Różowy kapelusik z włóczki bawełnianej zrobiłam dla majowej solenizantki. Mała modnisia ma tylko 2,5 roczku więc na kapelusiku umieściłam kolorowe kwiatki i maleńkiego motyla. Bardzo się starałam , przerabiałam kapelusik kilkukrotnie aby był odpowiedniego rozmiaru, dobierałam kwiatki ich kolory i kształt. Dziergałam go siedząc w kolejce między jednym zabiegiem rehabilitacyjnym a drugim wzbudzając niemałą sensację ale i mnóstwo pozytywnych komentarzy.
Kapelusik wydał mi się dziewczęcy, wesoły, przewiewny. Został podarowany , przymierzony więc tu powinna się zakończyć moja opowieść.
Tak się jednak zdarzyło, że na drugi dzień przypadkowo i zupełnie niespodziewanie trafiłam do domu solenizantki. Siadając na kanapie zauważyłam w jej rogu mój kapelusik , wygnieciony, porozciągany, wymieszany z brudną ściereczką, wciśnięty pod poduszkę jak jakiś śmieć. Nie ma co ukrywać zrobiło mi się smutno, że tak został potraktowany mój prezent. Nie został kupiony co nie znaczy, że jest nic nie wart, został zrobiony moimi rękami i włożyłam w niego sporo serca. Niestety chyba okazał się niechcianym prezentem. Na pocieszenie wymyśliłam sobie, że to może mała księżniczka go tam wcisnęła a jej wybaczę wszystko ale to bardziej moje chciejstwo niż prawda.
Postanowiłam jednak, że na razie niczego nie wydziergam dla małej bo mój gust i gust mamy księżniczki to dwa różne światy. Szkoda mojego trudu , lepiej by było gdybym go nie zrobiła bo chciałam sprawić radość a sprawiłam przykrość głównie sobie.
Na szczęście uśmiech i przytulasek księżniczki trochę mi poprawił humor.

