Obserwatorzy.

wtorek, 5 listopada 2013

Rękodzieło czy warto je mieć?

Mój ostatni wpis wywołał mnóstwo emocji. Dziękuję wszystkim którym się chciało napisać parę słów i  podzielić  swoimi przemyśleniami. Zapamiętałam   szczególnie kilka z nich. 

1.Prezent   ręcznie robiony to nie prezent  a co najwyżej dodatek do  prezentu kupionego.Oj chyba faktycznie niektórzy tak uważają szczególnie   rodziny  osób tworzących rękodzieło. Sama  nieraz słyszałam  "nie chcę kolejnej chusty  chcę prezent". Zresztą moja już wiekowa Mama też tak uważa. To co sama umie zrobić to może dać w każdej chwili a prezent trzeba kupić. Możemy  mieć tylko nadzieję, że   nasze rękodzieło jeśli uda nam się je sprzedać będzie takim kupionym prezentem dla innych.

2. Ręcznie zrobione rzeczy sprzedawane znajomym zawsze są za drogie nawet jeśli chcemy za nie symboliczne kwoty. Gdy proponuję takim osobom, że nauczę je  jak  takie rękodzieło zrobić  słyszę  "ja nie mam do tego cierpliwości a Ty lubisz to robić i Tobie to tak szybko idzie".  Należy więc to  rozumieć w ten sposób  " zapłacę za  włóczkę  a Ty zrób mi za darmo  w ramach przyjemności ". Czasem się zastanawiam czy w takim razie nie powinnam jeszcze dopłacać  znajomym za moje przyjemności ?

3. Lepiej kupić u "chińczyka" taniutko a jak się zepsuje to nie żal wyrzucić. Faktycznie dobrze zrobione rękodzieło  służy przez lata, nie chce się psuć, pruć, łamać. Czasem się znudzi ale  dalej jest  śliczne jak nowe i szkoda wyrzucić. Zajmuje wtedy miejsce w szafach  i może to jest powód , dla którego   chętnie kupujemy to co się psuje, pruje i drze  po  pierwszym praniu lub użyciu. Byłam dziś w jednym  z hipermarketów widziałam czapkę dla dziecka , zrobioną  z włóczki wprawdzie na maszynie ale wzorem żakardowym, z podszewką z polaru,pomponikiem, plecionym sznureczkiem do wiązania, była całkiem ładna choć elektryzowała mi  nawet włoski na ręku. Oczywiście wyprodukowana w wiadomym kraju i wiecie ile kosztowała?  4 zł. Czy  sprzedacie nową czapkę za  taką cenę?
Kiedyś mówiono, że  biednego nie stać na kupowanie byle jakich rzeczy. Mam nadzieję,że to się  nie zmieniło.

         Zastanawiałam się do mogłoby być ilustracją mojego wpisu i  myślę, że  znalazłam idealną rzecz  -mały szydełkowy woreczek . Dostałam go od mojej przyjaciółki w szkole podstawowej. Zrobiła go własnoręcznie, służył mi przez lata na różne drobiazgi, potem oddałam go mojej córce, a gdy wyjeżdżała z domu został u mnie i czeka na następne pokolenie. Nadal wygląda pięknie choć ma już 45 lat ( tłem dla woreczka jest mój pierwszy pamiętnik).  Rękodzieło  ma swoją "duszę", historię i dlatego warto je  mieć mimo wszystko a już  na pewno wart je tworzyć choćby dla siebie.


26 komentarzy:

  1. Ja jestem idealistką i wciąż mam nadzieję, że w Polsce wreszcie zacznie się rękodzieło doceniać. Na szczęście takich osób jest coraz wiecej, ale wciąż za mało...
    Historia tego woreczka bardzo mnie wzruszyła. Też mam kilka takich przedmiotów :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Pod Twoimi wnioskami podpisuję się obiema rękami... Mam dokładnie takie same odczucia, kiedy ktoś z rodziny lub znajomy chce, bym mu zrobiła coś na prezent dla kogoś... za darmo. Bo przecież to jest moja przyjemność i nic mnie nie kosztuje...

    OdpowiedzUsuń
  3. Święte słowa, zgadzam się z Tobą w 100 %. Swego czasu nawet umieściłam na blogu specjalny post, w którym wysuwałam podobne wnioski odnośnie niedoceniania rękodzieła:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przede wszystkim ostatnie Twoje zdanie jest piękne. Rękodzieło jest wartościowe bo ma swoją historię. Szczególnie jeśli dostaniem coś ręcznie robionego. Ja już nie robię innych prezentów i jeśli moja rodzina dostała już ode mnie rzeczy które umiem sama zrobić i wyczerpują się moje zdolności wtedy szukam w sieci dziewczyn robiących w innej dziedzinie i tak zawsze mam coś fajnego i wartościowego :) Przekonujmy wszystkich dookoła jak piękne są takie przedmioty a na pewno znajdzie się ktoś kto w końcu podzieli nasze zdanie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Święte słowa! A woreczek mnie wzrusza, bo też mam takie skarby - chusteczki ręcznie haftowane i obrabiane 50 lat temu :-).

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo się cieszę, że o tym napisałaś. My w domu do dzisiaj mamy chodniczek, który dawno temu utkał mój dziadek na takie wielkiej maszynie (nie wiem jak się fachowo nazywa), jest on dla nas wspaniałą pamiątką :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapraszam do siebie na rozdawajke.Pozdrawiam!
    http://alicja11.blogspot.com/2013/10/candy.html

    OdpowiedzUsuń
  8. Bo karteczki się gniewają gdy je dzieci wyrywają ;) Też mam taki pamiętnik i woreczki na skarby :) Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przepiękny post! Ciesze się, że to napisałaś. Osobiście ja cenię sobie rękodzieło i wolę daleko bardziej je kupować niż chińszczyznę. Większość prezentów świątecznych zrobię sama albo kupiłam u rękodzielników. Rękodzieło ma dusze i w dodatku jest piękne i niepowtarzalne. A nie made in china. A że niektórzy nas nie doceniają... to już inna sprawa. Nie pamiętam dokładnie czyje to były słowa, ale usłyszałam kiedyś historyjkę. Otóż pan sprzedawał swoją autorska srebrną biżuterię.Piękna była dopieszczona i oczywiście droga! Podchodzi do niego potencjalna klientka i mówi:"Drogo tu u pana." A on na to: "Nie, nie jest drogo, po prostu Pani na to nie stać!". Od tej pory olewam zupełnie takich, którzy narzekają na cenę. Moje ceny nie są wygórowane, dlatego nie zwracam uwagi na tych co narzekają i grzecznie czekam na klienta, któremu moja rzecz spodoba się tak bardzo, że kupi ją bez narzekania.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zgadzam się całkowicie z tym co napisałaś. Ja mam w domu serwetki, które są starsze ode mnie czyli mają około 50 lat. Zrobiła je moja mama. Sentyment jakim je darzę nie da się z niczym porównać. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  11. Niestety to wszystko prawda. Mam nadzieję, że może się to kiedyś zmieni i rękodzieło będzie naprawdę doceniane:)

    OdpowiedzUsuń
  12. już poprzedni post coś we mnie poruszył...
    a teraz? pięknie napisane...
    ja tam znacznie bardziej wolę jak ktoś włoży serce w to co robi niż kasę po to, zeby czymś "najdroższym" zabłysnc...nie o to chodzi!!!
    pozdrawiam
    ps. a WORECZEK który ma 45 lat wygląda jakby był wczoraj zrobiony!!
    :)

    OdpowiedzUsuń
  13. No tak, też chętnie sprzedam haftowane (krzyżykowo, hardangerem) prace za 10 zł/ godzinę pracy + koszty materiałów. Naprawdę bardzo chętnie. Tylko dlaczego nawet jak się policzy 3 zł/ godzinę pracy nie dodając nawet kosztów materiałów to w 99% jest to uważane za wygórowaną cenę? Niestety takie nierówne traktowanie rękodzieła funkcjonuje wśród samych rękodzielniczek. Spotkałam się z tym wielokrotnie :(
    Ale pomarzyć można, że kiedyś się to zmieni, czego Tobie i sobie życzę. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. dobrze napisane:-) to co robimy i potem sprzedajemy nigdy w 100% nie pokrywa nakładu pracy, którą włożyliśmy w wykonanie danej rzeczy, co najwyżej zwraca nam wkład w materiały z których daną rzecz wykonujemy, ale i tak będziemy tworzyć dalej :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Oj prawdę piszesz, tak to niestety teraz jest.

    OdpowiedzUsuń
  16. Masz 100% racji i już nawet nie mam siły o tym pisać :)
    A woreczek śliczny :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Masz całkowitą rację. To jest strasznie ciężki temat kiedy mam zrobić coś komuś nie tylko za darmo ale jeszcze z własnych materiałów - no bo przecież skoro ja wszystko mam to po co on ma kupować?
    Pisze ten komentarz od kilku minut bo wiele sytuacji przechodzi mi przez głowę i każda kolejna wersja tego co piszę jest coraz bardziej radykalna. Jakby się zastanowić - jest żal.

    OdpowiedzUsuń
  18. Wszystko, co ręcznie wykonane, " ma duszę" i takie prezenty najbardziej cenię!

    OdpowiedzUsuń
  19. taaaak, słuszne wnioski wysnułaś. jedyne co nam pozostaje to nadzieja, że za jakiś czas rzeczy "made by china" przestaną być tak chętnie kupowane. przykład z Twoim woreczkiem - kupić taki(podobny) za 1zł "u chińczyka" - zniszczy się bardzo szybko, a Twój woreczek ma już tyle lat, a wciąż wygląda jak nowy. jakby ktoś ekonomicznie pomyślał to kupił by woreczek handmade, bo w przeciągu lat taka inwestycja się zwróci ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Wszystko co piszesz jest szczerą prawdą, choć bardzo smutną. Wielogodzinne ślęczenie nad rękodziełem i sprzedaż rodzinie za symboliczne parę złotych jest z naszej strony poniżeniem, ale przez rodzinę zawsze uważane jest za "wsparcie". To niewiarygodne! :)
    Jedyna rada to cenić siebie i swoją pracę. Upór. I sztuka odmawiania.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Witaj! Czytam i w 100% się zgadzam, u mnie w rodzince jest tak samo , niestety rękodzieła się nie docenia... Rękodzieło zawsze będzie za drodze dla osoby która nie ma nic wspólnego z rękodziełem. Ale ja jestem optymistką i wiem że zawsze znajdzie się jakaś dobra duszyczka która doceni nasze pomysły
    pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  22. Przeczytałam właśnie poprzedni post, temat rzeka, wielokrotnie dyskutowany. Ja mam nadzieję, że chętnych na rękodzieło będzie przybywać. Ale na pewno pozostaną wyznawcy tzw chińszczyzny. A tak a propos chińszczyzny, to sami jesteśmy sobie winni, a do tego głodowe stawki dla małych chińskich rączek, które to produkują:(((
    Ja mam za to historię taką: uszyłam sobie pokrowiec na telefon, nad aplikacją się nieźle nadziergalam itp. w pracy wszyscy zachwyceni i stwierdzenie: mogłabyś takie szyć! a ja na to, że siedziałam pół soboty, a jak policzę za godzinę po stawce pracownika fizycznego, to nikt za taką cenę ode mnie nie kupi. Ale miło mi się zrobiło, bo przyznały mi rację:D

    OdpowiedzUsuń
  23. zaczytałam się tu u Ciebie i niestety muszę się z Tobą zgodzić :(((
    jakież 4-5 lat temu sprzedawałam moje rękodzieło na Grunwaldzie podczas rocznicy bitwy - i smutne było, że ludzie woli wydać pieniądze na pajdę chleba ze smalcem i ogórkiem (10 zł) w upał niż u mnie kolczyki po 6 zł... czy inną biżuterię lub przedmioty ozdabiane decoupage - bo twierdzili, że drogo :(((
    no cóż... mam nadzieję, że kiedyś to się zmieni...
    też mam w moich zbiorach taki pamiętnik :)))
    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  24. Czytam ten post, kolejne komentarze pod nim i... zastanawiam się, jaką najstarszą, ręcznie zrobioną rzecz mam w swojej szafie... Chyba jest to prosta spódniczka w kratę, którą uszyła dla siebie moja mama podczas... nauki w szkole krawieckiej! Prosta, klasyczna, więc najpierw służyła jej, a potem - gdzieś od końca podstawówki - mi (na szczęście udaje mi się jako tako trzymać wagę przez te dwadzieścia parę lat, bo nie mam niestety córki, której mogłabym ją przekazać ;-)) I wiecie co? Nie wyobrażam sobie, abym mogła ją wyrzucić, bo właśnie przez swoją historię jest dla mnie bezcenna!!!
    Niestety dla większości osób metka czy fabryczne opakowanie ma dużo większe znaczenie niż jakość wykonania, nakład pracy i włożone w nią serce... Wciąż mam nadzieję, że to się kiedyś zmieni, choć przez długi czas większość moich robótek trafiała do szuflady - nie opłacało się sprzedawać ich za grosze, a więcej nikt by nie dał. Właściwie było tak do momentu założenia bloga, bo teraz biorąc udział w różnych wymiankach mam w końcu okazję robić rękodzieło dla osób, które naprawdę je doceniają. I za to bardzo, bardzo Wam dziękuję :-))
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że mnie odwiedziłaś/łeś . Dziękuję za każdy komentarz.