Obserwatorzy.

czwartek, 4 września 2014

Kapelusik dla Zosieńki

         Odkąd prowadzę bloga mam sporo nowych  znajomych szkoda, że większość wirtualnych. Jedna z nich   Tynka  zaproponowałam mi prywatną wymainkę . Tynka chciała abym zrobiła kapelusik dla jej córeczki i poszewkę na poduszkę dla synka. Trochę trwało zanim uzgodniłyśmy jak to wszystko ma wyglądać ale koniec końców wymianka  się odbyła. Tynka  zostawiła mi sporo wolnej ręki określając  tylko kolory. Wydziergałam  dla Zosieńki   bordowy  kapelusik   z małym rondem , aplikacjami z szydełkowych kwiatuszków i listków , sznureczkiem do regulacji obwodu  główki . Niestety  przymiarek nie było bo mieszkamy daleko od siebie  ale  udało mi się namówić wnuczka aby założył kapelusik na  parę sekund, żebym zobaczyła czy wszystko dobrze leży.
        Oprócz kapelusika wysłałam Zosi  malutką niespodziankę w postaci torebeczki. Pomyślałam sobie , że kobietka nawet zupełnie malutka  z pewnością  nie pogardzi nową torebką. Torebeczka jest  niewielka, z przodu ma aplikacje szydełkowe naszyte  tak by przypominały wizerunek kotka, zapinana jest na zatrzask i ma sznureczek do noszenia.
      Podobno  wszystko Zosi się podoba  więc   jestem zadowolona ze swojej pracy i mogę ją Wam pokazać.  W następnym wpisie będzie  ciąg dalszy naszej wymianki, żeby Was nie zanudzić długą pisaniną.

Kapelusik dla Zosieńki
Kocia torebeczka


poniedziałek, 1 września 2014

Kocurki

           Koty, kotki, koteczki, kocury  lubię je wszystkie i te milusie i te z charakterkiem. Z przyjemnością zapisałam się  na Kocią wymiankę którą zorganizowała Ania
          Temat  koci jest bardzo wdzięczny ale też trochę  oklepany. Zastanawiałam się jakby tu zrobić kota innego niż wszystkie.Tak powstał kocurek z charakterkiem zamiast słodziutkiego  koteczka . Kocur jest czarny , włochaty i zamiast się uroczo uśmiechać liże swoją łapkę. Mam nadzieję, że podoba się  Eluni... która została moja wymiankową  parą. Oprócz kocurka wysłałam  jej jeszcze  kosmetyczkę z całym stadkiem kotów małych i dużych oraz trochę przydasi i słodkości.
          W zamian od Eluni otrzymałam cudny koci haft. Gdy  go wyjęłam z koperty mój mąż zapytał czy to malowany obrazek a tymczasem  to haft krzyżykowy  na białej kanwie tylko krzyżyki są mikroskopijne. Teraz mam dylemat jak wykorzystać ten cudny haft może poduszka, może torebka, może obrazek,  sama jeszcze nie wiem. Oprócz tego dostałam też przepiękną karteczkę z  wyhaftowanymi uroczymi kolorowymi kociakami. Jest naprawdę wyjątkowa. W paczuszce były też słodkości, włóczki, koraliki. Eluniu bardzo Ci dziękuję za  wspaniałą wymiankę.
           Nigdy bym nie  wyhaftowała sobie jakich śliczności,  pewnie też nigdy bym ich  sobie nie kupiła a tak dzięki blogowi i naszym wymiankom mogę cię cieszyć posiadaniem  pięknych rzeczy  których sama zrobić nie potrafię.






A oto   prezenty od Eluni


czwartek, 28 sierpnia 2014

Papierowe koraliki

         Papierowe koraliki  zawsze kojarzyły mi się z tymi jakie robiła moja córeczka w przedszkolu. Nawet mam  zachowany na pamiątkę  sznur "korali" jaki mi podarowała. Myślałam , że to  fajna zabawa dla kreatywnych dzieci dopóki nie znalazłam w czeluściach internetu  przepięknej papierowej biżuterii. Nie wyglądała ona jak dziecięca zabawka.
       Postanowiłam więc i ja wyprodukować sobie kilka papierowych cudeniek.Trochę dla sprawdzenia czy potrafię a trochę, żeby sprawdzić czy one rzeczywiście wyglądają jak biżuteria a nie pocięty papier. Cięcie i skręcanie paseczków nie jest skomplikowane choć przy wielu warstwach papieru  i braku odpowiednich narzędzi nie  było to banalnie proste szczególnie  gdy w grę wchodzą   cieniuteńkie paseczki.  Uzyskany efekt zależy od papieru , sposobu jego cięcia, utrwalenia i ozdobienia.Ja poprzestałam na najłatwiejszych formach. To fajna propozycja  biżuteryjnych ozdób w ramach upcyklingu. Powstałe prace są  ekologiczne  i  niepowtarzalne. Jak się jednak dobrze przyjrzałam to Ci co zajmują się papierową biżuterią zawodowo nie korzystają  do ich zrobienia ze starych papierów  ale używają nowych specjalnie  nadrukowanych  tak by uzyskać jednakowe koraliki lub z góry założony efekt kolorystyczny. Dokładają to tego , metal, srebro, naturalne kamienie  i  wtedy dopiero wychodzą  prawdziwe cuda. To tak jak z szyciem patchworków te najpiękniejsze  nie powstają ze szmatek z recyklingu  tylko z drogich  specjalnie drukowanych materiałów które  tnie się na  odpowiednie elementy. 
Moje koraliki powstały z kolorowych reklamówek i są autentycznym upcyklingiem. Koraliki wyprodukowane , techniki wypróbowane . Niektóre koraliki  są z paseczków papieru inne ( trzy żółto- zielone  kulki) z papierowych  serwetek a jeden to nawet z  cieniowanych nici nawiniętych na  słomkę do napojów. . Jedne polakierowane inne nie bo na razie  nie wymyśliłam dla nich zastosowania. Zabawa  fajna , jak dla mnie to taki odstresowywacz   dziś pokazuję tylko koraliki. jak wymyśle co z nich zrobić to się pochwalę . A może  Wy  mi podpowiecie?




niedziela, 24 sierpnia 2014

Miodowy sweterek sprzed wieków.

          Dawno, dawno  a nawet bardzo dawno  temu wydziergałam na drutach sweterek w miodowym kolorze.  Wzór  był z  robótkowej gazetki  z  1991  roku  Sweterek   należy  do  moich ulubionych więc noszę go nadal . Ma  naszyte małe białe koraliki   wzdłuż karczku . Kiedyś był  dużo obszerniejszy miał szersze rękawy bo taka była moda.  Gdy moda się zmieniła  sweterek powędrował do szafy  jednak   szkoda mi było go pruć więc popełniłam świętokradztwo  i  sweterek zwęziłam  tnąc go  nożyczkami po szwach.  oczywiście przedtem gęsto obrzucając  zapasy na zszycie. Po takim liftingu sweterek był  jak nowy  i mogę cieszyć się nim do dziś. Rękodzieło  dobrze  wykonane i odpowiednio traktowane tzn. prane ręcznie , suszone  rozłożone  na płasko  służy nam wiele wiele lat, Czasem  nam się znudzi, czasem wyjdzie z mody a  nadal  wygląda dobrze. Zastanawiam się czy to zaleta czy wada rękodzieła.  Z punktu widzenia współczesnego świata to raczej wada bo  nie  napędza popytu.  Kto uwierzy, że ten sweterek ma  ponad 20 lat?  



piątek, 22 sierpnia 2014

Lepiej późno niż wcale.

         Niedawno opisywałam  historię  mojej wymianki z  Kalinka Czuję się w obowiązku poinformować Was, że historia skończyła się szczęśliwie. Dostałam długo  wyczekaną herbaciarkę plus przeprosinowy prezent. Kalinka odesłała mi nawet moje kwiatuszki  i przysłała  długi list  . Nie  chowam do niej urazy, kwiatuszki  jej odesłałam  kolejny raz  wraz z dodatkową małą niespodzianką w podziękowaniu za szkatułkę.
      W życiu różnie bywa, czasem stanie się coś nieprzewidywalnego co uniemożliwi nam realizację zobowiązań w tym przypadku mam jednak wrażenie, wysłuchując tłumaczeń  Kalinki i sądząc po  wpisie na jej blogu  , że zobowiązanie wobec mnie było po prostu na szarym końcu.
        Wszystko jednak dobre co się dobrze kończy więc jestem zadowolona bo otrzymałam to na co się umawiałyśmy czyli śliczną  herbaciarkę  plus  równie ładną  szkatułkę  która trochę zrekompensowała  mi   stracone nerwy.
      Historia wymianki ma  szczęśliwy finał  choć mam wrażenie , że  wymusiłam to pozytywne zakończenie zamieszczając mój wpis na blogu ,  przesyłając Kalince link do  niego i zamieszczając na jej blogu komentarz z  linkiem do mojego wpisu. Mój komentarz Kalinka szybko usunęła ze swojego bloga ale Wasze komentarze dały jej sporo do myślenia i zmobilizowały do działania..
     


wtorek, 19 sierpnia 2014

Siatka dla sąsiadów.

Dobry sąsiad to skarb , wszyscy to wiemy. Mam i ja  super sąsiadów działkowych którzy czasem podrzucają mi trochę swoich warzywek.  Zrobiłam  dla nich mały upominek  niedużą siatkę  na plony. Kiedyś takie siateczki były  powszechne , dziś w dobie reklamówek nikt już o nich nie pamięta. Siatkę zrobiłam na szydełku z  włóczki z odzysku. Nie chciałam robić jej z pięknej kolorowej włóczki bo wiem, że wtedy  żal by im było  używać ją   na działce a tak może cebulkę sobie w niej wysuszą. Włóczka jest z recyklingu  więc żeby  siatka  nie była byle jaka  zrobiłam ją z kwiatowym  wzorem. Mam nadzieję, że sąsiadom się do czegoś przyda.





niedziela, 17 sierpnia 2014

Zielono mi, miętowo i limonkowo

        Lubię i miętę i limonkę. Miętę   z powodu  braku ogródka  hoduję nawet  na  balkonie. Z radością zapisałam się więc na  letnią wymiankę w kolorach zielonych. Wymiankę zorganizowała hubka38 której bardzo  za wymianke dziękuję. Pod tym linkiem Konkurs  zorganizowała też  zabawę w głosowanie na  najfajniejsze prezenty wymiankowe. Może i Wy chcecie tam zagłosować?
            Moją parą wymiankową została Edyta.  Przygotowałam dla niej kilka rzeczy w zielonych kolorkach i sądząc po naszej korespondencji  jest z nich zadowolona. To co przygotowałam znajduje się na zdjęciach zapraszam do oglądania.
            Ja też otrzymała cudne rzeczy przepiękne pudełeczko  z moim imieniem, komódkę na drobiazgi, uroczy domek dla ptaszka, zakładeczkę i kilka innych  zielonych prezentów.

Moje prezenty dla Edyty
Pierścionek szydełkowy w ozdobnym pudełeczku.


 Chusta wykonana na drutach z cieniuteńkiej włóczki. Chusta choć  ma wymiary 120x60 cm mieści się po złożeniu w dłoniach.


 Torebeczka na ramię z grubej włóczki z atłasową podszewką.


 Trochę  przydasi i innych drobiazgów


A teraz   cudne prezenty od Edyty.

W środku pudełeczka jest moje imię Edyto bardzo dziękuję za wspaniałe prezenty i  cudną wymiankę



niedziela, 10 sierpnia 2014

Odrobina egoizmu wskazana dla zdrowia.

              Upały nie  nastrajają mnie do  większych  robótek.  Zaczęłam   kilka nowych  projektów ale jeszcze żadnego nie skończyłam  , przygotowuję  rzeczy na  dwie kolejne wymianki  ale ich na razie pokazać nie mogę. Nawet   do pisania  na  blogu jakoś mniej mam chęci i zapału. Brakuje mi ostatnio entuzjazmu  do podejmowania   nowych działań. Tak jak robótki nie chcą się same dokończyć  tak i problemy nie chcą się same rozwiązywać. Muszę  się wziąć  w garść bo użalanie się nad sobą nic nie zmieni.  Może  pora zostać egoistą, powiedzieć nie, zająć się sobą,  swoimi sprawami,  swoim zdrowiem i przyjemnościami. Ostatnio uświadomiłam sobie, że czym bardziej się staram tym wymagania innych  w stosunku do mnie rosną . To co jeszcze niedawno było z mojej strony przysługą, przyjemnością, dobrym uczynkiem,  chęcią bezinteresownej pomocy zaczęło być nagle  moim obowiązkiem. Zamiast wdzięczności za to co zrobiłam  są pretensje, że już czegoś nie chcę lub nie mogę robić. Powinnam dawno  zmienić  swoje postępowanie  zamiast brnąć  w ułatwianie życia innym kosztem  siebie i moich potrzeb.  Tylko czy ja to potrafię zrobić?
           Trochę gorzkich refleksji mnie dopadło ale pewnie większość z Was ma podobne przemyślenia. Chcemy być pomocni, chcemy być potrzebni, czasem  chcemy być niezastąpieni lub jesteśmy nadgorliwi czy nadopiekuńczy więc część winy  ponosimy sami. Może jednak odrobina egoizmu to dobre rozwiązanie dla wszystkich.
           Pisałam już wcześniej , że kiedy muszę sobie coś poukładać w głowie nie  zabieram się za  robótki  wykonywane  według wzorów i schematów. Wtedy powstają  różne  " dziwolągi". Szydełkowy , prosty, szary kwiatek  z resztki grubej wełnianej  włóczki  powstał właśnie w takiej chwili. Dołożyłam do niego kilka innych włóczek, haft, wstążkę  szyfonową, fantazyjne sznureczki. Zrobienie go zajęło mi chwilę czasu  potrzebną na poukładanie myśli a   kwiatuszek który  całkiem mi się podoba  poczeka grzecznie aż  znajdę dla niego zastosowanie.


wtorek, 5 sierpnia 2014

Pieskie szczęście

        Dziś chcę pokazać Wam jak być szczęśliwym , jak cieszyć się chwilą  i tym co ona przynosi. Jako przykład  załączam zdjęcia  naszego rodzinnego pieska  To kundelek  wzięty ze schroniska wychowany u nas od szczeniaczka. Kochamy go wszyscy   i nie ma co ukrywać rozpieszczamy  a on obdarza nas zaufaniem i miłością  Jedną z form rozpieszczania jest dla naszego pupila wyczesywanie sierści.Uwielbia to pożyteczne zajęcie , które trzeba wykonywać bo inaczej sierść  zostaje  na podłodze, meblach o ubraniach i  innych nietypowych miejscach nie wspominając. Zdjęcia są  kiepskiej jakości bo robione telefonem ale nie mogłam się oprzeć aby ich nie pokazać. Według mnie tak wygląda pieskie szczęście bo nasz piesek  w trakcie czesania  najpierw leży z błogą miną a potem zasypia. Może trzeba brać z niego przykład i cieszyć się tym co jest tu i teraz.  Zamartwianie się na zapas nie ma sensu  choć to niestety moja specjalność z którą bezskutecznie walczę.




czwartek, 31 lipca 2014

Starocie dla kilku pokoleń

           Dziękuję za słowa wsparcia w  opisanej ostatnio niemiłej historii  Wysłałam Sylwii link do mojego  wpisu  i Waszych komentarzy. Niech przeczyta i pomyśli czy było warto psuć sobie opinię dla  kilkudziesięciu  kwiatuszków. Jedna  nieuczciwa nie może zniszczyć mojego zaufania do ludzi zwłaszcza, że w dniu kiedy opublikowałam post otrzymałam paczkę z  letniej wymianki na która się zapisałam  a w niej same cudne prezenty które będziecie mogli zobaczyć w połowie sierpnia.
            Dziś jednak zupełnie o czymś innym. Niedługo będą urodziny mojego dziecka. Nie napiszę które bo to niemożliwe aby miała takie "stare" dziecko. Przy tej okazji chcę Wam pokazać coś co jest równie stare czyli  poszewkę na poduszkę do wózeczka.  Mój syn urodził się w czasach  kartek na żywność i pustych sklepów. Nie można było  iść do sklepu i kupić pięknych kolorowych ubranek , pościeli i zabawek. Były to czasy gdy tylko od  talentu matek, cioć lub babć  zależało  czy dzidziuś będzie miał  coś   po za  przysługującą mu  siermiężną wyprawką. Ja też robiłam co mogłam  i to dlatego powstała  ta poszewka. To nic wielkiego bo nie jestem hafciarką , kolorowy haft w rogach poduszki uszytej z  grubego bawełnianego płótna bo tylko takie udało mi się wystać w kolejce. Włożyłam  w niego jednak całą miłość  matki oczekującej pierworodnego dziecka.  Poszewka cieszyła   moje oko i powodowała czasem zaglądanie do wózka niekoniecznie w celu podziwiania  dzieciątka. Poszewka służyła moim dzieciom potem trochę poleżała w szafie i  była jak znalazł dla mojego wnuczka. Teraz czeka na następne dzieciątko w rodzinie bo nadal nieźle wygląda. Wyobraźcie sobie młode mamy, że kiedyś płótno pościelowe nie rozłaziło się po kilku praniach można je było  prać, wybielać i gotować a nici do haftu nie były chińskie i nie blakły mimo częstego prania.
           Kiedy dochodzę do wniosku, że nie warto się męczyć dłubiąc pracowicie rękodzieło, kiedy myślę, że  maszyny   robią szybciej ,  dokładniej  niż ja, kiedy dochodzę do wniosku, że nikomu właściwie nie są potrzebne moje prace skoro w sklepach jest tyle cudnych rzeczy to wyciągam wtedy takie starocie i humor mi się poprawia.


poniedziałek, 28 lipca 2014

Naiwnych nie sieją sami się rodzą.

         Naiwnych nie sieją sami się rodzą. i dotyczy to niestety mnie.  W marcu tego roku  zamieściłam wpis Niepotrzebne serduszka  i właśnie  wtedy  odezwała się do mnie Kalinka  z propozycją wymiany. Umówiłyśmy, że ja zrobię jej  szydełkowe kwiatki i serduszka a ona  przygotuje dla mnie herbaciarkę. Wymieniłyśmy się mailami, adresami i nic nie zapowiadało tego co nastąpiło dalej. Szybciutko wydziergałam kwiatuszki i serduszka, zapakowałam i wysłałam a Sylwia  1 kwietnia potwierdziła mi, że przesyłka do niej dotarła a przygotowane drobiazgi  się podobają. Jednocześnie napisała, że  wprawdzie jeszcze nie zabrała się za  herbaciarkę dla mnie ale postara się to zrobić jak najszybciej..Po 2 tygodniach dostałam kolejnego maila w którym Sylwia  tłumaczyła mi, że z różnych powodów będzie mogła zabrać się za  herbaciarkę dopiero  na początku maja. Spokojnie przyjmowałam wszystkie tłumaczenia w końcu w życiu różnie bywa. Maj się jednak kończył a  herbaciarki nadal nie było. Pod koniec miesiąca dostałam kolejnego maila z przeprosinami i  informacją, że herbaciarka się maluje.  Naiwna uwierzyłam  odpisałam , że nic nie szkodzi poczekam cierpliwie. Minął jednak kolejny miesiąc  a przesyłka do mnie nie dotarła napisałam więc  Sylwii , że już nie czekam bo to nie ma sensu.  Odpowiedź przyszła natychmiast  Sylwia przepraszała kolejny raz  tłumacząc, że nie ma czasu na zrobienie obiecanej herbaciarki ( poprzednio pisała, że już ją maluje) i tym razem obiecała odesłać  to co jej wysłałam. W swojej naiwności pomyślałam dobre choć to, że odzyskam swoją pracę. Niestety mija   kolejny miesiąc   a   przesyłki nadal nie ma. Mogłabym zrozumieć brak czasu gdyby nie  coraz to nowe  wpisy na  jej blogu z  wieloma  nowymi,  dopieszczonymi  pracami. 
        Zastanawiałam się czy o tym napisać bo kogo to obchodzi, że ktoś mnie oszukał i wykorzystał moją naiwność. Nie ja pierwsza nie ostatnia.Pomyślałam jednak, że  może warto ostrzec  innych i sprawić, że rzeczy będą nazywane po imieniu a oszustwo  choć ubrane w piękne słówka będzie  nazwane oszustwem. Sylwia chodź znam ją  tylko   z maili wydała mi się  miła i wiarygodna,  przesyłała mi  sympatyczne  wiadomości , systematycznie prowadzi blog, tworzy piękne prace, współpracuje z innymi blogerkami.  Mam nadzieję, że Kalinka nie potraktowała  w ten sam sposób innych i to ja pozostanę jedyną naiwną która nabrała się na piękne słówka.
Na zdjęciu część tego co jej wysłałam a właściwie jak się okazało podarowałam za darmo  ponosząc jeszcze koszty przesyłki. Tak to niestety czasem wygląda i trochę zniechęca  do  kolejnych wymian. Miałam w planach przygotowanie  zakładki z moimi pracami na wymianę ale teraz zastanawiam się czy to dobry pomysł. Nie chodzi mi o stratę materialną ale raczej o "straty  moralne"  bo ja czuję się oszukana, dręczą mnie niemiłe myśli  a Sylwia pewnie nawet nie pamięta o mnie albo co gorsza śmieje się z mojej naiwności.
PS. 
15.08.2014 r.
Dotarła do mnie przesyłka od Kalinki. Herbaciarka jest śliczna  przeprosinowa  szkatułka również. Cieszę się, że  historia znalazła szczęśliwy finał. Lepiej późno niż wcale.


środa, 23 lipca 2014

Koraliki

             Sklepów  z koralikami jest u nas kilka. Staram się nie zaglądać do nich zbyt często bo zawsze kończy się to jakimiś zakupami . Niby wszystko tam jest taniutkie 10 gr, 20 gr , 2 zł , 3 zł itd  Tyle tylko, ze jest to cena za sztukę. Wrzucam więc beztrosko do malutkiego koszyczka koraliki, zawieszki, zapinki, sznureczki, końcówki a przy kasie okazuje się , że  uzbierała się całkiem spora  kwota. Sama  nosze mało świecidełek więc właściwie powinnam omijać te sklepy z daleka ale jest tam tyle  śliczności, że   samo oglądanie jest  przyjemnością. 
           Z ostatniego "oglądania"  przyniosłam do domu  miedzy innymi kilka koralików które zaraz zamieniłam na bransoletkę  plecioną zwykłymi  makramowymi płaskimi węzełkami. Teraz będę szukać osoby której mogłabym ją podarować i tym samym usprawiedliwić  zupełnie nie  planowany zakup koralików.
                 Dziś dzielnie ominęłam sklep z koralikami żeby znów mnie nie  skusiły jakieś błyskotki.
Jakiś czas temu   zamieściłam obrazkowy kurs  wykonania prostych węzełków  Makramowe węzełki.  to dla tych co chcą  upleść sobie podobną  bransoletkę.


piątek, 18 lipca 2014

Niby nic.

        Zwykła,  czarna,  mala torebka kupiona za kilkanaście złotych w jednej z sieciówek . Była mi potrzebna właściwie  jeden raz, dawno temu. Niedawno wyciągnęłam ją z szafy  w ramach porządków i  postanowiłam ją trochę zmienić. Pomysłów miałam kilka ale skończyło się na    najprostszym  czyli  doszyłam  na wierzchu  duży czerwony maczek na zielonym listku. Niby nic a torebka jakby zupełnie inna  i już nie taka zupełnie zwykła.
Przy okazji mogę ja zgłosić  w Szufladzie na  wyzwanie   Polne kwiaty.


środa, 16 lipca 2014

Bransoletka z niczego

         Dziś kolejna bransoletka z niczego czyli ze skrawków materiału przeznaczonych do wyrzucenia. Ścinki  dzianiny pozostały  mi z szycia bluzki. Z części zrobiłam kwiatki które pokazywałam  tu  Uratowane z pogromu.  Z długich paseczków z brzegów tkaniny zaplotłam  warkocz wplatając w  środek ozdobną fantazyjna włóczkę. Na końcu doszyłam  srebrno- szare koraliki i  w ten sposób powstała  miękka , wygodna bransoletka w której nawet można się   kąpać. 
      Kolejne szmatki  zutylizowane, niestety  zużyłam ich  na bransoletkę minimalną ilość więc  zapasy  zupełnie się nie zmniejszyły ale nie poddaję się  w  walce o   ograniczenie ilości przydasi. Muszę  wymyślić jakąś większą pracę bo  póki co zamiast  zabierać to tylko dokładam kolejne przydasie  i czuję się jak Don Kichot  w walce z wiatrakami. 




poniedziałek, 14 lipca 2014

Czerwone kwiatki i serduszko

         Czerwone kwiaty przygotowałam dla pań przedszkolanek które opiekują się  dziećmi w grupie mojego wnuczka. To takie małe podziękowanie za  opiekę i trud wychowania. Kwiatki są z organzy, szyfonu i satyny.
          W naszym zabieganym świecie   praca zajmuje nam tyle czasu, że większość dnia  to właśnie  panie w przedszkolach spędzają z naszymi dziećmi. Z perspektywy moich lat  jest mi szkoda, że współczesne  matki  nie  spędzają z dziećmi  więcej czasu. Po pracy  zawodowej są zmęczone , czeka je jeszcze praca domowa i nie zawsze starcza sił na  potrzeby malucha. Sama zajmowałam się wnuczkiem przez jakiś czas i wiem, że mimo najlepszej opieki nawet ukochanej Babulki  nikt nie zastąpi  dziecku Mamusi.
  W przedszkolu  jedne panie dzieci lubią bardziej inne mniej, tak jest i w naszym przypadku. Mój wnuczek  też ma ukochaną  panią  więc  dla niej sam wybrał  z moich prac jeszcze coś  specjalnego. Było to serduszko w doniczce. Mam nadzieje, że  prezent się spodobał  bo wnuczek  pamiętał, żeby zabrać do przedszkola   kwiatek-serduszko  specjalnie dla pani Tamary.


piątek, 11 lipca 2014

Kolory lata w kosmetyczce

Lato-  na blogach trochę pusto  a ja     biorę udział w zabawie Art-piaskownica Kolory czerwca
Jest to zabawa w kolory czerwca  czyli
- ZIELONY
- BIAŁY
- POMARAŃCZOWY
- RÓŻOWY
Kolory są jaskrawe, a nie pastelowe.
 
Moja propozycja połączenia tych kolorów to  kosmetyczka.  Biała torebeczka zapinana na zamek  z przeplecionymi jaskrawymi sznureczkami i  kolorowym chwościkiem przy  zameczku suwaka.  Przygotowałam ją specjalnie na potrzeby zabawy  więc i  Wam się nią pochwalę.



piątek, 4 lipca 2014

Nowe stare klapki

           Pewnie każdy ma jakieś swoje domowe ulubione rzeczy. Czasem jest to koszulka - to nic , że sprana i rozciągnięta, czasem  spodnie dresowe w powypychanymi kolanami za to najwygodniejsze na świecie, czasem kubeczek tylko troszeczkę wyszczerbiony. 
       Ja mam lubione klapeczki których używam jako kapci domowych.Mają ortopedyczną wkładkę dopasowały się do mojej stopy i po prostu je lubię. Niestety klapki mają swoje lata, wewnętrzna  skórzana wkładka  się zużyła  a wierzchni materiał  zupełnie nie przypominał już  żółtego koloru jaki miał początkowo. Żal mi jednak było je wyrzucić więc klapeczki zostały poddane renowacji ale takiej prostej na miarę moich możliwości. Z grubego lnianego płótna wycięłam  wkładkę i ją wkleiłam, paski płótna nakleiłam też na  wierzch , doszyłam kwiatuszek i proszę bardzo  stare klapki  wyglądają jak nowe i może jeszcze trochę mi posłużą. 
            Jeśli się zastanawiacie  czemu  napisałam , że to moje klapeczki skoro są takie malutkie  to informuję, że  ja  mam stopę Kopciuszka  - rozmiar 34 są to więc jak się domyślacie  klapeczki dla dzieci.


środa, 2 lipca 2014

Nici nie tylko do szycia

           Niedawno odbyły się w Szczecinie bezpłatne warsztaty szycia patchworków.  Dzięki wspaniałym sponsorom i jeszcze wspanialszym naszym  instruktorkom  kolejne osoby zostały zarażone  pasją szycia patchworków. Zupełnie przy okazji  odbyło się fantastyczne spotkanie  towarzyskie z domowymi wypiekani, kawką i pogaduszkami o wszystkim. Ja uczestnikiem warsztatów nie byłam  bo jakoś jeszcze nie dojrzałam do pokochania kolejnej pasji. Nie mogłam sobie jednak odmówić  przyjemności  spotkania  koleżanek z grupy Szczecin Szyje więc  wpadłam tam  tylko "na chwilkę" która trwała 3 godziny.  Obejrzałam  uszytki dziewczyn, pojadłam domowego ciasta, popodziwiałam  szmatki , nici i inne prezenty od naszych sponsorów. A na koniec  wyszłam z  torbą nici które podarował nam sponsor firma Coats. Są to grube nici które nie bardzo nadają się do  domowego szycia a  jak wszyscy stwierdzili ja  zawsze mogę je wykorzystać do tworzenia moich prac. Oczywiście jak tylko dotargałam nici do domu musiałam  natychmiast spróbować do czego by tu je zastosować. Na pierwszy  ogień   wyciągnęłam  dysk kumihimo i uplotłam sznur z nici w  naturalnych kolorach.  Nici nie są bawełniane ale z włókien mieszanych  i już teraz  wiem, że pleść z nich można choć trzeba łączyć wiele nitek ale to akurat przy kumihimo nie jest problem. Efekt moich zmagań z  nitkami możecie zobaczyć na zdjęciu. Teraz myślę  co dalej bo nici dostałam sporo.


Jeszcze raz dziękujemy naszym sponsorom których loga widnieją na zdjęciu poniżej.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Koraliki z nici i szmatek

        Ostatnio niewiele  robię większych prac. Nie dlatego, że brak mi pomysłów lub czasu na ich wykonanie. Przyczyna jest inna a jest nią przewaga podaży nad  popytem  czyli inaczej mówiąc  nie chce mi się robić prac które wylądują w  pudle z braku osoby chętnej do ich przygarnięcia.  Swoją  potrzebę tworzenia muszę więc zaspokajać robiąc drobiazgi które  nie zużywają dużo materiałów a  już  wykonane  nie zajmują  dużo  miejsca w pudle  gdzie gromadzę moje prace.
           Przeglądając sieć  w  poszukiwaniu   inspiracji trafiłam na pomysł zrobienia  koralików  z tkanin  i włóczek.  Pomyślałam sobie, że to coś w sam raz dla mnie bo  nazwa mojego bloga to " Rękodzieło wyczarowane z nici i szmatek" .   Technika  wykonania   jest podobna  do techniki koralików z  papieru. Czyli zwijamy, sklejamy i ozdabiamy. Muszę przyznać, że efekt mnie zaskoczył w sensie pozytywnym. Koraliki są oryginalne, jedyne w swoim rodzaju i można je zastosować do wszystkiego. Można je wykonać w dowolnym rozmiarze, kolorze a do ich zrobienia  potrzebne są resztki materiałów i włóczek. Już zabrałam się za inne eksperymentalne  koraliki np. z cieniutkich nici a także  za koraliki papierowe. niekoniecznie zwijane. Będę   Wam  je  pokazywać  od czasu do czasu. Dziś pierwsza odsłona ścinkowych koralików wykonanych z  żółtej  tkaniny o strukturze przypominającej gazę oraz  2 ozdobnych  włóczek .
        Z  szmatkowych koralików zrobiłam  naszyjnik, żeby pokazać jedno z  możliwych zastosowań. W naszyjniku dołożyłam  koraliki drewniane i zawiesiłam wszystko na  woskowanym sznureczku o regulowanej długości. Można to nazwać upcykling , recykling  dla mnie to zwyczajne rękodzieło w tego co  akurat mam pod ręką. 
       Jest tylko jedna mała tajemnica. Ja mam " pod ręką"  bardzo dużo różnorodnych materiałów , włóczek,sznurków , koralików  i  wtedy łatwiej  dobrać wszystko pod względem koloru ,wielkości, faktury tak by  nie było to zupełnym  pomieszaniem z poplątaniem. ale raczej realizacją pomysłu  na jakąś spójną całość.
 Ciekawa jestem Waszych opinii  na temat   koralików z nici i szmatek. Tylko zgodnie z zasadą "dość słodzenia" proszę o szczere komentarze bo  tylko tak mogę się dowiedzieć czy to "hit czy kit"

Tak wygląda naszyjnik z szmatek i włóczek


 A to pojedyńcze koraliki



czwartek, 26 czerwca 2014

Zawieszka z kwiatuszkami, ostatnia część kompletu

          Kolczyki były, bransoletka była wiec dziś czas na  naszyjnik a właściwie zawieszkę na plecionym sznureczku.  Zawieszkę podkleiłam filcem , żeby  była odrobinę sztywniejsza,  wielkość 6 x 4 cm.,  sznureczek uplotłam własnoręcznie i jego długość jest regulowana. Wszystko  zrobione jest na szydełku z bawełnianych nici w stonowanych kolorkach.
           To już ostatnia część  kwiatuszkowego kompletu biżuterii. Ot taka mała letnia fanaberia.
           Komplet jest do wzięcia lub do wymiany  (  gdyby ktoś był chętny to zapraszam do kontaktu ) bo osoba z myślą o której  szydełkowałam ten komplecik jednak nie gustuje w kwiatuszkach.

Zawieszka z kwiatkami


A tak wygląda cały letni komplecik.



wtorek, 24 czerwca 2014

Bransoletka z kwiatkami do kompletu

Dziś  kolejna część letniej biżuterii czyli bransoletka  stanowiąca komplet z kolczykami z poprzedniego wpisu.. Wykonana na szydełku z  bawełnianych nici, miękka niezbyt szeroka . Widziałam kiedyś  podobną  biżuterię w sieci  i tak bardzo mi się spodobała, że zrobiłam podobną  bo to nic trudnego - sami  próbujcie jeśli Wam się podoba. To prosta, szybka  praca a kolory można sobie dowolnie wybierać np. pod kolor letniej sukienki.   Dodatkowo oprócz kolczyków i bransoletki  wymyśliłam jeszcze   zawieszkę na plecionym sznureczku  ale pokażę ją w następnym wpisie .  


niedziela, 22 czerwca 2014

Letnie kolczyki

       W końcu mamy lato, słoneczko grzeje, kwiatki kwitną pozostając więc w takim  nastroju wydziergałam  komplet letniej biżuterii . Dziś pokażę  malutkie kolczyki w formie kwiatuszków wykonane na szydełku z kordonków. Reszta kompletu czyli bransoletka i  naszyjnik    będą do obejrzenia wkrótce.
        Zastanawiam się czy taka biżuteria   pasuje tylko  małym dziewczynkom czy może  tym trochę większym też?
           Różowy komplet  który pokazywałam tu Różowy komplet robiłam dla 8 latki ale podobał się całkiem dorosłym  pannicom może więc kwiatuszki też niekoniecznie są dla dzieci?
Kolczyki zgłosiłam do zabawy Zainspiruj nas -kolczyki

Kolczyki z letniego kompletu

niedziela, 15 czerwca 2014

Na okrągło

        Dawno już nie brałam udziału w blogowych wyzwaniach. Pora to nadrobić więc postanowiłam spróbować swoich sił w wyzwaniu Otwórz szufladę- czerwiec- " Na okrągło"
          Dozwolone kolory  w tym wyzwaniu to zieleń , błękit i piaskowy brąz ,  praca miała być okrągła a inspiracja było zdjęcie  morskiego brzegu. Wydziergałam więc szydełkową bransoletkę .Bransoletka jest dwustronna  i można ją nosić   w dowolny sposób albo jako gładką,  ciemnozieloną albo  jako beżową z fantazyjnymi wzorami. Mam nadzieję, że spełniłam wszystkie warunki organizatorów  a bransoletka się Wam spodoba , jest mięciutka, leciutka   i  wygodna.   Drugiej takiej samej nigdzie nie znajdziecie bo to taki   freeform.


piątek, 13 czerwca 2014

Biała chusta

            Białą chustę pokazywałam już wcześniej   o  właśnie w tym wpisie  Biała chusta nie tylko do ślubu
Chusta szybko znalazła nową właścicielkę  co mnie bardzo ucieszyło bo  co może być przyjemniejsze  niż   świadomość, że  moja praca będzie towarzyszyć komuś w dniu ślubu.  
        Chustę pokazywałam  w październiku ubiegłego roku trochę się więc zdziwiłam  gdy niedawno  odezwała się do mnie kolejna osoba którą ta chusta zainteresowała. Miło mi, że zaglądacie na mój blog i oglądacie nie tylko  bieżące wpisy. Powstała więc  kolejna  biała chusta i  również ta ma być dodatkiem do ślubnej kreacji  co jest dla mnie  i mojej pracy wyróżnieniem.



środa, 11 czerwca 2014

Złota sukienka

Kilka dni temu odbyło się kolejne już VII  Szczecińskie Spotkanie Szyciowe.  Było jak zwykle  super miło , wymieniłyśmy się przydasiami szyciowymi , popodziwiałyśmy   co tam która uszyła, udzieliłyśmy wywiadu do radia , umówiłyśmy się na bezpłatne warsztaty patchworkowe . Dzięki wspaniałym sponsorom i bezpłatnej pracy naszych instruktorek warsztaty się odbędą   mimo, że  nie udało nam się zebrać wymaganej kwoty  w projekcie o którym pisałam  tu   Szczecin szyje
Dzięki  grupie Szczecin Szyje zyskałyśmy  mnóstwo nowych wspaniałych znajomych a niektórzy  nawet przyjaciół. Zgodnie z naszym hasłem grupa wspiera, grupa radzi, grupa nigdy Cię nie zdradzi pomagamy sobie  nie tylko w sprawach  szycia ale zwykłych  banalnych ,życiowych. Bo choć  internet  ułatwia  kontakty międzyludzkie  to nic nie  jest w stanie zastąpić  spotkań w realu.
Na ostatnim spotkaniu obiecałam, że wrzucę czasem  zdjęcie  sukienek do tańca   które szyłam. Dziewczyny były ciekawe bo to takie inne szycie  ,  to raczej projekty  trochę artystyczne. W takiej sukience nikt  się na spacer nie wybierze , nawet  nie pójdzie na imprezę czy do teatru. Chyba nawet na współczesne bale jest ona nieodpowiednia bo za bardzo strojna. Dziś więc zgodnie z obietnicą zdjęcie jednej z takich sukienek .  Uszyta z satyny w kolorze starego złota na którą nakleiłam kwiaty z koronki gipiurowej. Sukienka na wierzchu  ma naszytą elastyczną czarną siatkę, cała góra sukienki z naszytą koronka gipiurową ozdobiona jest dodatkowo kamieniami Swarovskiego. Dodatkiem jest też czarne boa ze strusich piór.  Zdjęcie z turnieju na Węgrzech zrobione przez zawodowego fotografa .


poniedziałek, 9 czerwca 2014

Żółw

Mój wnuczek nie bawi się pluszakami. Preferuje  zabawki motoryzacyjne wiec nie mam motywacji do robienia   misiów i  zwierzątek  szydełkowych  choć te zrobione dawniej a widoczne na ostatnim zdjęciu   nadal  się dzielnie trzymają
Czasem jednak nabieram chęci i robię jakąś zabaweczkę. Tym razem zrobiłam małego żółwia i nakarmiłam go zielonym listkiem Wnuczek go obejrzał powiedział , że jest piękny i odłożył na półkę. Żółwik musi więc poczekać  na kogoś kto go pokocha.


piątek, 6 czerwca 2014

Sukienka z zakładkami

      Czerwono-różowa sukienka  z zakładkami to model  z Burdy 6/2009 .Uszyłam ją  z elastycznego materiału  bo takie wygodne rozciągliwe  materiały  preferuje  właścicielka sukienki.  Nie jest to prosty wykrój mimo, że oznaczony tylko 2 kropeczkami. Przód jest uszyty podwójnie  a i  ułożenie zakładek nie jest  banalnie proste.  Dekolt  sukienki  mógłby być trochę mniejszy ale o tym przekonałam się dopiero po skrojeniu sukienki . Tył sukienki jest  gładki bez zakładek. Model bardzo fajny dobrze leży na figurze , podkreśla kształty i jest bardzo kobiecy. Zastanawiam się tylko czy  powinnam pokazywać  moje  szyciowe "dzieła" nie mając manekina . Na wieszaku sukienka wygląda jak  worek mimo, że to rozmiar 36  a w rzeczywistości pięknie eksponuje kobiece wdzięki.  Zdjęć na właścicielce nie będzie więc miałam do wyboru albo nic albo zdjęcie na wieszaku. Wybrałam więc  to co mam.



niedziela, 1 czerwca 2014

Upleciona bransoletka

Wracam do bloga  mimo kłopotów,  nie wiem tylko na jak długo.  Dziś  bardzo króciutki wpis  o bransoletce. Uplotłam ją na dysku kumihimo . To dwie plecionki  zszyte razem  tak by tworzyły wzorek. Do plecionki wykorzystałam fantazyjną włóczkę i frędzle z zasłon w fioletowych kolorach. Takie właśnie kolory lubi nowa właścicielka bransoletki. 
PS.
Bardzo się cieszę z licznych odwiedzin mojego bloga mimo , że ostatnio na nim  nie było nic nowego. Dziękuję  i zapraszam.