Obserwatorzy.

wtorek, 12 listopada 2019

Zimno mi nie straszne.

        Czysta alpaca 100% , włókno szlachetne, mięciutkie, cieplutkie. Problem  był  taki, że miałam tylko dwa motki po 40 g, w każdym  88 m.  Na dodatek to były zupełnie różne kolory jeden brązowy,  jeden szary.  Jedynym plusem było to, że  była taka sama   grubości  wełny. Zupełnie nie wiedziałam co można zrobić z taką niewielką ilością ale szkoda mi było wrzucić ją do pudła na " wieczne przechowanie". Jak się ma duże zapasy to za miesiąc nie będę już o niej pamiętać bo wygrzebię z pudła coś zupełnie innego. 
    Zimno, wietrznie, deszcz pada za oknem  więc  wyciągnęłam  druty  i wydziergałam czapkę. Czapka ma być cieplutka  więc dziergałam  dwie nitki, trochę melanż brązowo-szary, trochę jednolitego koloru  brązowego i szarego. Fason mój ulubiony( to nic, że mam podobne 3 czapki). Wełnę wykorzystałam do ostatniego centymetra , jestem przygotowana na zimne dni.
        Modelka ma trochę za małą głowę ale lepsze to niż nic.



poniedziałek, 4 listopada 2019

Zagubiona , ulubiona.

    Niedawno dostałam "dramatyczny" telefon -Mamo zgubiłam czarną chustę!!!!! Wsadziła  chustę do rękawa w kurtce i pewnie jej wypadła w galerii handlowej. Była tak zdesperowana, że szukała jej przez godzinę ale niestety przepadła jak kamień w wodę.
       Jak się domyślacie zrobiłam córce wiele chust ale  to ta zagubiona  była ulubiona. Idealna  w rozmiarze 225 x 85 cm ,  kolorze( czarna!) , wzorze - czarne kwiaty na  czarnej siatce, z idealnej dla alergika  włóczki ( akryl z jedwabiem wiskozowym) .  Córka nawet pamiętała nazwę  włóczki z której ją dziergałam  i oczywiście chce  nową chustę   z takiej samej włóczki , w takim samym  rozmiarze,  słowem identyczną.  
      Chusta była wiekowa  miała 15 lat albo  więcej ale mimo ciągłego użytkowania i prania w pralce wyglądała jak  prawie nowa. Obiecałam ukoić  żal dziecka  i zrobić  kopię. I tu zaczęły się schody. Włóczkę przestali produkować jakiś czas temu musiałam więc szukać czegoś podobnego .Ani ja ani córka nie pamiętamy jaki to wzór był na tej chuście więc musiałam poszukać  wzoru który pasowałby  do tak dużej chusty. 
       Kiedy już zgromadziłam włóczkę, wzór ,szydełko  i wolny czas  coby natychmiast zabrać się za dzierganie  rehabilitantka kazała mi ograniczyć  szydełkowanie ze względu na problemy z ręką. W związku z tym  dziergam sobie powoli po kilka rzędów i  mam nadzieję , że do grudnia zdążę.


poniedziałek, 28 października 2019

Morza szum, ptaków śpiew.......

    Wspomnienie lata: plaża, morze, słońce, błękitne niebo.
     Nie potrafię malować, rysuję też  kiepsko co nie znaczy, że nie mogę tego robić  skoro sprawia mi to przyjemność. Zwykły kamień  taki leżący na polnej drodze pomalowałam  kredkami wnuka i polakierowałam. Służy mi  jako przycisk  na obrus  na działkowym stole bo wiadomo nad morzem zawsze trochę wieje . Kamień nieduży tak jak mój talent malarski  ale radość z tworzenia ogromna.


A tu druga strona mojego "dzieła" , zwykły kamień.


poniedziałek, 21 października 2019

Różowe śmieci.

    Ponieważ jestem niepoprawnym chomikiem wszyscy wokół obdarowują mnie  niechcianymi rzeczami. Różowy sweterek ze srebrną nitką po jakieś dorastajacej panience też trafił w moje ręce z tekstem "może Ci się przyda, sprujesz i zrobisz coś innego" . Okazało się jednak, że sweterek jest robiony maszynowo i w wielu miejscach jest cięty. Z prucia  nic nie wyszło choć odrobinę się namęczyłam prując szwy i obrzucenia zanim odkryłam cięcia. Sweterek trafił do kosza. Tyle tylko, że to jest tzw. kosz nieostateczny czyli kosz  na śmieci robótkowe, nici, ścinki, szmatki  itp.  
     Różowe śmieci poleżały w koszu 2 dni a potem niestety wpadłam na pomysł, że jednak coś z nich zrobię. Śmieci zostały wydobyte z kosza i tak powstały różowe róże do niczego mi niepotrzebne .  W rzeczywistości róż nie jest taki wściekły to tylko lampa  aparatu przełamuje kolory. Niczego to jednak nie zmienia.     
        Leczyć się tego nie da , trzeba z tym żyć, pocieszcie mnie , że nie jestem w tym szaleństwie jedyna 😔






środa, 16 października 2019

Barwy jesieni początek

     Coś będzie w jesiennych barwach. Zachęcona  piękną , jesienną pogodą ( wczoraj  siedziałam na słoneczku w krótkim rękawku) , zniechęcona   zakazem dziergania bez umiaru zwłaszcza szydełkiem  ( jakieś tam problemy z łokciem i barkiem) zaczęłam nową robótkę . Mam się samoograniczać no to robię  dużo przerw w czasie których grzecznie wykonuję zlecone ćwiczenia  bo zrezygnować z robótek  nie potrafię. Zaglądajcie  do mnie  niedługo opiszę co i z czego powstało. Dziś tylko kolorami Was zachęcam.




poniedziałek, 7 października 2019

Księżniczki nie noszą zwykłych sweterków.

👸     Sweterek miał być  niezbyt gruby, zapinany na guziki, taki pod kurteczkę do przedszkola. Łatwy do zakładania, zdejmowania, prania, nie wymagający prasowania, blokowania, bez zbędnych  ozdóbek i fanaberii,  słowem "zwykły".
      Kiedy wnusia przymierzała prawie gotowy sweterek  już widziałam, że łatwo nie będzie. 😔
      Pierwszy problem to kolor . Sweterek nie jest różowy!!!
      Jak się ma 4,5 roku to każdy inny kolor jest zły a niebieski kolor to  podobno jest tylko dla chłopaków.   Nie wiem skąd się to bierze ale nawet w sklepach trudno o fajne ciuszki dla takich panienek  w kolorach innych niż wszelkie odcienie różu, fioletu lub białego. Tłumaczyłam, że  to nie jest kolor niebieski tylko błękitny jak niebo albo niezapominajki i jakoś mi się udało ją przekonać.
      Pojawił się jednak kolejny problem. Dlaczego na sweterku nic nie ma? 
Bez  kwiatka, motylka,  misia,   kucyka, serduszka sweterek jest nieładny!!! 😝
Nic nie pomogło tłumaczenie, że  ma  ażurowe dziureczki a to prawie jak koroneczki.
No cóż sama jestem sobie winna . Ostatni  "zwykły" sweterek osobiście obszyłam  świecącymi  aplikacjami w kolorze różowym.  Cóż było robić i do tego zwykłego sweterka doszłam atłasowe różyczki i wreszcie usłyszałam, że sweterek jest ładny 😊

    👰   Księżniczki zwykłych sweterków  nie noszą bo takie jest ich księżniczkowe prawo. Chyba nie warto z tym walczyć zwłaszcza, że szybko z różu wyrastają a co gorsze potem wchodzą w "czarny".






poniedziałek, 30 września 2019

Nieudany podarunek

       Kolejna bluzeczka dziergana na drutach tym razem z włóczki bawełniano wiskozowej w kolorze niejednolitym niebieskim , w odcieniu turkusowym. Włóczka  mięciutka niezbyt gruba w sam raz na letnią bluzeczkę. Wzór i projekt znaleziony  w internecie. Bluzka jest dziergana od góry na okrągło. Po zakończeniu ozdobnego wzoru rękawy, przód i tył robi się osobno ale tylko pod pachę potem znów łączy się tył i przód i dalej dzierga na okrągło. Dzięki takiemu sposobowi , dziergając przód i tył osobno dodaje się inną liczbę rzędów i oczek a bluzka wychodzi w tylu pod szyję a z przodu ma dość duży dekolt. Wystko to dzieje się po  zrobieniu ozdobnego okrągłego karczka, to ciekawy sposób który miałam okazję zrobić  po raz pierwszy.  Dekolt wyszedł mi spory musiałam go trochę ściągnąć  ściegiem szydełkowym rakowym. 
        Moja córka lubi takie kolory a że mieszka daleko to konsultacje co do bluzeczki odbywały się za pomocą zdjęć i konwersacji telefonicznej. Skończona bluzka  poleciała paczką i dopiero wtedy córka mogła ją przymierzyć. Niestety choć bluzka bardzo jej się spodobała to okazało się, że ozdobny szeroki  karczek i duży dekolt  powodują  zbyt duże przezroczystości w okolicy  biustu.  Bluzeczka wróciła do mnie i teraz mam dylemat pruć czy  przerabiać dla siebie.  W racji moich sporo większych gabarytów  niż mojego dziecka bluzeczka bardziej się rozciąga na szerokość przez co  na mnie dekolt jakby mniejszy , zamierzam go jeszcze trochę zmniejszyć dorabiając plisę. Wprawdzie bluzeczka jak na moje potrzeby jest krótka ale ponieważ dziergana jest  od góry  a włóczki mi zostało to da się to naprawić.  Tylko czy warto poprawiać czy może jednak lepiej spruć ?








wtorek, 24 września 2019

Wrzucamy szmatki.

           Szmatki, skrawki, resztki, końcówki wszystko co normalni ludzie wyrzucają do kosza tacy mniej normalni  przerabiają na cokolwiek. Obcięte rękawki pomarańczowej bluzeczki na dynie, końcówki włóczek  na okładkę na zeszyt, resztki satyny  na kwiatuszki. Muszę powiedzieć, że jak już przerobię takie byle co na coś konkretnego to poprawia mi się humor nawet wtedy gdy to coś nie jest nmi zupełnie potrzebne.


              Satynowe szmatki przerobione na róże trochę postoją  a jak się zakurzą to nie żal mi będzie je wyrzucić. Chyba , że wtedy  zabiorę je na działkę i zużyję do ozdobienia słupków podtrzymujących  daszek altanki. Tam na słońcu i wietrze dokonają żywota.


poniedziałek, 16 września 2019

Wyjątkowa pomarańcza


      Pomarańczowa włóczka skusiła mnie wyjątkowo fantazyjną  strukturą. Jedna nitka zmieniająca się co jakiś czas w zupełnie inną , raz to tak jakby tasiemka, raz sznureczek, raz trawka. Różni się nie tylko fakturą ale i kolorem.  
       Włóczka nie ma w składzie wełny była więc odpowiednią dla mojej alergicznej córki dla której wydziergam sweterek. Zgodnie z zapotrzebowaniem  sweterek jest prosty, krótki z rękawami o długości 3/4.  Dziergany od góry , wykończony ryżowy ściegiem. 
      Próbowałam sfotografować sweterek tak by pokazać walory włóczki ale kolor pomarańczowy nie chciał współpracować i albo wychodził mi  wściekłe odblaskowy albo  smętnie wyblakły. Musicie mi więc uwierzyć , że w rzeczywistości jest to ciepły pomarańczowy kolorek o bardzo ciekawej fakturze. Po praniu włóczka zrobiła się mięciutka i miła w dotyku. Sweterek przyjęty, zaakceptowany, noszony.








środa, 11 września 2019

Witam jesiennie po przerwie.

Czas leci  nieubłaganie i  właśnie   odkryłam , że nic nie publikowałam na blogu od wielu miesięcy. Muszę się szybko poprawić bo inaczej  nikt do mnie nie będzie zaglądał. Właściwie nic się nie stało co by usprawiedliwiało moją bezczynność.  Robótki powolutku dziergam, gorzej z ich fotografowaniem. Postaram się  być bardziej kreatywna jeśli chodzi o  blog, choć mam wrażenie, że teraz to wszyscy są na FB , Instagramie  i innych   aplikacjach do których jakoś nie mogę się przekonać.
Jakiś czas temu kupiłam sobie  przyrządy do robienia pomponików. To niezbyt skomplikowane urządzenia a jednak robienie pomponów jest dużo łatwiejsze niż  metodą tradycyjną  czyli oplatanie kółka z tekturki.
Jak już sobie kupiłam to i wypróbowałam  robiąc gromadkę króliczków. Wszystkie króliczki znalazły już nowe domy:  jedne poszły do dzieci w szpitalu, inne do Domu Kultury i przedszkola. Mogę więc z czystym sumieniem bawić się dalej. Ostatnio wpadłam na pomysł zrobienie dywanika z pomponów ale nie wiem czy to dobry pomysł.  Wydaje mi się, że będzie dość ciężki, będzie się  kurzył, słabo prał. Może ktoś z Was ma taki dywanik i podzieli się wrażeniami z użytkowania?

A teraz pomponikowe  króliki.





I jeszcze serduszko


czwartek, 23 maja 2019

Wiosenne tulipany

Spotkania robótkowe w realu a nie w wirtualnym świecie wymagają odrobiny wysiłku. Trzeba sobie tak zaplanować sprawy przyziemne aby znaleźć 2 godzinki  na relaks w towarzystwie osób które zrozumieją, że kupienie  53-go  motka włóczki  jest  absolutnie uzasadniony wydatkiem. Po prostu takiej włóczki jeszcze nie mamy więc zakup był koniecznością 😃.
Wbrew temu co można przeczytać na forach robótkowych chętnych na takie spotkania jest niewiele. Za późno, za wcześnie, nie ten dzień, nie ta godzina, nie takie towarzystwo, nie takie tematy to tylko kilka z tłumaczeń osób którym proponowaliśmy udział w bezpłatnych spotkaniach pasjonatów rękodzieła.  Podobno lepiej uczyć się z filmików z YT  niż przyjść zapytać, popatrzeć  na doświadczone dziewiarki które większość wątpliwości potrafią wyjaśnić w 3 minuty. Może faktycznie  lepiej spędzić kilka godziny gapiąc się w ekran telefonu i przewijać po raz 10 ten sam filmik licząc oczka.
  Skoro jednak jest kilka  stałych osób na naszych spotkaniach   postanowiłam zrobić dla nas jakieś robótkowe  umilacze. Kolorowe  tulipany to  podkładki pod kubki z herbatą.




 W końcu jak się dzierga i gada o robótkach przez 2 godziny to pić się chce. Obiecuję wydziergać podkładki dla wszystkich którzy zechcą wspólnie twórczo spędzić czas  w Kąciku Wesołego Dziergacza  albo jeszcze lepiej  nauczę chętnych aby takie kwiatuszki  każdy zrobił  sam.

czwartek, 18 kwietnia 2019

Wesołych Świąt.

Czas mija , życie się toczy niezależnie od nas. Życzę wszystkim dużo pogody ducha, dużo zdrowia,  mnóstwo optymizmu. Niech wena twórcza Was nie opuszcza, niech pomysły kiełkują jak młode roślinki na wiosnę. Obiecuję wrócić do blogowego świata mimo wszystko.


niedziela, 24 lutego 2019

Wiosenne .

Idzie wiosna pora się zmobilizować do  pracy. Na blogu wieje pustką  i nudą. Jakoś  straciłam wenę do pisania, pokazywania choć nadal  dziergam tylko trochę mniej. Kłopoty z barkiem ograniczają mój zapał do robótek.
 Zamiast więc   dziergać    wszystko pruję.   Za małe swetry- przecież już nigdy nie schudnę tak aby w  nich się zmieścić. Sweterki wnuków których  czasem  nie założyły ani razu.  Szaliki, czapki, chusty, poduszki, kocyki, torebki, serwety  leżą nie używane więc  są niepotrzebne. Próbowałam je   rozdać rodzinie ale  nikt ich nie chce. Za duże, za małe,  za krótkie, za długie, nie modne, nie w tym kolorze, nie z tego materiału .   Zresztą  rodzinę mam niewielką bo los nas rozrzucił po świecie. Ciuszki szyte, kupione w sklepie,  spakowałam   i zawiozę potrzebującym. Wszystko co dziergane pruję, piorę, prostuję.  Przyda się do zrobienia nowych projektów które dużo łatwiej    wykonać gdy nie trzeba  mieć   gotówki na materiał. Prucie własnej pracy jest jednak bardzo depresyjne bo trzeba odganiać  myśli w rodzaju  : nie rób nic więcej,  nikomu to nie jest potrzebne.
Żeby odganiać złe myśli  atakujące mnie podczas prucia  w przerwach miedzy pruciem  kolejnych prac  wydziergałam sobie chustę.




Czy jest mi potrzebna? To sprawa dyskusyjna ale mam stary błękitny płaszczyk  więc  będę mieć  do niego nową chustę. Włóczka pruta,  wcześniej był to szalik z frędzlami na końcach. Składu nie pamiętam to jakaś mieszanka wełny, moheru i jakiegoś syntetyku który to razem trzyma. Kolor też jakiś nieokreślony. Szalik mi się znudził  i nie używałam go więc poszedł do prucia. Pruło się kiepsko jak wszystkie mohery ale był na szczęście luźno robiony.  Wydziergałam  teraz z niego chustę. Nie pytajcie o wzór, schemat bo go nie ma. Włóczki było mało  bo to przecież był tylko szalik. Na chuście z pstrokatej  włóczki wzorów nie widać. Część chusty jest gładka, na części zrobiłam małe fale i dziurki.



Z frędzli zrobiłam 3 chwościki , dołożyłam  drewniane koraliki i  powstało takie coś jak na zdjęciach.  Chusta niezbyt wielka 150  x  70   ale do wiosennego  płaszczyka w sam raz. Włóczkę wykorzystałam w całości.  Sama siebie przekonuję, że prucie nie jest takie złe.















niedziela, 27 stycznia 2019

Dywanik wełniany

Znalazłam wzór  na szydełkową serwetkę i postanowiłam zrobić  dywanik. Nie jest to jednak tak ostatnio modny dywanik ze sznurka tylko zwykły włóczkowy  dywanik dziergany szydełkiem.  Gruba mięciutka  beżowa włóczka syntetyczna  o strukturze czesanki leżała w pudle i właściwie chciałam się jej pozbyć , brązowa wełna dywanowa której dostałam kilka kłębków "gryzie" od samego patrzenia.  Połączyłam  te dwie  włóczki i powstał mały dywanik. Ma mięciutki środek i gryzące  obrzeże ale komu to przeszkadza jeśli leży na podłodze.




W założeniu miał być do domku na działce ale  póki co zrezygnowałam z tego pomysłu. Dlaczego? Otóż przypomniałam sobie, że już jeden dywanik na działkę zrobiłam i zawiozłam. Ten  oto






Dywanik  wełniany  zasilił więc   pudło z rzeczami  zrobionymi nie wiadomo po co.

 Ktoś mi ostatnio opowiadał o grupie na FB " Po co  to kupiłam?"  Ja chyba powinnam założyć grupę po co to zrobiłam? Gdzieś tam w głębi duszy  zawsze znajdę odpowiedź na to pytanie np.
  • podobał mi się wzór,
  • chciałam wykorzystać posiadaną włóczkę,
  • nudziłam się,
  • wydawało mi się, że ta rzecz jest mi niezbędna ale po zrobieniu okazało się, że jednak nie
  • chciałam  zobaczyć,czy potrafię to zrobić,
  • musiałam czymś zająć ręce aby uwolnić z głowy złe myśli
  • zrobiona rzecz nie jest tym czego oczekiwałam
  • itd......
Mogłabym wymyślać jeszcze inne  równie "mądre" powody choć właściwie powinnam napisać zrobiłam bo chciałam i to zamyka temat.

PS. Kocyka dla WOŚP sprzedany za 510 zł !!!! Jesteśmy szczęśliwe nasza praca kogoś ucieszy a pieniądze uratują czyjeś zdrowie. Już myślimy o  następnym kocyku.



poniedziałek, 14 stycznia 2019

Kocyk dla WOŚP

Kocyk z sercem, kocyk od serca to wspólna praca kilku  fantastycznych osób. Każda z nich  ma swój wkład w jego wykonanie i  wystawienie na charytatywnej aukcji. Powstał w ekspresowym tempie z szydełkowych kwadracików stąd i króciutka aukcja  ale jeszcze dziś można go licytować.


 https://charytatywni.allegro.pl/ii-szczecinski-pledzik-wosp-rekodzielo-akryl-kocyk-i8759698?fbclid=IwAR0wrhSZiHvlMFOjydIesvaCcrUv7QuMmQwvrgXS3ev5aoqIBFgbYFjmczg

 Mamy nadzieję, że ucieszy  kogoś kto go kupi i zasili w ten sposób Wielką Orkiestrę.
Zdjęcia twórczyń, etapy tworzenia kocyka jak również kocyk zeszłoroczny możecie obejrzeć  na FB stronie    Szczeciński pledzik
Oto nasze dzieło.




sobota, 29 grudnia 2018

Po Świętach

       Święta minęły nie wiadomo kiedy. W moim wypadku  wyjątkowo  spokojnie i leniwie bo  życie ma własny pomysł jak jak ma być i nasze plany ma za nic. Zamiast  rodzinnego spotkania  była mała kolacja wigilijna w gronie kilku osób. Wnuczka  zachorowała na wietrzną ospę przed samymi Świętami i  plany świąteczne musiały się błyskawicznie zmienić. Jakoś musiałam przeboleć  brak   wszystkich najbliższych  w czasie Bożego Narodzenia choć było mi  smutno. Zapakowałam do toreb prezenty, ciasteczka, pasztety, pierogi i przekazałam  synowi aby  choć tyle było wspólnego świętowania.  Muszę być cierpliwa nie narażać ani wnusi ani siebie ,  potem nadrobię stracony czas choć  atmosfera  Świąt już  nie wróci.

Dziś pokażę ostatnie świąteczne akcenty czyli spersonalizowane czapki mikołajowe.





 Każda w innym kolorze,  z wyhaftowanym imieniem.






Czerwona i błękitna dla maluszków, różowa dla dorastającej panienki.




wtorek, 25 grudnia 2018

niedziela, 16 grudnia 2018

Choinki

Pierniki i  kruche ciasteczka z cukrową posypką upieczone w ilościach hurtowych. Mogę  na chwilę przysiąść do komputera aby pokazać Wam koronkowe choinki. Robiłam je  po raz pierwszy na prośbę miłej osoby.  Nie pytajcie mnie o wzór po go nie posiadam ale nie jest to mój pomysł.  Choineczki wyszły bardzo efektowne.  Dziergałam białe i zielone, mniejsze i większe. Dziergałam je na podstawie zdjęcia ( niestety nie wiem czyjego) bo to prosta robótka   oczywiście dostosowując  wszystko do grubości nici, szydełka  i wielkości  choinek jaką  chciałam uzyskać. Podobają się Wam? Muszę przyznać , że coraz trudniej znaleźć  wzory inne niż wszystkie chyba trzeba zacząć samemu coś wymyślać.



wtorek, 11 grudnia 2018

Świąteczne klimaty.

        Ostatnio były śnieżynki z białych nici dziś coś włóczkowego.  Mikołaj i dwa bałwanki dziergane z  kolorowych włóczek. Mikołaj spory  tak ok. 20 cm. ale musiałam zmieścić wszystkie charakterystyczne szczegóły.







 Czapka z pomponem,  buty z cholewkami, rękawice, pasek z klamerką i długa broda. Bałwanki   w ciepłych czapeczkach i szalikach z frędzlami  do towarzystwa , żeby Mikołaj nie czuł się samotny.



czwartek, 6 grudnia 2018

Miało ich nie być.

Żadnych gwiazdek, aniołków , reniferów, choinek , bombek miało w tym roku nie być. Nie planowałam robienia   niczego świątecznego . W końcu rodzina obdzielona już dawno, znajomi obdarowani  więc   postanowiłam nic świątecznego nie dziergać.  Ale jak to zwykle plany planami a życie   wymyśla coś innego.
Gwiazdki  powstały i to nawet całkiem sporo. Każda gwiazdka jest inna,  wszystkie dość duże bo na   dorodną choinkę. Nie bardzo lubię dziergać   hurtowo  tego samego  stąd  pokusiłam się o  różne  wzory. Świątecznych szydełkowych gwiazdek jest tyle, że tylko wybierać wśród  setek wzorów albo jeszcze lepiej samemu coś tam wymyślić. Dzierganie było przyjemne, krochmalenie i naciąganie  niekoniecznie  choć w tym roku zrobiłam sobie szablon  gwiazdki z przezroczystego plastiku  więc równe naciągnięcie było odrobinę łatwiejsze.   Święta mam więc  zaliczone dziergająco.







czwartek, 22 listopada 2018

Śmieciarka niepoprawna

        Próbowałam z tym walczyć ale  niestety poległam i muszę z tym żyć.  Próbowałam  szykować  reklamówkę, pakować ją i natychmiast wynosić do śmietnika, próbowałam pakować rzeczy do oddania do  opieki społecznej, próbowałam wykorzystywać resztki natychmiast ale  nic to nie pomaga. Jestem niepoprawną "śmieciarką" , zbieram wszystko, segreguję układam w kartonikach, woreczkach  choć wiem, że do końca życia nie jestem w stanie tego zużyć. Chyba się już pogodziłam z tym  bałaganem wynikającym z nadmiaru rzeczy przydatnych do prac wszelakich. Bardzo to miłe gdy  o każdej porze dnia i nocy , grzebiąc w moich skarbach  znajduje  to co akurat w tej chwili jest ni niezbędne ale niestety   moce przerobowe mam ograniczone a zapasy ciągle powiększam.
         Ponarzekałam  to teraz mogę pokazać efekty mojej śmieciowej działalności. 
       
        Białe bawełniane podkoszulki pozostały mi po moim tacie.  Nikt z rodziny ich nie chciał choć niektóre były nówki. Wyrzucić szkoda,  zostały  więc odłożone  nie wiadomo po co,  żałowałam, że nie spakowałam ich razem z  innymi rzeczami  taty gdy przekazywałam je do PKPS-u dla potrzebujących. Niestety ich magazyn jest na drugim końcu miasta i z kilkoma rzeczami nie chce mi się  gonić przez całe miasto. Podkoszulki zostały więc pocięte. Jedne na  sznureczki, inne na szmatki  jednorazówki do wycierania samochodu. Oczywiście zupełnie "przypadkowo" odcięłam brzegi koszulek a jak je już obcięłam to  zrobiłam z nich kwiatki. Nic specjalnego nie robiłam zwinęłam  lamówkę w koło i pomalowałam  mazakami. Powstało takie coś jak na zdjęciu, niekoniecznie mi potrzebne ale  co tam,  świetnie się bawiłam  malując  lamówkę a kwiatki teraz powędrują do pudła i poczekają aż wymyślę do czego też mogłabym je  przyczepić. W zamyśle początkowym miały być do dekoracji mojej skromnej działki  wypoczynkowej, ale  to już chyba w przyszłym roku.






A tu poniżej  lamówka odcięta byle jak  z której kwiatki powstały.