Obserwatorzy.

czwartek, 13 października 2016

Warto pytać.

              Jakiś czas temu zapisałam się do zabawy na blogu Powoluśku.  Do wygrania w Candy były pakiety krawieckie , nici , guziczki itp. Niestety mimo, że Aldona  nagrodziła aż 3 osoby to  ja nie miałam szczęścia w losowaniu. Aldona napisała na blogu, że została obdarowana dużymi   zbiorami pewnej krawcowej pomyślałam więc, ze napiszę do niej  e-maila  z propozycją  wymianki.   Szybciutko uzgodniłyśmy  co będziemy wymieniać a nawet  umówiłyśmy się na   prezenty- niespodzianki.
         Ja wysłałam Aldonie dwie chusty  dziergane na drutach dużą  szarą z supełkami i małą  kolorową a w ramach niespodzianki   złote gwiazdki  szydełkowe i    podkładki-łapki w formie  tulipanów.





W zamian otrzymałam całe mnóstwo nici i guziczków, koroneczek i innych przydasi.


      Mimo, że się zupełnie nie znamy  warto  czasem  po prostu zapytać bo kto pyta nie błądzi a nóż druga osoba będzie zainteresowana naszymi propozycjami. Nie przeliczajmy wszystkiego na złotówki zresztą  po co mam trzymać  prace w kuferku  skoro mogą komuś przynieść radość a w zamian otrzymam coś co mi się przyda do dalszych prac. Czasem mamy obawy czy komuś nasze prace się spodobają ale jak nie zapytamy, spróbujemy to nie będziemy wiedziały czy tak jest.  Teraz obie jesteśmy zadowolone a Wy możecie zobaczyć efekty naszej wymianki.

           Chyba nawet zrobię na blogu zakładkę z pracami które chętnie wymienię na coś innego a nóż  ktoś z Was się na nie skusi. Ja myślicie czy to dobry pomysł?
PS.
ponieważ uważacie , że pomysł jest dobry to zapraszam  do wymiany Wymień się ze mną

wtorek, 11 października 2016

Pieniądze to nie wszystko.

              Jakiś czas temu zrobiłam rękawiczki mitenki z serduszkami z zamiarem obdarowania nimi mojej córki. Mitenki powstały ale  córka  ich nie chciała bo ją "gryzły".  Niestety jest ona alergikiem i  czasem ja uczulają zupełnie niespodziewane rzeczy. Widocznie w składzie włóczki była domieszka wełny. Mitenki  więc zostały , oczywiście mogłam je nosić sama ale czerwone z serduszkami jakoś mi nie pasowały nawet do spacerów z kijkami  zwłaszcza, że mam kilka innych zrobionych specjalnie dla siebie. Mogłabym spróbować sprzedać  mitenki w jakimś serwisie sprzedażowym  ale  pewnie   za parę złotych bo  to jeszcze koszty wysyłki trzeba doliczyć więc  chętnych  brak. 



 
            Zamiast więc sprzedawać  mitenki za bezcen  podarowałam je pewnej miłej młodej  Pani. Chodzę do niej regularnie na masaże , jest świetna w tym co robi. Choć to jej praca,  choć jej za nią płacę to doceniam umiejętności, zaangażowanie i reagowanie na moje potrzeby zdrowotne. Taki masaż to ciężka fizyczna praca  pomyślałam więc, że  powinna dbać  o swoje dłonie , trzymać je w ciepełku miedzy jednym a drugim masażem. 


         Okazało się, że trafiłam w dziesiątkę i Pani z mitenek była bardzo zadowolona, cieszyła się  jak dziecko  a mnie było bardzo miło.  Tak oto  nie zarobiłam ani grosza a nawet wydałam kolejne  niemałe pieniążki na prywatny  masaż  (masaż  na NFZ mam zaplanowany na czerwiec 2017 roku) a mimo to jestem ogromnie zadowolona i z masażu i z faktu, że moja praca  sprawiła komuś radość.
           Podobno dobre uczynki  będą nam policzone wcześniej czy później mnie na razie wystarczy, że kręgosłup będzie mnie mniej bolał.





czwartek, 6 października 2016

Czapeczka prawie nie różowa.

            Niedawno pokazywałam różową, dzianinową Opaskę  z wielkim kwiatkiem a tu nagle  zrobiło się tak zimno, że czapki trzeba nosić. Moja urocza  gwiazdeczka nie ma jeszcze dwu latek ale przecież  kobieta  powinna być  modna  w każdym wieku. Dla małych dziewczynek  większość ubranek jest różowa i prawdę mówiąc mam tego różu już przesyt.
           Czapeczka  dla mojej wnusi  choć ma obowiązkowy róż to jednak zrobiłam ją z jasno szarej włóczki.


 Odrobina włóczki,  odrobina czasu , trochę umiejętności i czapeczka  gotowa. Musze  przyznać, że dziergałam ją i prułam ze 3 razy bo nie mogłam się zdecydować jakim wzorem ją zrobić. Nie chciałam aby był zbyt ażurowy bo upałów to już chyba nie będzie,  a czapeczka ma być  "przejściowa" jeszcze nie   na mrozy.
Zamówienie ekspresowe, wykonanie super ekspresowe ale i  zapłata ogromna bo to  słodki buziaczek, piękne "dzia" ,  mocne przytulenie mojej wnusi.





Teraz  czas na zimowe czapeczki a i sweterek niekoniecznie różowy też pewnie babcia wydzierga.

Czapeczka  szydełkowa z różowym kwiatuszkiem - mam nadzieję, że wystarczająco modna.

PS.
Schematu  nie ma  to  radosna twórczość.

niedziela, 2 października 2016

Kremowy czyli jaki?

Z kolorami to nie taka łatwa sprawa.  Na przykład  moi mężczyźni odróżnią  tylko kolory podstawowe zielony to zielony a nie groszkowy, szmaragdowy itd. Przyszła Panna Młoda zamówiła u mnie chustę szydełkową  tyle tylko, że nie białą a  kremową.



  Trochę się obawiałam czy kolor kremowy dla mnie i dla niej to taki sam kolor.  Biały kremowy może być w żółtym odcieniu lub  beżowym  Na szczęście znalazłam  (ach te moje nieprzebrane  zbiory szmatkowe)  skrawek   satyny która nie była śnieżno -biała. Wybrałam więc włóczkę do niej pasującą. i  udało mi się  dobrać odpowiedni kolor. 





Chusta jest  duża  i  wydziergana na szydełku. Nie jest to  cieniutka  mgiełka  jak chusty robione na grubych drutach. Ma służyć do ogrzania ramion  w czasie wesela  a nie do dekoracji ślubnej kreacji. W poniedziałek  chusta poleci do właścicielki i mam nadzieję, że  w realu też się spodoba .



środa, 28 września 2016

Moja wygrana

W zabawie u  Reni  miałam odrobinę szczęścia i dostałam nagrodę  dodatkową. Renia była tak miła, że postanowiła obdarować aż 3 osoby  i to ja zostałam jedną z tych szczęściar  do których przyfrunął bonusowy zestaw  upominkowy. Dostałam  śliczną czerwoną bazę do zrobienia  karteczki oraz cudne świąteczne wykrojniki. Bardzo Ci Reniu dziękuje za prezenty. Będą  jak znalazł na Boże Narodzenie.


sobota, 24 września 2016

Dla gwiazdeczki.

Niedawno  pokazywałam Wam  materiałowe kwiatki zrobione bez konkretnej potrzeby. Tak jak pisałam leżą sobie zamknięte  w pudełeczku i czekają na  okazję do wyjścia  na wolność.   Tym  razem jeden z nich przydał się do  dzianinowej opaski do włosów. 




Robi się chłodno i szeroka opaska na uszy  teraz się przydaje. Opaska to pełny recykling czyli pasek dzianiny z  bluzeczki  już za małej do noszenia i  kwiatek z niepotrzebnych  szmatek. Takie coś z niczego a moja wnusia   wygląda w niej jak  "gwiazda" choć właściwie to tzw. gwiazdy pozostają daleko w tyle pod względem uroku.  Zdjęć opaski na głowie  wnusi nie będzie,  pozostaje  Wam uwierzyć mi na słowo. No cóż to przywilej babci widzieć we wnuczce ósmy cud świata.




poniedziałek, 19 września 2016

Na koniec lata.

         Powłoczka na poduszkę  to takie pożegnanie lata. Duży,  żółty, wielowarstwowy  kwiat  na zielonkawym tle. Włóczki różne, wykorzystałam końcówki pozostałe po innych robótkach. Sama powłoczka jest uszyta z bawełny  można więc na jej drugiej stronie  swobodnie  przysnąć. Szydełkowy panel przyszyłam tylko na przodzie  więc jest i ozdobnie i użytecznie.



          Początkowo  chciałam motyw kwiatowy wykorzystać  do ozdobienia  lnianej torby ale skończyło się na powłoczce.
        Prawdę powiedziawszy to znalazłam ten wzór  przy poszukiwaniu  opisów wykonania mandali. Spodobał mi się wzór kwiatowy i zaczęłam go dziergać bez konkretnego przeznaczenia, byłam ciekawa jak będzie wyglądał ten wzór wydziergany z kolorowych włóczek. Wydziergałam  kwiat na zielonym tle  a potem zastanawiałam się do czego wykorzystać ten fajny motyw. 



Żółty kwiat został na poduszce ale motyw jest na tyle efektowny, że pewnie jeszcze   wykorzystam ten  wzór  do innych prac. Poniżej schemat wielowarstwowego kwiatuszka. Niestety nie zapisałam adresu strony z której pobrałam wzór.


wtorek, 13 września 2016

Babcia ratunkowa

          Kiedy  wszędobylskiego sześciolatka zaatakuje płot z siatki i zrobi dziurę w  jego nowych spodniach  wtedy na ratunek śpieszy babcia. Babcia  nie kupi wprawdzie kolejnych spodni ale za to naprawi to co się zepsuło. Można po prostu zacerować  dziurę ale kreatywna babcia zawsze ma coś co sprawi, że  zwykłe spodnie   nabiorą charakteru.
         Znalazłam w zakamarkach   moich pudeł starą  bluzkę  wnuczka a właściwie resztki tej bluzy tzn.  piękne aplikacje- samochody. Bluza nie nadawała się już do użytku i przekazania następnym dzieciom bo była poplamiona sokiem. Wycięłam więc jej  fragmenty i schowałam  tak na wszelki wypadek który właśnie teraz nadszedł. Naszyłam aplikację na  dziury i spodnie znów wyglądają jak nowe a nawet są ładniejsze niż zwykłe dresy. 



Został mi jeszcze jeden samochód  z tej samej bluzki.  Nie wyrzucę go bo może znów jakiś wredny płot, drut lub gałąź rzuci się na mojego wnuczka.


poniedziałek, 5 września 2016

Spodnie i spódniczka.

          Dziś obiecany recykling  dziurawych dresów i plażowej spódniczki. Ukochane  spodnie dresowe nosiłam ile się dało ale w dziurawych to nawet w domu nie wypada chodzić. Odcięłam więc gumę a resztę pocięłam na paseczki. Taki sam los spotkał plażową spódniczkę  z grubej lycry która   kolor zmieniła od słońca i wody. Pocięte paseczki i  prutą żółtą włóczkę wykorzystałam do wydziergania torby. 



           Zgodnie z zasadą "wykorzystać  natychmiast albo wyrzucić"   zużyłam wszystko co pocięłam. Resztki paseczków posłużyły mi do dekoracji torby. Torba wyszła  całkiem pojemna 35x40 cm. Nie jest to torebka wyjściowa ale raczej pojemnik na różne rzeczy. Ja  trzymam w niej  rozpoczęte robótki. Nie wiem czy koniecznie była mi ta torba potrzebna ale mam coś z niczego, zużyłam trochę włóczki, nie dołożyłam kolejnych szmatek to kolekcji więc w sumie  same zyski.
Na zdjęciu poniżej " włóczka" ze starych spodni i spódniczki.



czwartek, 1 września 2016

Śliniaczki.

            Czasem oglądam  program telewizyjny Mania chomikowania o chorobliwych zbieraczach. To przerażająca choroba, ludzie Ci żyją wśród sterty różnych przedmiotów które z czasem zamieniają się w śmieci. W programie tym pokazywane są skrajne przypadki. Ludzie którzy  żyją w nieprawdopodobnym  bałaganie, brudzie wśród szkodników, robactwa  a mimo to  uważają  zgromadzone  rzeczy  za cenne, użyteczne,  potrzebne i nie potrafią się z nimi rozstać.
           Zawsze wtedy mam wyrzuty sumienia, że ja też mam początki tej choroby choć moja jest wybiórcza i dotyczy szmatek, włóczek, nitek i wszystkiego co się może przydać do tzw. robótek. Może nie mam  okropnego bałaganu bo staram się wszystko segregować i układać w pudełkach i skrzyneczkach. Na pewno nie mam brudu bo wszystko jest czyściutkie, na szkodniki jestem uczulona więc nawet muchy mnie denerwują  ale ilość pudełek , woreczków, skrzyneczek rośnie w zastraszającym tempie. Zazwyczaj wtedy postanawiam  wyrzucić choć część zapasów. I tu zaczyna się problem  bo moja wyobraźnia  działa.               
          Kwiatek w kropeczki przy opasce do włosów powstał z resztek elastycznej tkaniny leżących w pudle wiele lat. Wyobraźcie sobie, że niedawno  ktoś mnie pytał gdzie można kupić taki  materiał na zrobienie broszek- kwiatków a to tylko przechowywane od lat nikomu niepotrzebne szmatki.
          Inny przykład to paseczki fajnej, kolorowej bawełny  o  dość symbolicznych wymiarach np.5- 6 x 48 cm. Powinny  wylądować w koszu  już w trakcie szycie poszewki a było to dawno temu. 




Zostawione na wszelki wypadek  skrzętnie schowane wpadły mi ostatnio w ręce i gdy już ostatecznie miały wylądować w koszu w ramach zmniejszania zapasów przypomniałam sobie, że muszę uszyć śliniaczki do żłobka mojej wnusi. Niby nic takiego, teoretycznie szybka robota  ale 15 sztuk śliniaczków  uszytych z podwójnego materiału to  30 sztuk do skrojenia, obszycia, ozdobienia. Znalazłam w  szafie  kawał  frotki ,  bawełny i wykroiłam dwa wzory śliniaczków. Szmatki które miały zakończyć swój żywot w koszu posłużyły mi do ich ozdobienia. Najpierw chciałam ozdobić śliniaki  na bogato ale ponieważ musiałam uszyć je w ilości prawie hurtowej  to ograniczyłam się do wszycia  bawełnianych paseczków. Sami zobaczcie jak fajnie to wyszło. 




        Niestety cały mój plan wyrzucania zapasów legł w gruzach  bo jeśli  skrawki zostały wykorzystane to  pozostałe pewnie też kiedyś się przydadzą  więc to po co je wyrzucać......  Nie wiem czy to choroba , czy zboczenie, czy pamięć o czasach gdy  w sklepach był  tylko ocet więc przerabiało się wszystko i to czasem wielokrotnie.  Tak czy inaczej zapasy się nie zmniejszyły za to wzrosły  wyrzuty sumienia z faktu nadmiaru zgromadzonych rzeczy.
Zawsze sobie obiecuję, że już niczego starego nie będę odkładać tylko albo natychmiast przerobię albo wyrzucę. Zgodnie z tą zasadą  niedługo  opiszę historię starych, dziurawych spodni  dresowych  i wyblakłej , elastycznej spódniczki plażowej  przerobionych natychmiast.

niedziela, 28 sierpnia 2016

Ku przestrodze

            Zastanawiałam się czy warto o tym napisać ale chyba jednak warto tak ku przestrodze.. Ostatnio  na mojego e- maila dostałam zaproszenie od  jednego z serwisów sprzedażowych abym wstawiała u nich swoje prace. Oczywiści napisany bardzo miłym językiem z pochwałami pod moim adresem. Zaproponowano mi nawet czasową  promocyjną prowizję  od sprzedaży 5%  pod warunkiem, że  zmieszczę się w pierwszej setce zgłaszających się twórców.  Z ciekawością zajrzałam na ich stronę. Pomyślałam sobie może warto zmniejszyć swoje zapasy prac i spróbować coś sprzedać aby mieć środki  na materiały.   Strona ładna ,  zachęcająca do współpracy.  Pewnie  do wielu z Was napisano podobne  zaproszenia  i być może ktoś zastanawia się nad współpracą   ale zanim  zaczniecie wystawiać tam swoje prace  zajrzyjcie do regulaminu. 
             Otóż prowizję w wysokości 15% ( po czasie ewentualnej promocji) serwis  ten  zamierza naliczać   od  ceny sprzedaży wraz z kosztami  wysyłki !!!  a jak by tego było mało to jeszcze naliczą prowizje od sprzedaży i kosztów wysyłki  nawet jeśli  kupujący się  rozmyśli  i nie wpłaci  pieniędzy czyli transakcja nie zostanie zrealizowana. Na wszelki wypadek  zapytałam o to w e-mailu bo wydało mi się to nieprawdopodobne, że serwis chce prowizji od kosztów wysyłki i niezrealizowanych transakcji. Dostałam potwierdzenie, że właśnie tak jest. Nie wiem jak Wy ale ja nie zamierzam tam więcej zaglądać.
            Nie napiszę jaki to serwis bo nie będę ich reklamować a i nie chcę się narażać na jakieś nieprzyjemności z ich strony  ale radzę Wam czytajcie regulaminy bo za ładnymi słowami  nie zawsze kryją się ładne czyny.


czwartek, 25 sierpnia 2016

Kwiatki które robią się same.

Niedawno pokazywałam  kwiatki zrobione z resztek różnych materiałów. Jedne przyczepiłam do torebki inne  wylądowały w pudełku i czekają na inwencję twórczą  a  jeden z kropkowych kwiatków doczepiłam do opaski do włosów.



Opaska  zdobi  teraz  głowę lalki bo jeszcze nie znalazłam dla niej właścicielki 

 

 A tu reszta kwiatków czekających na zastosowanie.


             Najfajniej jest "produkować" kwiatki.  Musze się przyznać, że jak mam resztki sztucznych materiałów które powinny wylądować w koszu to zamiast je wyrzucić najczęściej wycinam z nich kółka  i chowam do jednego z niezliczonych pudełek. Czasem topię ich brzegi a czasem zostawiam tylko wycięte. Prędzej czy później każdy kolor i materiał  będzie mi pasował do tego co robię.  Jak już  zacznę to nigdy nie kończy się na jednym ani dwóch kwiatkach.  Składanie,  dobieranie  kształtów , kolorów to świetna zabawa. Najczęściej produkuję ich sporo i  chowam do pudła bo nie wiem  co z nimi zrobić. Potem długo nie zabieram się za następne ale jakoś tak się zawsze  składa, że powolutku ich ubywa z moich zbiorów. Komuś podaruję,  wyślę w wymiance, dołączę do prezentu, przyczepię do czegoś itd. Jak już są gotowe i czekają  grzecznie w pudełku   to zawsze można szybciutko po nie sięgnąć i wtedy wydaje się, że właściwie to one  zrobiły  się same. Ot takie  malutkie zboczenie i lekarstwo na niechęć do wyrzucania szmatek. Całe szczęście, że nie szyję ( jeszcze!) patchworków bo  wtedy i skrawki bawełny trudno by mi było wyrzucać.

piątek, 19 sierpnia 2016

Moja mandala

         Dawno temu w czasie wędrówki po  zakamarkach internetu znalazłam opis wykonania szydełkowej mandali.  Dzięki  autorce tego wzoru  która go udostępniła mnóstwo  osób  wykonało   już wiele  swoich wersji kolorystycznych. Mandala  ma dokładny opis wykonania , ze zdjęciami . Opis jest przetłumaczony  na wiele języków nawet na polski , jest bezpłatny. A tu jest do niego link Mandala
Mandala mnie zachwyciła, zapisałam link do wzoru i  na tym się skończyło bo właściwie po co mi  takie szydełkowe cudo? Mandala w całości jest ogromna, zrobiona z włóczki ma wielkość  dywanu.




           Kilka lat temu przyglądałam się mnichom tybetańskim jak usypywali mandale z piasku. Sypali w kilka osób drobniuteńki, kolorowy  piasek przez kilka dni.



         Usypali cudowny, bajecznie kolorowy wzór a gdy skończyli  ich kapłan po stosownych modlitwach  jednym ruchem go zniszczył.


  Po cudownej, kolorowej  mandali pozostała tylko kupka szarego piasku który mnich  rozdał obecnym a resztę w uroczystej procesji zaniósł do rzeki i rozsypał na wodzie. Z wielodniowej,  nieprawdopodobnie precyzyjnej pracy nie zostało nic.



Mandala jest jak człowiek - tłumaczył, mnich z Tybetu. - Stworzona na początku wygląda pięknie, tak jak człowiek w młodości. Niszczy się ją po to, żeby pokazać przemijanie i nietrwałość rzeczy. Składają się na nią drobiny piasku, tak jak nasze ciało składa się z atomów. Przychodzi czas, kiedy nasze ciała się rozpadają. Tak samo musi być z mandalą. Wszystko w życiu przemija I dlatego gotowa mandala jest zazwyczaj niszczona. Część pobłogosławionego piasku trafia do ludzi. Kiedy rozsypiemy go w domu, ma nam pomagać przezwyciężać trudności i chronić mieszkańców przed złem. Reszta piasku jest wsypywana do rzeki. Z jej prądem dobra energia dociera do ludzi.

           Nie jestem ostatnio optymistycznie nastawiona do życia , jestem zestresowana , zmęczona głównie psychicznie a przyszłość nie rysuje się mi w jasnych barwach.. Trudno mi się skupić na robótkach a szczególnie na wymyślaniu jakiś nowych fajnych rzeczy.
            Przeglądając  wzory  przypadkiem trafiłam na dawno zapisany opis  mandali i pomyślałam sobie, że  zacznę ją dziergać  bez konkretnego celu, bez  zastanawiania się po co , dla kogo i kiedy ją zrobię. Będę ją szydełkować dla samego procesu dziergania aby zająć ręce i umysł. Skupić się na pracy i odgonić złe myśli. Czy po skończeniu mandali ją zniszczę czyli spruję? Jeszcze nie wiem ale pewnie tego nie zrobię . Być może  zrobię tylko kawałek i schowam  do jakiegoś pudła  aby wyjąć za jakiś czas i zrobić kolejny rząd lub może nie dokończę jej nigdy. Tak to sobie wymyśliłam zainspirowana prawdziwą mandalą i  filozofią  z nią związaną. W końcu w życiu wszystko przemija i to dobre i to złe.
            Wykorzystam niepotrzebne mi już włóczki,  choć z każdym kolejnym  rzędem ilość potrzebnej włóczki gwałtownie rośnie i z resztek trudno będzie ją robić. W tej chwili mam  tylko niewielką część bo jestem w trakcie dziergania 3 części opisu a jest ich 17!!!   Efekt mile mnie zaskoczył  i to biorąc pod uwagę fakt, że dziergam ją w tej chwili z autentycznych resztek, czasem nawet prutej włóczki , o różnym składzie i grubości. Chyba odrobina dobrej energii związanej z tworzeniem mandali do mnie dotarła bo  dziergam ją z przyjemnością.  Dodatkowa korzyść to to, że  przy okazji  nauczyłam się  paru nowych ściegów  szydełkowych. Mandala nie jest bowiem płaska ale złożona z różnorodnych wzorów tworzących strukturę przestrzenną mam nadzieję, że to widać na poniższym zdjęciu.


            Moja mandala jest  w tej chwili taka jak na zdjęciach powyżej, ma średnice około 44 cm. Mam nadzieję, że starczy mi pozytywnej energii do jej kontynuowania  i co jakiś czas pokażę  postępy w tworzeniu mojej własnej wersji tej pięknej mandali  szydełkowej.

środa, 17 sierpnia 2016

Gratis

          Miło mi, że spodobał się Wam obrus który wydziergałam. Mało robię rzeczy na zamówienie bo to zawsze ryzykowna zabawa. Osoba zamawiająca boi się , że efekt  końcowy nie będzie taki jak sobie wyobrażała,  ja obawiam się, że zamawiająca  rozmyśli się w trakcie  mojej roboty bo np. w chińskim markecie znajdzie coś trochę podobnego  za kilka złotych. Zaliczka na  materiał rozwiązuje tylko część problemów bo koszt nici i koszt np. obrusu z nich wydzierganego to dwie zupełnie różne  rzeczy.
           Ludziom trzeba jednak ufać bo inaczej świat byłby okropny. Pani Wiesia nowa właścicielka obrusu  zamówiła u mnie wcześniej ślubną chustę, obie byłyśmy zadowolone ze współpracy więc z przyjemnością  zobowiązałam się do wykonania obrusu  a ona mi zaufała, że będzie piękny i starannie wykonany. Wszystko co robię  wykonuję  tak  jakbym robiła dla siebie i nigdy nie zrozumiem tych co odróżniają rzeczy dla siebie od tych na sprzedaż.
           Po wydzierganiu obrusu zostało mi odrobinę  nici które specjalnie zakupiłam do jego wykonania. W ramach  gratisu  wydziergałam  z nich małą serwetkę i kilka świątecznych gwiazdeczek. To taki mały upominek bo jak się spotka   choćby wirtualnie  sympatyczną osobę to chce się jej sprawić przyjemność.
           A gratisy wyglądały tak:



piątek, 12 sierpnia 2016

Lubicie koronki?

        Lubię dziergać koronki choć to niezbyt modne i bardzo pracochłonne zajęcie.
       W moim domu  koronek mam niewiele, nie mam odpowiednich mebli aby eksponować koronkowe obrusy czy serwety. Wolę zresztą minimalistyczne, proste  wnętrza i ozdoby. Raz w życiu zrobiłam wprawdzie szydełkową firankę  ale ta była na specjalne życzenie mojego dziecka  bo miała być z reniferami. Było to wiele lat temu ale firanka nie chce się popsuć i nadal jest w użyciu. Jeśli chodzi o koronki to  dziergam raczej  koronkowe chusty, bluzki, podwiązki, poduszki  a nawet bieliznę ale tym razem  szydełkowałam   obrus.
        Obrus a może duża serweta  ma być na piękny  okrągły  stolik o średnicy 1 m. Miła Pani która go u mnie zamówiła jest Polką ale mieszka daleko bo aż we Francji i tam też pojechała  moja serweta. 
         Internet to kopalnia  wzorów  ale trudno jest  tak dobrać wzór aby idealnie utrafić z rozmiarem nawet jeśli w opisie jest numer nici i szydełka to przecież każdy z nas robi na szydełku inaczej, jedni bardzo ciasno inni luźniutko. Darmowy wzór znalazłam w czeluściach sieci, zamawiającej się wzór spodobał,  rozmiar teoretycznie pasował  ale w  trakcie roboty zorientowałam się, że serweta wyjdzie mi zdecydowanie za duża.  Na szczęście nie jestem zbytnio przywiązana do  wymyślonych  wzorów i potrafię je modyfikować według  potrzeb. Serweta straciła więc część wzoru ale myślę , że nie straciła na urodzie. Nie pytajcie mnie  o schemat bo go nie ma, powstał w trakcie dziergania. Serweta dotarła już do właścicielki i  się spodobała. Muszę powiedzieć, że i ja jestem zadowolona z efektu choć trochę mnie zaskoczył nakład pracy jaki trzeba było w nią włożyć. Pierwszy raz dziergałam z nici  tak dużą serwetę .Obrusik ma średnicę 98 cm i choć  macham szydełkiem ekspresowo to np. ostatni rząd serwety dziergałam 2 godziny. Same musicie sobie więc wyobrazić ile godzin potrzeba na zrobienie całości.


środa, 10 sierpnia 2016

Obrusik


Dziś tylko fragmencik, całość  wkrótce. Biały szydełkowy obrusik-serweta dla Pani Wiesi.



czwartek, 4 sierpnia 2016

Stary koszyk

         Ostatnio pokazywałam Wam  wyprodukowane ze szmatek kwiatuszki. Żeby nie mieć wyrzutów sumienia, że są kompletnie bezużyteczne kilka z nich przyczepiłam do  słomkowego koszyka. Jak Wam się podoba stary koszyczek z nowymi kwiatkami ?
          Może  dodatek kwiatków zmobilizuje mnie do używania tego koszyka.  Należę do tych osób które noszą ciągle tą samą  torebkę. Przyczyną nie jest to, że mam tylko jedną  ale raczej moje lenistwo. Noszę w torebce która ma dużo kieszonek  mnóstwo dziwnych rzeczy i nie chce mi się ich ciągle przekładać. Oczywiście mogłabym przełożyć tylko portfel , klucze i telefon  ale przecież w każdej chwili mogę potrzebować wszystkich innych rzeczy które mam upchane w torebce czyli np.  małej zwijanej miarki aby wymierzyć ubranko dla wnuczki, szkła powiększającego, żeby odczytać to co jest napisane maczkiem na etykiecie, okularów do czytania, maleńkiej latarki gdy nie działa światło na klatce schodowej, tabletek od bólu głowy, pilniczka  bo złamałam paznokieć, długopisu, notesika , biletu na tramwaj  o innych rzeczach nawet nie wspominam. Ostatnio doszłam do wniosku, że uszyję sobie taki nieduży wkład do torebki, z mnóstwem przegródek, kieszonek do których zapakuje wszystko co mam w torebce i wtedy przełożę tylko wkład do innej torebki i nadal będę mieć wszystko pod ręką. Może wtedy zacznę dobierać torebki do strojów a nie udawać, że czarna torebka pasuje do wszystkiego.



poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Kwieciście.

Dziergam obrusik z białych nici, taki całkiem spory bo o średnicy ok.100 cm. Trochę czasu mi to zajmie więc w ramach przerywnika i jednocześnie pozbywania się nadmiaru szmatek  "upaliłam"  trochę  kwiatuszków. Szmatki wykorzystane, kwiatuszki póki co nie zagospodarowane ale poczekają sobie  na jakieś pomysły. Zawsze to lepiej wygląda gdy mam pudełko kwiatków niż pudełko najróżniejszych szmatek.





piątek, 22 lipca 2016

Słońce nadal świeci.

           Życie toczy się dalej , słońce nadal świeci, wiatr wieje, uśmiechają się moje wnuki.  Na każdego przychodzi jego pora  i żadne zaklęcia tego nie zmienią. Pół problemów mi   zniknęło choć wolałbym je mieć nadal. Wróciłam  do domu ale  już  tylko z  jednym z rodziców choć właściwie powinnam napisać z  dorosłym  dzieckiem które nawet nie wie co się stało ani  kim ja jestem Taka starość jest okrutna, zabiera spokój,  godność. Ogranicza potrzeby tylko do jedzenia i spania, a umiejętności właściwie do zera. Sprawia, że świat wydaje się jednym wielkim koszmarem a wokół kłębią  się  tylko   źli ludzie. Boję się, że sobie nie poradzę i fizycznie i psychicznie ale  walczę ze sobą.
Robótki na razie leżą bo choć  prawie nie wychodzę z domu to  jak się domyślacie  wena twórcza mnie jakoś omija a i sił mi nie bardzo wystarcza.
Wracam jednak do bloga i choć może robótek będzie mniej to mam nadzieję, że czasem do mnie zajrzycie.
Dziś  ptaszek uszyty dla przyjaciół ot tak  bez okazji aby umilić nasze spotkanie. Ogon  pomalowałam pęczniejącymi farbkami do tkanin. Drobny gest a sprawił i mnie i tym dla kogo go uszyłam wiele radości.




czwartek, 30 czerwca 2016

Postaram się wrócić.

Czasem to nie my ale los decyduje co będziemy robić dziś , jutro, za miesiąc czy rok. Wystarczył jeden telefon abym wykreśliła miesiąc z własnego życia biegając między szpitalem z jedną chorą osobą a mieszkaniem w którym  jest  druga osoba nie mniej chora  i to wszystko 400 km od domu.  Już nie mam sił aby się martwić, już nie mam pomysłu jak rozwiązać problemy. Nie potrzebuję współczucia , mnie potrzeba pomocy , działania, podpowiedzi a chętnych  do tego niestety nie widać. Spróbuję wrócić do bloga, bo przecież go  lubię. Zaglądajcie do mnie spróbuje  go jakoś prowadzić, rękodzieło pozwala mi zachować równowagę psychiczną więc pewnie coś tam będę  dłubać.