Obserwatorzy.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recykling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recykling. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 maja 2020

Chodniczek.



Izolacja sprawiła, że z nudów zaczęłam przegladać dawno  pochowane "zapasy". Poupychane w każdy możliwy zakamarek , czasem zupełnie zapomniane. Wynalazłam kilka   metrów tkanin,  ładnych, nowych ale  sztucznych. Był czas , że tylko takie były w sklepach i nawet były modne. Przekładałam, że już kilka razy z miejsca na miejsce aż postanowiłam się ich pozbyć. Wyrzucić  nie potrafię, na szmatki do sprzątania się  nie nadają, przerobiłam je więc na chodniczek działkowy. Pocięłam na paseczki , zaplotłam warkoczyki, które pozszywałam w paseczkowy dywanik. Tkanin zużyłam całkiem sporo, chodniczek mimo, że nie jest zbyt duży 100x 65 cm  to jednak jest dość gruby i ciężki. Wbrew pozorom  zrobienie go nie zajmuje  kilka minut ale kilka godzin. Sztuczne materiały zwłaszcza elastyczne zachowują się w dziwny sposób  albo się naciągaja albo marszczą co bardzo utrudnienia zszywanie w miarę prosto. Tkaniny zużyte  chodniczek gotowy, resztki pozostałych tkanin pocięte na paseczki czekają na kolejny chodniczek tym razem dziergany szydełkiem . Zapasów nie ubyło zbyt wiele ale zawsze lepsze to niż nic.



wtorek, 24 września 2019

Wrzucamy szmatki.

           Szmatki, skrawki, resztki, końcówki wszystko co normalni ludzie wyrzucają do kosza tacy mniej normalni  przerabiają na cokolwiek. Obcięte rękawki pomarańczowej bluzeczki na dynie, końcówki włóczek  na okładkę na zeszyt, resztki satyny  na kwiatuszki. Muszę powiedzieć, że jak już przerobię takie byle co na coś konkretnego to poprawia mi się humor nawet wtedy gdy to coś nie jest nmi zupełnie potrzebne.


              Satynowe szmatki przerobione na róże trochę postoją  a jak się zakurzą to nie żal mi będzie je wyrzucić. Chyba , że wtedy  zabiorę je na działkę i zużyję do ozdobienia słupków podtrzymujących  daszek altanki. Tam na słońcu i wietrze dokonają żywota.


sobota, 22 września 2018

Maglownik Babci.

        Za oknem widać jesień. Czas wrócić do domku, do ciepłego kącika z włóczkami, szmatkami, szydełkami itp. niezbędnymi do życia rzeczami. Przez wakacje   dziergałam i szyłam  niewiele, bo to i gorąco było  i wyjazdów dużo a i zdrowie trochę musiałam podreperować. Postaram się  wrócić do bloga bo strasznie go zaniedbałam.

Dziś sentymentalne wspomnienia. 
       Jak się ma tyle lat co ja to się wie  co to jest maglownik. Młode pokolenie  nie kojarzy tego z   określenia więc wyjaśniam, że to spory kawałek płótna lnianego w który zawijało się długi  wałek z nawiniętą na niego pościelą, ręcznikami, ściereczkami, obrusami. Taki wałek trafiał do magla gdzie  to wszystko było "prasowane"  czyli  ściskane w prasie. Magiel to było kiedyś miejsce spotkań towarzyskich. Jako dziecko pamiętam  moje  wyprawy z Babcią do magla. Duże stoły na których kobiety  nawijały czyściutkie, wykrochmalone rzeczy. Zresztą  nawinięcie  wszystkiego tak aby zostało zmaglowane równiutko i bez zagnieceń to była sztuka.
      Babcia już dawno patrzy na mnie z przestworzy ale  po śmierci Mamy znalazłam w szafce  starannie złożone lniane płótno. Pewnie bym na nie nie zwróciła uwagi bo Mama zbierała różne szmatki gdyby nie jeden szczegół. Otóż płótno miało obszyte brzegi i wyhaftowane literki. Babcia lubiła haftować, szczególnie haft richelieu. Maglownik był  obszyty lamówką z  kolorowego materiału i miał haftowane inicjały Babci. Kiedyś nawet takie "zwykłe"  przedmioty były upiększane i jakoś nikomu nie przychodziło do głowy, że to zupełnie niepotrzebna strata czasu. Czasy były inne, kobiety były inne, moje obie Babcie nigdy nie pracowały zawodowo ale każda potrafiła szyć, haftować . Ich domy choć biedne były piękne.
Maglownik   zabrałam do swojego domu ale pomyślałam, że zamiast schować go  do szafy na pamiątkę  lepiej go jakoś wykorzystam bo płótno choć leciwe było w super stanie. Uszyłam  z niego pokrowce na deski do prasowania: dużą i małą taką co to można położyć na stół i przeprasować jakiś drobiazg. Na małej desce zostawiłam brzeg z lamówką Babci i jej haftem. Taka to już sentymentalna jestem,  z wiekiem coraz bardziej doceniam   drobiazgi.


sobota, 6 maja 2017

Wiosenne kwiatki

         Wiosenny akcencik na poprawę humoru i aby   usprawiedliwić zbieractwo.
      Niedawno opisywałam Wam  kwiatuszki   zrobione ze skrawków materiału  które właściwie były przeznaczone do wyrzucenia . Możecie je zobaczyć    TU
       Pisałam, że kwiatki nie  są mi do niczego  potrzebne i podzielą los wielu innych czyli trafią do pudła. Pudło jest spore kwiatków najróżniejszych  w nim mnóstwo ale  3 sztuki   właśnie  dostały nowe życie.
Zrobiłam z nich  wiosenną dekorację. Stara  zawieszka  z drewnianym  wazonikiem  leżała sobie w zakamarkach . Kiedyś  coś w tym wazoniku było  ale  nawet nie pamiętam co. Pewnie się zniszczyło, zakurzyło  więc to coś wyrzuciłam , zawieszkę schowałam a teraz  wróciła do łask.


    

    Trochę sobie poprawiłam samopoczucie bo   mam nową dekorację, zużyłam  część zapasów  ale   ilość zgromadzonych   "przydasiów" trochę mnie  przytłacza.  Choć z drugiej strony jakie to fajne gdy wszystko  co sobie wymyślisz możesz zrobić natychmiast  i właściwie  bez żadnych kosztów.   Kwiatki do dekoracji były gotowe, zawieszka z wazonikiem też, łodyżki  zrobiłam z powlekanego drutu  pozostałego po jakiś sztucznych kwiatach, wstążeczka atłasowa  na listki  też się znalazła, pistolet do kleju na gorąco  kupiony za kilka złotych służy mi  już kilka lat. I tak właściwie z niczego powstało coś.
         Chyba przestanę mieć wyrzuty sumienia, że zbieram wszystko co popadnie.



piątek, 21 kwietnia 2017

COŚ

         Jak wiecie dręczą mnie wyrzuty sumienia z powodu  kolekcjonowania  resztek   materiałów. Żeby to ja jeszcze szyła patchworki  to byłabym usprawiedliwiona bo tam przydają się nawet skrawki ale przecież patchworków nie szyję . Wprawdzie byłam do tego namawiana ale póki co   nie skusiłam się.  Przeglądam czasem czeluści sieci aby znaleźć jakąś  inspiracje co zrobić  z tym co mam. Tym razem trafiłam na  szycie ze szmatek   najróżniejszych rzeczy od tkanin ozdobnych , poprzez torby, dywaniki , poduszki.
         Z przyjemnością  spróbowałam i ja tej  techniki wykorzystania szmatek i uszyłam  COŚ.



       Specjalnie napisałam COŚ bo tak właściwie to jeszcze ne wymyśliłam do czego może mi być potrzebne to co powstało po naszyciu na  podkładzie o wymiarach 77 x 33 cm  wąskich paseczków tkanin w różnych kolorach. Paseczki nie są wykończone , obrzucone itd, to darte paski z bawełny przeszyte przez środek.           
       Oczywiście mogłam  lepiej dobrać kolory ale postanowiłam wykorzystać  resztki , które mam i nie drzeć  większych kawałków bawełny. Zużyłam resztki pozostałe mi po szyciu pościeli i pokrowców na balkonowe poduszki.


  Skłaniam się ku  uszyciu z tego COSIA  torby  ale   na razie wisi sobie  mój COŚ  na wieszaczku i nabiera "mocy".


     Gdyby ktoś chciał mi podrzucić jakiś pomysł  na inne  wykorzystanie COSIA  to będę wdzięczna.




wtorek, 11 kwietnia 2017

Depresyjne kwiatki

          Chyba powinnam się już leczyć ale  sama  sobie diagnozy nie postawię.  Ostatnio szyłam pościel , nic niezwykłego  2  poszwy , 2  poszewki. Materiał  miał odpowiednią szerokość więc tylko brzegi trzeba było  odciąć. Płótno  było bawełniane,  porządne więc można było bez problemu  "podrzeć" materiał wzdłuż   nitki. Po szyciu zostały mi oddarte brzegi , długie, kilkumetrowe paski szer. 2,5- 3 cm.  To właściwie śmieci  ale zamiast do kosza je wyrzucić , zaczęłam z nich kręcić różyczki. 



Na razie zrobiłam 5 sztuk, jedną nawet  pofarbowałam  wodnymi pisakami. Teraz patrzę na stos pozostałych ścinków i zastanawiam się czy to już zboczenie bo żal mi  je wyrzucić. Przecież nie zrobię sobie   dziesiątek zupełnie mi niepotrzebnych kwiatuszków.




Leczyć się czy nie? A może  zamknąć oczy, zacisnąć zęby  i wyrzucić szmatki ? Jak sobie radzicie z podobnymi dylematami? Moje "skarby" zajmują każdy kącik. Starannie je segreguję, układam, opisuję aby w miarę szybko coś odnaleźć   ale mieszkania nie są z gumy. Zawsze w okolicy świąt i świątecznych porządków  dopada mnie   depresja zbieracza.




czwartek, 30 marca 2017

Wiosna

Za oknem jeszcze nieśmiało ale już wiosnę widać. Postanowiłam więc i ja  zrobić sobie jakiś wiosenny akcencik. Zużyłam odrobinę szmatek z kosza nieostatecznego i postał żółty , wesoły  kwiatuszek  na poprawienie humoru.


wtorek, 21 marca 2017

Brzydki szalik.

         Każda rzecz kiedyś się zużywa, staje się brzydka, sprana, zmechacona uszkodzona itp.  Tak też i stało się z  szalikiem sprzed lat. Był już na tyle brzydki, że leżał od jakiegoś czasu i właściwie czekał na wyrzucenie. W czasie wiosennych porządków  już miał wylądować w koszu ostatecznym ale postanowiłam dać mu ostatnią szansę i drugie życie. Wybrałam najmniej  zmechaconą część szalika, uszyłam z niej okładkę na duży zeszyt w którym  zapisuje sobie  schematy  moich robótek lub robię projekty.




            Trochę wzbogaciłam  wzór szalika  fastrygą z  grubej włóczki  która została mi po   różanym hafcie   ukrywając w ten sposób  niezbyt  ładną powierzchnię.  Muszę się sama pochwalić bo okładka wyszła całkiem ładna, zawsze to miło  spojrzeć na taką okładkę  zamiast na zwykły karton.  



         Oczywiście  są też  mniej optymistyczne skutki, bo pozostała część szalika  zamiast w koszu wylądowała znów w pudle z "przydasiami" a odcięte frędzle już mnie kuszą aby coś z nich zrobić. Tak to już jest z rękodzielnikiem , że szkoda mu każdej szmatki ale niestety mieszkania nie są z gumy.



niedziela, 5 lutego 2017

Co robię jak nic nie robię

        Kiedy  nie mam weny  twórczej na jakąkolwiek robótkę a siedzieć z założonymi rękami nie potrafię wtedy najczęściej zabieram się  za "porządki"  w szmatkach. Wybieram pudło z  ścinkami uszykowanymi do wyrzucenia w celu  utylizacji  resztek. U  mnie to pudło  ma nawet nazwę  "kosz  nieostateczny" . Zaczynam kolejny raz przebierać  to co właściwie już wyrzuciłam. Część szmatek faktycznie ląduje w koszu tym razem już ostatecznym ale  zwykle połowę  chowam ponownie. Żeby  mieć choć odrobinę mniejsze wyrzuty sumienia część szmatek staram się natychmiast przerobić  na cokolwiek. 
        Z tego też powodu powstało ostatnio kilka kwiatuszków  z bawełnianych resztek pozostałych po szyciu pościeli, sukienki i koszuli.




 Kwiatki są mi zupełnie niepotrzebne ale sami przyznajcie, że lepiej wyglądają niż to z czego zostały zrobione. 

No i przechowywanie kwiatuszków   mniej mnie  frustruje niż zbieranie szmatek.
Gdyby komuś kwiatki były do czegoś potrzebne to wrzucę je do zakładki Wymień się ze mną

sobota, 21 stycznia 2017

Poświątecznie.

         Prezenty pod choinką muszą być zapakowane. Wiele razy  miałam zamiar uszyć  woreczki na prezenty  z kolorowej bawełny w  świąteczne wzorki. Nawet zakupiłam odpowiedni materiał ale  woreczków nadal nie uszyłam. 
        Po konsultacjach rodzinnych doszliśmy wspólnie do wniosku, że największą radość sprawia wszystkim odpakowywanie prezentów.  Pracowicie pakuję więc w ozdobny papier każdy prezent oddzielnie nawet jeśli jest on malutki to i tak stanowi oddzielną całość.  Inni członkowie rodziny też zawijają prezenty w ozdobny papier. Pod choinka piętrzą się więc  kolorowe pakunki z karteczkami co dla kogo przyniósł  Mikołaj. W odpowiednim momencie najmłodsi członkowie rodziny  rozdają  prezenty a potem następuje darcie tego co pracowicie  zawijałam i oglądanie z ciekawością   co też Mikołaj  wymyślił tego roku.
          Opisałam szczegółowo  ten nasz rodzinny zwyczaj bo za każdym razem "marnujemy" w ten sposób mnóstwo papieru. Przy okazji  darcia  opakowań postanowiłam więc uratować  kilka kawałków ozdobnego papieru i wykorzystałam je do zrobienia najprostszych  kwiatuszków.




Papierowe kwiatki używam potem do ozdobienia karteczek lub kolejnych prezentów. Jak się dobrze przyjrzycie to wykorzystałam nawet  papierowe opakowania   czekoladek. Tak to  resztki świąt zostaną zachowane na poświąteczny czas.
Zapraszam Wymień się ze mną   niedługo coś tam dołożę. 


czwartek, 12 stycznia 2017

Stare swetry, nowe poduszki.

Dziś recykling swetra i bluzki.
           Jak się ma wyobraźnię i trochę umiejętności to  ma się problem. Wiele rzeczy  "przemawia do mnie", kiedy zaglądam do małego SH pod domem.  Nie szukam tam ubrań  ale tego co mogłoby mi się przydać  do moich robótek.   Najczęściej już na pierwszy rzut oka   widzę to co  chciałabym zrobić  z tego co mi wpadło w ręce.
         Tak było z poszewką   Muminki ukochane  przerobioną na  torbę zakupową i z wieloma innymi rzeczami. 
        Dziś  pokażę Wam dwie  poszewki na poduszki.   Jedna powstała ze swetra a druga z bluzki. Czarny sweterek ze  stylizowaną trupią czaszką spodobał mi się od razu. Sweterek był dziecięcy , prawdę powiedziawszy to nie ubrałabym w niego  małego dziecka . Trupia czaszka jest jednak fantastyczna więc  od razu wpadłam na pomysł zrobienia z niej poszewki na poduszkę. Wystarczyło obciąć rękawy, zszyć u góry i zrobić zapięcie u dołu. Robota szybka , a efekt sami oceńcie.



       W  białej bawełnianej bluzce moją uwagę przyciągnęły oczy  tygrysa. Nie wiem czy to dobrze widać na zdjęciach ale są one udekorowane malutkimi błyszczącymi kamyczkami. 

       Bluzka była młodzieżowa więc też nie wiele musiałam  pozszywać na bokach i u góry aby powstała   poszewka.

Poszewki uszyte,  leżą sobie na  kanapie  ale niespodziewanie okazało się , że jest mały problem. Moja  dwuletnia wnuczka za każdym razem gdy mnie odwiedza  podchodzi do kanapy i przekręca poduszki  na drugą stronę tak aby "nie patrzyły" bo spody  poszewek są gładkie jeden  biały , drugi czarny. Ponieważ wnusia jeszcze nie mówi więc pozostaje zagadką dlaczego odwraca te poduszki. Zaczynam mieć wątpliwości czy poduszki  aby na pewno są one "fajne". Może  któraś z Mama posiadająca małe dzieci potrafi  wyjaśnić mi tą zagadkę?

sobota, 24 września 2016

Dla gwiazdeczki.

Niedawno  pokazywałam Wam  materiałowe kwiatki zrobione bez konkretnej potrzeby. Tak jak pisałam leżą sobie zamknięte  w pudełeczku i czekają na  okazję do wyjścia  na wolność.   Tym  razem jeden z nich przydał się do  dzianinowej opaski do włosów. 




Robi się chłodno i szeroka opaska na uszy  teraz się przydaje. Opaska to pełny recykling czyli pasek dzianiny z  bluzeczki  już za małej do noszenia i  kwiatek z niepotrzebnych  szmatek. Takie coś z niczego a moja wnusia   wygląda w niej jak  "gwiazda" choć właściwie to tzw. gwiazdy pozostają daleko w tyle pod względem uroku.  Zdjęć opaski na głowie  wnusi nie będzie,  pozostaje  Wam uwierzyć mi na słowo. No cóż to przywilej babci widzieć we wnuczce ósmy cud świata.




poniedziałek, 5 września 2016

Spodnie i spódniczka.

          Dziś obiecany recykling  dziurawych dresów i plażowej spódniczki. Ukochane  spodnie dresowe nosiłam ile się dało ale w dziurawych to nawet w domu nie wypada chodzić. Odcięłam więc gumę a resztę pocięłam na paseczki. Taki sam los spotkał plażową spódniczkę  z grubej lycry która   kolor zmieniła od słońca i wody. Pocięte paseczki i  prutą żółtą włóczkę wykorzystałam do wydziergania torby. 



           Zgodnie z zasadą "wykorzystać  natychmiast albo wyrzucić"   zużyłam wszystko co pocięłam. Resztki paseczków posłużyły mi do dekoracji torby. Torba wyszła  całkiem pojemna 35x40 cm. Nie jest to torebka wyjściowa ale raczej pojemnik na różne rzeczy. Ja  trzymam w niej  rozpoczęte robótki. Nie wiem czy koniecznie była mi ta torba potrzebna ale mam coś z niczego, zużyłam trochę włóczki, nie dołożyłam kolejnych szmatek to kolekcji więc w sumie  same zyski.
Na zdjęciu poniżej " włóczka" ze starych spodni i spódniczki.



poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Kwieciście.

Dziergam obrusik z białych nici, taki całkiem spory bo o średnicy ok.100 cm. Trochę czasu mi to zajmie więc w ramach przerywnika i jednocześnie pozbywania się nadmiaru szmatek  "upaliłam"  trochę  kwiatuszków. Szmatki wykorzystane, kwiatuszki póki co nie zagospodarowane ale poczekają sobie  na jakieś pomysły. Zawsze to lepiej wygląda gdy mam pudełko kwiatków niż pudełko najróżniejszych szmatek.





wtorek, 2 lutego 2016

Papier niekoniecznie do wyrzucenia.

            Przypadkowo znalazłam  filmik  jak z papieru wyczarować  naszyjnik, obejrzałam,  pomyślałam jakie to piękne, że  ludzie potrafią robić cuda właściwie  z niczego. Następne  wydarzenia to już  był czysty przypadek. Na drugi dzień po obejrzeniu filmiku dostałam paczkę, taka zwykłą pocztową  z zamówionymi rzeczami. Paczka była jednak zawinięta w niezwykły papier bo był to gruby miękki papier    idealny na zrobienie   kolorowej zawieszki. Sami rozumiecie, że los tak chciał bo  mając już materiał musiałam  spróbować  zrobić  naszyjnik choćby dla samej radości tworzenia.
           Wyciągnęłam  farby i spróbowałam zrobić coś podobnego  do tego co  widziałam na filmiku. Pocięłam papier , skleiłam sporo warstw przyciętego kształtu, pomalowałam farbami   niektóre nakładając  bardzo grubo aby uzyskać przestrzenny efekt, polakierowałam wielokrotnie. Miałam mnóstwo frajdy przy  tworzeniu rzeczy po raz pierwszy  życiu. To nie szydełko ani druty ani maszyna do szycia, nie robiłam tego nigdy więc tym bardziej się cieszę, że  jednak mi się udało  skończyć. 


Naszyjnik (  może to jednak zawieszka ?)  jest  jest spory 9x7 cm , delikatnie wygięty, zawiesiłam go na rzemyczku. Jestem z siebie dumna choć  nie wiem czy jeszcze kiedyś coś takiego zrobię ale to nie ma znaczenia bo najważniejsze  jest to,  że spróbowałam.
          U  jednej z blogowych koleżanek   przeczytałam fajny wpis o tym , że jeśli tworzysz rękodzieło to jesteś postrzegany jako dziwak przynajmniej przez część społeczeństwa. No cóż  może to i prawda bo kto "normalny" zarywa noce aby zrobić coś   ( czasem jest to kompletnie niepotrzebna rzecz)   dla samej radości tworzenia ? Trudno widocznie jestem dziwakiem ale mi z tym dobrze.



środa, 13 stycznia 2016

Porwana wełenka.

         Dostałam  prezent - motek błękitnej włóczki wełnianej, nieduży 50 g. Komuś ta włóczka zalegała w domu od nie wiadomo ilu lat. Ten ktoś wie, że dziergam różne rzeczy  wiec  mi ją oddał chcąc mi sprawić przyjemność.  Gdy dostanę włóczki niewiadomego pochodzenia staram się je przewinąć na pasma i wyprać tak na wszelki wypadek gdyby w środku mieszkały jakieś dziwne stworzonka. Tak też postąpiłam w tym motkiem i okazało się, ze wełenka jest wprawdzie w oryginalnym  motku ale z racji upływu czasu  niestety rwała się w rekach przy przewijaniu czasem na zupełnie malutkie kawałki. Właściwie powinnam ją wyrzucić ale przecież to była prawdziwa wełna  więc zamiast do kosza trafiła na drucianą szczotkę  i została wyczesana. Potem to już tylko woda , mydło i powstała filcowa broszka. Kwiatek jest całkiem spory - 8 cm średnicy , składa się z 3 warstw. Dodałam trochę  innych kolorów a na samym końcu wyhaftowałam odrobinę atłasową nitką. Podoba się Wam ?
        Mnie się broszka  podoba  i  pozwoliła  mi bez żalu pozbyć się  porwanej wełenki.



Nie wyrzucam  nawet małych skrawków  wełny , składam je do pudełeczka. Nigdy nie wiadomo  jaki kolor i do czego może być mi użyteczny. Większość kolorowych  niteczek wełnianych to pozostałości po  moim ostatnim hafcie gobelinowym. Ale hafcik to może pokażę następnym razem.

 


środa, 14 października 2015

Jesienny bukiet zielonych róż

                   Dziś za oknem prawdziwa twarz jesieni, zimno, mokro i wieje. Z tego też powodu siedzę sobie  przed komputerem  a nie jak ostatnio  w parku gdzie starałam się ostatnio złapać ostatnie słoneczne chwile. Spacerując wśród drzew, podziwiając coraz to bardziej kolorowe  drzewa postanowiłam zrobić sobie jesienny bukiet. Mogłam nazbierać liści i zamieść do domu ale pogoda w zeszłym tygodniu była cudowna więc  zabrałam  nożyczki, grube  nici i na ławeczce , na słoneczku skręcałam kwiatki. 


          Gdy tak sobie pracowicie  skręcałam listki wokół mnie  spacerowało kilka osób, obserwowano mnie jakbym była  dziwolągiem. Jakoś mi to nie przeszkadza, chyba się już do tego przyzwyczaiłam bo  często jadąc  tramwajem  dziergam sobie na drutach lub na szydełku. Czas mi  szybciej mija  a  czasem ktoś nawet sympatycznie do mnie  zagada. Przeważnie są to starsze panie które wspominają jak to za młodu też same  dziergały lub robiły  to ich matki. Muszę się przyznać , że raz  wieczorem zdarzyło mi się  nawet przejechać mój przystanek. Tak się  zapracowałam dziergając chustę, że nie spojrzałam za okno tramwaju. 

          W parku obok domu nie znalazłam liści wybarwionych na czerwono więc moje róże są  żółto- zielone. Bukiet powoli schnie,  pięknie pachnie i  zdobi mój stół sprawiając mi przyjemność.




wtorek, 1 września 2015

Szmatki.

Jest gorąco, życie płynie jakby wolniej, a może ja  jestem leniwa. Robótek nie rzuciłam ale właściwie to  zamiast tworzyć raczej utylizuję  niepotrzebne rzeczy. Wyciągnęłam 3 stare bluzki a ponieważ straciłam nadzieję, że jeszcze kiedyś w nie wejdę ( musiały się chyba mocno skurczyć  przynajmniej tak to sobie tłumaczę)  to postanowiłam je zutylizować. Odprułam guziczki ( może się kiedyś do czegoś przydadzą), pocięłam na kawałki ( nie wiadomo po co), odprułam atłasową lamówkę w niewiadomym celu,  dolne brzegi dzianinowej bluzki przerobiłam na kwiatki  (zupełnie mi niepotrzebne ) ,  z części szmatek  syntetycznych wycięłam kółeczka  , kwiaty i opaliłam je nad świecą. Zrobiłam z nich 2 białe kwiaty ( też mi niepotrzebne) resztę płatków schowałam (może kiedyś do czegoś....... itd). Mam jeszcze odcięte falbanki  do przerobienia i  utylizacja będzie skończona. Powinnam pozbyć się  wielu nagromadzonych rzeczy tylko w takim tempie to zajmie mi z 10 lat. Oczywiście byłoby szybciej gdybym zniosła  3 bluzki do kontenera na ubrania który stoi pod moim blokiem. Tylko jakoś  mam obawy, że  ubrania tam wrzucane trafiają potem do lumpeksów a nie do potrzebujących. Niestety zostały mi nawyki z  czasów pustych sklepów i wiecznego przerabiania wszystkiego na wszystko i trudno mi ot tak wyrzucić a  nie potrafię jak obecna młodzież sprzedać wszystkiego  co mam  na Allegro, FB, czy setce innych miejsc w sieci.
Tak oto wyglądają pozostałości po 3 bluzkach. Zawsze to trochę mniej szmatek niż  było.
 

czwartek, 13 sierpnia 2015

Jabłuszka

Zaprosili nas znajomi na działkę. Pogoda upalna  cały dzień spędziliśmy więc pod drzewami . Było cudownie, leniwie, wiaterek przyjemnie powiewał . Jadąc   tam po raz pierwszy chciałam obdarować gospodarzy jakimś malutkim prezentem zrobiłam więc szydełkowe podkładki pod kubki w formie jabłuszek. Zastanawiałam się  w co je zapakować bo przecież nie mogłam ich ot tak wyciągnąć z torby. Z reszki  zwykłej tektury falistej zrobiłam  okrągłe pudełko dopasowane rozmiarem do podkładek, jeszcze tylko mała różyczka z papieru pakowego jaki mi został po rozpakowaniu paczki. Wiem - to zboczenie ale czasem szkoda mi wyrzucać  czegokolwiek .Staram się jednak  od razu przetwarzać "śmieci" i to właśnie w ten sposób powstało kilka różyczek z papieru w jaki była zapakowana  paczka jaką niedawno otrzymałam. Kwiatki schowałam  a teraz były jak znalazł i idealnie pasowały do tekturowego pudełka. Jak  się pudełko nowym właścicielom znudzi to zawsze można na nim grilla rozpalić i w ten sposób papier  zyska kolejne zastosowanie. Z prezentem trafiłam idealnie  bo popijając  zieloną herbatkę cały dzień obserwowaliśmy jak
co chwila z olbrzymiej jabłoni spadało czerwone  jabłuszko. 



wtorek, 27 stycznia 2015

Za długie spodnie

           Historia polarowego kwiatka  to właściwie historia za długich spodni. Były sobie szare spodnie z polaru , nic szczególnego ot zwyczajne domowe portki. Z racji posiadania niezbyt pokaźnego wzrostu każde kupione spodnie są za długie więc i te trzeba było skrócić. Zostały  odcięte kawałki polaru .W domu mam nadmiar wszelkiego rodzaju szmatek większych i mniejszych więc nie chciałam powiększać zapasów a wyrzucić jak wiadomo szkoda. W 10 minut powstał więc sporych rozmiarów kwiatek polarowy. Uspokoiłam w ten sposób  swoje sumienie nie powiększając zapasów niepotrzebnych szmatek choć  zyskałam  rzecz też niekoniecznie mi potrzebną ale może kiedyś  znajdę  zastosowanie dla kwiatka i wtedy będzie czekał  gotowy.