Obserwatorzy.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dekoracje domu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dekoracje domu. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 października 2019

Morza szum, ptaków śpiew.......

    Wspomnienie lata: plaża, morze, słońce, błękitne niebo.
     Nie potrafię malować, rysuję też  kiepsko co nie znaczy, że nie mogę tego robić  skoro sprawia mi to przyjemność. Zwykły kamień  taki leżący na polnej drodze pomalowałam  kredkami wnuka i polakierowałam. Służy mi  jako przycisk  na obrus  na działkowym stole bo wiadomo nad morzem zawsze trochę wieje . Kamień nieduży tak jak mój talent malarski  ale radość z tworzenia ogromna.


A tu druga strona mojego "dzieła" , zwykły kamień.


wtorek, 24 września 2019

Wrzucamy szmatki.

           Szmatki, skrawki, resztki, końcówki wszystko co normalni ludzie wyrzucają do kosza tacy mniej normalni  przerabiają na cokolwiek. Obcięte rękawki pomarańczowej bluzeczki na dynie, końcówki włóczek  na okładkę na zeszyt, resztki satyny  na kwiatuszki. Muszę powiedzieć, że jak już przerobię takie byle co na coś konkretnego to poprawia mi się humor nawet wtedy gdy to coś nie jest nmi zupełnie potrzebne.


              Satynowe szmatki przerobione na róże trochę postoją  a jak się zakurzą to nie żal mi będzie je wyrzucić. Chyba , że wtedy  zabiorę je na działkę i zużyję do ozdobienia słupków podtrzymujących  daszek altanki. Tam na słońcu i wietrze dokonają żywota.


czwartek, 22 listopada 2018

Śmieciarka niepoprawna

        Próbowałam z tym walczyć ale  niestety poległam i muszę z tym żyć.  Próbowałam  szykować  reklamówkę, pakować ją i natychmiast wynosić do śmietnika, próbowałam pakować rzeczy do oddania do  opieki społecznej, próbowałam wykorzystywać resztki natychmiast ale  nic to nie pomaga. Jestem niepoprawną "śmieciarką" , zbieram wszystko, segreguję układam w kartonikach, woreczkach  choć wiem, że do końca życia nie jestem w stanie tego zużyć. Chyba się już pogodziłam z tym  bałaganem wynikającym z nadmiaru rzeczy przydatnych do prac wszelakich. Bardzo to miłe gdy  o każdej porze dnia i nocy , grzebiąc w moich skarbach  znajduje  to co akurat w tej chwili jest ni niezbędne ale niestety   moce przerobowe mam ograniczone a zapasy ciągle powiększam.
         Ponarzekałam  to teraz mogę pokazać efekty mojej śmieciowej działalności. 
       
        Białe bawełniane podkoszulki pozostały mi po moim tacie.  Nikt z rodziny ich nie chciał choć niektóre były nówki. Wyrzucić szkoda,  zostały  więc odłożone  nie wiadomo po co,  żałowałam, że nie spakowałam ich razem z  innymi rzeczami  taty gdy przekazywałam je do PKPS-u dla potrzebujących. Niestety ich magazyn jest na drugim końcu miasta i z kilkoma rzeczami nie chce mi się  gonić przez całe miasto. Podkoszulki zostały więc pocięte. Jedne na  sznureczki, inne na szmatki  jednorazówki do wycierania samochodu. Oczywiście zupełnie "przypadkowo" odcięłam brzegi koszulek a jak je już obcięłam to  zrobiłam z nich kwiatki. Nic specjalnego nie robiłam zwinęłam  lamówkę w koło i pomalowałam  mazakami. Powstało takie coś jak na zdjęciu, niekoniecznie mi potrzebne ale  co tam,  świetnie się bawiłam  malując  lamówkę a kwiatki teraz powędrują do pudła i poczekają aż wymyślę do czego też mogłabym je  przyczepić. W zamyśle początkowym miały być do dekoracji mojej skromnej działki  wypoczynkowej, ale  to już chyba w przyszłym roku.






A tu poniżej  lamówka odcięta byle jak  z której kwiatki powstały.



piątek, 2 listopada 2018

Straszna wymianka

        Wbrew tytułowi  mojego wpisu  wymianka zorganizowana  przez Czarną damę była wspaniała a nie straszna. To tylko  temat wymianki nawiązujący do  święta Halloween. Lidka  prosiła aby  każda z nas przygotowała pięć  prezentów , 3 związane z Halloween, karteczkę z pozdrowieniami i coś słodkiego. 

          Moją parą wymiankową dla której przygotowałam straszne prezenty była   Marzena
Ponieważ  tak jak pisałam wcześniej Halloween to nie jest moje ulubione święto   wybrałam raczej śmieszne prezenty czyli  szydełkową dynię, małego duszka ze szmatek i koronki, breloczek w kształcie  oka i duszkową podkładkę lub dekorację. Do tego   zrobiłam karteczkę z pająkiem i dołożyłam kilka słodkich rzeczy.  



Dynia uśmiechnięta,  duszki uśmiechnięte , pająk na karteczce  też z uśmiechem a jedyną  "straszną" rzeczą był breloczek.  Gałkę oczną z czerwoną tęczówką , czerwonymi żyłkami  można  wyjąć z czarnego oka i wisi ona wtedy na czerwonych żyłkach brrrr...😡. Straszne?  No chyba nikt się nie przestraszy szydełkowego oka 😃




          Prezenty dla mnie w ramach tej wymianki przygotowała dekupagekinii.  Gdy paczka do mnie dotarła  rozpakował ją mój wnuczek i wierzcie mi, że musiałam bronić zawartości przed natychmiastowym zagarnięciem bo chciałam choć zdjęcia zrobić.  Dostałam ceramiczną dynię ze światełkiem migającym w środku, świecącego duszka też z lampeczką, piękną świecę i torebkę z wampirkiem. Była jeszcze  karteczka, słodycze i przydasie do kartek.  Zdjęcia zrobiłam i rozdzieliłam prezenty. Wnuczek zabrał dynię i torebkę. Będzie ją miał ma  cukierki  bo ma zamiar nachodzić sąsiadów. Świecącego duszka dostała wnusia, czekoladę też.   Mąż zjadł wafelka a dla mnie  została świeca, przydasie  i  smakowite babeczki. Jedna wymianka a  cztery osoby zadowolone.
Już zaczynam szukać następnych wymianek Dajcie znać jak  wiecie kto je organizuje.
Zapraszam do wymiany








niedziela, 28 października 2018

Dyniowe święto

          Nie  przepadam za Halloween , ale widzę że dla moich wnuków jest to świetna   zabawa. "Straszne" przebrania,"straszne" dowcipy i zabawy sprawiają im wiele radości. Dziergam więc dynie, duszki starając się  żeby były bardziej śmieszne niż straszne. Zapisałam się nawet na blogową "Straszną wymiankę" głównie z myślą o wnukach i muszę powiedzieć, że prezenty które otrzymałam sprawiły im dużo frajdy bo oczywiście natychmiast je przejęły.
        Jeśli jesteście ciekawi co dostałam  i co sama zrobiłam  w ramach wymianki to niedługo  pochwalę się prezentami.
   Szydełkowa dynia miała być jedna ale pierwszą zrobioną zabrała wnuczka do przedszkola, drugą wnuk do szkoły, trzecia  została prezentem  wymiankowym, czwarta   prezentem  dla organizatorki Szczecińskiej Włóczkomani.
      Piąta  miała być dekoracją  miejsca  gdzie próbujemy zorganizować spotkania robótkowe ale póki co z marnym skutkiem.

Zapraszam do wymiany

     Miała być   w innym miejscu ale  została u mnie.

Szydełkowa dynia




Szydełkowe liście


poniedziałek, 5 marca 2018

Na zimową herbatkę.

Nie wiem jak Wy ale ja kiedy dziergam to potrafię zapomnieć o przyziemnych sprawach takich jak np. jedzenie i picie o sprzątaniu nawet nie wspominam.  Herbata zaparzona stoi w kubku, stygnie a ja jeszcze jedno oczko, jeden rząd, jeden ażur. Przydaje się wtedy ocieplacz na kubek. Widocznie nie tylko ja lubię ciepłą herbatkę bo  ostatnio dziergała takie oto dwa komplety ocieplaczy i podkładek pod kubek.


 Miały być grube , cieplutkie i  koniecznie "norweskie" . Jak norweskie to  gwiazdki-śnieżynki i renifery. Trudno się wrabia wzory żakardowe  w  dzianinach szydełkowych , szczególnie gdy jest to bardzo mała powierzchnia.  Połączyłam więc dwie techniki , wydziergałam ocieplacz szydełkiem i haftowałam go igłą. Po drugiej stronie jest wyhaftowany tajemniczy napis ale ocieplacze są już dawno u  nowej  właścicielki więc nie zdradzam  niespodzianki jaką  chciał zrobić dla  wielbicielki  "norweskich klimatów"  pewien sympatyczny  Pan.



poniedziałek, 29 stycznia 2018

Naleweczka z Mikołajem

       Nie jestem amatorką trunków ale w domu zawsze jest   nalewka z zielonych orzechów zalanych spirytusem. Traktuję ją jako lekarstwo w razie problemów żołądkowych. Taką też nalewką domową postanowiłam się podzielić z zaprzyjaźnioną rodziną. Nalewka do był taki mały prezent świąteczny więc buteleczkę  ukryłam w ubranku Mikołaja.


Niby nic takiego ale śmiechu było co niemiara. Nalewka musi być w ciemnym  miejscu więc  butelka jest  z brązowego grubego szkła i dodatkowo  to ubranko z czapeczką. Jak łatwo sprawić komuś radość takim drobiazgiem, liczy się fajny pomysł a nie gruby portfel.


środa, 6 września 2017

Dywanik

Kupiłam ostatnio okazyjnie  trochę włóczki. No przyznam się, że  "trochę"  jest pojęciem względnym. Nie są to jakieś  cudowne włóczki raczej zwykłe akryle,  które zostały po  śmierci ich właścicielki. Przy okazji dostałam też  grubą włóczkę  o wyglądzie czesanki.




 Włóczka fajna choć syntetyczna tylko kolor jakiś  taki szaro bury. Nie wiedziałam co  z niej zrobić bo i nie było jej zbyt dużo.



 Aby  zmniejszyć wyrzuty sumienia spowodowane  zakupem niepotrzebnych włóczek szybciutko wydziergałam z   "czesankowej" włóczki mały dywanik.



 Wzór "serwetkowy"  najprostszy z najprostszych. Dywanik wyszedł mały  65 cm średnicy ale  cel  został osiągnięty   czyli zużyłam  jedną !!!! z przytarganych do domu włóczek.






środa, 28 czerwca 2017

Poszewka z kółeczkami.

Rehabilitacja pochłania mnóstwo mojego czasu.  Po powrocie do domu jestem zmęczona więc   robótki  sobie leżą i czekają aż je wykończę.  Poszewkę z kółeczkami zrobiłam już dość dawno ale  nie mogłam się zmobilizować  do uszycia drugiej strony czyli bawełnianego spodu.








 Preferuję takie poszewki bo z jednej strony jest ona ozdobna, włóczkowa  a z drugiej  bawełnianej całkiem użytkowa czyli można się na niej zdrzemnąć bez obawy, że obudzimy się z odciśniętym na buzi wzorkiem.












Kiedy już mi się udało  skroić  bawełniane plecki  to znów je odłożyłam i tak sobie czekały na zmiłowanie. Nieskończonych prac mam coraz więcej więc  w końcu poszewka doczekała się  i jest skończona.



 Wena jednak skończyła mi się tylko na jednej sztuce choć  mam jeszcze jeden skończony wierzch  na kolejną poszewkę. No cóż musi poczekać.




wtorek, 30 maja 2017

Egzotyczny kwiat w czerwieni.

Pamiętacie  moje egzotyczne kwiaty?
Pomarańczowe, energetyczne, duże pisałam o nich  tu .Egzotyczne-kwiaty
 Obiecałam pokazać ich mniejszą wersję w zupełnie innej kolorystyce. Oto ona,   tym razem ogniście- czerwona , wersja mini  bo składająca się tylko z 4 kwiatków. To ten sam wzór tylko środek jest  wykonany inaczej.


Niby to samo ale jednak wygląda odmiennie. Który ładniejszy?



To rzecz gustu, teraz  tylko muszę wymyślić  jakieś zastosowanie dla tych kwiatów. Póki co czerwony zdobi ścianę a pomarańczowy przypięłam na korkowej tablicy.



poniedziałek, 8 maja 2017

Egzotyczne kwiaty.

            Przez lata nazbierało mi się mnóstwo  mniejszych i większych kłębuszków włóczek najrozmaitszych we wszystkich kolorach tęczy. Szukam  dla nich jakiegoś sensownego zastosowania. Mogłabym robić maskotki ale moje wnuki jakoś  maskotkami się nie bawią. Mogłabym   robić kolorowe kwiatuszki, kwadraciki   ale nie bardzo wiem po co.  Mogłabym robić  kolorowe czapeczki, torebki  ale moja wnusia ma 2,5 roku  i zupełnie wystarczającą ilość kolorowych rzeczy a wnuczek to typ sportowca więc właściwie tylko dres i koszulka FC Barcelona jest mu potrzebna.

           Przeszukując YouTube   znalazłam filmiki instruktażowe jak zrobić  ozdobne kwadraty.  Wyciągnęłam  włóczki  pomarańczowo- żółte i  zrobiłam  tylko środek tylko  kwadratów. Powstał  duży,  kolorowy energetyczny  element  który przypomina mi egzotyczny kwiat.  Wykorzystałam  resztki włóczek, o różnej grubości, składzie, kolorze. Efekt końcowy mnie zaskoczył  bo kwiat jest wyjątkowo dekoracyjny. 


        Teraz  zastanawiam się   co dalej z nim zrobić  Kwiat jest bardzo duży , średnica to 34 cm , nie jest też plaski  bo to robótka przestrzenna. 



Wygląda wszystko skomplikowanie ale uwierzcie mi, ze nie jest bardzo trudny .
 Zamieszczam link do  instrukcji   gdyby komuś się spodobał    LINK



Zrobiłam jeszcze drugą wersję , mniejszą w zupełnie innym kolorze i znów zaskoczenie bo efekt  końcowy jest kompletnie inny.  Jak mi się uda ją uwiecznić na zdjęciu to Wam pokażę.
A teraz  wracam do wymyślania  co by Tu zrobić z egzotycznym kwiatem.


wtorek, 21 marca 2017

Brzydki szalik.

         Każda rzecz kiedyś się zużywa, staje się brzydka, sprana, zmechacona uszkodzona itp.  Tak też i stało się z  szalikiem sprzed lat. Był już na tyle brzydki, że leżał od jakiegoś czasu i właściwie czekał na wyrzucenie. W czasie wiosennych porządków  już miał wylądować w koszu ostatecznym ale postanowiłam dać mu ostatnią szansę i drugie życie. Wybrałam najmniej  zmechaconą część szalika, uszyłam z niej okładkę na duży zeszyt w którym  zapisuje sobie  schematy  moich robótek lub robię projekty.




            Trochę wzbogaciłam  wzór szalika  fastrygą z  grubej włóczki  która została mi po   różanym hafcie   ukrywając w ten sposób  niezbyt  ładną powierzchnię.  Muszę się sama pochwalić bo okładka wyszła całkiem ładna, zawsze to miło  spojrzeć na taką okładkę  zamiast na zwykły karton.  



         Oczywiście  są też  mniej optymistyczne skutki, bo pozostała część szalika  zamiast w koszu wylądowała znów w pudle z "przydasiami" a odcięte frędzle już mnie kuszą aby coś z nich zrobić. Tak to już jest z rękodzielnikiem , że szkoda mu każdej szmatki ale niestety mieszkania nie są z gumy.



poniedziałek, 2 stycznia 2017

Mandala

         Dziękuję Wam na świąteczne życzenia. Nowy Rok zaczął mi się niezbyt dobrze bo niestety od choroby.  Święta też  nie były takie jak  chciałbym aby były. 
         W trudnych dla mnie chwilach wracam więc do  moich robótek niekoniecznie komuś potrzebnych.  Pamiętacie Moją mandalę w kolorach fioletu? Mandala leży sobie  i czeka, czasem wezmę ją do ręki  dziergam kawałek i odkładam,  rośnie bardzo powoli  ale ma już  średnicę 58 cm . Każde kolejne okrążenie  robi się coraz dłużej  ale  to nic , przecież to moja mandala, może ją kiedyś dokończę a może nie , nikomu nie jest potrzebna  więc czy ją zrobię czy nie  będzie zależało wyłącznie od potrzeby mojej duszy.. Ktoś powie, że to taka bezsensowna robótka , być może tak jest ale przecież prawdziwą mandalę unicestwia się  zaraz po skończeniu.
Szydełko, cichutka  muzyka z radia  lub z płyt pozwala mi choć na chwilę relaksu. 




Taka była poprzednio.

czwartek, 8 grudnia 2016

Na ten rok wystarczy

            Już miałam nie  dziergać gwiazdeczek. Pokazywałam Wam niedawno  mój  tegoroczny gwiazdozbiór o TU   na którym chciałam zakończyć  tegoroczne  gwiazdkowanie.
         Są jednak osoby  którym  nie mogę odmówić  gdy proszą o gwiazdki. Wydziergałam więc jeszcze kilka a nawet pokusiłam się o gwiazdeczki czerwone  oraz  kremowe eksperymentalnie wykonane z cieniutkiej włóczki  zamiast z nici.  Gwiazdeczki  zapakowane  czekają aż nowa właścicielka   je odbierze. 



        Myślę, że na ten rok wystarczy,  jak już pisałam dziergać koronkowe gwiazdki  lubię , krochmalić nie lubię  więc bilans jest na zero. Do przyszłych Świąt pewnie znajdę   mnóstwo wzorów których nigdy nie robiłam więc  jeśli chodzi o gwiazdki to do zobaczenia za rok.


         Mam tylko  nadzieję, że  skończą się moje kłopoty ze wzrokiem bo coraz trudniej mi się dzierga z nici. Jeśli chodzi o robótki  to powoli dochodzę do wniosku : co masz zrobić jutro zrób dziś bo nie wiadomo czy jutro jeszcze będziesz  w stanie  to zrobić.
        Czas oczekiwania na święta to czas radosny, pełen nadziei więc i ja mam nadzieję, że  zrealizuję wszystkie projekty które  mam  w mojej głowie mimo przeciwności losu.



piątek, 2 grudnia 2016

Zagajnik kolorowy

         Jakiś czas temu  opisywałam Wam  cudny czas spędzony w  szkole mojego wnuka.
      Wydziergałam dzieciom wtedy   małe sówki aby przypominały  im , że warto się uczyć nowych, wspaniałych rzeczy. Pani wychowawczyni podziwiała moje prace i zapytała czy nie przygotowałabym czegoś na szkolny kiermasz. Zastanawiałam się co by to mogło być , pomyślałam też, że trzeba odpowiednio wcześnie  zabrać  się za robotę. Wymyśliłam sobie szydełkowe  choinki bo kiermasz miał być  przed Świętami.. Wykorzystałam   włóczkę syntetyczną , cekiny, koraliki, nakrętki od butelek, które okleiłam grubą włóczką.   Kiedy  mój zagajnik już urósł i rozświetlił się cekinami  dowiedziałam się, że kiermaszu jednak nie będzie.
        Zostałam więc z  kolorowym zagajnikiem. Myślę jednak, ze choinki się nie zmarnują. Dwie  zabrał wnuczek do  klasy w szkole, jedną zamierzam podarować  miłej Pani masażystce która   ratuje jak może mój  kręgosłup, kolejną zaniosłam  sympatycznej Pani w SH który mam pod domem a która  zostawiam mi czasem włóczki, nici i kordonki,  w poniedziałek mam wizytę u stomatologa  więc i ją obdaruję choinką bo jest to super lekarz.
        Pewnie jeszcze  znajdę kogoś kogo chciałabym obdarować i w ten sposób moja praca nie pójdzie  na marne ale kogoś ucieszy.

poniedziałek, 21 listopada 2016

Gwiazdkowo


           Koronkowe gwiazdeczki z białych  bawełnianych nici  dzierga się całkiem przyjemnie. Jak już się zabiorę za  gwiazdeczki to nigdy nie robię  hurtem takich samych no bo ile można powielać jeden wzór, to nudne zajęcie.    Przez cały rok zapisuję sobie wzory aby  potem   mieć w czym wybierać a i tak najczęściej kończy się tym, że  biorę sobie kawałek jednego wzoru dokładam kawałek drugiego i wychodzi  wzór trzeci. Czasem ktoś mnie prosi o jakiś konkretny wzór gwiazdeczki która się mu spodobała  a ja nie zawsze taki wzór mam. Bo jak już gwiazdeczka zrobiona  oddana  to kto by pamiętał jak ją robiłam.




Dziergać gwiazdeczki lubię ale niestety potem trzeba je krochmalić i upinać a tego to ja znoszę. Zresztą trudno polubić  upaprane, klejące  palce którymi trzeba  naciągać  drobniutkie wzorki i wbijać szpileczki.





W tym roku postanowiłam wydziergać tak na próbę  kilka gwiazdeczek z bardzo cieniutkich nici, szydełkiem 0,8 . Chcę je podarować  komuś kto ma malutką choinkę. Gwiazdki wyszły  niewiele większe od zapałki i bardzo cieniutkie , no cóż zobaczymy czy się spodobają.




piątek, 19 sierpnia 2016

Moja mandala

         Dawno temu w czasie wędrówki po  zakamarkach internetu znalazłam opis wykonania szydełkowej mandali.  Dzięki  autorce tego wzoru  która go udostępniła mnóstwo  osób  wykonało   już wiele  swoich wersji kolorystycznych. Mandala  ma dokładny opis wykonania , ze zdjęciami . Opis jest przetłumaczony  na wiele języków nawet na polski , jest bezpłatny. A tu jest do niego link Mandala
Mandala mnie zachwyciła, zapisałam link do wzoru i  na tym się skończyło bo właściwie po co mi  takie szydełkowe cudo? Mandala w całości jest ogromna, zrobiona z włóczki ma wielkość  dywanu.




           Kilka lat temu przyglądałam się mnichom tybetańskim jak usypywali mandale z piasku. Sypali w kilka osób drobniuteńki, kolorowy  piasek przez kilka dni.



         Usypali cudowny, bajecznie kolorowy wzór a gdy skończyli  ich kapłan po stosownych modlitwach  jednym ruchem go zniszczył.


  Po cudownej, kolorowej  mandali pozostała tylko kupka szarego piasku który mnich  rozdał obecnym a resztę w uroczystej procesji zaniósł do rzeki i rozsypał na wodzie. Z wielodniowej,  nieprawdopodobnie precyzyjnej pracy nie zostało nic.



Mandala jest jak człowiek - tłumaczył, mnich z Tybetu. - Stworzona na początku wygląda pięknie, tak jak człowiek w młodości. Niszczy się ją po to, żeby pokazać przemijanie i nietrwałość rzeczy. Składają się na nią drobiny piasku, tak jak nasze ciało składa się z atomów. Przychodzi czas, kiedy nasze ciała się rozpadają. Tak samo musi być z mandalą. Wszystko w życiu przemija I dlatego gotowa mandala jest zazwyczaj niszczona. Część pobłogosławionego piasku trafia do ludzi. Kiedy rozsypiemy go w domu, ma nam pomagać przezwyciężać trudności i chronić mieszkańców przed złem. Reszta piasku jest wsypywana do rzeki. Z jej prądem dobra energia dociera do ludzi.

           Nie jestem ostatnio optymistycznie nastawiona do życia , jestem zestresowana , zmęczona głównie psychicznie a przyszłość nie rysuje się mi w jasnych barwach.. Trudno mi się skupić na robótkach a szczególnie na wymyślaniu jakiś nowych fajnych rzeczy.
            Przeglądając  wzory  przypadkiem trafiłam na dawno zapisany opis  mandali i pomyślałam sobie, że  zacznę ją dziergać  bez konkretnego celu, bez  zastanawiania się po co , dla kogo i kiedy ją zrobię. Będę ją szydełkować dla samego procesu dziergania aby zająć ręce i umysł. Skupić się na pracy i odgonić złe myśli. Czy po skończeniu mandali ją zniszczę czyli spruję? Jeszcze nie wiem ale pewnie tego nie zrobię . Być może  zrobię tylko kawałek i schowam  do jakiegoś pudła  aby wyjąć za jakiś czas i zrobić kolejny rząd lub może nie dokończę jej nigdy. Tak to sobie wymyśliłam zainspirowana prawdziwą mandalą i  filozofią  z nią związaną. W końcu w życiu wszystko przemija i to dobre i to złe.
            Wykorzystam niepotrzebne mi już włóczki,  choć z każdym kolejnym  rzędem ilość potrzebnej włóczki gwałtownie rośnie i z resztek trudno będzie ją robić. W tej chwili mam  tylko niewielką część bo jestem w trakcie dziergania 3 części opisu a jest ich 17!!!   Efekt mile mnie zaskoczył  i to biorąc pod uwagę fakt, że dziergam ją w tej chwili z autentycznych resztek, czasem nawet prutej włóczki , o różnym składzie i grubości. Chyba odrobina dobrej energii związanej z tworzeniem mandali do mnie dotarła bo  dziergam ją z przyjemnością.  Dodatkowa korzyść to to, że  przy okazji  nauczyłam się  paru nowych ściegów  szydełkowych. Mandala nie jest bowiem płaska ale złożona z różnorodnych wzorów tworzących strukturę przestrzenną mam nadzieję, że to widać na poniższym zdjęciu.


            Moja mandala jest  w tej chwili taka jak na zdjęciach powyżej, ma średnice około 44 cm. Mam nadzieję, że starczy mi pozytywnej energii do jej kontynuowania  i co jakiś czas pokażę  postępy w tworzeniu mojej własnej wersji tej pięknej mandali  szydełkowej.