Obserwatorzy.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chusta - shawl. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chusta - shawl. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 maja 2022

Golfowa chusteczka.



 Kamizelka dziergana na drutach miała duży, obszerny golf. Golf sprułam bo jakoś mi zupełnie nie pasował a kamizelkę wykończyłam wąskim ściągaczem. Z resztki włóczki odzyskanej po pruciu wydziergałam szydełkiem  małą chusteczkę. Ty sposobem zamiast  jednej rzeczy ma dwie. Chusteczka wyszła mała 90x34 cm. Z ostatnich kawałeczków włóczki wydziergałam wąski paseczek z oczkiem na końcu mogę więc tym paseczkiem dowolnie "spinać" końce chusteczki. Nie zostało mi zupełnie nic z poprutego golfu co mnie bardzo cieszy bo nie powiększyłam "przydasiów". Chusteczka powędrowała do szafy ale może kiedyś jednak się przyda.


piątek, 1 kwietnia 2022

Małe co nieco.

 Mała chusta powstała z małej resztki wełenki. Lubię chustki, szaliczki i mam ich dużo. No może mam ich za dużo ale podobno od przybytku głowa nie boli tylko szafy się kurczą. 

Kiedy już sobie samej obiecam ani jednej chusty więcej nie zrobię dla siebie to zawsze  mnie skusi jakaś wyjątkowa wełenka. Nie bardzo wiem co robić z małymi resztkami szlachetnych wełenek pozostałych po większych pracach. Chusty, chusteczki, szaliczki mnożą się więc jak króliczki na wiosnę. Mam ich tyle, że mogę dopasować chustę kolorystycznie do każdego stroju. A że szafa  odrobinę się nie domyka to trudno. 

Mała  chusta z cieniowanej wełny ścieg gładki  na dość grubych drutach 130x55 cm. Milusia jest, kolorowa więc już nie żałuję, że ją zrobiłam. 






niedziela, 2 maja 2021

Biała chusta.

 W poprzednim wpisie pokazałam szydełkowy kwiat  dziś biała chusta którą podarowałam pannie młodej. Prezenty już wręczyłam choć ślub jest odwołany. Kolejny termin za 3 miesiące jeśli pandemia i rządzący pozwolą. Współczuję młodymi bo choć czasy inne i właściwie od dawna są rodziną to jednak ślub jest przeżyciem które się pamięta do końca życia. 






poniedziałek, 21 grudnia 2020

Smutna chusta.

 Chusta skończona, dopieszczona  ale nie zobaczę czy się podoba. Niestety  kolejne święta spędzimy oddzielnie. Dzieci w poczuciu odpowiedzialności postanowiły nas nie narażać. Ze względu na wykonywaną pracę mają kontakt z wieloma ludźmi stąd taka decyzja. Rozumiem ale smutek mnie nie opuszcza. Nie cieszą mnie przygotowania świąteczne choć upiekłam ukochane kruche, maślane ciasteczka, zapakowałam razem z chustą i innymi prezentami i wysłałam paczką. Wiem, że są telefony, komunikatory  internetowe ale to nie to samo co wesoła gromada  przy stole w emocjach rozdzierająca ozdobne papiery ukrywające prezenty od Mikołaja. Niestety ominie nas ta radość.

Jestem zmęczona, zrezygnowana i coraz smutniejsza. W czasie Świąt Wielkanocnych miałam nadzieję, że pandemia szybko zostanie opanowania a teraz mam wrażenie,  że  błądzimy we mgle. Nie wiemy kto jest chory, kto zaraża, kto już wyzdrowiał w związku z tym zamyka się wszystkich w domach. W biurze u mojej krewnej zachorowała pracownica. To malutkie biuro raptem kilka osób ale nikogo nie skierowano na kwarantannę. Albo już jest wszystkim wszystko jedno, albo sanepid niczego nie ogarnia, albo szkoda pieniędzy na opłacanie tych na kwarantannie.

Jak się jest młodym to łatwo się czeka na kolejne święta ale nam starym czas umyka nieubłaganie i tych kolejnych świąt mamy coraz mniej więc każdego szkoda.

Nie miałam czasu na robienie ładnych zdjęć. Chusta rzucona na podłogę przed spakowaniem do paczki wygląda tak jak poniżej . Czy się spodoba? Myślę, że córka będzie szczęśliwa bo to w końcu moja krew a ja jestem zadowolona z końcowego efektu.







niedziela, 13 grudnia 2020

Do ostatniej nitki.

 Moherów ciąg dalszy. Tym razem na moich drutach zagościł cieniuteńki moher. Prosty, piórkowy sweterek dziergany od góry z okrągłym karczkiem. Połączyłam trzy różne nitki trochę z konieczności, trochę dla efektu. Sweterek poszedł do prania i blokowania i pokażę go jak wyschnie. Dziś tylko o wykorzystaniu włóczek do tak zwanej ostatniej nitki. Po zrobieniu swetra zostały mi maleńkie kłębuszki kolorowego moheru. Mógłbym je zostawić jak setki innych na "przydadzą się kiedyś" ale staram się już nie powiększać zbędnych zapasów. Z pozostałej resztki w ciągu jednego dnia wydziergałam małą chusteczkę. Pomyślałam, że przyda się do swetra. 



Jeszcze na szydełku zrobiłam mały kwiatek z pętelką pod spodem do przekładania końcówek chusteczki i tym sposobem moherek został zagospodarowany do ostatniej niteczki. 




Po wydzierganiu kwiatka z kolorowej nitki nie zostało mi nic a z granatowej maleńkie kawałeczki. Chusta jest malutka jej wymiary to 110 x 50 cm. Starcza jednak na owinęcie szyi i przełożenie końcówek przez obrączkę pod kwiatkiem. Kwiatek ma średnicę 5 cm. 




Chusta dziergana na grubych drutach nr 5 z cieniutkiej niteczki jest ultra leciutka a po złożeniu mieści się w złożonych dłoniach albo małej szklaneczce. 





















sobota, 17 października 2020

Moherowa chusta prawie gotowa

 Skończona, uprana właśnie się suszy moja chusta z  resztek kolorowych moherów.  Dziś tylko kawałek reszta jak już będzie sucha, zblokowana. Wtedy zrobię testy "gryzienia" , pokażę całość a dla chętnych dam namiary na ten wzór. Zapraszam na dalszy ciąg.🙋





czwartek, 12 grudnia 2019

Replika.

Pamiętacie mój wpis o zgubionej chuście?   Zagubina ulubiona

Własnie skończyłam replikę, mam nadzieje, że ta nie zginie. Duża czarna chusta 220x 80 cm






poniedziałek, 4 listopada 2019

Zagubiona , ulubiona.

    Niedawno dostałam "dramatyczny" telefon -Mamo zgubiłam czarną chustę!!!!! Wsadziła  chustę do rękawa w kurtce i pewnie jej wypadła w galerii handlowej. Była tak zdesperowana, że szukała jej przez godzinę ale niestety przepadła jak kamień w wodę.
       Jak się domyślacie zrobiłam córce wiele chust ale  to ta zagubiona  była ulubiona. Idealna  w rozmiarze 225 x 85 cm ,  kolorze( czarna!) , wzorze - czarne kwiaty na  czarnej siatce, z idealnej dla alergika  włóczki ( akryl z jedwabiem wiskozowym) .  Córka nawet pamiętała nazwę  włóczki z której ją dziergałam  i oczywiście chce  nową chustę   z takiej samej włóczki , w takim samym  rozmiarze,  słowem identyczną.  
      Chusta była wiekowa  miała 15 lat albo  więcej ale mimo ciągłego użytkowania i prania w pralce wyglądała jak  prawie nowa. Obiecałam ukoić  żal dziecka  i zrobić  kopię. I tu zaczęły się schody. Włóczkę przestali produkować jakiś czas temu musiałam więc szukać czegoś podobnego .Ani ja ani córka nie pamiętamy jaki to wzór był na tej chuście więc musiałam poszukać  wzoru który pasowałby  do tak dużej chusty. 
       Kiedy już zgromadziłam włóczkę, wzór ,szydełko  i wolny czas  coby natychmiast zabrać się za dzierganie  rehabilitantka kazała mi ograniczyć  szydełkowanie ze względu na problemy z ręką. W związku z tym  dziergam sobie powoli po kilka rzędów i  mam nadzieję , że do grudnia zdążę.


środa, 16 października 2019

Barwy jesieni początek

     Coś będzie w jesiennych barwach. Zachęcona  piękną , jesienną pogodą ( wczoraj  siedziałam na słoneczku w krótkim rękawku) , zniechęcona   zakazem dziergania bez umiaru zwłaszcza szydełkiem  ( jakieś tam problemy z łokciem i barkiem) zaczęłam nową robótkę . Mam się samoograniczać no to robię  dużo przerw w czasie których grzecznie wykonuję zlecone ćwiczenia  bo zrezygnować z robótek  nie potrafię. Zaglądajcie  do mnie  niedługo opiszę co i z czego powstało. Dziś tylko kolorami Was zachęcam.




niedziela, 24 lutego 2019

Wiosenne .

Idzie wiosna pora się zmobilizować do  pracy. Na blogu wieje pustką  i nudą. Jakoś  straciłam wenę do pisania, pokazywania choć nadal  dziergam tylko trochę mniej. Kłopoty z barkiem ograniczają mój zapał do robótek.
 Zamiast więc   dziergać    wszystko pruję.   Za małe swetry- przecież już nigdy nie schudnę tak aby w  nich się zmieścić. Sweterki wnuków których  czasem  nie założyły ani razu.  Szaliki, czapki, chusty, poduszki, kocyki, torebki, serwety  leżą nie używane więc  są niepotrzebne. Próbowałam je   rozdać rodzinie ale  nikt ich nie chce. Za duże, za małe,  za krótkie, za długie, nie modne, nie w tym kolorze, nie z tego materiału .   Zresztą  rodzinę mam niewielką bo los nas rozrzucił po świecie. Ciuszki szyte, kupione w sklepie,  spakowałam   i zawiozę potrzebującym. Wszystko co dziergane pruję, piorę, prostuję.  Przyda się do zrobienia nowych projektów które dużo łatwiej    wykonać gdy nie trzeba  mieć   gotówki na materiał. Prucie własnej pracy jest jednak bardzo depresyjne bo trzeba odganiać  myśli w rodzaju  : nie rób nic więcej,  nikomu to nie jest potrzebne.
Żeby odganiać złe myśli  atakujące mnie podczas prucia  w przerwach miedzy pruciem  kolejnych prac  wydziergałam sobie chustę.




Czy jest mi potrzebna? To sprawa dyskusyjna ale mam stary błękitny płaszczyk  więc  będę mieć  do niego nową chustę. Włóczka pruta,  wcześniej był to szalik z frędzlami na końcach. Składu nie pamiętam to jakaś mieszanka wełny, moheru i jakiegoś syntetyku który to razem trzyma. Kolor też jakiś nieokreślony. Szalik mi się znudził  i nie używałam go więc poszedł do prucia. Pruło się kiepsko jak wszystkie mohery ale był na szczęście luźno robiony.  Wydziergałam  teraz z niego chustę. Nie pytajcie o wzór, schemat bo go nie ma. Włóczki było mało  bo to przecież był tylko szalik. Na chuście z pstrokatej  włóczki wzorów nie widać. Część chusty jest gładka, na części zrobiłam małe fale i dziurki.



Z frędzli zrobiłam 3 chwościki , dołożyłam  drewniane koraliki i  powstało takie coś jak na zdjęciach.  Chusta niezbyt wielka 150  x  70   ale do wiosennego  płaszczyka w sam raz. Włóczkę wykorzystałam w całości.  Sama siebie przekonuję, że prucie nie jest takie złe.















poniedziałek, 12 lutego 2018

Wreszcie coś dla siebie zrobiłam.

           Opaska  warkoczowa i szalik bandana  to coś dla mnie. Nie lubię czapek a czapki nie lubią mnie. Niewiele jest takich fasonów   w których wyglądam dobrze. Mam małą głowę, kupne czapki i kapelusze wpadają mi na oczy i wglądam w nich jak strach na wróble. Póki mogę, póki nie jest zbyt zimno noszę więc cieplutkie opaski. Tą wydziergałam na drutach z 100% wełny.
          Opaska robiona tym wzorem  jest włóczkożerna bo zużyłam na nią aż 50 g włóczki ( tyle samo co na szalik) ale za to jest cieplutka.    


   

 Szalik bandanę robiłam już po raz kolejny. Poprzedni możecie  zobaczyć TU, tam  też znajdziecie link do wzoru.  To jak dla mnie wyjątkowo udany wzór. Cieplutko pod szyją, niezbyt ciasno bo to nie golf, wydłużony przód  pasuje  do kurtki z klapkami , krótki tył układa się idealnie pod kurtką ( jak sweterek).



 Nic się nie marszczy, nie zwija, nie jestem  okręcona szalikiem  , owinięta chustą a jest mi cieplutko i wygodnie.  Gdy trzeba się  trochę rozebrać np. w hipermarkecie to bez problemu ściągam szalik i chowam do kieszeni kurtki. Ta wersja bandany jest trochę mniejsza niż  zakładał wzór ale miałam tylko  100 g wełenki a opaska pożarła mi jej połowę musiałam więc  wzór trochę zmodyfikować.




sobota, 21 października 2017

Zapomniana chusta

Porządkując zdjęcia znalazłam  coś czego chyba jeszcze nie pokazywałam, czyli wielką szydełkową chustę. Zdjęcia byle jakie, robione na podłodze  bo nigdzie chusta się nie mieściła. Wzór taki serwetkowy ale  dość nietypowy. Sama pewnie bym nie wybrała tego wzoru do wykonania ale  córce się chusta spodobała.   Gdy znalazłam zdjęcie  i  opis w internecie nie pozostało mi nic innego niż tylko dziergać. Chusta  zrobiona, noszona, lubiana.


A tu zdjęcie oryginału na którym widać jak wielka jest ta chusta oraz link do wzoru Biała chusta


poniedziałek, 4 września 2017

Bordowa chusta.

Gdy zobaczyłam  chustę u Zamotana GaMa od razu byłam nią zauroczona. Okazało  się, że jest ona nagrodą w zabawie. Miałam wiele szczęścia i zostałam jej  posiadaczką. Wygrałam zabawę i chusta właśnie do mnie przyleciała.  Jest cudownie mięciutka, leciutka i ma wspaniały głęboki kolor bordo. Możecie ją sobie obejrzeć  na blogu Gosi,  jest tam wiele pięknych zdjęć tej chusty,  opisała też  jak jest robiona ta   chusta
Małgosiu jestem Ci bardzo wdzięczna za  cudowny prezent. Chusty nikomu nie oddam choć były już na nią rodzinne zakusy z racji jej urody.
Zapraszam Was na blog  Małgosi , sami zobaczcie jakie piękne rzeczy tworzy.



piątek, 23 czerwca 2017

Chusta lniana

            Najbardziej nie lubię robić  tego czego ode mnie oczekuje rodzina czyli szycia pościeli, przeróbek,  skracania,  podkładania, naprawiania, przyszywania guzików wymiany zamków.  Nikt mnie nie poprosi "pokaż jak to się robi".    No może tylko 7 letni wnuczek  który jako jedyny z rodziny potrafi szyć na mojej maszynie wprawdzie pod nadzorem ale już wie jak się nawleka nici,  ustawia ściegi, zmienia stopki i szyje.
          Nie wiem dlaczego rodzina  uważa, że  skoro ja wszystko potrafię to cała reszta nie musi niczego się nauczyć.  Po prostu podrzuca mi się  rzeczy jak do punktu krawieckiego zakładając, że  znajdę  odpowiedni  guzik, zamek, szmatkę, podszewkę itd.  Z wiekiem robię się coraz bardziej asertywna  i zaczynam odmawiać gdy   ktoś np. oczekuje , że wymienię mu zamek z zimowej puchowej kurtce  uszytej z mnóstwem naszywek , bajerów i lamówek. Żeby wymienić zamek musiałabym tą kurtkę całą rozpruć i to ręcznie  a potem zszyć na nowo. Nie mam odpowiedniej maszyny więc część pewnie  bym szyła igiełką.
           Już  nie daję się nabierać na stwierdzenia, przecież Ty jesteś taka zdolna,  wszystko potrafisz, dasz radę  naprawić    to co akurat udało nam  się popsuć.  Odmawiania też trzeba się nauczyć i wkalkulować w odmowę obrażone miny i komentarze po kątach, że po prostu mi się nie chce a przecież siedzę w domu i nic nie robię.

         W czasie takiego nic nie robienia wydziergałam lniano-bawełnianą chustę. Bez konkretnego wzoru ot tak   robiłam co mi się tam zachciało.



Chusta ma wpleciona cieniutką jak włos złotą  niteczkę więc się cała mieni. Oczywiście nie potrafię zrobić zdjęcia na którym będzie to widać więc musicie mi uwierzyć na słowo.







sobota, 17 czerwca 2017

Śnieżno-biała chusta

          Chusta  z poprzedniego wpisu  już jest  w rękach nowej właścicielki.  Było mi bardzo miło  gdy   dostałam  wiadomość, że chusta jest akurat taka jaką sobie Panna Młoda wymarzyła. Trafiłam z kolorem,  wzorem a i  moje wykonanie spotkało się z uznaniem. Zrobiłam ją na zamówienie, ktoś zamówił, zapłacił, odebrał i właściwie to powinien być koniec historii. Jednak to co jest ręcznie zrobione  widocznie  posiada magiczne właściwości wyzwalania    pozytywnych  zachowań.  Kupując rzeczy  masowe w sklepach nikt nikomu za nie nie dziękuje , nie  chwali wykonania i projektu. Tym bardziej mi miło gdy ktoś po otrzymaniu mojej pracy zadaje sobie odrobinę trudu aby napisać do mnie kilka ciepłych  słów,   każdy potrzebuje odrobiny uznania a i pochwały nie są nam obojętne
        Dziś kolejna  ślubna chusta. Trochę mniejsza niż ta poprzednia, wykonana  na szydełku innym wzorem tym razem z śnieżnobiałej włóczki. Dla laika podobna bo też ażurowa ale ta wymaga zdecydowanie mniej pracy niż poprzednia a jest równie efektowna.
Chusta skończona teraz  dziergam powolutku bluzeczkę z bawełny.
 







niedziela, 11 czerwca 2017

Ślubna chusta z kwiatami

      Sezon komunijny zakończony i choć  nie pokazałam tego na blogu w tym roku zrobiłam  kilka  torebeczek, rękawiczek i wianuszków. To miłe robótki ale dzierganie ciągle tego samego  odrobinę  mnie zmęczyło. Mogłam jednak dzięki temu uzupełnić  uszczuplone zapasy  nici które niestety są coraz droższe. 
      Teraz mam roczną , komunijną przerwę  i mogę dziergać coś innego. Może nie do końca  są to rzeczy dla mnie   ale  pokaże Wam   mój ostatni "udzierg" czyli ślubną chustę



       Chusta  jest  w kolorze kremowym  , wydziergana na szydełku według projektu Panny Młodej. Jest duża  ok. 200x100 cm i mimo , że jest ażurowa  wymagała sporo pracy. Element kwiatowy składa się aż z 24 płatków nakładanych na siebie.


      
   Dziergam na szydełku w ekspresowym tempie więc wykonanie jednego kwiatowego kwadratu zajęło mi "tylko" 57 minut. Zmierzyłam sobie czas tak z ciekawości bo z reguły  zatopieni w robótkach nie zdajemy sobie sprawy z upływu czasu. 
         Jak sobie pomnożycie ilość kwiatków  przez czas potrzebny do ich wykonania  i weźmiecie pod uwagę fakt, ze nie da się dziergać bez przerwy przez kilka godzin  to już będzie wiadomo, że z rękodzieła wykonywanego własnymi rękami  trudno byłoby zarobić na życie.
      Patrząc na siatkową strukturę sama byłam zdziwiona  ogromną ilością czasu potrzebną na wykonanie chusty. Bo dzierganie to tylko część pracy, chustę potrzeba wykończyć , wyprać, zablokować, pociąć i powiązać frędzle. 
         Pomijając jednak ilość pracy jestem z chusty  zadowolona , mam nadzieję, że Panna Młoda też.



poniedziałek, 6 marca 2017

Czerwona chusta z sercem.

Czas leci nieubłaganie, ani się nie spostrzegłam a już minął miesiąc od ostatniego wpisu. Życie realne ma jednak swoje prawa i wirtualny świat musiał zaczekać aż wszystko jakoś poskładam.
W tzw. międzyczasie  dziergałam niewiele ale coś tam powstało więc pora   się pochwalić nową chustą taką "walentynkową" bo nie dość, że czerwoną to jeszcze z wzorem serduszkowym.



Włóczkę  wypatrzyłam w moich zapasach przy okazji generalnych porządków.  To  czerwony polyacryl Frisco wyjątkowo mięciutki i puchaty z odrobiną białego koloru.


Chusta wyszła spora  200 x 100 cm ,  fragment wzoru serduszek  zapożyczyłam z zupełnie innej chusty ale jakoś tak mi pasował do czerwonej włóczki. Przy okazji wypróbowałam inny sposób dodawania oczek na środku chusty. Jestem z niego bardzo zadowolona bo środek wychodzi taki bardziej ozdobny.  Mam nadzieję, że nie będę musiała zniknąć z bloga na dłużej , serdecznie pozdrawiam  tych którym się chce do mnie zaglądać.



sobota, 17 grudnia 2016

Uzupełniłam zapasy.

            Czerwona , mała chusteczka. Zrobiona na drutach z pięknej cieniowanej włóczki, wzór własny wymyślany w trakcie roboty. Włóczki było malutko, dostałam kłębek  od znajomej,  nie wiem  ani jak się ta włóczka nazywa ani nie znam jej składu. Jest mięciutka i ma leciutki połysk a właściwie cała się mieni jakby była oszroniona. Ma wplecioną  cieniuteńką srebrną niteczkę ( cieńszą niż włos). Na zdjęciach niestety tego nie widać.



          Włóczka w kłębku wyglądała niepozornie  bo cały jej urok to delikatne cieniowanie spowodowane  kolorową  niteczką wplecioną w nić główną a to widać dopiero w trakcie robótki. Już miałam  podarowaną włóczkę  dorzucić do   moich zapasów  ale wcześniej   wpadłam  na pomysł odwinięcia sporego kawałka  i wtedy to cieniowanie  zauważyłam. Włóczki było niewiele, robienie chusty nie zajęło mi dużo czasu  a  efekt sami zobaczcie. Chusteczka wyszła mała , ale wystarczająca  do okrycia szyi 115 x 55cm. Zużyłam całą posiadaną włóczkę. Początkowo zamierzałam  wykończyć chustę   szerokim brzegiem z innej np. czerwonej włóczki aby była większa. Zrobiłam nawet kilka rzędów ale sprułam  pozostawiając  tylko jednorodną włóczkę.

     
 Pozostaje teraz tylko jedno pytanie.  Po co mi taka chusteczka?  Miałam dwie  fajne, kolorowe  małe chusteczki ale  je wymieniłam  z   Dusią  i z Aldoną   Powiedzmy więc , że uzupełniłam zapasy.    Chusteczka teraz poleży , poczeka,   ja się namyślę czy ją  nosić czy umieścić z zakładce do wymiany. Gdybym miała jedną chustę to sprawa byłaby prosta  ale jak się samemu dzierga to czasem od przybytku głowa jednak boli.