czwartek, 18 kwietnia 2019
niedziela, 24 lutego 2019
Wiosenne .
Idzie wiosna pora się zmobilizować do pracy. Na blogu wieje pustką i nudą. Jakoś straciłam wenę do pisania, pokazywania choć nadal dziergam tylko trochę mniej. Kłopoty z barkiem ograniczają mój zapał do robótek.
Zamiast więc dziergać wszystko pruję. Za małe swetry- przecież już nigdy nie schudnę tak aby w nich się zmieścić. Sweterki wnuków których czasem nie założyły ani razu. Szaliki, czapki, chusty, poduszki, kocyki, torebki, serwety leżą nie używane więc są niepotrzebne. Próbowałam je rozdać rodzinie ale nikt ich nie chce. Za duże, za małe, za krótkie, za długie, nie modne, nie w tym kolorze, nie z tego materiału . Zresztą rodzinę mam niewielką bo los nas rozrzucił po świecie. Ciuszki szyte, kupione w sklepie, spakowałam i zawiozę potrzebującym. Wszystko co dziergane pruję, piorę, prostuję. Przyda się do zrobienia nowych projektów które dużo łatwiej wykonać gdy nie trzeba mieć gotówki na materiał. Prucie własnej pracy jest jednak bardzo depresyjne bo trzeba odganiać myśli w rodzaju : nie rób nic więcej, nikomu to nie jest potrzebne.
Żeby odganiać złe myśli atakujące mnie podczas prucia w przerwach miedzy pruciem kolejnych prac wydziergałam sobie chustę.
Czy jest mi potrzebna? To sprawa dyskusyjna ale mam stary błękitny płaszczyk więc będę mieć do niego nową chustę. Włóczka pruta, wcześniej był to szalik z frędzlami na końcach. Składu nie pamiętam to jakaś mieszanka wełny, moheru i jakiegoś syntetyku który to razem trzyma. Kolor też jakiś nieokreślony. Szalik mi się znudził i nie używałam go więc poszedł do prucia. Pruło się kiepsko jak wszystkie mohery ale był na szczęście luźno robiony. Wydziergałam teraz z niego chustę. Nie pytajcie o wzór, schemat bo go nie ma. Włóczki było mało bo to przecież był tylko szalik. Na chuście z pstrokatej włóczki wzorów nie widać. Część chusty jest gładka, na części zrobiłam małe fale i dziurki.
Z frędzli zrobiłam 3 chwościki , dołożyłam drewniane koraliki i powstało takie coś jak na zdjęciach. Chusta niezbyt wielka 150 x 70 ale do wiosennego płaszczyka w sam raz. Włóczkę wykorzystałam w całości. Sama siebie przekonuję, że prucie nie jest takie złe.
Zamiast więc dziergać wszystko pruję. Za małe swetry- przecież już nigdy nie schudnę tak aby w nich się zmieścić. Sweterki wnuków których czasem nie założyły ani razu. Szaliki, czapki, chusty, poduszki, kocyki, torebki, serwety leżą nie używane więc są niepotrzebne. Próbowałam je rozdać rodzinie ale nikt ich nie chce. Za duże, za małe, za krótkie, za długie, nie modne, nie w tym kolorze, nie z tego materiału . Zresztą rodzinę mam niewielką bo los nas rozrzucił po świecie. Ciuszki szyte, kupione w sklepie, spakowałam i zawiozę potrzebującym. Wszystko co dziergane pruję, piorę, prostuję. Przyda się do zrobienia nowych projektów które dużo łatwiej wykonać gdy nie trzeba mieć gotówki na materiał. Prucie własnej pracy jest jednak bardzo depresyjne bo trzeba odganiać myśli w rodzaju : nie rób nic więcej, nikomu to nie jest potrzebne.
Żeby odganiać złe myśli atakujące mnie podczas prucia w przerwach miedzy pruciem kolejnych prac wydziergałam sobie chustę.
Czy jest mi potrzebna? To sprawa dyskusyjna ale mam stary błękitny płaszczyk więc będę mieć do niego nową chustę. Włóczka pruta, wcześniej był to szalik z frędzlami na końcach. Składu nie pamiętam to jakaś mieszanka wełny, moheru i jakiegoś syntetyku który to razem trzyma. Kolor też jakiś nieokreślony. Szalik mi się znudził i nie używałam go więc poszedł do prucia. Pruło się kiepsko jak wszystkie mohery ale był na szczęście luźno robiony. Wydziergałam teraz z niego chustę. Nie pytajcie o wzór, schemat bo go nie ma. Włóczki było mało bo to przecież był tylko szalik. Na chuście z pstrokatej włóczki wzorów nie widać. Część chusty jest gładka, na części zrobiłam małe fale i dziurki.
Z frędzli zrobiłam 3 chwościki , dołożyłam drewniane koraliki i powstało takie coś jak na zdjęciach. Chusta niezbyt wielka 150 x 70 ale do wiosennego płaszczyka w sam raz. Włóczkę wykorzystałam w całości. Sama siebie przekonuję, że prucie nie jest takie złe.
niedziela, 27 stycznia 2019
Dywanik wełniany
Znalazłam wzór na szydełkową serwetkę i postanowiłam zrobić dywanik. Nie jest to jednak tak ostatnio modny dywanik ze sznurka tylko zwykły włóczkowy dywanik dziergany szydełkiem. Gruba mięciutka beżowa włóczka syntetyczna o strukturze czesanki leżała w pudle i właściwie chciałam się jej pozbyć , brązowa wełna dywanowa której dostałam kilka kłębków "gryzie" od samego patrzenia. Połączyłam te dwie włóczki i powstał mały dywanik. Ma mięciutki środek i gryzące obrzeże ale komu to przeszkadza jeśli leży na podłodze.
W założeniu miał być do domku na działce ale póki co zrezygnowałam z tego pomysłu. Dlaczego? Otóż przypomniałam sobie, że już jeden dywanik na działkę zrobiłam i zawiozłam. Ten oto
Dywanik wełniany zasilił więc pudło z rzeczami zrobionymi nie wiadomo po co.
Ktoś mi ostatnio opowiadał o grupie na FB " Po co to kupiłam?" Ja chyba powinnam założyć grupę po co to zrobiłam? Gdzieś tam w głębi duszy zawsze znajdę odpowiedź na to pytanie np.
PS. Kocyka dla WOŚP sprzedany za 510 zł !!!! Jesteśmy szczęśliwe nasza praca kogoś ucieszy a pieniądze uratują czyjeś zdrowie. Już myślimy o następnym kocyku.
W założeniu miał być do domku na działce ale póki co zrezygnowałam z tego pomysłu. Dlaczego? Otóż przypomniałam sobie, że już jeden dywanik na działkę zrobiłam i zawiozłam. Ten oto
Dywanik wełniany zasilił więc pudło z rzeczami zrobionymi nie wiadomo po co.
Ktoś mi ostatnio opowiadał o grupie na FB " Po co to kupiłam?" Ja chyba powinnam założyć grupę po co to zrobiłam? Gdzieś tam w głębi duszy zawsze znajdę odpowiedź na to pytanie np.
- podobał mi się wzór,
- chciałam wykorzystać posiadaną włóczkę,
- nudziłam się,
- wydawało mi się, że ta rzecz jest mi niezbędna ale po zrobieniu okazało się, że jednak nie
- chciałam zobaczyć,czy potrafię to zrobić,
- musiałam czymś zająć ręce aby uwolnić z głowy złe myśli
- zrobiona rzecz nie jest tym czego oczekiwałam
- itd......
PS. Kocyka dla WOŚP sprzedany za 510 zł !!!! Jesteśmy szczęśliwe nasza praca kogoś ucieszy a pieniądze uratują czyjeś zdrowie. Już myślimy o następnym kocyku.
poniedziałek, 14 stycznia 2019
Kocyk dla WOŚP
Kocyk z sercem, kocyk od serca to wspólna praca kilku fantastycznych osób. Każda z nich ma swój wkład w jego wykonanie i wystawienie na charytatywnej aukcji. Powstał w ekspresowym tempie z szydełkowych kwadracików stąd i króciutka aukcja ale jeszcze dziś można go licytować.
https://charytatywni.allegro.pl/ii-szczecinski-pledzik-wosp-rekodzielo-akryl-kocyk-i8759698?fbclid=IwAR0wrhSZiHvlMFOjydIesvaCcrUv7QuMmQwvrgXS3ev5aoqIBFgbYFjmczg
Mamy nadzieję, że ucieszy kogoś kto go kupi i zasili w ten sposób Wielką Orkiestrę.
Zdjęcia twórczyń, etapy tworzenia kocyka jak również kocyk zeszłoroczny możecie obejrzeć na FB stronie Szczeciński pledzik
Oto nasze dzieło.
https://charytatywni.allegro.pl/ii-szczecinski-pledzik-wosp-rekodzielo-akryl-kocyk-i8759698?fbclid=IwAR0wrhSZiHvlMFOjydIesvaCcrUv7QuMmQwvrgXS3ev5aoqIBFgbYFjmczg
Mamy nadzieję, że ucieszy kogoś kto go kupi i zasili w ten sposób Wielką Orkiestrę.
Zdjęcia twórczyń, etapy tworzenia kocyka jak również kocyk zeszłoroczny możecie obejrzeć na FB stronie Szczeciński pledzik
Oto nasze dzieło.
sobota, 29 grudnia 2018
Po Świętach
Święta minęły nie wiadomo kiedy. W moim wypadku wyjątkowo spokojnie i leniwie bo życie ma własny pomysł jak jak ma być i nasze plany ma za nic. Zamiast rodzinnego spotkania była mała kolacja wigilijna w gronie kilku osób. Wnuczka zachorowała na wietrzną ospę przed samymi Świętami i plany świąteczne musiały się błyskawicznie zmienić. Jakoś musiałam przeboleć brak wszystkich najbliższych w czasie Bożego Narodzenia choć było mi smutno. Zapakowałam do toreb prezenty, ciasteczka, pasztety, pierogi i przekazałam synowi aby choć tyle było wspólnego świętowania. Muszę być cierpliwa nie narażać ani wnusi ani siebie , potem nadrobię stracony czas choć atmosfera Świąt już nie wróci.
Dziś pokażę ostatnie świąteczne akcenty czyli spersonalizowane czapki mikołajowe.
Każda w innym kolorze, z wyhaftowanym imieniem.
Czerwona i błękitna dla maluszków, różowa dla dorastającej panienki.
wtorek, 25 grudnia 2018
niedziela, 16 grudnia 2018
Choinki
Pierniki i kruche ciasteczka z cukrową posypką upieczone w ilościach hurtowych. Mogę na chwilę przysiąść do komputera aby pokazać Wam koronkowe choinki. Robiłam je po raz pierwszy na prośbę miłej osoby. Nie pytajcie mnie o wzór po go nie posiadam ale nie jest to mój pomysł. Choineczki wyszły bardzo efektowne. Dziergałam białe i zielone, mniejsze i większe. Dziergałam je na podstawie zdjęcia ( niestety nie wiem czyjego) bo to prosta robótka oczywiście dostosowując wszystko do grubości nici, szydełka i wielkości choinek jaką chciałam uzyskać. Podobają się Wam? Muszę przyznać , że coraz trudniej znaleźć wzory inne niż wszystkie chyba trzeba zacząć samemu coś wymyślać.
wtorek, 11 grudnia 2018
Świąteczne klimaty.
Ostatnio były śnieżynki z białych nici dziś coś włóczkowego. Mikołaj i dwa bałwanki dziergane z kolorowych włóczek. Mikołaj spory tak ok. 20 cm. ale musiałam zmieścić wszystkie charakterystyczne szczegóły.
Czapka z pomponem, buty z cholewkami, rękawice, pasek z klamerką i długa broda. Bałwanki w ciepłych czapeczkach i szalikach z frędzlami do towarzystwa , żeby Mikołaj nie czuł się samotny.
Czapka z pomponem, buty z cholewkami, rękawice, pasek z klamerką i długa broda. Bałwanki w ciepłych czapeczkach i szalikach z frędzlami do towarzystwa , żeby Mikołaj nie czuł się samotny.
czwartek, 6 grudnia 2018
Miało ich nie być.
Żadnych gwiazdek, aniołków , reniferów, choinek , bombek miało w tym roku nie być. Nie planowałam robienia niczego świątecznego . W końcu rodzina obdzielona już dawno, znajomi obdarowani więc postanowiłam nic świątecznego nie dziergać. Ale jak to zwykle plany planami a życie wymyśla coś innego.
Gwiazdki powstały i to nawet całkiem sporo. Każda gwiazdka jest inna, wszystkie dość duże bo na dorodną choinkę. Nie bardzo lubię dziergać hurtowo tego samego stąd pokusiłam się o różne wzory. Świątecznych szydełkowych gwiazdek jest tyle, że tylko wybierać wśród setek wzorów albo jeszcze lepiej samemu coś tam wymyślić. Dzierganie było przyjemne, krochmalenie i naciąganie niekoniecznie choć w tym roku zrobiłam sobie szablon gwiazdki z przezroczystego plastiku więc równe naciągnięcie było odrobinę łatwiejsze. Święta mam więc zaliczone dziergająco.
Gwiazdki powstały i to nawet całkiem sporo. Każda gwiazdka jest inna, wszystkie dość duże bo na dorodną choinkę. Nie bardzo lubię dziergać hurtowo tego samego stąd pokusiłam się o różne wzory. Świątecznych szydełkowych gwiazdek jest tyle, że tylko wybierać wśród setek wzorów albo jeszcze lepiej samemu coś tam wymyślić. Dzierganie było przyjemne, krochmalenie i naciąganie niekoniecznie choć w tym roku zrobiłam sobie szablon gwiazdki z przezroczystego plastiku więc równe naciągnięcie było odrobinę łatwiejsze. Święta mam więc zaliczone dziergająco.
czwartek, 22 listopada 2018
Śmieciarka niepoprawna
Próbowałam z tym walczyć ale niestety poległam i muszę z tym żyć. Próbowałam szykować reklamówkę, pakować ją i natychmiast wynosić do śmietnika, próbowałam pakować rzeczy do oddania do opieki społecznej, próbowałam wykorzystywać resztki natychmiast ale nic to nie pomaga. Jestem niepoprawną "śmieciarką" , zbieram wszystko, segreguję układam w kartonikach, woreczkach choć wiem, że do końca życia nie jestem w stanie tego zużyć. Chyba się już pogodziłam z tym bałaganem wynikającym z nadmiaru rzeczy przydatnych do prac wszelakich. Bardzo to miłe gdy o każdej porze dnia i nocy , grzebiąc w moich skarbach znajduje to co akurat w tej chwili jest ni niezbędne ale niestety moce przerobowe mam ograniczone a zapasy ciągle powiększam.
Ponarzekałam to teraz mogę pokazać efekty mojej śmieciowej działalności.
Białe bawełniane podkoszulki pozostały mi po moim tacie. Nikt z rodziny ich nie chciał choć niektóre były nówki. Wyrzucić szkoda, zostały więc odłożone nie wiadomo po co, żałowałam, że nie spakowałam ich razem z innymi rzeczami taty gdy przekazywałam je do PKPS-u dla potrzebujących. Niestety ich magazyn jest na drugim końcu miasta i z kilkoma rzeczami nie chce mi się gonić przez całe miasto. Podkoszulki zostały więc pocięte. Jedne na sznureczki, inne na szmatki jednorazówki do wycierania samochodu. Oczywiście zupełnie "przypadkowo" odcięłam brzegi koszulek a jak je już obcięłam to zrobiłam z nich kwiatki. Nic specjalnego nie robiłam zwinęłam lamówkę w koło i pomalowałam mazakami. Powstało takie coś jak na zdjęciu, niekoniecznie mi potrzebne ale co tam, świetnie się bawiłam malując lamówkę a kwiatki teraz powędrują do pudła i poczekają aż wymyślę do czego też mogłabym je przyczepić. W zamyśle początkowym miały być do dekoracji mojej skromnej działki wypoczynkowej, ale to już chyba w przyszłym roku.
A tu poniżej lamówka odcięta byle jak z której kwiatki powstały.
wtorek, 13 listopada 2018
Koronkowa robota
Delikatna koronka, biały atłas, wstążka w kolorze pudrowego różu czyli mała poduszka na obrączki.
Takie niby nic ale koronkę trzeba wydziergać z nici, uprać , krochmalić , równiutko naciągnąć, poczekać aż wyschnie. Uszyć poduszeczkę na wymiar koronki, pięknie wyprasować, napełnić kulką silikonową , zszyć ręcznie niewidocznym ściegiem , przyszyć na wierzchu koronkę oczywiście ręcznie, przyszyć wstążkę dokleić ozdobny element aby przykryć niteczki, zawiązać kokardkę i już gotowe. Jeszcze tylko pięknie zapakować Proste? Pewnie, że proste tylko ilu osobom chce się to robić?
Zapraszam do wymiany
Takie niby nic ale koronkę trzeba wydziergać z nici, uprać , krochmalić , równiutko naciągnąć, poczekać aż wyschnie. Uszyć poduszeczkę na wymiar koronki, pięknie wyprasować, napełnić kulką silikonową , zszyć ręcznie niewidocznym ściegiem , przyszyć na wierzchu koronkę oczywiście ręcznie, przyszyć wstążkę dokleić ozdobny element aby przykryć niteczki, zawiązać kokardkę i już gotowe. Jeszcze tylko pięknie zapakować Proste? Pewnie, że proste tylko ilu osobom chce się to robić?
Zapraszam do wymiany
piątek, 2 listopada 2018
Straszna wymianka
Wbrew tytułowi mojego wpisu wymianka zorganizowana przez Czarną damę była wspaniała a nie straszna. To tylko temat wymianki nawiązujący do święta Halloween. Lidka prosiła aby każda z nas przygotowała pięć prezentów , 3 związane z Halloween, karteczkę z pozdrowieniami i coś słodkiego.
Moją parą wymiankową dla której przygotowałam straszne prezenty była Marzena
Ponieważ tak jak pisałam wcześniej Halloween to nie jest moje ulubione święto wybrałam raczej śmieszne prezenty czyli szydełkową dynię, małego duszka ze szmatek i koronki, breloczek w kształcie oka i duszkową podkładkę lub dekorację. Do tego zrobiłam karteczkę z pająkiem i dołożyłam kilka słodkich rzeczy.
Dynia uśmiechnięta, duszki uśmiechnięte , pająk na karteczce też z uśmiechem a jedyną "straszną" rzeczą był breloczek. Gałkę oczną z czerwoną tęczówką , czerwonymi żyłkami można wyjąć z czarnego oka i wisi ona wtedy na czerwonych żyłkach brrrr...😡. Straszne? No chyba nikt się nie przestraszy szydełkowego oka 😃
Prezenty dla mnie w ramach tej wymianki przygotowała dekupagekinii. Gdy paczka do mnie dotarła rozpakował ją mój wnuczek i wierzcie mi, że musiałam bronić zawartości przed natychmiastowym zagarnięciem bo chciałam choć zdjęcia zrobić. Dostałam ceramiczną dynię ze światełkiem migającym w środku, świecącego duszka też z lampeczką, piękną świecę i torebkę z wampirkiem. Była jeszcze karteczka, słodycze i przydasie do kartek. Zdjęcia zrobiłam i rozdzieliłam prezenty. Wnuczek zabrał dynię i torebkę. Będzie ją miał ma cukierki bo ma zamiar nachodzić sąsiadów. Świecącego duszka dostała wnusia, czekoladę też. Mąż zjadł wafelka a dla mnie została świeca, przydasie i smakowite babeczki. Jedna wymianka a cztery osoby zadowolone.
Już zaczynam szukać następnych wymianek Dajcie znać jak wiecie kto je organizuje.
Zapraszam do wymianyniedziela, 28 października 2018
Dyniowe święto
Nie przepadam za Halloween , ale widzę że dla moich wnuków jest to świetna zabawa. "Straszne" przebrania,"straszne" dowcipy i zabawy sprawiają im wiele radości. Dziergam więc dynie, duszki starając się żeby były bardziej śmieszne niż straszne. Zapisałam się nawet na blogową "Straszną wymiankę" głównie z myślą o wnukach i muszę powiedzieć, że prezenty które otrzymałam sprawiły im dużo frajdy bo oczywiście natychmiast je przejęły.
Jeśli jesteście ciekawi co dostałam i co sama zrobiłam w ramach wymianki to niedługo pochwalę się prezentami.
Szydełkowa dynia miała być jedna ale pierwszą zrobioną zabrała wnuczka do przedszkola, drugą wnuk do szkoły, trzecia została prezentem wymiankowym, czwarta prezentem dla organizatorki Szczecińskiej Włóczkomani.
Piąta miała być dekoracją miejsca gdzie próbujemy zorganizować spotkania robótkowe ale póki co z marnym skutkiem.
Zapraszam do wymiany
Szydełkowa dynia miała być jedna ale pierwszą zrobioną zabrała wnuczka do przedszkola, drugą wnuk do szkoły, trzecia została prezentem wymiankowym, czwarta prezentem dla organizatorki Szczecińskiej Włóczkomani.
Piąta miała być dekoracją miejsca gdzie próbujemy zorganizować spotkania robótkowe ale póki co z marnym skutkiem.
Zapraszam do wymiany
Miała być w innym miejscu ale została u mnie.
Szydełkowa dynia
Szydełkowe liście
wtorek, 23 października 2018
Moja wygrana w rozmiarze XXL
Fantastyczną torbę w rozmiarze XXL wygrałam u Elizy z bloga Esophie szyje Na jej stronie możecie obejrzeć to cudo ze szczegółami a tu jest link do opisu Torba XXL
Jestem niedużą osóbką więc gdybym chciała trzymać torbę w ręku to musiałabym ją ciągnąć za sobą jak tren taka jest duża. Myślę , że do lata torba będzie mi służyć do przechowywania włóczek a latem będzie idealna na wyprawy nad morze. Zmieści się koc , ręcznik , ciuszki na zmianę coś na ząb i do picia, olejki, okulary , czapki itp niezbędne rzeczy. Torba ma długie paski takie w sam raz na ramię, kieszonki , zameczek zresztą zobaczcie zdjęcia . Elizo pięknie dziękuję za wspaniały prezent a Was wszystkich zapraszam na jej blog.
Zapraszam do wymiany
Jestem niedużą osóbką więc gdybym chciała trzymać torbę w ręku to musiałabym ją ciągnąć za sobą jak tren taka jest duża. Myślę , że do lata torba będzie mi służyć do przechowywania włóczek a latem będzie idealna na wyprawy nad morze. Zmieści się koc , ręcznik , ciuszki na zmianę coś na ząb i do picia, olejki, okulary , czapki itp niezbędne rzeczy. Torba ma długie paski takie w sam raz na ramię, kieszonki , zameczek zresztą zobaczcie zdjęcia . Elizo pięknie dziękuję za wspaniały prezent a Was wszystkich zapraszam na jej blog.
Zapraszam do wymiany
piątek, 19 października 2018
15 czapek
Czapek nie lubię , pisałam to już niejednokrotnie. Zawsze przed zimą obiecuję sobie ani jednej czapki więcej nie zrobię. Ostatnio policzyłam te które mam i wyszło mi 15 sztuk. Wprawdzie nosze góra 2-3 sztuki ale to nie powód aby produkować następne.
Zawsze jednak znajdzie się dobry pretekst aby pominąć zdrowy rozsądek i zrobić kolejne nakrycie głowy. Tym razem świetnym powodem była ta oto chusta.
Wydziergana z cieniowanej włóczki której za wiele nie było ale tak bardzo mi się podobała, że zaryzykowałam dzierganie nie mając pewności, czy aby jej nie zabraknie na chustę. Musiałam modyfikować wzór aby starczyło na chustę z wykończeniem.
Po skończeniu robótki okazało się, że zostało mi odrobinę włóczki. Było jej tak mało , że czapki nie dało się zrobić do kompletu. Czapka jest więc w włóczki innego koloru a resztkę cieniowanej wykorzystałam do zrobienia oszukanego warkocza a ostatnie skrawki włóczki wplotłam w czapkę.
Włóczki nie zostało mi nic ani kawałeczka. Problem jest tylko taki, że chustę lubię i noszę a czy będę nosić czapkę to jeszcze zobaczymy.
Zawsze jednak znajdzie się dobry pretekst aby pominąć zdrowy rozsądek i zrobić kolejne nakrycie głowy. Tym razem świetnym powodem była ta oto chusta.
Wydziergana z cieniowanej włóczki której za wiele nie było ale tak bardzo mi się podobała, że zaryzykowałam dzierganie nie mając pewności, czy aby jej nie zabraknie na chustę. Musiałam modyfikować wzór aby starczyło na chustę z wykończeniem.
Po skończeniu robótki okazało się, że zostało mi odrobinę włóczki. Było jej tak mało , że czapki nie dało się zrobić do kompletu. Czapka jest więc w włóczki innego koloru a resztkę cieniowanej wykorzystałam do zrobienia oszukanego warkocza a ostatnie skrawki włóczki wplotłam w czapkę.
Włóczki nie zostało mi nic ani kawałeczka. Problem jest tylko taki, że chustę lubię i noszę a czy będę nosić czapkę to jeszcze zobaczymy.
poniedziałek, 15 października 2018
Słoneczne pożegnanie lata.
Za oknem widać jesień., choć jest ciepło to jednak liście już kolorowe i lecą, lecą... Czas wrócić do domku, do ciepłego kącika z włóczkami, szmatkami, szydełkami itp. niezbędnymi do życia rzeczami. Przez wakacje dziergałam niewiele, bo to i gorąco było i wyjazdów dużo a i zdrowie trochę musiałam podreperować. Zupełnie jednak szydełka nie porzuciłam.
Słoneczną torebkę zrobiłam w środku lata. Jest wydziergana szydełkiem z resztek włóczek w słonecznych, żółtych i pomarańczowych kolorach . Włóczki były różne jeśli chodzi o skład i grubość. Starając się zachować mniej więcej jednakową grubość torebki jedne paski dziergałam z 2 nitek a super cienkie nawet z 8. Starałam się dodawać nowe nitki stopniowo aby torebka nie była w paski ale raczej cieniowana.
Torebka mieści zeszyt A4 więc jest całkiem spora , nie wszyłam do niej podszewki bo chciałam aby była ażurowa, a wzór jest dość ścisły więc nie powinnam zgubić zawartości.
Dodałam zapięcie na kolorowy chwościk , drugi chwościk przyczepiłam do rączki.
Zużyłam na nią same resztki pozostałe mi po innych robótkach jestem więc zadowolona, że zużyłam trochę kłębuszków zostawionych nie wiadomo po co czyli tzw."przydasi". Muszę powiedzieć, że mniejszych i większych resztek zebrało mi się tyle, że zaczyna mnie to przytłaczać. Posegregowane kolorami, zapakowane w woreczki zajmują mi mnóstwo miejsca i nie pozwalają z czystym sumieniem kupować nowych włóczek. Mam nadzieję, że jesienią i zimą zmobilizuję się do wymyślenia sposobu na ich pozbycie się. Nie zapakuję resztek włóczek do worka i nie wyrzucę więc pozostanie mi dziergać tylko co to też mogłoby być? Robiłam już z resztek kwiatki, zakładki, okładki , teraz torebkę Co robicie z resztek może mi podpowiecie?
wtorek, 25 września 2018
Różana serweta.
Nie gustuję w szydełkowych serwetkach. Nie mam ich w domu więc robię je tylko dla tych co do których mam pewność, że lubią takie ozdoby i będą ich używać. Inaczej do szkoda pracy i zaangażowania.
Czasem jednak znajdę jakiś fajny wzór i skuszę się na dzierganie. Szydełkową dużą różę znalazłam już dawno. Zastanawiałam się do czegóż by mi się mogła taka koronka przydać bo serwetki nie chciałam mieć. Biały kordonek miałam, szydełko zawsze jest pod ręką wydziergałam więc filetem szydełkową różę. Wzór trochę zmodyfikowałam aby róża była taka bardziej kształtna, dodałam też wykończenie wkoło którego w oryginale nie było.
Serweta wyszła duża choć dziergałam kordonkiem 10 i szydełkiem 1,5 . Rozmiar po krochmaleniu i naciągnięciu to ok. 42 x 34 cm.
Serweta chwilę u mnie pobyła ale ponieważ nie wymyśliłam do czego by ją zużyć bo na stole jej nie chciałam postanowiłam ją podarować. Ostatnio byłam w domu gdzie szydełkowe serwety były ozdobą wszystkich stolików i to ten dom wybrałam na nowe miejsce dla mojej pracy. Mam nadzieję, że prezent się spodobał i co ważniejsze będzie używany.
Czasem jednak znajdę jakiś fajny wzór i skuszę się na dzierganie. Szydełkową dużą różę znalazłam już dawno. Zastanawiałam się do czegóż by mi się mogła taka koronka przydać bo serwetki nie chciałam mieć. Biały kordonek miałam, szydełko zawsze jest pod ręką wydziergałam więc filetem szydełkową różę. Wzór trochę zmodyfikowałam aby róża była taka bardziej kształtna, dodałam też wykończenie wkoło którego w oryginale nie było.
Serweta wyszła duża choć dziergałam kordonkiem 10 i szydełkiem 1,5 . Rozmiar po krochmaleniu i naciągnięciu to ok. 42 x 34 cm.
Serweta chwilę u mnie pobyła ale ponieważ nie wymyśliłam do czego by ją zużyć bo na stole jej nie chciałam postanowiłam ją podarować. Ostatnio byłam w domu gdzie szydełkowe serwety były ozdobą wszystkich stolików i to ten dom wybrałam na nowe miejsce dla mojej pracy. Mam nadzieję, że prezent się spodobał i co ważniejsze będzie używany.
A tu zdjęcie z moim ulubionym wężem, nie jest to pyton ale cudna drewniana zabawka skonstruowana w taki sposób, ze ruch węża do złudzenia przypomina pełzanie prawdziwego gada.
sobota, 22 września 2018
Maglownik Babci.
Za oknem widać jesień. Czas wrócić do domku, do ciepłego kącika z
włóczkami, szmatkami, szydełkami itp. niezbędnymi do życia rzeczami.
Przez wakacje dziergałam i szyłam niewiele, bo to i gorąco było i wyjazdów
dużo a i zdrowie trochę musiałam podreperować. Postaram się wrócić do bloga bo strasznie go zaniedbałam.
Dziś sentymentalne wspomnienia.
Jak się ma tyle lat co ja to się wie co to jest maglownik. Młode pokolenie nie kojarzy tego z określenia więc wyjaśniam, że to spory kawałek płótna lnianego w który zawijało się długi wałek z nawiniętą na niego pościelą, ręcznikami, ściereczkami, obrusami. Taki wałek trafiał do magla gdzie to wszystko było "prasowane" czyli ściskane w prasie. Magiel to było kiedyś miejsce spotkań towarzyskich. Jako dziecko pamiętam moje wyprawy z Babcią do magla. Duże stoły na których kobiety nawijały czyściutkie, wykrochmalone rzeczy. Zresztą nawinięcie wszystkiego tak aby zostało zmaglowane równiutko i bez zagnieceń to była sztuka.
Babcia już dawno patrzy na mnie z przestworzy ale po śmierci Mamy znalazłam w szafce starannie złożone lniane płótno. Pewnie bym na nie nie zwróciła uwagi bo Mama zbierała różne szmatki gdyby nie jeden szczegół. Otóż płótno miało obszyte brzegi i wyhaftowane literki. Babcia lubiła haftować, szczególnie haft richelieu. Maglownik był obszyty lamówką z kolorowego materiału i miał haftowane inicjały Babci. Kiedyś nawet takie "zwykłe" przedmioty były upiększane i jakoś nikomu nie przychodziło do głowy, że to zupełnie niepotrzebna strata czasu. Czasy były inne, kobiety były inne, moje obie Babcie nigdy nie pracowały zawodowo ale każda potrafiła szyć, haftować . Ich domy choć biedne były piękne.
Maglownik zabrałam do swojego domu ale pomyślałam, że zamiast schować go do szafy na pamiątkę lepiej go jakoś wykorzystam bo płótno choć leciwe było w super stanie. Uszyłam z niego pokrowce na deski do prasowania: dużą i małą taką co to można położyć na stół i przeprasować jakiś drobiazg. Na małej desce zostawiłam brzeg z lamówką Babci i jej haftem. Taka to już sentymentalna jestem, z wiekiem coraz bardziej doceniam drobiazgi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


