Obserwatorzy.

sobota, 21 listopada 2020

Moherowe dodatki.

 Moherowa chusta   nie nadaje się do  noszenia w czasie   ciepłych dni. Z resztek moherów wydziergałam sobie do kompletu opaskę do włosów. Prosta, zwyczajna, prawie jednokolorowa, cieplutka i wygodna. Moherków mam coraz mniej ale zamierzam jeszcze  parę drobiazgów z nich zrobić więc zapraszam za kilka dni na dalszy ciąg. 

Ps. Zdjęcia rozczochrane 🤪. oglądajcie tylko opaskę resztę omijając wzrokiem. 🙈

P





niedziela, 8 listopada 2020

Kolorowa chusta

      Chusta skończona, wyprana, zblokowana, przetestowana mogę więc coś więcej o niej napisać. 
Wzór  chusty jest darmowy i można go znaleźć  pod tym adresem Chusta . Pięknie opisany, dużo zdjęć, czytelny schemat. Chusta jest łatwa do wykonania, wzory się powtarzają trzeba tylko uważać na brzegi bo nie wszędzie są wykonywane symetrycznie.
        Moja chusta jest wydziergana z moherowych włóczek szydełkiem. Wybierałam dość cienkie mohery szydełko dobrałam w rozmiarze 2,75. Wzór odrobinę zmodyfikowałam, musiałam uwzględnić ilość posiadanych włóczek a były to resztki  pozostałe z innych robótek. Zmieniłam też wykończenie , całość jest wykończona oczkami rakowymi z tym, że obrabiając dookoła chustę zmieniałam kolory włóczek. Chusta wyszła duża 225 x70 cm i można się nią spokojnie zamotać. Po praniu i blokowaniu chusta "gryzie" w sposób umiarkowany czyli ja mogę ją nosić bez problemu, moja córka  twierdzi, że ją gryzie od samego patrzenia. Kolory mojej chusty  są dość przypadkowe bo dobierałam je według ilości posiadanych włóczek a nie tego co bym ewentualnie chciała mieć. Wzór chusty podobał mi się od chwili gdy go znalazłam, początkowo miałam zrobić sobie chustę  z bawełny taką bardziej letnią ale lato minęło. W czasie  robienia nieustannych porządków w zasobach włóczkowych  wpadły mi w oko te moherowe  resztki. Na coś konkretnego za mało, wyrzucić szkoda, schować na koleje lata nie ma sensu. Wymyśliłam więc kolorową chustę.. Chusta skończona  i nawet mi się podoba. Czy będę ją nosić to zobaczymy. W każdym razie polecam ten wzór , chustę robi się  szybciutko, jest prosta i efektowna. 

Ilość moherów się zmniejszyła ale nadal mam końcówki więc dziergam dalej. Wkrótce więcej moherowych robótek. Kto ciekawy niech zagląda do mnie. 



 






czwartek, 5 listopada 2020

Po co to komu?

 Bylam wczoraj w sklepie, ot zwykłe zakupy mleko, masło, ser, owoce. Ponieważ to hipermarket w galerii zaraz zamkną jego część przemysłową zajrzałam więc i tam. Kupiłam sobie skarpetki na zimę. Co w tym ciekawego? Właściwie nic tylko   tak sobie pomyślałam przy okazji po co komu rękodzieło? Ile czasu musiałabym dziergać skarpetki na drutach, ile kosztowałaby mnie włóczka? Wydziergałam już sporo skarpet, kapci więc wiem o czym piszę. Skarpetki z angory 100% kupiłam za 5 zł od pary. 

No cóż dziergajmy dla siebie, dla przyjemności, nie obrażajmy się na tych co pytają z wyrzutem czemu  rękodzieło jest drogie. Kto nie potrafi, nie ma talentu, cierpliwości, umiejętności lub chęci  nigdy nas rękodzielników nie zrozumie.

Poniżej skarpetki pracowicie dziergane przez wiele godzin na drutach a na samym końcu  angorkowe ze sklepu kupione za 5 zl. 









czwartek, 29 października 2020

Nie będę bierna.

Pod moim poprzednim wpisem jest komentarz
"Nawet blogosfera sie od tego nie uchowa:( Szkoda:(
 
Zastanawiałam się długo czy powinnam zabrać głos na blogu czy  udawać, że to mnie nie dotyczy, że nie widzę protestów, że za stara jestem aby się wypowiadać na ten temat. Może powinnam pokazywać nowe robótki, cieszyć się życiem i milczeć.  Byłoby miło i przyjemnie. Ale życie to nie robótka którą można odłożyć albo spruć i zacząć od nowa. 

Nie będę bierna.  Nie zamierzam  nikogo agitować. Każdy musi sam sobie odpowiedzieć co jest dla niego dobre, moralne,  każdy powinien mieć możliwość podjęcia samodzielnej decyzji. 

Opiszę moją historię. Patologia ciąży wiele lat temu. Duża sala, jedne kobiety czekają na poród pełne obaw ,  inne krzyczą z bólu, kolejne czekają ze strachem  na badania. W sali jest młoda kobieta w początkowej fazie ciąży. To ciąża chciana, planowana. Dziewczyna nie wstaje z łóżka, ciąża jest patologiczna a ona  bardzo cierpi. Według aktualnych przepisów powinna tak cierpieć do końca ciąży a potem urodzić martwy płód. Ta kobieta ma 2 cudnych, małych dzieci. Dzieciaczki odwiedzają mamusię a ona nawet nie może wstać z łóżka, żeby je przytulić. Dzieci wdrapują się na łóżko, rozdzierająco płaczą, nie chcą wyjść,  błagają mamusiu wróć do domku. Matka płacze przez całe noce. Obserwuję to przez 10 dni. Potem rodzę zdrowego syna i szczęśliwa wracam do domu a ona zostaje. Nie wiem jaką decyzję ona podjęła, wtedy miała wybór teraz nikt by jej nie pytał, zostałaby maszyną do podtrzymywania życia bo zniekształcony płód nie mógłby żyć bez jej ciała. Jaki sens ma jej cierpienie, tragedia żyjących dzieci, rozpacz męża?  Ma donosić ciążę, urodzić w cierpieniu (drogi rodne kobiety nie są przystosowane do rodzenia zdeformowanych płodów ) istotę która  albo umarła w jej ciele albo umrze po przecięciu pępowiny  albo w ciągu kilku godzin po przyjściu na świat. Co z jej zdrowiem  również tym psychicznym?  Po co nam medycyna badania prenatalne, usg? Lekarz ma teraz oszukiwać kobietę aby nie wiedziała co ją czeka wtedy przeżyje szok dopiero po urodzeniu czy ma jej wszystko powiedzieć i skazać  na wielomiesięczne tortury?
 Nikogo nie obchodzi taka rodzina, kto ma zapewnić opiekę żyjącym dzieciom takiej kobiety, kto im zapewni środki do życia jeśli ojciec musi zostać z dziećmi. Łatwo wypowiadać  się za innych, łatwo osądzać. Kobiety muszą mieć wybór, wolną wolę bo inaczej stajemy się przedmiotami, zabawkami w rękach tych których nasza tragedia nic nie obchodzi  a którzy chętnie podejmują za nas decyzję. 






sobota, 17 października 2020

Moherowa chusta prawie gotowa

 Skończona, uprana właśnie się suszy moja chusta z  resztek kolorowych moherów.  Dziś tylko kawałek reszta jak już będzie sucha, zblokowana. Wtedy zrobię testy "gryzienia" , pokażę całość a dla chętnych dam namiary na ten wzór. Zapraszam na dalszy ciąg.🙋





środa, 14 października 2020

Mohery

 Jestem już starszą panią ale berety z moheru to nie jest moje ulubione nakrycie głowy. Mohery -włóczki jednak mam w swoich zbiorach. Kłębuszki mniejsze i większe, kolory różne. Coś z nich postanowiłam zrobić i tym czymś jest kolorowa chusta do ciemnego jesiennego płaszcza.








Znalazłam fajny wzór szydełkowej chusty. Takiej innej niż tradycyjna i postanowiłam właśnie na nią zużyć kolorowe mohery. Jak chusta nie będzie ładna to trudno jakoś przeboleję stratę starych moherków, bo nie zamierzam  zabierać się za prucie nawet jeśli nie będzie to to co chciałabym nosić. Kto pruł moher wie o czym mówię.

Na dziś mam tyle co na zdjęciu. Kto będzie ciekawy co mi wyszło zapraszam  do zaglądania na blog.






PS.
Odpowiadając na pytanie czy moher "gryzie" przyznaję , że oczywiście tak. To prawdziwy stary moherek 36% moher, 24% wełny, 40% anilana. Kto jest bardzo wrażliwy, uczulony na wełnę to raczej nie jest to włóczka dla niego. Ja też zamierzam nosić chustę na płaszczu. Prawdziwa wełna bez dodatków zawsze trochę podgryza ale podobno  dzięki temu jest nam w niej cieplutko bo powoduje lepsze ukrwienie skóry. Zobaczymy jak będzie się nosić jeśli będzie miała za długie "zęby" będzie mi służyć do okrycia nóg  w zimowe  wieczory 

piątek, 9 października 2020

Słuchając Lema

 

Jestem fanką literatury Stanisława Lema. Teraz korzystając z dobrodziejstw techniki zamiast czytać mogę słuchać jego powieści. To nic , że już je kiedyś czytałam teraz znajduję w nich zupełnie inne treści.

Przy słuchaniu książek mogę sobie pozwolić na drobne robótki. Nic skomplikowanego bo inaczej albo tracę wątek słuchanej książki albo mylę wzory robótek. Kończąc dziś słuchanie "Niezwyciężonego"   pocięłam stary wełniany sweter. Miał iść w całości do kosza ale odcięłam rękawy, odcięłam  dół swetra a z tego co zostało zrobiłam kwiatki.  Nie są mi potrzebne ale może kiedyś do czegoś je wykorzystam. Co do rękawów i reszty to jeszcze nic nie wymyśliłam ale postanowiłam, że albo coś z nich zrobię  w ciągu tygodnia albo jednak wyrzucę. Nie da się chomikować wszystkiego  chociaż  jest to kuszące.

Świeżutkie, jeszcze "ciepłe", jeszcze nieskończone,  wełniane różyczki. Zdjęcia przy sztucznym świetle też nieszczególne ale powieść Lema  nieśmiertelna.




sobota, 3 października 2020

Ulubieniec rodziny.

 Kończą się ciepłe dni, kończy sie czas spędzony na  łonie natury. W tym roku ze względu na pandemię  dużo czasu spędzałam po za  miastem, w miejscu gdzie nie ma dużo ludzi, nie ma sklepów, rozrywek nawet dostęp do sieci telefonii komórkowej i  internetu jest ograniczony. Nie zglądałam więc na blog, nie odwiedzałam Waszych stron. Teraz mam zamiar nadrobić zaległości.

Robótkowo u mnie tak sobie. Coś tam leniwie dziergałam i postaram się to pokazywać co jakiś czas. Trudno się wraca do systematycznego pisania na blogu. Chyba się starzeję albo potrzebuję  motywacji. Muszę poszukać jakiś blogowych zabaw, wymian, wyzwań w których mogłabym wziąć udział. 

Na dobry początek sweterek dziergany wieki temu. Zanim go skończyłam przestał mi się podobać, nawet guziczków do niego nie przyszyłam, trafił do pudła a w czasie porządów został odłożony do sprucia. W ostaniej chwili zrobiło mi się szkoda mojej pracy i postanowiłam dać mu szansę. Przód swetra wyhaftowałam a właściwie  wydziergałam igłą. Wybrałam do haftu pieska bo jest bardzo podobny do naszego rodzinnego pieszczocha czyli Kapsla. Kapsel tak właśnie wyglądał gdy trafił do nas jako szczeniaczek ze schroniska . Teraz jest  już starym psem ale nadal ma  cudny uśmiechnięty pyszczek i piękne oczy którymi potrafi wyżebrać u nas co tylko chce. 

Może wizerunek naszego ulubieńca  przekona mnie do swetra.





środa, 9 września 2020

Żaglowiec na RODOS

 Długo mnie nie było ale wracam. Całe to zamieszanie z pandemią jakoś mnie zniechęcało do aktywności w sieci co nie znaczy, że nic nie dziergałam.

Poszewka na poduszkę z żaglowcem jest prezentem dla sąsiadki działkowej czyli koleżanki z polskiego RODOS. Cała jej altanka ma mnóstwo elementów marynistycznych więc mam nadzieję, że się jej spodoba.

Resztki włóczek, druty, wzór do haftu krzyżykowego, błękitny materiał na spód poszewki i tyle. Dziergało się przyjemnie i szybko,  potem przez sporo czasu brakowało mi chęci do uszycia i wykończenia ale w końcu jest.





piątek, 22 maja 2020

Chodniczek.



Izolacja sprawiła, że z nudów zaczęłam przegladać dawno  pochowane "zapasy". Poupychane w każdy możliwy zakamarek , czasem zupełnie zapomniane. Wynalazłam kilka   metrów tkanin,  ładnych, nowych ale  sztucznych. Był czas , że tylko takie były w sklepach i nawet były modne. Przekładałam, że już kilka razy z miejsca na miejsce aż postanowiłam się ich pozbyć. Wyrzucić  nie potrafię, na szmatki do sprzątania się  nie nadają, przerobiłam je więc na chodniczek działkowy. Pocięłam na paseczki , zaplotłam warkoczyki, które pozszywałam w paseczkowy dywanik. Tkanin zużyłam całkiem sporo, chodniczek mimo, że nie jest zbyt duży 100x 65 cm  to jednak jest dość gruby i ciężki. Wbrew pozorom  zrobienie go nie zajmuje  kilka minut ale kilka godzin. Sztuczne materiały zwłaszcza elastyczne zachowują się w dziwny sposób  albo się naciągaja albo marszczą co bardzo utrudnienia zszywanie w miarę prosto. Tkaniny zużyte  chodniczek gotowy, resztki pozostałych tkanin pocięte na paseczki czekają na kolejny chodniczek tym razem dziergany szydełkiem . Zapasów nie ubyło zbyt wiele ale zawsze lepsze to niż nic.



czwartek, 14 maja 2020

Kiwi



Ptaka kiwi wydziergałam jeszcze w grudniu. Był prezentem świątecznym  dla fanów kitesurfingu. Są oni zakochani w Nowej Zelandii , byli tam ze swoimi latawcami i bardzo by chcieli tam jeszcze wrócić. Ptak kiwi jest symbolem Nowej Zelandii więc choć tak chciałam im przypomnieć cudownie spędzone chwile. Chyba mi się udało sprawić im przyjemność.



 
A tak ptak kiwi wyglada w rzeczywistości.

wtorek, 21 kwietnia 2020

Zabijanie nadmiaru czasu.




Siedzę w domu, zapasów mam na miesiąc , kupuję tylko chleb raz na tydzień i zamrażam. Mam mnóstwo czasu z którym nie wadomo co robić.  Okna umyte, brudzić w domu nie ma komu to i sprzątania nie ma. Czytam,  słucham, dziergam, szyję ale nie sprawia mi to radości. Piękna pogoda kusi do wyjścia, słońce bezchmurne niebo, temperatura idealna na spacery które uwielbiam.  Niby powinnam sobie radzić w tej sytuacji, jestem na emeryturze więc nie mam zbyt dużo obowiązków nawet bez pandemii, mam swoje robótki, książki   ale zamknięcie  w domu i nadmiar złych wiadomości działa na mnie depresyjnie. Ciśnienie mi skacze nawet jak  nie oglądam telewizji. Czekałam na możliwość wyjścia do lasu i naładowania akumulatorów słońcem, szumem drzew, zapachem traw i ciszą bo tam gdzie chodzę to tylko sarny i dziki biegają. Dzisiejszy spacer był cudowny, las już zrobił sie zielony a sarny przebiegały zarośla tam gdzie zwykle je widuję.
Robótki dziergam niespiesznie. Raz dziergam na drutach  zimowy sweterek, raz ażurową chustę szydełkiem, trochę szyję, filcuję. Całe szczeście, że mam nadmiar włóczek, materiałów i innych "przydasi". Zabrałam sie nawet na czarną chustę której dzierganie odkładałam rok. To taki specjalny projekt,  na specjalne zamówienie osoby której się nie odmawia czyli mojej córki. Chusta ma być połączeniem koronki szydełkowej takiej zwykłej i irlandzkiej. Dziergam powoli bo to cieniutka nitka bawełniana. Mam już bazę  do której bedę dokładała kwiaty i łączyła wszystko siateczką. Przerobiłam już 2 km kordonka DMC 10 , drugie 2 km czeka na dzierganie.  Nie lubię dziergać czarnych rzeczy ale z wirusowej  nudy lepsze to niż nic.  Baza wygląda tak jak na zdjęciu, kwiaty i liście jeszcze się dziergają bo potrzeba ich sporo , chusta ma być bardzo duża i elegancka taka na wielkie wyjście.

środa, 15 kwietnia 2020

Maskowanie



Każdy sposób dobry aby dzieci i młodzież chcieli nosić maseczki. Resztki  bawełny zostały  po uszyciu  Pirackiej sukienki. Sukienkę szyłam " sto lat" temu ale przecież szkoda było wyrzucić resztki materiału i tak sobie przeleżały aż do dziś.  Maseczki są dla braci:  małego i dużego. Chciałam aby noszenie maski  nie było tylko trudnym, niemiłym  obowiązkiem.  Mam nadzieję, że nie będą sie wstydzili ich nosić.

Swoją drogą nie bardzo rozumiem dorosłe osoby  poszukujące  wzorów  maseczek " męskich lub damskich" . Maseczka to maseczka różni się tylko wymiarem , to nie jest dekoracja a czy jest różowa czy moro zastosowanie ma takie samo.
Co innego dzieci którym niemiły obowiązek noszenia maski postanowiłam osłodzić. Wnusia dostała różową maseczkę, wnuk z czaszkami, nastolatki z gwiazdkami a mąż nosi te które uszyłam pierwsze czyli białe w drobne granatowe kwiatuszki i jakoś mu to zupełnie nie przeszkadza.

niedziela, 12 kwietnia 2020

Zdrowych Świąt.


Dużo zdrowia, cierpliwości aby wytrzymać w zamknięciu, odrobinę radości no i tradycyjnie smacznego jajka życzę Wam wszystkim.

czwartek, 9 kwietnia 2020

Czarna dama- anioł dobroci

      Zapisałam sie na Candy u  Czarnej damy z bloga Misiowy zakątek W zabawie trzeba było wskazać co chciałoby się dostać z prac Lidzi oprócz  nagrody głównej oczywiście w przypadku wygrania Candy. Ja  poprosiłam o magnes na lodówkę  z wyhaftowaną bajkową księżniczką ( dla wnusi) .   Nie wygrałam nagrody głównej ale Lidzia postanowiła przyznać kilka nagród  pocieszenia na które i ja sie załapałam. Miały to być właśnie te wybrane drobiazgi. Kilka dni temu  dostałam wiadomość, że przesyłka już do mnie leci. Spodziewałam się  koperty z małym  magnesikiem a odebrałam pokaźną paczuszkę.
Był w niej magnesik z księżniczką o który prosiłam.


Paczuszka była jednak dużo bogatsza.  Sami zobaczcie co w niej było oprócz wymarzonego magnesu.


To nie koniec prezentów . Dostałam też  woreczek w prezentami świątecznymi i życzeniami na Wielkanoc .


 Lidziu  nie wiem jak Ci dziękować za cudowną niespodziankę. W tych trudnych czasach takie gesty liczą sie potrójnie. 

sobota, 4 kwietnia 2020

Niepotrzebne maseczki




        Kolejny dzień w zamknięciu, kolejne coraz gorsze wiadomości. Pocieszam się oglądając wnuki na  ekranie komputera, musi mi wystarczyć mała chwila kiedy krzykną cześć babciu i pomachają rączkami. Bardzo tęsknię. 
         Szyję kolejną partię maseczek. Dla dzieci, wnuków, znajomych i nieznajonych dla każdego kto chce je nosić. Bawełnane, podwójne a nawet potrójne. 
         Nie przekonuje mnie pokrętne tłumaczenie, że maseczki są niepotrzebne. Skoro maseczka noszona przez osobę chorą ma ochronić inne osoby przed zakażeniem to dlaczego ta sama maseczka nie chroni  osoby zdrowej?  Wirus  nie przechodzi przez maseczkę od osoby chorej ale wchodzi  przez maseczkę do osoby zdrowej? To absurd. Maseczek nie ma , nigdzie ich nie kupimy i głupie tłumaczenie, ze nie są potrzebne to efekt tego , że i tak ich nie zdobędziemy. Przekonałam już męża do ich noszenia, przekonałam dzieci i wnuki. Wczoraj jakas mądra pani profesor oświadczyła , ze lepsza byle jaka szmata na twarzy niż nic.  Trzymajcie się zdrowo, unikajcie ludzi, kupujcie tylko niezbędne rzeczy, nie biegajcie do sklepu codziennie i nie oglądajcie telewizji za dużo.
   Nie wiem jak wy ale ja nie mogę już słuchać polityków walczących o władzę. Choć doskonale ich rozumiem, tylko realna władza pozwoli im zachować  majątki, pracę, przywileje a nawet zdrowie. Oni nie mają problemów z dostępem do lekarza, dentysty, apteki, testy mają na zawołanie również dla członków rodziny a lekarze  i  respiratory czekają w specjalnych szpitalach gdyby kogoś wirus jednak dopadł. Nie chodzą po zakupy, nie brakuje im pieniędzy, fryzierki, makijażystki mają na zawołanie bo musza ładnie wygladać w telewizji,  nie muszą tkwić w domach bez możliwości  wyjścia gdziekolwiek.  Tworzą coraz to bardziej restrykcyjne przepisy, zamykają kolejne zakłady pracy, szkoły,  parki, lasy ale tylko dla nas szaraczków bo myśliwi mogą swobodnie polować.  Dziesięć minut samochodem od mojego domu jest puszcza. Rozumiem potrzebę izolacji więc  chodzę w głębi lasu,  spotykam tylko dziki i sarny ale od dziś nawet tam nie mogę pojechać bo na trasie wylotowej z miasta są patrole policyjne a wszystkie lesnie parkingi sa zagrodzone. Mamy tkwić zamknięci w domach  i udawać, że wszystko jest super, gdy ktoś zacznie chorować  dzwonić do lekarza a on nas uzdrowi przez telefon. Najważniejsze są wybory, egzaminy , zdobycie lub zachowanie władzy a nie  zwykły szary obywatel.

poniedziałek, 30 marca 2020

Wymianka na dzień muffinki





Na wymiankę zapisałam sie u Sywii z bloga Ruda mama i jej pasje.  Skusił mnie  słodki temat czyli Wymianka na dzień muffinki. Na szczęście  zdążyłam ze wszystkim zanim zaczęło się to szaleństwo wirusowe ,  teraz to wszystkie wymianki  nie mają sensu bo po co ryzykować  w kolejkach na poczcie.
Moją parą wymiankową ponownie została Bożena G i to dla niej przygotowałam "słodkie" podarunki. Na zdjęciu  jest to  co wydziergałam własnoręcznie.
Większa babeczka to woreczek na drobiazgi ściągany sznureczkiem, mniejsza to igielnik, a ta zupełnie malutka to zakładka do książki i  karteczka z pozdrowieniami.

Trochę różnistych przydasi i słodycze dopełniły paczuszkę.





Dla mnie prezenty przygotowała  Ag_Agata.  Dostałam  śliczny notes którego okładka jest wyjątkowa. To okienko z haftem krzyżykowym  dodatkowo obsypane brokatem który się w tym okienku przesypuje przy każdym ruchu. na zdjęciu to słabo widać ale na żywo  efekt jest zaskakujący. Pierszy raz widzę takie cudeńko. Do tego dostałam karteczkę z prześlicznym haftem- babeczka jak żywa.



.
 W paczuszce były też druty, szydełko, małe obręcze , zestaw mini włóczek, przepisy na muffinki i czekolada. Bardzo dziękuję za  prezenty są śliczne i użyteczne.
Przyniosły mi mnóstwo radości w tym wirusowy m czasie.

Przyznam, że jestem coraz bardziej przerażona  tym co się dzieje. Zakazy, grzywny, zamknięcia, brak pracy dla wielu ludzi, brak środków do życia i cyniczni politycy z ustami pełnymi frazesów. Dla nich są maseczki, testy, specjalne szpitale, respiratory na zawołanie, pieniądze, praca w kilku  miejscach dla nich i wszystkich członków rodziny.  My mamy siedzieć w domach i nie zabierać głosu w żadnej sprawie godząc się na deptanie  naszych praw  do wolości, pracy, nauki, ochrony zdrowia. A w tym czasie politycy bawią się w podchody, kto kogo przechytrzy, czyje będzie na wierzchu, kto kogo i do czego może zmusić.  Przypomina  mi to fragment z filmu Seksmisja. Kiedy  główni bohaterowie pytają jego Ekscelencję czemu kobiety nadal są pod ziemią w kopalni skoro pandemia juz dawno sie skończyła a on odpowiada, że   jest łatwiej nimi rządzić podsycając strach przed wirusem. Obawiam się, że mnóstwo tego co zostanie uchwalone w czasie epidemii zostanie z nami na zawsze bo tak rządzącym będzie łatwiej.

poniedziałek, 23 marca 2020

Antywirusowa róża

   


  Siedzenie w domu, oglądanie wiadomości, zamartwianie się o dzieci, wnuki może tylko depresję wywołać. Jak zaczęłam za dużo biadolić córka która odczuła kryzys bardzo mocno ale się nie poddaje sprowadziła mnie na ziemię. Zamiast słów pocieszenia usłyszałam - nie marudzić, działać.  Czytaj, ucz się nowych rzeczy , szyj, dziergaj, sprzątaj, gotuj, piecz,  ćwicz, oglądaj - takie rady usłyszałam.  
     No więc wyciągnęłam czółenko - może wreszcie nauczę się frywolitki na czółenku bo do tego czasu robiłam koronki tylko na igle. Wyciągnęłam z szafy wszystkie ufoki do szycia - podłożyć, odłożyć, skrócić.  Ciepły  wełniany sweter zrobiony do pachy może  też uda się powoli dokończyć . Chusta  z koronki irlandzkiej powolutku rośnie. Ciasto piernikowe ze śliwkami upieczone, rower treningowy wyciągnięty na balkon, żeby korzystać ze słońca i trochę poćwiczyć.  Uszyłam maseczki z bawełny i postanowiłam w nich chodzić do sklepu. Zalogowałam się w parę miejsc oferujących książki  do czytania i do słuchania za darmo. Jeszcze okna do umycia, jeszcze sprzątanie  pracowni i może jakoś przetrzymam paskudnego wirusa. Z domu nie wychodzę chyba, że z konieczności kupienia czegoś do jedzenia ale to raczej raz na kilka dni. Trzymajcie się jakoś w tym trudnym czasie,  odwiedzajmy się  wirtualnie , piszmy do siebie na blogach, stronach, forach, kontaktujmy sie z bliskim telefonicznie.  Co jeszcze robicie aby nie zwariować w czterech ścianach ?

     Na zdjęciu  róża którą postanowiłam ozdobić tuniko-sukienkę. Filcuję ją igłą , nie zdążyłam kupić przyrządu na kilka igieł więc chwilę to potrwa zanim skończę. W tych trudnych czasach nie będę zamawiała głupotek w postaci przyrządu do filcowania,  kurierzy i tak mają urwanie głowy.  To antywirusowa róża na poprawę humoru. 

wtorek, 17 marca 2020

Szare piórko

 

   Niteczka cieniuteńka, ciemno szara z "włoskiem" bo to 28% mohair Kid . Leżała i leżała bo przerażała mnie  grubość a właściwie cienkość niteczki. Wreszcie  nadszedł na nią czas i postanowiłam sobie zrobić tzw.  piórkowy sweterek.



      Miał być z jednej nitki ale  nie byłam aż tak zdeterminowana i zrobiłam w dwie nitki. Sweterek zwyklaczek bez żadnych wzorów, reglan robiony od góry, na okrągło, wykończony szydełkiem grubą szarą włóczką. Ponieważ sweter jest bez wzorów postanowiłam wypróbować na nim  coś co już dano chodziło mi po głowie a mianowicie  dopasowanie do sylwetki za pomocą rzędów skróconych.  Ponieważ  natura obdarzyła mnie  bardzo dużym atrybutem  kobiecości czyli biustem wszystkie  gotowe swetry  mam z przodu krótsze. Poogladałam wszystkie dostępne  instrukcje i  w piórkowym swetrze  z przodu zastosowałam rzędy skrócone . W ten sposób przód swetra jest dłuższy ale tylko w środkowej części. Boki  są równiutkie z tyłem. Jestem bardzo zadowolona  bo to pierwszy sweterek  który po założeniu  ma idealnie równą długość tyłu i przodu. Będę tak dziergała wszystkie swetry jeśli tylko  da się to zrobić nie psując wzoru. Jeszcze tylko malutki kwiatek nawinięty na kołeczki, kilka koralików i mam cieplutki sweterek który waży tyle co piórko.