszyć wyrzuty sumienia spowodowane  zakupem niepotrzebnych włóczek szybciutko wydziergałam z   "czesankowej" włóczki mały dywanik.



 Wzór "serwetkowy"  najprostszy z najprostszych. Dywanik wyszedł mały  65 cm średnicy ale  cel  został osiągnięty   czyli zużyłam  jedną !!!! z przytarganych do domu włóczek.






poniedziałek, 4 września 2017

Bordowa chusta.

Gdy zobaczyłam  chustę u Zamotana GaMa od razu byłam nią zauroczona. Okazało  się, że jest ona nagrodą w zabawie. Miałam wiele szczęścia i zostałam jej  posiadaczką. Wygrałam zabawę i chusta właśnie do mnie przyleciała.  Jest cudownie mięciutka, leciutka i ma wspaniały głęboki kolor bordo. Możecie ją sobie obejrzeć  na blogu Gosi,  jest tam wiele pięknych zdjęć tej chusty,  opisała też  jak jest robiona ta   chusta
Małgosiu jestem Ci bardzo wdzięczna za  cudowny prezent. Chusty nikomu nie oddam choć były już na nią rodzinne zakusy z racji jej urody.
Zapraszam Was na blog  Małgosi , sami zobaczcie jakie piękne rzeczy tworzy.



czwartek, 31 sierpnia 2017

Pierścionek użyteczny

Szpilki igły zostawiam gdzie popadnie, paskudne przyzwyczajenie z którym  walczę od lat. Mam kilka igielników aby któryś zawsze był pod ręką, zrobiłam sobie nawet  igielnik pierścionek.  Jako rasowy zbieracz chomikuję mnóstwo  najdziwniejszych rzeczy. W zakamarkach znalazł się więc stary świecący pierścionek  z   jakiegoś jarmarku .



 Pierścionek z plastikowym ogromnym oczkiem  ze świecącą kiedyś diodą ( pozostałości oczka  leżą obok kamienia).  Po wyjęciu "oczka"  dał się przerobić na podręczny igielnik. Odrobina  dzianiny i wypełniacza, trochę kleju i mam nowy "użyteczny" pierścionek. Można wpiąć igiełkę, szpilkę nie wypuszczając robótki z dłoni. Plastikowy  spód pierścionka chroni palec przed ukłuciem .


 Całkiem fajna rzecz polecam  dla tych co wpinają igły w  kanapy, poduszki, bluzki inne równie atrakcyjne  miejsca. Jest tylko mały problem trzeba pamiętać o założeniu igielnika  zanim   znów zupełnie przypadkowo wepniemy igłę gdzie popadnie.

czwartek, 24 sierpnia 2017

Torebka spacerowa

Pokazałam ostatnio miodową  bluzeczkę. Z tej samej  włóczki  zrobiłam  torebkę. Po  wydzierganiu  bluzki zostało mi trochę włóczki a ponieważ resztek włóczkowych mam ogromne ilości  nie chciałam powiększać  moich zapasów.  Torebka  została  zrobiona podobnym wzorem  jak bluzka.



 Podobnym nie znaczy takim samym. To nie ja wymyśliłam   ten projekt , znalazłam   zdjęcie cudnej  torebki w sieci. Pierwotny projekt była bardzo okazały i dopracowany. Miał mnóstwo fantastycznych dodatków, mój jest skromniejszy bo i włóczki miałam  niezbyt dużo. Torebka   wyszła  niewielka 21x21 cm  w sam raz na kilka drobiazgów gdy idziemy na spacer.

W środek wszyłam  grubą bawełnianą podszewkę i dodatkowo w górny brzeg- fiszbinę bo chciałam aby torebka zachowała kształt kwadratu.




 Długi sznurek do noszenia na ramieniu zrobiłam w na szydełku wykorzystując wzór   sznureczka  z koronki brugijskiej. Dodałam  drewniane koraliki , frędzelki i zapięcie na duży zatrzask. Włóczkę wykorzystałam prawie do ostatniej nitki.




 Pokazałam torebkę  osobie która była zainteresowana bluzeczką i ku mojej radości  torebka też jej się spodobała. Po miodowej włóczce  zostały mi tylko wspomnienia , parę zdjęć bluzki , torebki  i satysfakcja, że moja praca  cieszy  innych.
Nie ma  dla mnie  nic bardziej frustrującego niż prucie własnych zupełnie nie używanych prac.
Fason torebki bardzo mi się spodobał i chyba powstanie jeszcze  inna wersja kolorystyczna. Gdyby ktoś chciał podobną torebkę np. na wymianę zapraszam do kontaktu.



poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Koniec z prezentami- miodowa bluzeczka

     Miałam tylko zdjęcie tej bluzeczki, ktoś je umieścił na FB. Zauroczył mnie prosty fason więc postanowiłam  wydziergać  taką bluzeczkę.
 

        W zapasach wyszperałam  miodową,  dość grubą francuską bawełnę i zabrałam się do roboty. Robiło się ją fantastycznie włóczka nie była skręcana z włókien tylko  miała  splot  plecionej linki. Dzianina wyszła tak "mięsista", wyjątkowo  mięciutka i super się układała pod własnym ciężarem.



          Bluzeczka jest niezbyt duża  bo dziergałam ja z myślą o córce czyli to rozmiar  S/M . Gotową bluzeczkę  zapakowałam i wysłałam paczuszką do córci bo chciałam jej zrobić prezent niespodziankę.  
Niestety okazało się jak zwykle, że dobrymi chęciami to piekło jest wybrukowane.
Prezent się nie udał  bo:  kolor nie ten, fason nie ten, długość nie ta. Tak to jest gdy robimy  dla kogoś coś co nam się podoba. No cóż trudno się gniewać na córkę, zwłaszcza, że bluzeczkę pochwaliła,  mówiła, że jest śliczna ale nie dla niej. Bluzeczka do mnie wróciła , już zastanawiałam się czy ją pruć bo szkoda mi było tak  fajnej włóczki. Znalazła się jednak  chętna osóbka i bluzeczka została   uratowana przed pruciem. Wykorzystałam nawet resztkę  włóczki na zrobienie  do kompletu małej torebki.
Chwilowo skończę z robieniem prezentów, bo zamiast sprawiania  radości  innym , robię sobie przykrość.



Torebkę  pokażę  w następnym wpisie.

środa, 9 sierpnia 2017

Falbaniasta torebka

Torebka wydziergana już dość dawno, jakoś nie mogła się doczekać  wykończenia.
 

  A to żaden guzik mi nie pasował, a to nie chciało mi się wszywać podszewki, a to  dodawałam i prułam jakieś tam ozdobniki.

W końcu jednak ją skończyłam. Nie jest duża , to taka torebka spacerowa 24x24 cm na długim pasku do noszenia na ramieniu. W sam raz na klucze telefon i 100 różnych innych  "niezbędnych" rzeczy. 
 

Dziergałam ją szydełkiem z fantazyjnych włóczek. Włóczkę siateczkową znałam głównie z  szaliczków boa  ale  one jakoś do mnie nie przemawiają szukałam więc innego zastosowania włóczki.


 Chciałam ją podarować wnuczce koleżanki o której pisałam w poprzednim  poście ale jak już wiecie  nic z tego nie wyszło. Dziękuję Wam za wszystkie komentarze. Wiem, że nie wszyscy kochają rękodzieło, nikomu więc nie "wciskam" swoich prac.
Gdyby jakiś miłośnik rękodzieła był zainteresowany  torebką to jest ona  do wzięcia  wrzucam ją do zakładki  Wymień sie ze mną
Zaniedbałam trochę tą zakładkę ale  to sprawy rodzinne spowodowały moją  mała aktywność na blogu. Obiecuje poprawę a i jakieś Candy też szykuję dla Was.
 

czwartek, 3 sierpnia 2017

Jak tu być wdzięcznym?

        Otrzymałam ostatnio prezent: piękne cieniowane kordonki.Oddała mi je osoba która stwierdziła, że  już z nich dziergać nie będzie więc lepiej jak trafią w moje ręce niż  do kosza. Kordonki są piękne, nowe,  to dość duże  motki i jest ich całkiem sporo. Poczułam się zobowiązana do   jakieś formy wdzięczności za taki podarunek i pamięć o tym, że mnie się one przydadzą. Zaproponowałam, że coś wydziergam dla darczyńcy lub może dla  wnuczek które ona posiada.  Dziewczynki mają 5 i 12 lat więc zaproponowałam  torebki, czapeczki, szaliki, maskotki albo co tam też innego by chciały.
         Niestety usłyszałam, że   dzieci są  ubierane w drogich sklepach i rękodzieło  to nie dla nich. A darczyńca  też nie wyraziła ochoty na jakąś moją pracę.
        Trochę mi się zrobiło głupio bo w końcu nie uważam, że moje rękodzieło to byle co. Jestem doświadczoną rękodzielniczką, dziergam starannie, równiutko a w moje prace wkładam sporo serducha. Nie robię  jakiś  staroświeckich wzorów i niemodnych rzeczy ale widocznie  liczy się tylko to za co zapłacimy sporo kasy bo tylko wtedy ma to  wartość.
         Uznałam więc, że nie będę się odwdzięczać ,  zapłacenie za kordonki nie wchodzi w grę bo to podarunek. Chciałam dobrze a wyszło jak zwykle.
Zamiast tego dziergam więc powolutku nowy projekt.

wtorek, 1 sierpnia 2017

Zielono mi

Zawsze gdy zdarzy się coś złego  dobry los szykuje mi jakiś malutkie pocieszenie.  O nieszczęściu  jeszcze nie jestem  gotowa napisać ale  pochwalę się pocieszajką.
Zapisałam się  do zabawy  u SmaszKi   i udało mi się wygrać wspaniałe nagrody którymi  teraz się chwalę.


Smaszka była tak miła, że dołożyła do mojej wygranej dodatkowe włóczki.  Mam teraz  zieloniutki zestaw i pozostaje mi tylko  wymyślić jakiś nowy projekt.
Bardzo dziękuję na prezenty  i zapraszam wszystkich do odwiedzenia bloga Smaszki
i podziwiania tego co ona tworzy.



wtorek, 4 lipca 2017

Torebka

Nie lubię zmieniać torebek, więc noszę ciągle tą samą. Czasem jednak mam ochotę  wydziergać  jakiś nowy projekt. Tak też  było z tą torebką. Miałam  grube włóczki ale  niezbyt dużo więc połączyłam dwa kolory: błękitny i szary.




Pomiędzy szydełkowe słupki wplotłam paski  niepotrzebnej apaszki w kilku odcieniach szarości. Wszyłam bawełnianą podszewkę z kieszonką, znalazłam ozdobny guzik na zapięcie  i torebka gotowa.



 Z pozostałych mi resztek wydziergałam jeszcze małą kosmetyczkę  i tak powstał komplet.


         W przeciwieństwie do tak modnych torebek dzierganych z włóczki  Spaghetti  moja jest lekka  co dla mnie jest ważne  bo i tak mam w torebce mnóstwo rzeczy do dźwigania.  Swoją drogą nie bardzo rozumiem fascynację  włoczkami  dzianinowymi, wyroby z nich dziergane są grube, bardzo  ciężkie a i specjalnych wzorów nie da się nimi zrobić.  Ich zaletą jest głównie to, że robi się z nich szybko. Wystarczy kilka rzędów i koszyczek gotowy.


        Dziergałam torebkę  z myślą o sobie. Kiedy skończyłam to doszłam do wniosku , że jednak  preferuję torebki z mnóstwem kieszonek  więc zostanę przy tych co mam. Noszę w torebce mnóstwo dziwnych rzeczy ale nie lubię ich panicznie szukać kiedy są potrzebne. Gdy każda  rzecz ma swoją malutką kieszonkę jest dużo łatwiej. Nie wyrzucam wszystkiego z torebki gdy dzwoni telefon,  potrzebuję kluczy,  bilet, miarkę lub małe szkło powiększające aby coś zobaczyć na metce. Chyba muszę sobie uszyć organizator  aby móc szybko i bez problemu zmieniać torebki.
Torebkę wydziergałam, szkoda  byłoby  ją pruć. Miałam   zamiar wrzucić  ją  do zakładki  z rzeczami do wymiany   bo pomyślałam, że może któraś z Was ją sobie upatrzy  ale w miedzy czasie znalazła się miła osoba której torebka się spodobała. Po torebce pozostały mi więc tylko wspomnienia i kilka zdjęć. 




środa, 28 czerwca 2017

Poszewka z kółeczkami.

Rehabilitacja pochłania mnóstwo mojego czasu.  Po powrocie do domu jestem zmęczona więc   robótki  sobie leżą i czekają aż je wykończę.  Poszewkę z kółeczkami zrobiłam już dość dawno ale  nie mogłam się zmobilizować  do uszycia drugiej strony czyli bawełnianego spodu.








 Preferuję takie poszewki bo z jednej strony jest ona ozdobna, włóczkowa  a z drugiej  bawełnianej całkiem użytkowa czyli można się na niej zdrzemnąć bez obawy, że obudzimy się z odciśniętym na buzi wzorkiem.












Kiedy już mi się udało  skroić  bawełniane plecki  to znów je odłożyłam i tak sobie czekały na zmiłowanie. Nieskończonych prac mam coraz więcej więc  w końcu poszewka doczekała się  i jest skończona.



 Wena jednak skończyła mi się tylko na jednej sztuce choć  mam jeszcze jeden skończony wierzch  na kolejną poszewkę. No cóż musi poczekać.




piątek, 23 czerwca 2017

Chusta lniana

            Najbardziej nie lubię robić  tego czego ode mnie oczekuje rodzina czyli szycia pościeli, przeróbek,  skracania,  podkładania, naprawiania, przyszywania guzików wymiany zamków.  Nikt mnie nie poprosi "pokaż jak to się robi".    No może tylko 7 letni wnuczek  który jako jedyny z rodziny potrafi szyć na mojej maszynie wprawdzie pod nadzorem ale już wie jak się nawleka nici,  ustawia ściegi, zmienia stopki i szyje.
          Nie wiem dlaczego rodzina  uważa, że  skoro ja wszystko potrafię to cała reszta nie musi niczego się nauczyć.  Po prostu podrzuca mi się  rzeczy jak do punktu krawieckiego zakładając, że  znajdę  odpowiedni  guzik, zamek, szmatkę, podszewkę itd.  Z wiekiem robię się coraz bardziej asertywna  i zaczynam odmawiać gdy   ktoś np. oczekuje , że wymienię mu zamek z zimowej puchowej kurtce  uszytej z mnóstwem naszywek , bajerów i lamówek. Żeby wymienić zamek musiałabym tą kurtkę całą rozpruć i to ręcznie  a potem zszyć na nowo. Nie mam odpowiedniej maszyny więc część pewnie  bym szyła igiełką.
           Już  nie daję się nabierać na stwierdzenia, przecież Ty jesteś taka zdolna,  wszystko potrafisz, dasz radę  naprawić    to co akurat udało nam  się popsuć.  Odmawiania też trzeba się nauczyć i wkalkulować w odmowę obrażone miny i komentarze po kątach, że po prostu mi się nie chce a przecież siedzę w domu i nic nie robię.

         W czasie takiego nic nie robienia wydziergałam lniano-bawełnianą chustę. Bez konkretnego wzoru ot tak   robiłam co mi się tam zachciało.



Chusta ma wpleciona cieniutką jak włos złotą  niteczkę więc się cała mieni. Oczywiście nie potrafię zrobić zdjęcia na którym będzie to widać więc musicie mi uwierzyć na słowo.







sobota, 17 czerwca 2017

Śnieżno-biała chusta

          Chusta  z poprzedniego wpisu  już jest  w rękach nowej właścicielki.  Było mi bardzo miło  gdy   dostałam  wiadomość, że chusta jest akurat taka jaką sobie Panna Młoda wymarzyła. Trafiłam z kolorem,  wzorem a i  moje wykonanie spotkało się z uznaniem. Zrobiłam ją na zamówienie, ktoś zamówił, zapłacił, odebrał i właściwie to powinien być koniec historii. Jednak to co jest ręcznie zrobione  widocznie  posiada magiczne właściwości wyzwalania    pozytywnych  zachowań.  Kupując rzeczy  masowe w sklepach nikt nikomu za nie nie dziękuje , nie  chwali wykonania i projektu. Tym bardziej mi miło gdy ktoś po otrzymaniu mojej pracy zadaje sobie odrobinę trudu aby napisać do mnie kilka ciepłych  słów,   każdy potrzebuje odrobiny uznania a i pochwały nie są nam obojętne
        Dziś kolejna  ślubna chusta. Trochę mniejsza niż ta poprzednia, wykonana  na szydełku innym wzorem tym razem z śnieżnobiałej włóczki. Dla laika podobna bo też ażurowa ale ta wymaga zdecydowanie mniej pracy niż poprzednia a jest równie efektowna.
Chusta skończona teraz  dziergam powolutku bluzeczkę z bawełny.
 







niedziela, 11 czerwca 2017

Ślubna chusta z kwiatami

      Sezon komunijny zakończony i choć  nie pokazałam tego na blogu w tym roku zrobiłam  kilka  torebeczek, rękawiczek i wianuszków. To miłe robótki ale dzierganie ciągle tego samego  odrobinę  mnie zmęczyło. Mogłam jednak dzięki temu uzupełnić  uszczuplone zapasy  nici które niestety są coraz droższe. 
      Teraz mam roczną , komunijną przerwę  i mogę dziergać coś innego. Może nie do końca  są to rzeczy dla mnie   ale  pokaże Wam   mój ostatni "udzierg" czyli ślubną chustę



       Chusta  jest  w kolorze kremowym  , wydziergana na szydełku według projektu Panny Młodej. Jest duża  ok. 200x100 cm i mimo , że jest ażurowa  wymagała sporo pracy. Element kwiatowy składa się aż z 24 płatków nakładanych na siebie.


      
   Dziergam na szydełku w ekspresowym tempie więc wykonanie jednego kwiatowego kwadratu zajęło mi "tylko" 57 minut. Zmierzyłam sobie czas tak z ciekawości bo z reguły  zatopieni w robótkach nie zdajemy sobie sprawy z upływu czasu. 
         Jak sobie pomnożycie ilość kwiatków  przez czas potrzebny do ich wykonania  i weźmiecie pod uwagę fakt, ze nie da się dziergać bez przerwy przez kilka godzin  to już będzie wiadomo, że z rękodzieła wykonywanego własnymi rękami  trudno byłoby zarobić na życie.
      Patrząc na siatkową strukturę sama byłam zdziwiona  ogromną ilością czasu potrzebną na wykonanie chusty. Bo dzierganie to tylko część pracy, chustę potrzeba wykończyć , wyprać, zablokować, pociąć i powiązać frędzle. 
         Pomijając jednak ilość pracy jestem z chusty  zadowolona , mam nadzieję, że Panna Młoda też.



wtorek, 30 maja 2017

Egzotyczny kwiat w czerwieni.

Pamiętacie  moje egzotyczne kwiaty?
Pomarańczowe, energetyczne, duże pisałam o nich  tu .Egzotyczne-kwiaty
 Obiecałam pokazać ich mniejszą wersję w zupełnie innej kolorystyce. Oto ona,   tym razem ogniście- czerwona , wersja mini  bo składająca się tylko z 4 kwiatków. To ten sam wzór tylko środek jest  wykonany inaczej.


Niby to samo ale jednak wygląda odmiennie. Który ładniejszy?



To rzecz gustu, teraz  tylko muszę wymyślić  jakieś zastosowanie dla tych kwiatów. Póki co czerwony zdobi ścianę a pomarańczowy przypięłam na korkowej tablicy.



czwartek, 25 maja 2017

Kapelusik z kwiatkami i trochę goryczy.

             Różowy kapelusik z włóczki bawełnianej zrobiłam dla majowej solenizantki. Mała modnisia ma tylko 2,5 roczku więc na kapelusiku umieściłam kolorowe kwiatki i maleńkiego motyla. Bardzo się starałam , przerabiałam kapelusik kilkukrotnie aby był  odpowiedniego rozmiaru, dobierałam kwiatki ich kolory i kształt. Dziergałam go siedząc   w kolejce między jednym   zabiegiem  rehabilitacyjnym a drugim wzbudzając niemałą sensację ale i mnóstwo pozytywnych komentarzy.

    


 Kapelusik  wydał mi się  dziewczęcy, wesoły, przewiewny. Został  podarowany , przymierzony   więc tu powinna się zakończyć  moja opowieść.



          Tak się jednak zdarzyło, że na drugi dzień  przypadkowo  i zupełnie niespodziewanie  trafiłam do domu solenizantki. Siadając na kanapie zauważyłam w jej rogu  mój kapelusik , wygnieciony, porozciągany, wymieszany z brudną ściereczką, wciśnięty  pod poduszkę jak jakiś śmieć. Nie ma co ukrywać zrobiło mi się smutno, że tak został potraktowany mój prezent. Nie został kupiony co nie znaczy, że jest nic nie wart,   został zrobiony moimi rękami i włożyłam w niego sporo serca. Niestety chyba okazał się niechcianym prezentem.  Na pocieszenie  wymyśliłam sobie, że to  może  mała księżniczka  go tam wcisnęła  a jej wybaczę wszystko ale to bardziej moje chciejstwo niż prawda.
   
  Postanowiłam jednak, że  na razie niczego nie wydziergam dla małej   bo mój gust i gust mamy księżniczki to dwa różne światy.  Szkoda mojego trudu , lepiej by było gdybym go nie zrobiła  bo chciałam sprawić radość a sprawiłam przykrość głównie sobie.
Na szczęście uśmiech i przytulasek księżniczki trochę mi  poprawił humor.


czwartek, 11 maja 2017

Dmuchawce, latawce, wiatr.....

Sweterek w  szarym kolorze. Nie bardzo go lubiłam  bo wydawał mi się smutny i niezbyt twarzowy. Sweterek jest  z  czyściutkiej wełny, dość cienki, leciutki, bardzo ciepły i jak na wełnę mało gryzący. Postanowiłam  coś z nim zrobić aby go polubić. Ponieważ sweterek jest wełniany to zrobiłam na nim  aplikacje  wełniane.




 Najpierw  igłą do filcowania, potem trochę filcowałam na mokro. Nie jestem żadną specjalistką od filcowania ale  moje umiejętności  muszą wystarczyć  na moje potrzeby. Teraz mam sweterek z dmuchawcami i o dziwo  od razu go polubiłam. Ostatnio ktoś mi powiedział, że dmuchawce wyglądają jak żywe i normalnie byłam dumna z siebie nawet jeśli  ten komplement był na wyrost.



Czasem niewiele potrzeba aby zmienić swoje nastawienie. Zamiast wyrzucać nielubianą rzecz wystarczy ją odrobinę przerobić i popatrzeć  na nią z innej lepszej strony.
PS.
Odpowiadając na uwagi z komentarzy. Sweterek piorę ręcznie  w letniej wodzie jak wszystkie moje wełniane rzeczy. Prania chemicznego nie lubię i unikam jak mogę.   W trakcie noszenia  aplikacja  odrobinę się  kulkuje  i mechaci ale wtedy dofilcowuję ją cieniutką igłą  do filcowania  i jest jak nowa.  Czasem nawet dokładam sobie coś nowego.