Obserwatorzy.

niedziela, 28 sierpnia 2016

Ku przestrodze

            Zastanawiałam się czy warto o tym napisać ale chyba jednak warto tak ku przestrodze.. Ostatnio  na mojego e- maila dostałam zaproszenie od  jednego z serwisów sprzedażowych abym wstawiała u nich swoje prace. Oczywiści napisany bardzo miłym językiem z pochwałami pod moim adresem. Zaproponowano mi nawet czasową  promocyjną prowizję  od sprzedaży 5%  pod warunkiem, że  zmieszczę się w pierwszej setce zgłaszających się twórców.  Z ciekawością zajrzałam na ich stronę. Pomyślałam sobie może warto zmniejszyć swoje zapasy prac i spróbować coś sprzedać aby mieć środki  na materiały.   Strona ładna ,  zachęcająca do współpracy.  Pewnie  do wielu z Was napisano podobne  zaproszenia  i być może ktoś zastanawia się nad współpracą   ale zanim  zaczniecie wystawiać tam swoje prace  zajrzyjcie do regulaminu. 
             Otóż prowizję w wysokości 15% ( po czasie ewentualnej promocji) serwis  ten  zamierza naliczać   od  ceny sprzedaży wraz z kosztami  wysyłki !!!  a jak by tego było mało to jeszcze naliczą prowizje od sprzedaży i kosztów wysyłki  nawet jeśli  kupujący się  rozmyśli  i nie wpłaci  pieniędzy czyli transakcja nie zostanie zrealizowana. Na wszelki wypadek  zapytałam o to w e-mailu bo wydało mi się to nieprawdopodobne, że serwis chce prowizji od kosztów wysyłki i niezrealizowanych transakcji. Dostałam potwierdzenie, że właśnie tak jest. Nie wiem jak Wy ale ja nie zamierzam tam więcej zaglądać.
            Nie napiszę jaki to serwis bo nie będę ich reklamować a i nie chcę się narażać na jakieś nieprzyjemności z ich strony  ale radzę Wam czytajcie regulaminy bo za ładnymi słowami  nie zawsze kryją się ładne czyny.


czwartek, 25 sierpnia 2016

Kwiatki które robią się same.

Niedawno pokazywałam  kwiatki zrobione z resztek różnych materiałów. Jedne przyczepiłam do torebki inne  wylądowały w pudełku i czekają na inwencję twórczą  a  jeden z kropkowych kwiatków doczepiłam do opaski do włosów.



Opaska  zdobi  teraz  głowę lalki bo jeszcze nie znalazłam dla niej właścicielki 

 

 A tu reszta kwiatków czekających na zastosowanie.


             Najfajniej jest "produkować" kwiatki.  Musze się przyznać, że jak mam resztki sztucznych materiałów które powinny wylądować w koszu to zamiast je wyrzucić najczęściej wycinam z nich kółka  i chowam do jednego z niezliczonych pudełek. Czasem topię ich brzegi a czasem zostawiam tylko wycięte. Prędzej czy później każdy kolor i materiał  będzie mi pasował do tego co robię.  Jak już  zacznę to nigdy nie kończy się na jednym ani dwóch kwiatkach.  Składanie,  dobieranie  kształtów , kolorów to świetna zabawa. Najczęściej produkuję ich sporo i  chowam do pudła bo nie wiem  co z nimi zrobić. Potem długo nie zabieram się za następne ale jakoś tak się zawsze  składa, że powolutku ich ubywa z moich zbiorów. Komuś podaruję,  wyślę w wymiance, dołączę do prezentu, przyczepię do czegoś itd. Jak już są gotowe i czekają  grzecznie w pudełku   to zawsze można szybciutko po nie sięgnąć i wtedy wydaje się, że właściwie to one  zrobiły  się same. Ot takie  malutkie zboczenie i lekarstwo na niechęć do wyrzucania szmatek. Całe szczęście, że nie szyję ( jeszcze!) patchworków bo  wtedy i skrawki bawełny trudno by mi było wyrzucać.

piątek, 19 sierpnia 2016

Moja mandala

         Dawno temu w czasie wędrówki po  zakamarkach internetu znalazłam opis wykonania szydełkowej mandali.  Dzięki  autorce tego wzoru  która go udostępniła mnóstwo  osób  wykonało   już wiele  swoich wersji kolorystycznych. Mandala  ma dokładny opis wykonania , ze zdjęciami . Opis jest przetłumaczony  na wiele języków nawet na polski , jest bezpłatny. A tu jest do niego link Mandala
Mandala mnie zachwyciła, zapisałam link do wzoru i  na tym się skończyło bo właściwie po co mi  takie szydełkowe cudo? Mandala w całości jest ogromna, zrobiona z włóczki ma wielkość  dywanu.




           Kilka lat temu przyglądałam się mnichom tybetańskim jak usypywali mandale z piasku. Sypali w kilka osób drobniuteńki, kolorowy  piasek przez kilka dni.



         Usypali cudowny, bajecznie kolorowy wzór a gdy skończyli  ich kapłan po stosownych modlitwach  jednym ruchem go zniszczył.


  Po cudownej, kolorowej  mandali pozostała tylko kupka szarego piasku który mnich  rozdał obecnym a resztę w uroczystej procesji zaniósł do rzeki i rozsypał na wodzie. Z wielodniowej,  nieprawdopodobnie precyzyjnej pracy nie zostało nic.



Mandala jest jak człowiek - tłumaczył, mnich z Tybetu. - Stworzona na początku wygląda pięknie, tak jak człowiek w młodości. Niszczy się ją po to, żeby pokazać przemijanie i nietrwałość rzeczy. Składają się na nią drobiny piasku, tak jak nasze ciało składa się z atomów. Przychodzi czas, kiedy nasze ciała się rozpadają. Tak samo musi być z mandalą. Wszystko w życiu przemija I dlatego gotowa mandala jest zazwyczaj niszczona. Część pobłogosławionego piasku trafia do ludzi. Kiedy rozsypiemy go w domu, ma nam pomagać przezwyciężać trudności i chronić mieszkańców przed złem. Reszta piasku jest wsypywana do rzeki. Z jej prądem dobra energia dociera do ludzi.

           Nie jestem ostatnio optymistycznie nastawiona do życia , jestem zestresowana , zmęczona głównie psychicznie a przyszłość nie rysuje się mi w jasnych barwach.. Trudno mi się skupić na robótkach a szczególnie na wymyślaniu jakiś nowych fajnych rzeczy.
            Przeglądając  wzory  przypadkiem trafiłam na dawno zapisany opis  mandali i pomyślałam sobie, że  zacznę ją dziergać  bez konkretnego celu, bez  zastanawiania się po co , dla kogo i kiedy ją zrobię. Będę ją szydełkować dla samego procesu dziergania aby zająć ręce i umysł. Skupić się na pracy i odgonić złe myśli. Czy po skończeniu mandali ją zniszczę czyli spruję? Jeszcze nie wiem ale pewnie tego nie zrobię . Być może  zrobię tylko kawałek i schowam  do jakiegoś pudła  aby wyjąć za jakiś czas i zrobić kolejny rząd lub może nie dokończę jej nigdy. Tak to sobie wymyśliłam zainspirowana prawdziwą mandalą i  filozofią  z nią związaną. W końcu w życiu wszystko przemija i to dobre i to złe.
            Wykorzystam niepotrzebne mi już włóczki,  choć z każdym kolejnym  rzędem ilość potrzebnej włóczki gwałtownie rośnie i z resztek trudno będzie ją robić. W tej chwili mam  tylko niewielką część bo jestem w trakcie dziergania 3 części opisu a jest ich 17!!!   Efekt mile mnie zaskoczył  i to biorąc pod uwagę fakt, że dziergam ją w tej chwili z autentycznych resztek, czasem nawet prutej włóczki , o różnym składzie i grubości. Chyba odrobina dobrej energii związanej z tworzeniem mandali do mnie dotarła bo  dziergam ją z przyjemnością.  Dodatkowa korzyść to to, że  przy okazji  nauczyłam się  paru nowych ściegów  szydełkowych. Mandala nie jest bowiem płaska ale złożona z różnorodnych wzorów tworzących strukturę przestrzenną mam nadzieję, że to widać na poniższym zdjęciu.


            Moja mandala jest  w tej chwili taka jak na zdjęciach powyżej, ma średnice około 44 cm. Mam nadzieję, że starczy mi pozytywnej energii do jej kontynuowania  i co jakiś czas pokażę  postępy w tworzeniu mojej własnej wersji tej pięknej mandali  szydełkowej.

środa, 17 sierpnia 2016

Gratis

          Miło mi, że spodobał się Wam obrus który wydziergałam. Mało robię rzeczy na zamówienie bo to zawsze ryzykowna zabawa. Osoba zamawiająca boi się , że efekt  końcowy nie będzie taki jak sobie wyobrażała,  ja obawiam się, że zamawiająca  rozmyśli się w trakcie  mojej roboty bo np. w chińskim markecie znajdzie coś trochę podobnego  za kilka złotych. Zaliczka na  materiał rozwiązuje tylko część problemów bo koszt nici i koszt np. obrusu z nich wydzierganego to dwie zupełnie różne  rzeczy.
           Ludziom trzeba jednak ufać bo inaczej świat byłby okropny. Pani Wiesia nowa właścicielka obrusu  zamówiła u mnie wcześniej ślubną chustę, obie byłyśmy zadowolone ze współpracy więc z przyjemnością  zobowiązałam się do wykonania obrusu  a ona mi zaufała, że będzie piękny i starannie wykonany. Wszystko co robię  wykonuję  tak  jakbym robiła dla siebie i nigdy nie zrozumiem tych co odróżniają rzeczy dla siebie od tych na sprzedaż.
           Po wydzierganiu obrusu zostało mi odrobinę  nici które specjalnie zakupiłam do jego wykonania. W ramach  gratisu  wydziergałam  z nich małą serwetkę i kilka świątecznych gwiazdeczek. To taki mały upominek bo jak się spotka   choćby wirtualnie  sympatyczną osobę to chce się jej sprawić przyjemność.
           A gratisy wyglądały tak:



piątek, 12 sierpnia 2016

Lubicie koronki?

        Lubię dziergać koronki choć to niezbyt modne i bardzo pracochłonne zajęcie.
       W moim domu  koronek mam niewiele, nie mam odpowiednich mebli aby eksponować koronkowe obrusy czy serwety. Wolę zresztą minimalistyczne, proste  wnętrza i ozdoby. Raz w życiu zrobiłam wprawdzie szydełkową firankę  ale ta była na specjalne życzenie mojego dziecka  bo miała być z reniferami. Było to wiele lat temu ale firanka nie chce się popsuć i nadal jest w użyciu. Jeśli chodzi o koronki to  dziergam raczej  koronkowe chusty, bluzki, podwiązki, poduszki  a nawet bieliznę ale tym razem  szydełkowałam   obrus.
        Obrus a może duża serweta  ma być na piękny  okrągły  stolik o średnicy 1 m. Miła Pani która go u mnie zamówiła jest Polką ale mieszka daleko bo aż we Francji i tam też pojechała  moja serweta. 
         Internet to kopalnia  wzorów  ale trudno jest  tak dobrać wzór aby idealnie utrafić z rozmiarem nawet jeśli w opisie jest numer nici i szydełka to przecież każdy z nas robi na szydełku inaczej, jedni bardzo ciasno inni luźniutko. Darmowy wzór znalazłam w czeluściach sieci, zamawiającej się wzór spodobał,  rozmiar teoretycznie pasował  ale w  trakcie roboty zorientowałam się, że serweta wyjdzie mi zdecydowanie za duża.  Na szczęście nie jestem zbytnio przywiązana do  wymyślonych  wzorów i potrafię je modyfikować według  potrzeb. Serweta straciła więc część wzoru ale myślę , że nie straciła na urodzie. Nie pytajcie mnie  o schemat bo go nie ma, powstał w trakcie dziergania. Serweta dotarła już do właścicielki i  się spodobała. Muszę powiedzieć, że i ja jestem zadowolona z efektu choć trochę mnie zaskoczył nakład pracy jaki trzeba było w nią włożyć. Pierwszy raz dziergałam z nici  tak dużą serwetę .Obrusik ma średnicę 98 cm i choć  macham szydełkiem ekspresowo to np. ostatni rząd serwety dziergałam 2 godziny. Same musicie sobie więc wyobrazić ile godzin potrzeba na zrobienie całości.


środa, 10 sierpnia 2016

czwartek, 4 sierpnia 2016

Stary koszyk

         Ostatnio pokazywałam Wam  wyprodukowane ze szmatek kwiatuszki. Żeby nie mieć wyrzutów sumienia, że są kompletnie bezużyteczne kilka z nich przyczepiłam do  słomkowego koszyka. Jak Wam się podoba stary koszyczek z nowymi kwiatkami ?
          Może  dodatek kwiatków zmobilizuje mnie do używania tego koszyka.  Należę do tych osób które noszą ciągle tą samą  torebkę. Przyczyną nie jest to, że mam tylko jedną  ale raczej moje lenistwo. Noszę w torebce która ma dużo kieszonek  mnóstwo dziwnych rzeczy i nie chce mi się ich ciągle przekładać. Oczywiście mogłabym przełożyć tylko portfel , klucze i telefon  ale przecież w każdej chwili mogę potrzebować wszystkich innych rzeczy które mam upchane w torebce czyli np.  małej zwijanej miarki aby wymierzyć ubranko dla wnuczki, szkła powiększającego, żeby odczytać to co jest napisane maczkiem na etykiecie, okularów do czytania, maleńkiej latarki gdy nie działa światło na klatce schodowej, tabletek od bólu głowy, pilniczka  bo złamałam paznokieć, długopisu, notesika , biletu na tramwaj  o innych rzeczach nawet nie wspominam. Ostatnio doszłam do wniosku, że uszyję sobie taki nieduży wkład do torebki, z mnóstwem przegródek, kieszonek do których zapakuje wszystko co mam w torebce i wtedy przełożę tylko wkład do innej torebki i nadal będę mieć wszystko pod ręką. Może wtedy zacznę dobierać torebki do strojów a nie udawać, że czarna torebka pasuje do wszystkiego.



poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Kwieciście.

Dziergam obrusik z białych nici, taki całkiem spory bo o średnicy ok.100 cm. Trochę czasu mi to zajmie więc w ramach przerywnika i jednocześnie pozbywania się nadmiaru szmatek  "upaliłam"  trochę  kwiatuszków. Szmatki wykorzystane, kwiatuszki póki co nie zagospodarowane ale poczekają sobie  na jakieś pomysły. Zawsze to lepiej wygląda gdy mam pudełko kwiatków niż pudełko najróżniejszych szmatek.





piątek, 22 lipca 2016

Słońce nadal świeci.

           Życie toczy się dalej , słońce nadal świeci, wiatr wieje, uśmiechają się moje wnuki.  Na każdego przychodzi jego pora  i żadne zaklęcia tego nie zmienią. Pół problemów mi   zniknęło choć wolałbym je mieć nadal. Wróciłam  do domu ale  już  tylko z  jednym z rodziców choć właściwie powinnam napisać z  dorosłym  dzieckiem które nawet nie wie co się stało ani  kim ja jestem Taka starość jest okrutna, zabiera spokój,  godność. Ogranicza potrzeby tylko do jedzenia i spania, a umiejętności właściwie do zera. Sprawia, że świat wydaje się jednym wielkim koszmarem a wokół kłębią  się  tylko   źli ludzie. Boję się, że sobie nie poradzę i fizycznie i psychicznie ale  walczę ze sobą.
Robótki na razie leżą bo choć  prawie nie wychodzę z domu to  jak się domyślacie  wena twórcza mnie jakoś omija a i sił mi nie bardzo wystarcza.
Wracam jednak do bloga i choć może robótek będzie mniej to mam nadzieję, że czasem do mnie zajrzycie.
Dziś  ptaszek uszyty dla przyjaciół ot tak  bez okazji aby umilić nasze spotkanie. Ogon  pomalowałam pęczniejącymi farbkami do tkanin. Drobny gest a sprawił i mnie i tym dla kogo go uszyłam wiele radości.




czwartek, 30 czerwca 2016

Postaram się wrócić.

Czasem to nie my ale los decyduje co będziemy robić dziś , jutro, za miesiąc czy rok. Wystarczył jeden telefon abym wykreśliła miesiąc z własnego życia biegając między szpitalem z jedną chorą osobą a mieszkaniem w którym  jest  druga osoba nie mniej chora  i to wszystko 400 km od domu.  Już nie mam sił aby się martwić, już nie mam pomysłu jak rozwiązać problemy. Nie potrzebuję współczucia , mnie potrzeba pomocy , działania, podpowiedzi a chętnych  do tego niestety nie widać. Spróbuję wrócić do bloga, bo przecież go  lubię. Zaglądajcie do mnie spróbuje  go jakoś prowadzić, rękodzieło pozwala mi zachować równowagę psychiczną więc pewnie coś tam będę  dłubać.


środa, 25 maja 2016

Różowe róże.

        Kanwa  z nadrukiem  i kompletem włóczek  leżała u mnie kilka lat. Jakoś  nie miałam weny do haftowania  zwłaszcza, że nie bardzo wiedziałam co  zrobić   z haftem gdy już go skończę. W założeniach  jest to poszewka na poduszkę ale zupełnie nie w moim guście , nie pasuje do mojego mieszkanka. Kiedy jednak zaczęłam haftować to żal mi było nie skończyć.


 Mimo, że to  gruba  kanwa, haftuje się  włóczką  to jednak jest to dużo pracy bo wypełnia się haftem krzyżykowym sporą  powierzchnię  40x40 cm. Haftowałam sobie powolutku, zabierałam haft na spacery  do parku. Dzięki temu, że haftowałam publicznie spotkałam się z bardzo miłymi komentarzami. Jeden z Panów spacerujących z wnukiem  zapytał mnie czy może popatrzeć jak haftuję i z sentymentem wspominał swoją  żonę i jej robótki. Mocno starsza Pani aż się do mnie przysiadła, żeby powspominać stare czasy gdy i ona zajmowała się robótkami. Zaglądały  do mojej robótki  bardzo zainteresowane dzieciaczki. Haft z nadrukiem ma swoje dobre strony bo można w każdej chwili odłożyć robótkę  a wracając do niej nie trzeba się zastanawiać co dalej , wszystko jest namalowane.


Właśnie skończyłam moje różowe róże,  teraz zastanawiam się co  z nim zrobić. Najgorsze co może je spotkać to skazanie na zapomnienie i  schowanie do kuferka.  Myślałam o uszyciu torby ale nie wiem czy  to dobry pomysł.  Może Wy mi coś podsuniecie?  W sumie to całkiem ładny haft.




czwartek, 19 maja 2016

W kroplach rosy.

          Miałam  w zapasach dziwną włóczkę,  cieniowaną  z miękkim włosem i połyskiem.  Kilka razy  próbowałam coś z niej zrobić ale trudno   wykorzystać resztkę   cieniowanej włoczki do zrobienia czegoś konkretnego zwłaszcza, że  cieniowanie  kolorów przy pracach na szydełko wychodzi niezbyt fajnie. Zresztą szydełko jest "włóczkożerne"  a miałam tylko jeden nieduży kłębuszek. Zaczynałam kilka razy i prułam swoje projekty bo nic mi się nie podobało. Włóczka kilka razy wracała do pudła z  nieśmiertelnymi  zapasami.  Wreszcie zachęcona  efektem jaki osiągnęłam   wykorzystując   cieniowaną resztkę wełny na zrobienie wiosennej apaszki   i tą  włóczkę  przerobiłam  na   niedużą  chusteczkę 100x52 cm. 



Wykorzystałam    wzór który  dawno temu znalazłam w czeluściach internetu  i z którego już kiedyś robiłam chustę tyle   tylko, że dużą.  Chusteczka wyszła  bardzo efektowna, bo nie dość, że ma fantastyczne cieniowanie  to jeszcze dodatkowo     cała się mieni jakby była   w kropelkach rosy . 



 Niestety nie bardzo potrafię  pokazać to na zdjęciach.



Włóczka wykorzystana do ostatniej nitki,  chusta zrobiona i  wygląda całkiem fajnie. Zapasy zmniejszone o kolejny kłębek,  to taki mały sukces. Gdyby ktoś miał chęć na chusteczkę to zapraszam do kontaktu.


A tu ten sam wzór tylko włóczka inna . Prawda, że zupełnie niepodobne ?


sobota, 14 maja 2016

Bransoletki przy okazji

          Dziś o wymiance "przy okazji" . Wymieniając się prezentami  w wiosennej wymiance umówiłyśmy się z  szczęsliwy zakątek  na  wymiankę  prywatną. Beata  chciała  bransoletki szydełkowo-koralikowe  które wypatrzyła na moim blogu. Ustaliłyśmy kolory, wzory  i  tak powstały 3 bransoletki : cieniowana z przezroczystych koralików , biało-czarno-fioletowa i czarno-złota.




Taka wymianka to prawdziwa przyjemność. Sprawiłam komuś radość , zmobilizowałam się do wydziergania kolejnych  bransoletek a w zamian zyskałam  materiały potrzebne do  dalszych prac.
W zamian  za bransoletki dostałam  bransoletkę kamyczkową   oraz  włóczki, koraliczki, scrapki, filc.


         

       Pewnie nie jedna z Was też ma taki sam problem . Potrafimy zrobić dużo fajnych rzeczy tylko potem nie mamy co z nimi zrobić.
         Tak też jest ze mną. Rodzina  zaopatrzona w nadmiarze.  Jak rozdaję moje prace  to czasem mam wrażenie,  że  ktoś nimi obdarowany uważa, że  skoro dostał je za darmo to  są niewiele  warte a  czasem  nawet mam wrażenie, że ktoś uważa, że robi   "łaskę"  przyjmując moje rękodzieło. Skutek tego jest taki, że robię coraz mniej choć  tworzenie rękodzieła  nadal sprawia mi przyjemność.
  Wiec gdyby  ktoś  był  chętny na jakąś wymiankę to zapraszam do kontaktu. Jak widzicie   możemy się wymienić  nie tylko  swoimi pracami ale  również  przydasiami czy narzędziami do tworzenia rękodzieła .   Interesuje mnie nie tylko  włóczka , nici  ale i  materiały , półprodukty  czy narzędzia  do  innych technik   np.czesanka wełniana , igły  do filcowania , koraliki, końcówki, przekładki, sznurki i milion innych rzeczy. Każda z nas ma jakieś rzeczy  otrzymane w wymiankach  lub   zakupione a  nie   używane  bo wena twórcza się skończyła lub np. zapałałyśmy miłością do zupełnie innej techniki rękodzieła.
Mail nic nie kosztuje  a dzięki  wymianie  moje  prace będą   komuś służyć a nie pokrywać się kurzem  lub być sprzedawane za bezcen bo komuś nawet koszt materiałów wydaje się zbyt duży jako zapłata za  pracę.

sobota, 7 maja 2016

Czas Komunii

Jak co roku o tej porze dziergam torebeczki i rękawiczki do Komunii. Najlepsze są sprawdzone wzory. Woreczki choć staromodne   nadal podobają się dziewczynkom.  W tym roku  wydziergałam jednak  nowy wzór torebeczki. Wzór prosty , ozdobą są kwiatuszki z kryształkami. Mam nadzieje, że panienki pokochają  i ten projekt


A tu  wzory "nieśmiertelne"




piątek, 29 kwietnia 2016

Wiosenna apaszka

          Kiedy  zaświeciło słoneczko i zrobiło się  cieplutko postanowiłam zrobić sobie przyjemność i wydziergać coś nowego  dla siebie. Obecna pogoda nie  zachęca do wiosennych spacerów ale mam nadzieje, że szybko zimno przeminie. 
          Mam sporo  różnych  "dziergadełek"  więc dla siebie robię bardzo niewiele. Ręcznie, porządnie  wykonane rzeczy  mają  tą niezbyt  teraz docenianą właściwość, że  służą nam bardzo długo. Czasem się znudzą, czasem się opatrzą, czasem wyjdą z mody   ale nadal są  w bardzo dobrym stanie zwłaszcza jak się o nie dba.
          Mam błękitny płaszczyk już niezbyt nowy więc  chciałam  mieć choć nową apaszkę. Chusteczka jest niewielka  wydziergana na  drutach z  cienkiej, pięknej kolorowej wełenki.
 

 Resztkę wełenki odkryłam niedawno  przeglądając zapasy. Było jej mało ot taka resztka nie wiadomo na co. Postanowiłam zrobić  ażurową chusteczkę   z góry zakładając, że  będzie to najprostszy wzór który mogę zakończyć w dowolnym miejscu gdy tylko  skończy mi się nitka.  Mogłam oczywiście  spróbować  połączyć  kilka wełenek ale miałam kaprys na małą chusteczkę  taką co  po zmotaniu ochroni szyję  przed chłodnym   wiatrem a gdy wyjdzie słoneczko, po   luźnym ułożeniu będzie tylko ozdobą.   Po zablokowaniu  chusteczka ma wymiary 100x45 cm . Miła przyjemna robótka na jeden dzień  dziergania  a ile lat ją będę nosić  to się okaże.



sobota, 23 kwietnia 2016

Resztkowa okładka

             Resztki, włóczek, nici, sznurków, tasiemek, wstążek a nawet papierów. Wszystko to zbieram nie wiadomo po co. Odkąd dzieci wyfrunęły z gniazda mam więcej miejsca na ich gromadzenie. Czasem patrzę z przerażeniem  na  coraz większą ilość pudeł, pudełek, woreczków, skrzyneczek. Lubię mieć wszystko posegregowane, nawet guziki mam pochowane w woreczki  według ich koloru. Kiedy już dopada mnie depresja  a ilość przydasi zaczyna  być dla mnie problemem  zawsze postanawiam zmniejszyć ilość zapasów.    
         Najłatwiej byłoby  oddać je w dobre ręce, pewnie znaleźli by się chętni na darmowe   szmatki, włóczki, tasiemki, guziczki. Niestety trudno mi się  z nimi rozstać  bo kiedy już uszykuję je do oddania to zawsze  mam milion pomysłów jak je wykorzystać. Tylko z ich realizacją jest już gorzej.  Nie zawsze  mam dla kogo  robić moje projekty a robienie nawet fajnych rzeczy do "szuflady" odbiera mi połowę radości z tworzenia. Nie zawsze to co mam ochotę zrobić nadaje się dla mnie. W pewnym wieku, przy pewnej figurze trudno ubierać  się w ażurowe sweterki, dziergane spódniczki,  fantazyjną biżuterię, oryginalne czapki, torebki, szaliki , chusty itd. Mój dom też  nie może być skansenem rękodzielniczym pełnym poduszek, serwetek, firanek, obrusów, dywaników i innych ozdóbek.
         Staram się robić rzeczy użyteczne i  jednocześnie wykorzystywać   posiadane zapasy  bo to przecież żal wyrzucić choćby prutą włóczkę nawet jeśli jest jej niewiele. Z takich właśnie resztek  czasem mikroskopijnych powstała okładka  kalendarza  z zakładką. Włóczek resztkowych  wykorzystałam niewiele ale lepsze to niż nic. Okładka jest  zdejmowana może więc posłużyć dłużej niż kalendarz. Zakładka jest łączona kolorową gumką może wiec służyć do  zamykania kalendarza lub  jako zwykła  zakładka. Ot taka moja  fanaberia bo przecież teraz można kupić kalendarze z całkiem ładnymi  okładkami ale ta moja jest jedyna w swoim rodzaju i nawet ja nie zrobię drugiej takiej samej.




sobota, 16 kwietnia 2016

Igielnik na szydełka.

         Igielnik służy do wbijania igieł. Nie wiem jak nazwać to coś co  zrobiłam  bo przeznaczenie tego jest zupełnie inne. To taki podręczny  organizer  szydełek, nożyczek, grubych igieł do wełny, drutów i innych drobiazgów. Lubię mieć  wszystko pod ręką gdy zasiadam  w kąciku z robótką  stąd pomysł na taki podręczny drobiazg. Nie  porzucam dzięki temu szydełek, igieł  na kanapie czy fotelu. 
        Pewnie się zastanawiacie jak  wbijam  w moją "poduszeczkę" nożyczki czy grube końcówki szydełek. Otóż to nie jest poduszeczka  tylko zwykły pasek. Wydziergany  wieki temu na drutach z surowej  owczej wełny. Kiedyś były modne duże  swetry z wełny  z szalowymi kołnierzami. Swetra już dawno nie ma ale pasek się ostał. Pasek jest zwinięty, ściągnięty  ozdobną gumką do włosów do której przyczepiłam szydełkowy kwiatuszek.  Szybko, łatwo, bez kosztów. Miedzy warstwy  paska bez problemu można włożyć  nawet grube szydełka  czy końcówkę nożyczek.  Prawda, że to fajny użyteczny drobiazg właściwie z niczego? 


poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Muchy

          Za oknem coraz cieplej, pogoda zachęca do spacerów.  Czasem jest jednak zdradliwa, niby słoneczko świeci a wiatr jeszcze całkiem zimny.Wędrując  z kijkami najczęściej  zakładam  mitenki. Zrobiłam ich sobie kilka par  ale ponieważ dziergałam je z  wełny jest mi w nich teraz za ciepło.  Potrzeba jest jednak matką wynalazków  więc  przeszukałam zapasy i wydziergałam mitenki z czystej bawełny. Bawełna jaką znalazłam jest w kolorze tzw. brudnego różu czyli nijakim.  Niby to rękawiczki do  spacerów z kijkami ale  czemu nie miałyby  być  choć trochę ozdobione?  Postanowiłam je wyhaftować.Początkowo myślałam o jakimś małych kwiatowym , wiosennym hafcie. Szukałam jakieś inspiracji i  zamiast kwiatuszków znalazłam  muchy. Może to niezbyt  ładne stworzonka   ale wzór spodobał mi się  tak bardzo, że to  właśnie czarne muchy ozdobiły   moje mitenki. To znaczy  mitenki były moje tylko przez chwilę bo  okazało się, że spodobały się nie tylko mnie. Dziecku się jednak nie odmawia i muchy sobie już odfrunęły  do innego miasta. Na szczęście muchy szybko się mnożą  i już "wyhodowałam"  kolejną parę. Mam nadzieję, że ta para nie odfrunie.




piątek, 8 kwietnia 2016

Koszyczek z serduszkami.

           Ostatnio są modne rzeczy  wydziergane z włóczki  dzianinowej czyli tzw. zpagetti. Ja nie jestem zwolenniczka tego rodzaju włóczki. Dla mnie jedyna zaletą tej włóczki jest jej grubość  a co za tym idzie szybkość wykonania  projektu. Dzierga się z tej włóczki trudno, mnie np. bolą  nadgarstki od  przerabiania   grubej włóczki szydełkiem  nr 10,  wydziergane projekty są ciężkie, nierówne,  nie ma możliwości zrobienia  precyzyjnych szczegółów i na dodatek jest to droga włóczka. Brałam jakiś czas temu udział w projekcie w którym dziergałyśmy opaski na  dwie stare lipy     właśnie z włóczki zpagetti. Opaski o wymiarach 220x100 cm  nie byłyśmy w stanie podnieść tak była ciężka, a część dziewiarek zrezygnowała z projektu do to była taka raczej  fizyczna praca. 
           Z modą i gustem jednak się nie dyskutuje.Choć teraz są modne  koszyczki-pojemniczki wykonane z zpagetti to ja wolę cienką włóczkę lub nici. Niedawno pokazywałam  czarny haft na białym tle Czarna-biedronka czyli obrazek do mojego na nowo urządzonego domowego  kącika . W to samo miejsce zrobiłam jeszcze  czarno-biały koszyczek. Wydziergałam go z  bawełny  techniką tapestry. Chciałam, żeby koszyczek był sztywny a jest dość spory bo o średnicy ok. 20 cm wiec w środek włożyłam  stary koszyk  z trawy morskiej. Brzegi zawinęłam i przyszyłam.   Oczywiście takiego koszyczka nie zrobi się w  ciągu pół godziny  ale ja jestem z efektu zadowolona a i porządek  łatwiej utrzymać.



poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Panna Misia szuka przyjaciółki.

      Z racji posiadania wnuków odwiedzam sklepy i stoiska z zabawkami.Są oddzielne  półki dla dziewczynek oddzielne dla chłopców a na nich miliony zabawek. Czasem mam wrażenie , ze wszystkie są jednakowe. Samochód mniejszy większy , zielony , niebieski, lalka  mała, duża koniecznie  w jaskrawym różowym lub cukierkowym ubranku. Najczęściej przechodzę między  regałami i  nic mi się nie podoba.
  Moja Panna Misia jest  inna niż te strojnisie w sklepach. Niepozorna , niewielka bo ma tylko 15 cm wysokości,  szara i mięciutka, ma oczy z koralików  i wyhaftowaną buźkę.  Powstała  z włóczki którą mi podarowała Małgosia. Oczy miała mieć czarne ale przyszywałam je w nocy i  w świetle dnia okazało się, że koraliki są  fioletowe ale to chyba dodaje jej uroku.
    Panna Misia powstała   ot tak aby wykorzystać  otrzymaną włóczkę. Kiedy już ją zrobiłam pomyślałam sobie, że  byłoby jej miło mieć jakiś fajny ciuszek. Wydziergałam jej  kamizelkę z kołnierzykiem, zapinaną na guziczek. Do kompletu dostała  ciepłą opaskę z kwiatkiem i maleńkim  różowym  kamyczkiem. Ale co to za panienka bez sukienki? Wydziergałam  jeszcze wełnianą sukienkę z falbankami.
      Wszystko co użyłam do stworzenia Misi  dostałam od Was  moje  drogie koleżanki blogowe. Włóczkę, koraliki, guziczek,  błyszczący kamyczek a nawet wypełnienie. To wszystko dostałam  w ramach wymian i zabaw blogowych. Jak tu nie kochać bloga skoro stwarza nam tyle możliwości.

Teraz Panna Misia  siedzi wystrojona i czeka na jakąś  miłą panienkę która się z nią zaprzyjaźni.  Gdyby ktoś chciał przygarnąć Misie w ramach np. wymiany to zapraszam.W przeciwnym razie Misia będzie musiała poczekać  aż podrośnie moja maleńka wnusia.