Obserwatorzy.

wtorek, 13 listopada 2018

Koronkowa robota

Delikatna koronka, biały atłas, wstążka w kolorze pudrowego różu czyli mała poduszka na obrączki.
Takie niby nic ale koronkę trzeba wydziergać z nici, uprać , krochmalić , równiutko naciągnąć, poczekać aż wyschnie. Uszyć poduszeczkę na wymiar koronki, pięknie wyprasować, napełnić  kulką silikonową , zszyć  ręcznie niewidocznym ściegiem , przyszyć na wierzchu  koronkę oczywiście ręcznie, przyszyć wstążkę  dokleić ozdobny element aby przykryć niteczki, zawiązać kokardkę i już gotowe. Jeszcze tylko pięknie zapakować Proste?  Pewnie, że proste tylko ilu osobom chce się to robić?

 Zapraszam do wymiany



piątek, 2 listopada 2018

Straszna wymianka

        Wbrew tytułowi  mojego wpisu  wymianka zorganizowana  przez Czarną damę była wspaniała a nie straszna. To tylko  temat wymianki nawiązujący do  święta Halloween. Lidka  prosiła aby  każda z nas przygotowała pięć  prezentów , 3 związane z Halloween, karteczkę z pozdrowieniami i coś słodkiego. 

          Moją parą wymiankową dla której przygotowałam straszne prezenty była   Marzena
Ponieważ  tak jak pisałam wcześniej Halloween to nie jest moje ulubione święto   wybrałam raczej śmieszne prezenty czyli  szydełkową dynię, małego duszka ze szmatek i koronki, breloczek w kształcie  oka i duszkową podkładkę lub dekorację. Do tego   zrobiłam karteczkę z pająkiem i dołożyłam kilka słodkich rzeczy.  



Dynia uśmiechnięta,  duszki uśmiechnięte , pająk na karteczce  też z uśmiechem a jedyną  "straszną" rzeczą był breloczek.  Gałkę oczną z czerwoną tęczówką , czerwonymi żyłkami  można  wyjąć z czarnego oka i wisi ona wtedy na czerwonych żyłkach brrrr...😡. Straszne?  No chyba nikt się nie przestraszy szydełkowego oka 😃




          Prezenty dla mnie w ramach tej wymianki przygotowała dekupagekinii.  Gdy paczka do mnie dotarła  rozpakował ją mój wnuczek i wierzcie mi, że musiałam bronić zawartości przed natychmiastowym zagarnięciem bo chciałam choć zdjęcia zrobić.  Dostałam ceramiczną dynię ze światełkiem migającym w środku, świecącego duszka też z lampeczką, piękną świecę i torebkę z wampirkiem. Była jeszcze  karteczka, słodycze i przydasie do kartek.  Zdjęcia zrobiłam i rozdzieliłam prezenty. Wnuczek zabrał dynię i torebkę. Będzie ją miał ma  cukierki  bo ma zamiar nachodzić sąsiadów. Świecącego duszka dostała wnusia, czekoladę też.   Mąż zjadł wafelka a dla mnie  została świeca, przydasie  i  smakowite babeczki. Jedna wymianka a  cztery osoby zadowolone.
Już zaczynam szukać następnych wymianek Dajcie znać jak  wiecie kto je organizuje.
Zapraszam do wymiany








niedziela, 28 października 2018

Dyniowe święto

          Nie  przepadam za Halloween , ale widzę że dla moich wnuków jest to świetna   zabawa. "Straszne" przebrania,"straszne" dowcipy i zabawy sprawiają im wiele radości. Dziergam więc dynie, duszki starając się  żeby były bardziej śmieszne niż straszne. Zapisałam się nawet na blogową "Straszną wymiankę" głównie z myślą o wnukach i muszę powiedzieć, że prezenty które otrzymałam sprawiły im dużo frajdy bo oczywiście natychmiast je przejęły.
        Jeśli jesteście ciekawi co dostałam  i co sama zrobiłam  w ramach wymianki to niedługo  pochwalę się prezentami.
   Szydełkowa dynia miała być jedna ale pierwszą zrobioną zabrała wnuczka do przedszkola, drugą wnuk do szkoły, trzecia  została prezentem  wymiankowym, czwarta   prezentem  dla organizatorki Szczecińskiej Włóczkomani.
      Piąta  miała być dekoracją  miejsca  gdzie próbujemy zorganizować spotkania robótkowe ale póki co z marnym skutkiem.

Zapraszam do wymiany

     Miała być   w innym miejscu ale  została u mnie.

Szydełkowa dynia




Szydełkowe liście


wtorek, 23 października 2018

Moja wygrana w rozmiarze XXL

         Fantastyczną torbę w rozmiarze XXL wygrałam u Elizy z bloga  Esophie szyje  Na jej stronie  możecie  obejrzeć to cudo ze szczegółami     a tu jest link  do opisu Torba XXL
       Jestem niedużą osóbką  więc  gdybym chciała  trzymać torbę w ręku to musiałabym ją ciągnąć za sobą jak tren taka jest duża.  Myślę , że   do lata torba   będzie mi służyć  do przechowywania  włóczek  a latem będzie idealna    na wyprawy nad morze. Zmieści się  koc , ręcznik , ciuszki na zmianę coś na ząb i do picia, olejki, okulary , czapki itp niezbędne rzeczy. Torba ma długie paski takie w sam raz na ramię,   kieszonki , zameczek  zresztą zobaczcie zdjęcia .  Elizo  pięknie dziękuję za wspaniały prezent a Was wszystkich zapraszam na jej blog.

Zapraszam do wymiany


 


piątek, 19 października 2018

15 czapek

        Czapek nie lubię , pisałam to już niejednokrotnie. Zawsze przed zimą obiecuję sobie ani jednej czapki więcej nie zrobię. Ostatnio policzyłam te które mam i wyszło mi 15 sztuk. Wprawdzie nosze góra 2-3 sztuki ale to nie powód aby produkować następne.

Zawsze jednak znajdzie się dobry pretekst aby pominąć zdrowy rozsądek i zrobić kolejne nakrycie głowy. Tym razem świetnym powodem  była  ta oto chusta.



        Wydziergana z cieniowanej włóczki której za wiele nie było ale  tak bardzo mi się podobała, że zaryzykowałam  dzierganie nie mając pewności, czy aby jej nie zabraknie  na chustę.  Musiałam modyfikować wzór aby  starczyło na  chustę z wykończeniem.

       Po skończeniu  robótki okazało się, że zostało mi odrobinę włóczki.  Było jej tak mało , że  czapki nie dało się zrobić do kompletu. Czapka jest więc w włóczki innego koloru  a resztkę  cieniowanej wykorzystałam do zrobienia  oszukanego warkocza a ostatnie skrawki włóczki wplotłam w czapkę.



Włóczki nie zostało mi nic ani kawałeczka. Problem jest tylko taki, że chustę lubię i noszę a   czy będę nosić czapkę to jeszcze zobaczymy.




poniedziałek, 15 października 2018

Słoneczne pożegnanie lata.

         Za oknem widać jesień., choć jest ciepło to jednak liście już kolorowe i lecą, lecą... Czas wrócić do domku, do ciepłego kącika z włóczkami, szmatkami, szydełkami itp. niezbędnymi do życia rzeczami. Przez wakacje   dziergałam niewiele, bo to i gorąco było  i wyjazdów dużo a i zdrowie trochę musiałam podreperować.  Zupełnie jednak szydełka nie porzuciłam.
         Słoneczną torebkę zrobiłam w środku lata. Jest wydziergana szydełkiem  z resztek  włóczek w słonecznych, żółtych i pomarańczowych kolorach . Włóczki były różne jeśli chodzi o skład i grubość. Starając się zachować  mniej więcej jednakową grubość   torebki jedne paski  dziergałam  z 2 nitek a super cienkie nawet z  8.  Starałam się dodawać nowe nitki stopniowo aby torebka nie była w paski ale raczej cieniowana.



Torebka mieści zeszyt A4 więc jest całkiem spora , nie wszyłam do niej podszewki bo chciałam aby była ażurowa, a wzór jest dość ścisły więc nie powinnam zgubić zawartości.


  Dodałam   zapięcie na kolorowy chwościk  , drugi  chwościk przyczepiłam do rączki.


        

        Zużyłam  na nią  same resztki  pozostałe mi po innych robótkach jestem więc zadowolona, że zużyłam trochę kłębuszków zostawionych  nie wiadomo po co czyli tzw."przydasi". Muszę powiedzieć, że mniejszych i większych resztek zebrało mi się tyle, że  zaczyna mnie to przytłaczać. Posegregowane kolorami, zapakowane w woreczki   zajmują mi mnóstwo miejsca i  nie pozwalają z czystym sumieniem kupować nowych włóczek. Mam nadzieję, że jesienią i zimą zmobilizuję się do  wymyślenia sposobu na ich pozbycie się.  Nie zapakuję resztek włóczek  do worka i nie wyrzucę więc pozostanie mi dziergać  tylko  co to też mogłoby być?    Robiłam już z resztek kwiatki, zakładki, okładki , teraz torebkę Co robicie z resztek może mi podpowiecie?





wtorek, 25 września 2018

Różana serweta.

        Nie gustuję w  szydełkowych serwetkach. Nie mam ich w domu więc robię je tylko dla tych  co do których mam pewność, że  lubią takie ozdoby i będą ich używać. Inaczej do szkoda pracy i zaangażowania. 
    
  Czasem jednak znajdę jakiś fajny  wzór  i skuszę się na dzierganie. Szydełkową dużą różę   znalazłam już dawno. Zastanawiałam się do czegóż by mi się mogła taka koronka przydać  bo serwetki nie chciałam mieć. Biały kordonek miałam,  szydełko  zawsze jest pod ręką wydziergałam więc filetem szydełkową różę. Wzór trochę zmodyfikowałam  aby róża była taka bardziej kształtna, dodałam też wykończenie wkoło  którego w oryginale nie było.





  Serweta wyszła duża choć dziergałam  kordonkiem 10 i szydełkiem 1,5 . Rozmiar po krochmaleniu  i  naciągnięciu to  ok. 42 x 34 cm.



      Serweta chwilę u mnie pobyła ale ponieważ nie wymyśliłam do czego by  ją zużyć bo na stole jej nie chciałam   postanowiłam ją podarować.  Ostatnio  byłam w domu gdzie szydełkowe serwety  były  ozdobą wszystkich stolików i to ten dom wybrałam na nowe miejsce  dla mojej pracy. Mam nadzieję, że prezent się spodobał i co ważniejsze będzie używany.



A tu zdjęcie z moim ulubionym wężem, nie jest to pyton ale cudna drewniana zabawka skonstruowana w taki sposób, ze ruch węża do złudzenia przypomina pełzanie prawdziwego gada.




sobota, 22 września 2018

Maglownik Babci.

        Za oknem widać jesień. Czas wrócić do domku, do ciepłego kącika z włóczkami, szmatkami, szydełkami itp. niezbędnymi do życia rzeczami. Przez wakacje   dziergałam i szyłam  niewiele, bo to i gorąco było  i wyjazdów dużo a i zdrowie trochę musiałam podreperować. Postaram się  wrócić do bloga bo strasznie go zaniedbałam.

Dziś sentymentalne wspomnienia. 
       Jak się ma tyle lat co ja to się wie  co to jest maglownik. Młode pokolenie  nie kojarzy tego z   określenia więc wyjaśniam, że to spory kawałek płótna lnianego w który zawijało się długi  wałek z nawiniętą na niego pościelą, ręcznikami, ściereczkami, obrusami. Taki wałek trafiał do magla gdzie  to wszystko było "prasowane"  czyli  ściskane w prasie. Magiel to było kiedyś miejsce spotkań towarzyskich. Jako dziecko pamiętam  moje  wyprawy z Babcią do magla. Duże stoły na których kobiety  nawijały czyściutkie, wykrochmalone rzeczy. Zresztą  nawinięcie  wszystkiego tak aby zostało zmaglowane równiutko i bez zagnieceń to była sztuka.
      Babcia już dawno patrzy na mnie z przestworzy ale  po śmierci Mamy znalazłam w szafce  starannie złożone lniane płótno. Pewnie bym na nie nie zwróciła uwagi bo Mama zbierała różne szmatki gdyby nie jeden szczegół. Otóż płótno miało obszyte brzegi i wyhaftowane literki. Babcia lubiła haftować, szczególnie haft richelieu. Maglownik był  obszyty lamówką z  kolorowego materiału i miał haftowane inicjały Babci. Kiedyś nawet takie "zwykłe"  przedmioty były upiększane i jakoś nikomu nie przychodziło do głowy, że to zupełnie niepotrzebna strata czasu. Czasy były inne, kobiety były inne, moje obie Babcie nigdy nie pracowały zawodowo ale każda potrafiła szyć, haftować . Ich domy choć biedne były piękne.
Maglownik   zabrałam do swojego domu ale pomyślałam, że zamiast schować go  do szafy na pamiątkę  lepiej go jakoś wykorzystam bo płótno choć leciwe było w super stanie. Uszyłam  z niego pokrowce na deski do prasowania: dużą i małą taką co to można położyć na stół i przeprasować jakiś drobiazg. Na małej desce zostawiłam brzeg z lamówką Babci i jej haftem. Taka to już sentymentalna jestem,  z wiekiem coraz bardziej doceniam   drobiazgi.


poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Siatka za siatką

Czas leci nawet nie wiem kiedy minęło tyle dni od mojego ostatniego wpisu. Wakacje  w tym roku spędzam  intensywnie i mimo upałów udało mi się sporo zobaczyć i przeżyć.  Robótek nie porzuciłam choć  dziergam głównie w podróżach lub  chowając się w cieniu na działce.  Trochę moich prac rozdałam  zanim zdążyłam zrobić im zdjęcia. Siatkowa torebka biało- lazurowa  pojedzie do Irlandii podarowana, miłej sąsiadce działkowej.  Koronkowy łapacz snów  ozdobił  ganek domku  innej miłej osoby.
  Wydziergałam jeszcze dwie nowe torebki siatkowe próbując coraz to nowe wzory.
Jedna z nich to duża brązowo- beżowa torba  dziergana   z  kilku nitek bawełny i akrylu.


 Początkowo miała być to zwykła siatka. Taka  bez niczego, żadnych ozdób . Robiłam ją z myślą o  sąsiadce  która podrzuca mi a to kilka  ogóreczków a to pomidorki z działeczki. Taka miła sąsiedzka wymiana. Chciałam jej zrobić siatkę na plony.




 Jednak nie lubię robić byle czego więc torebkę trochę dopracowałam. Podoba się Wam?  Jeśli tak to może i sąsiadce się spodoba




poniedziałek, 2 lipca 2018

Siatka

         Kiedyś dawno temu jeszcze przed epoką reklamówek  siatki  były w każdym domu. Solidne pojemne torby-plecione, wiązane , ze sznurka, z mocnej linki. Reklamówki wyparły  siatki ale teraz w dobie ekologii podobno wracają do łask.  
         Pleść i wiązać mi się nie chciało więc  wydziergałam torbę na szydełku. Wybrałam włóczkę tasiemkową w pięknym turkusowym  odcieniu.



 Torba wyszła całkiem spora na zdjęciu widać, że wchodzą  w nią trzy  1,5 l butelki. Dno torba ma okrągłe podwójne a w środek  między dwie warstwy dzianiny włożyłam  kółko z mocnej sklejki. Kiedyś mąż robił obudowę do głośników , wyciął środek który zamierzał wyrzucić więc go schowałam skrzętnie  na wszelki wypadek. Teraz był jak znalazł, pod ręką, gotowy do użycia.

 

 Zastanawiałam się czy uszyć jakąś podszewkę do tej torby  ale poszłam do wniosku, że siatka to siatka  cały jej urok to dziury.








środa, 27 czerwca 2018

Szalik dla Mojżesza

       Przy okazji  święta cyklistów i  zlotu gwiaździstego   odbyła się w moim mieście   gra miejska. Rowerowe drużyny miały  odwiedzić różne miejsca i wykonać  zadania. Zadania czasem były zaskakujące. Jednym z tych miejsc był   dziedziniec  Muzeum Narodowego  na którym    znajdował  się posąg Mojżesza . Posąg ogromny , piękna rzeźba i to właśnie dla Mojżesza  w ramach zabawy  był dziergany  olbrzymi szalik. Każda drużyna musiała dołożyć  kilka oczek  do szala aby zdobyć punkty w zabawie. 
         Ja byłam jedną z tych  osób która miała pomagać uczestnikom wywiązać się z zadania.  Razem ze mną dziergały dzieci, panie, panowie, starsi,  młodsi a nawet goście zagraniczni. Było mnóstwo radości, śmiechu  ale i zaskoczenia. Kilku Panów  siedząc w kaskach rowerowych i mając rękawiczki do jazdy posługiwało  się drutami bardzo sprawnie tłumacząc, że ktoś kiedyś ich tego nauczył. Chłopcy nastoletni zachęceni przykładem tych Panów też próbowali swoich sił. Niektóre osoby nie chciały oddać drutów   bo jak się okazało  dziergały dawno temu i zapomniały jakie to przyjemne.  Niektórzy dziergali nawet stojąc  na drabinie bo część szalika wisiała na posągu a kolejka do dziergania była spora.!!! Nikomu nie odpuściłyśmy i każda z drużyn  zgłoszonych do zabawy  wydziergała kilka oczek. W nagrodę  drużyny dostały  punkt.
       My od siebie rozdałyśmy zakładki do książek  bo akurat  na tym punkcie zabawy było propagowane czytanie oraz  sznureczkowe bransoletki.  Zakładki  skromne bo trzeba było ich zrobić dużo w krótkim czasie a myślę , że sprawiły radość i zachęciły do sięgnięcia po książkę. Po bransoletki skręcone z kolorowych włóczek chętnie sięgali nawet panowie. Wiele  osób pytało  nas o cenę rozdawanych drobiazgów lub o skarbonkę , żeby się dobrowolnie  zrzucić. W tych komercyjnych czasach  coraz trudniej zaakceptować fakt, że to wszystko gratis,  za darmo, z dobrego serca, za nic, za uśmiech i zwykłe dziękuję.



 Trochę kwiatów


 Różności



środa, 6 czerwca 2018

Kolorowo.

           Ostatnio mi nie po drodze z blogiem. Chciałam  publikować wpisy  choć raz na tydzień ale  ostatnio znów mi się to nie udaje.  Może spróbuję zrzucić  winę na  pogodę bo jakoś nic innego nie przychodzi mi do głowy.
           Drobne robótki sobie dziergam ale   wszystko  zaczęte , nie skończone, albo prute bo to nie to o co mi chodziło. Jednym słowem robótkowe lenistwo mnie opanowało.
         Ale dziś mam do pokazania naszyjnik zrobiony z resztki  kolorowej włóczki. Był to malutki kłębuszek pięknie barwionej bawełny, kolorowy jak lato więc wydziergałam z niego naszyjnik.  Prosty łańcuszek, kolorowe drewniane koraliki, zapięcie na drewniany guziczek-kwiatek. Wielkość naszyjnika ograniczała ilość włóczki.  Wyszedł mi  naszyjnik kolorowy,leciutki ,  chyba  fajny ( mnie się podoba)  tylko sama nie wiem czy go kiedykolwiek założę. 
         Jeden kłębuszek przerobiony , zostało mi jeszcze   "milion pięćset sto dziewięćset"  ale od przybytku głowa nie boli prawda? 




piątek, 25 maja 2018

Czas na stare ażury

Chyba mamy lato bo wiosna się gdzieś zagubiła przynajmniej u mnie , "prawie" nad morzem. Wszędzie susza, gorąco , słonecznie,  zupełnie jak w lipcu a nie maju. Z zimowego płaszczyka wskoczyłam  prawie  od razu w krótki rękawek. Wyciągnęłam  stare ażurowe , bawełniane bluzeczki. Może już trochę przyciasne ale co tam  skoro je lubię,  mam ich sporo a  wiadomo robione ręcznie to tzw. "wieczne" . Prane ręcznie, dziergane z porządnych nici  nie chcą się  zniszczyć a w moim wieku gonienie za modą  już sobie odpuściłam.


czwartek, 17 maja 2018

Koniec sezonu.

      Komunie dopiero się zaczęły  a to oznacza koniec sezonu na dzierganie  torebek, wianków , rękawiczek,. stroików itp.  Chyba wraca moda na ręcznie wykonane koronki bo w tym roku wyjątkowo  dużo wydziergałam komunijnych dodatków. Pisząc dużo  mam na myśli  po kilka sztuk bo takie też są moje możliwości  robienia  i znalezienia chętnych na moje koronki.
Co roku staram się wydziergać coś nowego bo ja to raczej jestem indywidualistką i nie przepadam, za powielaniem prac w wielu takich samych egzemplarzach nawet  jeśli są wzór jest fantastyczny. Dawno temu zaczęłam od torebek  i mitenek.    W zeszłym roku  zmotywowana  zrobiłam wianek, w tym roku  kolejny wzór wianka i rękawiczki  na jeden palec. 
Kto nie trafił wcześniej na mój blog wszystko może zobaczyć tu  Komunijne dodatki
  Staram się  indywidualizować moje prace , zmieniać  wzory, nici, ozdoby , dodawać,  odejmować, dopasowywać. Powstają prace niby takie same ale jednak inne. Sezon zakończony  mam teraz czas pomyśleć co by tu jeszcze  mogło ucieszyć  komunijne  dziewczynki i ich Mamy. Może jakieś pomysły mi podrzucicie?