Mikroskopijne resztki jedwabiu i satyny zamienione w trawę w towarzystwie prawdziwej suszonej lawendy. Miłej niedzieli Wam życzę.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiat. Pokaż wszystkie posty
sobota, 7 maja 2022
wtorek, 30 maja 2017
Egzotyczny kwiat w czerwieni.
Pamiętacie moje egzotyczne kwiaty?
Pomarańczowe, energetyczne, duże pisałam o nich tu .Egzotyczne-kwiaty
Obiecałam pokazać ich mniejszą wersję w zupełnie innej kolorystyce. Oto ona, tym razem ogniście- czerwona , wersja mini bo składająca się tylko z 4 kwiatków. To ten sam wzór tylko środek jest wykonany inaczej.
Niby to samo ale jednak wygląda odmiennie. Który ładniejszy?
To rzecz gustu, teraz tylko muszę wymyślić jakieś zastosowanie dla tych kwiatów. Póki co czerwony zdobi ścianę a pomarańczowy przypięłam na korkowej tablicy.
Pomarańczowe, energetyczne, duże pisałam o nich tu .Egzotyczne-kwiaty
Obiecałam pokazać ich mniejszą wersję w zupełnie innej kolorystyce. Oto ona, tym razem ogniście- czerwona , wersja mini bo składająca się tylko z 4 kwiatków. To ten sam wzór tylko środek jest wykonany inaczej.
Niby to samo ale jednak wygląda odmiennie. Który ładniejszy?
To rzecz gustu, teraz tylko muszę wymyślić jakieś zastosowanie dla tych kwiatów. Póki co czerwony zdobi ścianę a pomarańczowy przypięłam na korkowej tablicy.
poniedziałek, 8 maja 2017
Egzotyczne kwiaty.
Przez lata nazbierało mi się mnóstwo mniejszych i większych kłębuszków włóczek najrozmaitszych we wszystkich kolorach tęczy. Szukam dla nich jakiegoś sensownego zastosowania. Mogłabym robić maskotki ale moje wnuki jakoś maskotkami się nie bawią. Mogłabym robić kolorowe kwiatuszki, kwadraciki ale nie bardzo wiem po co. Mogłabym robić kolorowe czapeczki, torebki ale moja wnusia ma 2,5 roku i zupełnie wystarczającą ilość kolorowych rzeczy a wnuczek to typ sportowca więc właściwie tylko dres i koszulka FC Barcelona jest mu potrzebna.
Przeszukując YouTube znalazłam filmiki instruktażowe jak zrobić ozdobne kwadraty. Wyciągnęłam włóczki pomarańczowo- żółte i zrobiłam tylko środek tylko kwadratów. Powstał duży, kolorowy energetyczny element który przypomina mi egzotyczny kwiat. Wykorzystałam resztki włóczek, o różnej grubości, składzie, kolorze. Efekt końcowy mnie zaskoczył bo kwiat jest wyjątkowo dekoracyjny.
Teraz zastanawiam się co dalej z nim zrobić Kwiat jest bardzo duży , średnica to 34 cm , nie jest też plaski bo to robótka przestrzenna.
Wygląda wszystko skomplikowanie ale uwierzcie mi, ze nie jest bardzo trudny .
Zamieszczam link do instrukcji gdyby komuś się spodobał LINK
Zrobiłam jeszcze drugą wersję , mniejszą w zupełnie innym kolorze i znów zaskoczenie bo efekt końcowy jest kompletnie inny. Jak mi się uda ją uwiecznić na zdjęciu to Wam pokażę.
A teraz wracam do wymyślania co by Tu zrobić z egzotycznym kwiatem.
sobota, 6 maja 2017
Wiosenne kwiatki
Wiosenny akcencik na poprawę humoru i aby usprawiedliwić zbieractwo.
Niedawno opisywałam Wam kwiatuszki zrobione ze skrawków materiału które właściwie były przeznaczone do wyrzucenia . Możecie je zobaczyć TU
Pisałam, że kwiatki nie są mi do niczego potrzebne i podzielą los wielu innych czyli trafią do pudła. Pudło jest spore kwiatków najróżniejszych w nim mnóstwo ale 3 sztuki właśnie dostały nowe życie.
Zrobiłam z nich wiosenną dekorację. Stara zawieszka z drewnianym wazonikiem leżała sobie w zakamarkach . Kiedyś coś w tym wazoniku było ale nawet nie pamiętam co. Pewnie się zniszczyło, zakurzyło więc to coś wyrzuciłam , zawieszkę schowałam a teraz wróciła do łask.
Trochę sobie poprawiłam samopoczucie bo mam nową dekorację, zużyłam część zapasów ale ilość zgromadzonych "przydasiów" trochę mnie przytłacza. Choć z drugiej strony jakie to fajne gdy wszystko co sobie wymyślisz możesz zrobić natychmiast i właściwie bez żadnych kosztów. Kwiatki do dekoracji były gotowe, zawieszka z wazonikiem też, łodyżki zrobiłam z powlekanego drutu pozostałego po jakiś sztucznych kwiatach, wstążeczka atłasowa na listki też się znalazła, pistolet do kleju na gorąco kupiony za kilka złotych służy mi już kilka lat. I tak właściwie z niczego powstało coś.
Chyba przestanę mieć wyrzuty sumienia, że zbieram wszystko co popadnie.
wtorek, 11 kwietnia 2017
Depresyjne kwiatki
Chyba powinnam się już leczyć ale sama sobie diagnozy nie postawię. Ostatnio szyłam pościel , nic niezwykłego 2 poszwy , 2 poszewki. Materiał miał odpowiednią szerokość więc tylko brzegi trzeba było odciąć. Płótno było bawełniane, porządne więc można było bez problemu "podrzeć" materiał wzdłuż nitki. Po szyciu zostały mi oddarte brzegi , długie, kilkumetrowe paski szer. 2,5- 3 cm. To właściwie śmieci ale zamiast do kosza je wyrzucić , zaczęłam z nich kręcić różyczki.
Na razie zrobiłam 5 sztuk, jedną nawet pofarbowałam wodnymi pisakami. Teraz patrzę na stos pozostałych ścinków i zastanawiam się czy to już zboczenie bo żal mi je wyrzucić. Przecież nie zrobię sobie dziesiątek zupełnie mi niepotrzebnych kwiatuszków.
Leczyć się czy nie? A może zamknąć oczy, zacisnąć zęby i wyrzucić szmatki ? Jak sobie radzicie z podobnymi dylematami? Moje "skarby" zajmują każdy kącik. Starannie je segreguję, układam, opisuję aby w miarę szybko coś odnaleźć ale mieszkania nie są z gumy. Zawsze w okolicy świąt i świątecznych porządków dopada mnie depresja zbieracza.
czwartek, 30 marca 2017
niedziela, 5 lutego 2017
Co robię jak nic nie robię
Kiedy nie mam weny twórczej na jakąkolwiek robótkę a siedzieć z założonymi rękami nie potrafię wtedy najczęściej zabieram się za "porządki" w szmatkach. Wybieram pudło z ścinkami uszykowanymi do wyrzucenia w celu utylizacji resztek. U mnie to pudło ma nawet nazwę "kosz nieostateczny" . Zaczynam kolejny raz przebierać to co właściwie już wyrzuciłam. Część szmatek faktycznie ląduje w koszu tym razem już ostatecznym ale zwykle połowę chowam ponownie. Żeby mieć choć odrobinę mniejsze wyrzuty sumienia część szmatek staram się natychmiast przerobić na cokolwiek.
Z tego też powodu powstało ostatnio kilka kwiatuszków z bawełnianych resztek pozostałych po szyciu pościeli, sukienki i koszuli.
Kwiatki są mi zupełnie niepotrzebne ale sami przyznajcie, że lepiej wyglądają niż to z czego zostały zrobione.
No i przechowywanie kwiatuszków mniej mnie frustruje niż zbieranie szmatek.
Gdyby komuś kwiatki były do czegoś potrzebne to wrzucę je do zakładki Wymień się ze mną
sobota, 24 września 2016
Dla gwiazdeczki.
Niedawno pokazywałam Wam materiałowe kwiatki zrobione bez konkretnej potrzeby. Tak jak pisałam leżą sobie zamknięte w pudełeczku i czekają na okazję do wyjścia na wolność. Tym razem jeden z nich przydał się do dzianinowej opaski do włosów.
Robi się chłodno i szeroka opaska na uszy teraz się przydaje. Opaska to pełny recykling czyli pasek dzianiny z bluzeczki już za małej do noszenia i kwiatek z niepotrzebnych szmatek. Takie coś z niczego a moja wnusia wygląda w niej jak "gwiazda" choć właściwie to tzw. gwiazdy pozostają daleko w tyle pod względem uroku. Zdjęć opaski na głowie wnusi nie będzie, pozostaje Wam uwierzyć mi na słowo. No cóż to przywilej babci widzieć we wnuczce ósmy cud świata.
czwartek, 25 sierpnia 2016
Kwiatki które robią się same.
Niedawno pokazywałam kwiatki zrobione z resztek różnych materiałów. Jedne przyczepiłam do torebki inne wylądowały w pudełku i czekają na inwencję twórczą a jeden z kropkowych kwiatków doczepiłam do opaski do włosów.
Opaska zdobi teraz głowę lalki bo jeszcze nie znalazłam dla niej właścicielki
A tu reszta kwiatków czekających na zastosowanie.
Najfajniej jest "produkować" kwiatki. Musze się przyznać, że jak mam resztki sztucznych materiałów które powinny wylądować w koszu to zamiast je wyrzucić najczęściej wycinam z nich kółka i chowam do jednego z niezliczonych pudełek. Czasem topię ich brzegi a czasem zostawiam tylko wycięte. Prędzej czy później każdy kolor i materiał będzie mi pasował do tego co robię. Jak już zacznę to nigdy nie kończy się na jednym ani dwóch kwiatkach. Składanie, dobieranie kształtów , kolorów to świetna zabawa. Najczęściej produkuję ich sporo i chowam do pudła bo nie wiem co z nimi zrobić. Potem długo nie zabieram się za następne ale jakoś tak się zawsze składa, że powolutku ich ubywa z moich zbiorów. Komuś podaruję, wyślę w wymiance, dołączę do prezentu, przyczepię do czegoś itd. Jak już są gotowe i czekają grzecznie w pudełku to zawsze można szybciutko po nie sięgnąć i wtedy wydaje się, że właściwie to one zrobiły się same. Ot takie malutkie zboczenie i lekarstwo na niechęć do wyrzucania szmatek. Całe szczęście, że nie szyję ( jeszcze!) patchworków bo wtedy i skrawki bawełny trudno by mi było wyrzucać.
czwartek, 4 sierpnia 2016
Stary koszyk
Ostatnio pokazywałam Wam wyprodukowane ze szmatek kwiatuszki. Żeby nie mieć wyrzutów sumienia, że są kompletnie bezużyteczne kilka z nich przyczepiłam do słomkowego koszyka. Jak Wam się podoba stary koszyczek z nowymi kwiatkami ?
Może dodatek kwiatków zmobilizuje mnie do używania tego koszyka. Należę do tych osób które noszą ciągle tą samą torebkę. Przyczyną nie jest to, że mam tylko jedną ale raczej moje lenistwo. Noszę w torebce która ma dużo kieszonek mnóstwo dziwnych rzeczy i nie chce mi się ich ciągle przekładać. Oczywiście mogłabym przełożyć tylko portfel , klucze i telefon ale przecież w każdej chwili mogę potrzebować wszystkich innych rzeczy które mam upchane w torebce czyli np. małej zwijanej miarki aby wymierzyć ubranko dla wnuczki, szkła powiększającego, żeby odczytać to co jest napisane maczkiem na etykiecie, okularów do czytania, maleńkiej latarki gdy nie działa światło na klatce schodowej, tabletek od bólu głowy, pilniczka bo złamałam paznokieć, długopisu, notesika , biletu na tramwaj o innych rzeczach nawet nie wspominam. Ostatnio doszłam do wniosku, że uszyję sobie taki nieduży wkład do torebki, z mnóstwem przegródek, kieszonek do których zapakuje wszystko co mam w torebce i wtedy przełożę tylko wkład do innej torebki i nadal będę mieć wszystko pod ręką. Może wtedy zacznę dobierać torebki do strojów a nie udawać, że czarna torebka pasuje do wszystkiego.
poniedziałek, 1 sierpnia 2016
Kwieciście.
Dziergam obrusik z białych nici, taki całkiem spory bo o średnicy ok.100 cm. Trochę czasu mi to zajmie więc w ramach przerywnika i jednocześnie pozbywania się nadmiaru szmatek "upaliłam" trochę kwiatuszków. Szmatki wykorzystane, kwiatuszki póki co nie zagospodarowane ale poczekają sobie na jakieś pomysły. Zawsze to lepiej wygląda gdy mam pudełko kwiatków niż pudełko najróżniejszych szmatek.
środa, 14 października 2015
Jesienny bukiet zielonych róż
Dziś za oknem prawdziwa twarz jesieni, zimno, mokro i wieje. Z tego też powodu siedzę sobie przed komputerem a nie jak ostatnio w parku gdzie starałam się ostatnio złapać ostatnie słoneczne chwile. Spacerując wśród drzew, podziwiając coraz to bardziej kolorowe drzewa postanowiłam zrobić sobie jesienny bukiet. Mogłam nazbierać liści i zamieść do domu ale pogoda w zeszłym tygodniu była cudowna więc zabrałam nożyczki, grube nici i na ławeczce , na słoneczku skręcałam kwiatki.
Gdy tak sobie pracowicie skręcałam listki wokół mnie spacerowało kilka osób, obserwowano mnie jakbym była dziwolągiem. Jakoś mi to nie przeszkadza, chyba się już do tego przyzwyczaiłam bo często jadąc tramwajem dziergam sobie na drutach lub na szydełku. Czas mi szybciej mija a czasem ktoś nawet sympatycznie do mnie zagada. Przeważnie są to starsze panie które wspominają jak to za młodu też same dziergały lub robiły to ich matki. Muszę się przyznać , że raz wieczorem zdarzyło mi się nawet przejechać mój przystanek. Tak się zapracowałam dziergając chustę, że nie spojrzałam za okno tramwaju.
W parku obok domu nie znalazłam liści wybarwionych na czerwono więc moje róże są żółto- zielone. Bukiet powoli schnie, pięknie pachnie i zdobi mój stół sprawiając mi przyjemność.
wtorek, 1 września 2015
Szmatki.
Jest gorąco, życie płynie jakby wolniej, a może ja jestem leniwa. Robótek nie rzuciłam ale właściwie to zamiast tworzyć raczej utylizuję niepotrzebne rzeczy. Wyciągnęłam 3 stare bluzki a ponieważ straciłam nadzieję, że jeszcze kiedyś w nie wejdę ( musiały się chyba mocno skurczyć przynajmniej tak to sobie tłumaczę) to postanowiłam je zutylizować. Odprułam guziczki ( może się kiedyś do czegoś przydadzą), pocięłam na kawałki ( nie wiadomo po co), odprułam atłasową lamówkę w niewiadomym celu, dolne brzegi dzianinowej bluzki przerobiłam na kwiatki (zupełnie mi niepotrzebne ) , z części szmatek syntetycznych wycięłam kółeczka , kwiaty i opaliłam je nad świecą. Zrobiłam z nich 2 białe kwiaty ( też mi niepotrzebne) resztę płatków schowałam (może kiedyś do czegoś....... itd). Mam jeszcze odcięte falbanki do przerobienia i utylizacja będzie skończona. Powinnam pozbyć się wielu nagromadzonych rzeczy tylko w takim tempie to zajmie mi z 10 lat. Oczywiście byłoby szybciej gdybym zniosła 3 bluzki do kontenera na ubrania który stoi pod moim blokiem. Tylko jakoś mam obawy, że ubrania tam wrzucane trafiają potem do lumpeksów a nie do potrzebujących. Niestety zostały mi nawyki z czasów pustych sklepów i wiecznego przerabiania wszystkiego na wszystko i trudno mi ot tak wyrzucić a nie potrafię jak obecna młodzież sprzedać wszystkiego co mam na Allegro, FB, czy setce innych miejsc w sieci.
Tak oto wyglądają pozostałości po 3 bluzkach. Zawsze to trochę mniej szmatek niż było.
piątek, 3 lipca 2015
Bukiet z róż.
Wkrótce mam ważną uroczystość w rodzinie czyli ślub. Obecna moda nakazuje przynosić zamiast kwiatów jakiś dobry trunek. Sami młodzi o to proszą i chyba maja rację, bo pamiętam jeszcze z czasów mojego ślubu całe naręcza kwiatów które nie wytrzymały lipcowych temperatur. Może więc faktycznie szkoda wyrzucać pieniądze na bukiety i lepiej zakupić coś innego. Ja kocham kwiaty choć muszę przyznać , że wolę je jak rosną niż jak już są zerwane. Wymyśliłam więc kompromis czyli podaruję Młodym kwiaty ale dopilnuję, żeby nie zwiędły nim wesele się skończy. Zrobiłam więc bukiet z róż materiałowych. Wykorzystałam różne materiały i w różnych kolorach. Muszę powiedzieć, że było przy nim mnóstwo pracy , znacznie więcej niż przewidywałam. Trzeba było wyciąć każdy płatek każdego kwiatka, opalić go nad świecą, skleić klejem na gorąco. Potem to już tylko przyjemność w układaniu, choć zrobienie rączki i podstawy też mi trochę czasu zajęło. Bukiet nie jest duży 20 x12 cm - oczywiście to wymiary samych kwiatków bez rączki i podstawy. Mimo średnich rozmiarów zmieściło się na nim aż 35 kwiatków. Jestem ciekawa czy się spodoba Młodym w każdym razie ja będę zadowolona, że nie pójdę składać życzeń z "pustymi rękami". A Wy chciałybyście dostać taki bukiet bo ja to chyba taka staromodna jestem więc i gust mam staromodny?
PS.
Dziękuję za słowa wsparcia pod poprzednim wpisem. Sytuacja mnie przerasta ale życie toczy się dalej.
środa, 13 maja 2015
Małe, nieszkodliwe zboczenie
Uszyłam obrus z bawełny. Nie dodawałam żadnych ozdób,koronek bo i tak wzorów było na nim co niemiara. Wyrównałam po prostu wyszperany w szafie kawałek drukowanej tkaniny i obszyłam boki. Robota szybka , łatwa i przyjemna. Gdy już skończyłam i zabierałam się za sprzątanie to zamiast wyrzucić kawałeczki tkaniny pozostałe po wyrównywaniu brzegów uszyłam z nich dwa kwiatuszki. Ścinki były niewielkie, nierówne ot jak to przy równaniu brzegów więc kwiatki uszyłam metodą "na ślimaka" .W ten sposób ścinki nie trafiły do kosza i zostaną wykorzystane w bardziej przyjemny sposób Powoli dochodzę do wniosku, że to może jakieś zboczenie jest gdy się widzi "coś" w każdym przedmiocie do wyrzucenia ale to taki nieszkodliwy bzik. Przecież ścinki- kwiatki też można wyrzucić jeśli nie wymyśli się dla nich sensownego przeznaczenia.
czwartek, 16 kwietnia 2015
Kwiaty bez wody.
Kwiaty wymagają naszej uwagi, trzeba o nie dbać , podlewać, przesadzać a najlepiej jeszcze do nich mówić bo podobno wtedy lepiej rosną. Jeśli jednak jesteśmy zapracowane, zakręcone twórczo, zajęte, aktywne itd. i nie zawsze pamiętamy o naszych kwiatuszkach to możemy sobie sprawić kwiatki bezproblemowe. Pokazywałam już mój bukiecik z resztek szmatek Wiosenny bukiet Bukiecik szybko wywędrował z mojego domu musiałam więc "wyhodować" sobie nowe kwiatuszki. Tym razem inne ale myślę, że równie ładne. Wykorzystałam resztkę satyny, kawałki filcu, koraliki i szydełkowy listek. Kwiatuszki troszeczkę podmalowałam dla lepszego efektu a listki wyhaftowałam. Kwiatki rosną w drewnianej "doniczce" czyli szpulce po kordonku oklejonej drewnianymi klamerkami które celowo "zepsułam" rozdzielając na dwie części. Kwiatki stoją sobie na parapecie i zupełnie im nie szkodzi brak wody. To taka mała rzecz która cieszy oko i poprawia humor.
poniedziałek, 30 marca 2015
Wiosenny bukiet
O szmatkach, szmateczkach i ścinkach zbieranych nie wiadomo po co pisałam już nie raz. Czasem jednak jestem zadowolona, że je mam. Gdy zapragnę w środku nocy zrobić sobie wiosenny bukiet to wszystko co jest mi potrzebne akurat zupełnie przypadkowo mam pod ręką. W czasie jednej bezsennej nocy powstał szmatkowy bukiecik. Wykorzystałam co miałam w koszu "nieostatecznym" czyli paski tiulu, koronki, siatki, papierową rolkę po taśmie klejącej, sznurek i kulę ze styropianu. Nie jest to nic odkrywczego ale efekt jest bardzo fajny choć mając do dyspozycji ścinki nie mogłam swobodnie decydować o doborze kolorów materiałów. Gdyby ktoś chciał wiedzieć jak to zrobić to wyjaśniam. Paski tkanin ( u mnie około 4 cm szer) składam na pół , sklejam klejem na gorąco, nacinam złożony brzeg nie przejmując się za nadto aby było równo i zwijam w "palemkę". Takie palemki przyklejam do styropianowej kuli, kulę przyklejam do rolki którą wcześniej okleiłam sznurkiem. Proste choć nie powiedziałabym, że do zrobienia w pół godziny. Jeśli używa się cieniutkich szmatek tak jak ja to trzeba ich trochę pozwijać. Jak widać postawiłam bukiecik na parapecie ale postał tam zaledwie dwa dni bo ku mojej radości powędrował już do innego domu. Może jednak rękodzieło nie jest do końca takie staromodne skoro bukiecik podoba się nie tylko "babciom" takim jak ja.
poniedziałek, 2 marca 2015
Nie potrafię sprzatać.
Za oknem coraz jaśniej świeci słoneczko niedługo wiosna a jak wiosna to i wiosenne porządki. Ilość szmatek włóczek, sznureczków, koralików i jeszcze miliona innych rzeczy już dawno przerosła moje możliwości ich przechowywania. Nawet zakupienie pudełek nie rozwiązało tego problemu. Owszem wszystko jest posegregowane a nawet poukładane ale jest tego zbyt wiele. Co jakiś czas zabieram się więc za porządki w moich "skarbach". Tylko, że kończy się to zawsze w ten sam sposób czyli oglądam każdą rzecz z pięć razy, odkładam do wyrzucenia ale do tzw." kosza nieostatecznego" . A potem zamiast dalej sprzątać wyciągam te szmatki, resztki itp i siedzę sobie zadowolona w bałaganie przerabiając niedoszłe śmieci na rzeczy niekoniecznie mi potrzebne. Chyba więc nie potrafię sprzątać i "śmieci" zwyciężą. Oczywiście zawsze znajduję jakieś usprawiedliwienie dla mojej mani zbieractwa bo gdy potrzebny jest jakiś drobiazg to z reguły ja to mam albo mam coś podobnego. Kleje, narzędzia, sznurki, podkładki, sprężynki to wszystko też się znajdzie w moich pudełkach i gdy jest potrzebne to moi chłopcy bez namysłu przychodzą do mnie jak do marketu budowlanego. Trzeba przedłużyć spodnie wnuczka? Proszę bardzo szmatka w odpowiednim kolorze z pewnością leży w pudle. Trzeba zamaskować małą dziurkę ? Mała naszywka dopasowana kolorystycznie też się znajdzie. Rozkleiły się buty - nie ma sprawy kilka rodzajów kleju też mam. Niby wszystko fajnie a jednak zastanawiam się czy tego aby nie należy leczyć?
A może Wy też tak macie? Nie wiem czy mnie to pocieszy ale zawsze będzie mi raźniej , że nie ja jedna zostałam pokonana przez "śmieci".
Zanim jednak wpadnę po raz kolejny w czarną rozpacz patrząc na stosy właściwie niepotrzebnych mi rzeczy które mnie straszą swoją ilością pokażę Wam co powstało w wyniku ostatniego "sprzątania".
Zanim jednak wpadnę po raz kolejny w czarną rozpacz patrząc na stosy właściwie niepotrzebnych mi rzeczy które mnie straszą swoją ilością pokażę Wam co powstało w wyniku ostatniego "sprzątania".
Ścinki dzianiny pozostałe po szyciu sukienki ( niektóre były naprawdę malutkie) zyskały nowe życie jako kwiatki. Szmatki były niepotrzebne, kwiatki też są niepotrzebne ale przynajmniej nie są "śmieciami".
Resztę "śmieciowych" rzeczy pokażę następnym razem jak już mi się uda je utrwalić na fotografii.
środa, 18 lutego 2015
Róże
Szydełkowe róże , zrobione dla ukojenia nerwów. Nie mają przeznaczenia , nie są zrobione w jakimś celu ot kolejna robótka z cyklu muszę zająć ręce i głowę czymkolwiek. Czerwona róża jest duża średnica ok 8 cm, różowa jest mała średnica ok 5 cm ale to tyko różnica wynikająca z grubości włóczki i szydełka zrobione są tak samo choć wyglądają inaczej.
poniedziałek, 9 lutego 2015
Spalony kwiatek
Dziękuje za wszystkie komentarze pod moim poprzednim wpisem. Tak jakoś mi się zebrało trochę poplątanych przemyśleń i musiałam je gdzieś przelać na słowa. Tworzenie czegokolwiek sprawia mi przyjemność więc dlaczego miałabym z tego zrezygnować? Dlatego, że nikomu to nie jest potrzebne, że nie będzie z tego pieniędzy, że nie zawsze uda mi się zrobić "arcydzieło" a podobną rzecz mogę kupić za grosze na przecenach lub w lumpeksie ? Mimo niemałych już lat nadal wytrwale i z przyjemnością uczę się nowych technik, wzorów a nawet usiłuję przypomnieć sobie podstawy języków obcych w celu czytania objaśnień.
Życie mnie nie rozpieszcza, najwięcej bólu zadają mi Ci na których mi najbardziej zależy, Pewnie już nie zdają sobie sprawy jak bardzo mnie krzywdzą ale coraz trudniej mi działać dla ich dobra wbrew ich woli i znosić upokorzenia , oskarżenie a nawet wrogie wobec mnie działania.
Wszystko co robię dla "siebie" w chwilach spokoju (a mam ich coraz mniej) sprawia mi więc podwójną przyjemność. Pozwala choć na moment zapomnieć o rzeczywistości i bawić się rękodziełem.
A teraz pora wyjaśnić tytuł wpisu. Spalony kwiatek jest rzeczywiście potraktowany żywym ogniem. Niektóre sztuczne materiały używane do robienia takich kwiatuszków pod wpływem ognia się topią co zabezpiecza brzegi przed strzępieniem. Część materiałów zamiast się topić zaczyna się palić. Przy takich zabawach warto zachować dużą ostrożność. Najlepiej mieć pod ręką miseczkę z wodą do której w razie czego można wrzucić palący się skrawek materiału, doradzałabym też nie trzymać materiału w ręku ale za pomocą szczypiec. Technika jest prosta podpal i zgaś a efekt zobaczcie na zdjęciu. Prawda, że fajnie wyszło ?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
