Obserwatorzy.

sobota, 29 sierpnia 2015

Podziękowania.

Dziękuję za przemiłe komentarze  dotyczące chusty. Cieszę się , że spodobała się nie tylko właścicielce. Może jeszcze skuszę się na zrobienie   takiej chusty tym razem dla siebie.Chyba, że wymyślę jakieś inne zastosowanie  tej techniki bo koronkowych sukienek i bluzeczek to raczej nosić nie będę  , do  serwet i obrusów też jakoś nie mam przekonania wolę   proste formy. Dla rodziny i znajomych w ramach podarunków  robić nie  zamierzam  bo  to bardzo pracochłonna technika  a zresztą postanowiłam kontynuować akcję  " nie wciskam".
A tu ostatnie zdjęcie chusty na którym jako tako widać  kolor ecri 


W dzisiejszym wpisie  chciałabym  jeszcze komuś podziękować a mianowicie Tasiemce w grochy
od której dostałam właśnie teraz  piękny  prezent. Zapisałam się u niej  w kwietniu  do blogowej zabawy. Do wygrania był notes i właśnie taki  piękny  spersonalizowany notes od niej  otrzymałam. Muszę  się zastanowić do jakich to ważnych zapisków  będę go używać. Dziękuję bardzo,  lubię prezenty nie tylko piękne ale i użyteczne.


wtorek, 25 sierpnia 2015

Koronka irlandzka- chusta ecri.

Ponarzekałam ostatnio , że nikt nie chce tego co robię. Trochę  już mi przeszło rozgoryczenie choć nadal trwam w postanowieniu  " nie wciskania" czyli nie proponowania  moich prac bliższej i dalszej rodzinie   czy znajomym. Czasem nauczę się  czegoś nowego, wypróbuję nowy wzór, zrealizuję nowy pomysł i natychmiast chce się nim pochwalić. W końcu każdy jest choć odrobinę próżny i potrzebuje  uznania. Dotychczas  pokazywałam  to krewnym , znajomymi  i  oświadczałam, że jak chcą to mogą sobie zabrać  moje nowe "dzieło".  Doszłam jednak do wniosku , że przynajmniej niektórzy uważają, że jak rozdaję moje prace za darmo to pewnie  one  nic nie są warte. Koniec  z propozycjami  z mojej strony,  ustalam   minimalną  cenę  za moje prace  i  będzie to "uprzejma prośba" . Od teraz  czekam  na prośby  tych co  chcieliby  mieć coś mojego. Nie wiem tylko czy się  doczekam  bo  czasem mam wrażenie, że  osoby  które  nie potrafią  niczego zrobić własnoręcznie nie wiedzą  o co mogłyby poprosić  ale to już ich problem. Zawsze mogą iść do sklepu i kupić to co im wpadnie w oko.

Na szczęście  są jeszcze tacy którzy potrafią docenić piękno rękodzieła.. Tak było  wtedy gdy pokazałam ślubną chustę  z koronki irlandzkiej. Chusta spodobała się pewnej sympatycznej osobie tak bardzo, że namówiła mnie do wykonania kolejnej podobnej. Gosia mieszka w Niemczech i sama potrafi pięknie szydełkować może właśnie dlatego potrafi docenić moją pracę.
 Takie zamówienia są wyjątkowo trudne  dla obu stron bo  nie mogę z góry określić jak będzie wyglądał końcowy efekt. Zawsze się boję, że  rozminą się  oczekiwania zamawiającej z moją wizją. Każdy egzemplarz takiej pracy jest  inny i nie da się zrobić dwu identycznych rzeczy.  Uzgodniłyśmy , że  nowa chusta ma  być podobna do chusty ślubnej  czyli duże kwiaty i  koronka brugijska zamiast frędzli.To mi trochę  ułatwiło zadanie Ta chusta   też jest wydziergana  z bawełnianych nici  DMC Tradition 10 tylko  w kolorze ecri. Niestety kolor słabo jest widoczny na zdjęciu ale jest piękny z cudnym połyskiem.Wymiary chusty to ok.  230 x 90 cm jest więc całkiem spora. Trochę się przy niej napracowałam , zrobienie jej zajęło mi miesiąc  ale poszło mi lżej niż  przy chuście ślubnej   bo jak wiadomo ćwiczenie czyni mistrza. Sądzę , że każda następna  praca z koronką irlandzką będzie szła mi  jeszcze sprawniej.Chusta już dotarła do nowej właścicielki , spełniła  jej oczekiwania  co bardzo mnie ucieszyło bo  miło jest usłyszeć komplementy. Sama jestem zadowolona z tego co zrobiłam a jestem  chyba najsroższym krytykiem własnych prac.

Muszę powiedzieć, że spodobała mi się ta pracochłonna technika  jeśli więc ktoś by chciał mieć  coś wykonanego  z zastosowaniem koronki irlandzkiej to zapraszam do kontaktu. Wystarczy wpisać w  wyszukiwarkę " irish crochet"  aby obejrzeć cudeńka zrobione w tej technice. Widziałam już piękne serwety, obrusy , bluzki i cudowne suknie. Mogę podpowiedzieć jak się za to zabrać , mogę pomóc , mogę zrobić. Skoro nie będę robić nic dla krewnych to mogę robić dla obcych. Chciałabym  teraz nauczyć się jeszcze bardziej pracochłonnej techniki  czyli koronki rumuńskiej. W jakim celu? Bez celu,  dla samej satysfakcji w końcu człowiek uczy się całe życie.



wtorek, 18 sierpnia 2015

Od dziś nie wciskam.

Widzę, że   poszewka się i Wam spodobała to bardzo miłe. Mam wydziergany  jeszcze jeden wierzch poduszki   tylko bawełnianej poszewki nie chce mi się uszyć bo ostatnio mam kryzys twórczy, powoli dochodzę do wniosku, że chyba czas już przestać robić cokolwiek. Przyczyna jest prozaiczna, nie mam  co i dla kogo robić a robienie do szuflady  mnie zniechęca. Kiedyś pisałam o tym problemie i on co jakiś czas do mnie wraca.  Rodzina jest obszyta i obdziergana w nadmiarze i właściwie nic już nie chce a nawet gorzej bo ostatnio usłyszałam przykre dla mnie zdanie " co jeszcze chcesz nam wcisnąć?" . Zabolało mnie  to okropnie bo wkładam  w moje prace nie tylko talent, pasję ale i kawałek siebie. Oddaje to wszystko za darmo  z dobrego serca, nie wciskam tylko pokazuję i pytam czy   ktoś chce czy nie. Wystarczyło powiedzieć nie dziękuję nie jest mi to potrzebne. Postanowiłam , że już  więcej nie będę pytać. To co mam gotowe rozdam lub wymienię na coś innego. Może na jesieni będą jakieś blogowe wymianki , może   sama zaproponuję swoje prace na wymianę. Czy będę robić następne rzeczy ? Pewnie tak choć trudno robić dla siebie  kolejną chustę,broszkę, bransoletkę, sweterek  czy czapkę jeśli i tak chodzę w jednej ulubionej zrobionej tak porządnie, że za nic nie chce się zniszczyć. Jak widzicie  wystarczy jedno nieprzemyślane  zdanie aby sprawić komuś ogromną przykrość. Może jestem nadwrażliwa i zbyt mocno się tym przejęłam, w końcu chyba  nikt nie chciał  mnie obrazić ale wrażliwość to podobno nieodłączna cecha tych co  coś tworzą . Może to pogoda, może zły nastrój, może się starzeję i zaczynam być marudna -nie wiem. Pewnie z czasem  jakoś sobie z tym problemem poradzę a może Wy macie  swoje własne  sposoby na zwalczenie  zniechęcenia do robótek bo jak przypuszczam  nie jestem z tym wszystkim osamotniona.
PS.
Arkimeks   Kółka na poszewce są wykonane  szydełkiem zwykłym łańcuszkiem tylko robionym na wierzchu robótki

Kapelusik  zrobiony dla znajomej której   trudno jest nosić  ciągle peruczki 
a ze względu na chorobę ma problem z włosami. 
Sama mnie o niego prosiła, nic jej nie "wciskałam".


poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Dla sąsiadów.

Dobrzy, uczynni, mili sąsiedzi  każdy takich by chciał mieć. Na działkach jest jednak różnie bo część z sąsiadów uznaje  tylko  wypoczynek przy głośnej muzyce, grillu i piwie. Ja mam jednak miłych sąsiadów i wszyscy staramy się sprawiać sobie miłe niespodzianki. Ja dostaję czasem wyhodowane warzywa, kwiaty lub sadzonki  staram się więc jakoś zrewanżować.W zeszłym roku zrobiłam  Siatkę tym razem dla miłych sąsiadów  zrobiłam poszewkę na poduszkę. Poszewkę uszyłam z bawełny a jej wierzch wydziergałam na szydełku. Chciałam aby prezent był użyteczny , na bawełnianej stronie poszewki  można się zdrzemnąć, szydełkową stroną  ozdobić ławeczki na tarasie domku. Sąsiedzi bardzo dbają o estetykę działeczki więc pomyślałam, że  prezent się spodoba.  Było mi bardzo miło gdy uradowana  sąsiadka postanowiła  zabrać poszewkę do domu bo stwierdziła, że  szkoda jej na działkę. 



czwartek, 13 sierpnia 2015

Jabłuszka

Zaprosili nas znajomi na działkę. Pogoda upalna  cały dzień spędziliśmy więc pod drzewami . Było cudownie, leniwie, wiaterek przyjemnie powiewał . Jadąc   tam po raz pierwszy chciałam obdarować gospodarzy jakimś malutkim prezentem zrobiłam więc szydełkowe podkładki pod kubki w formie jabłuszek. Zastanawiałam się  w co je zapakować bo przecież nie mogłam ich ot tak wyciągnąć z torby. Z reszki  zwykłej tektury falistej zrobiłam  okrągłe pudełko dopasowane rozmiarem do podkładek, jeszcze tylko mała różyczka z papieru pakowego jaki mi został po rozpakowaniu paczki. Wiem - to zboczenie ale czasem szkoda mi wyrzucać  czegokolwiek .Staram się jednak  od razu przetwarzać "śmieci" i to właśnie w ten sposób powstało kilka różyczek z papieru w jaki była zapakowana  paczka jaką niedawno otrzymałam. Kwiatki schowałam  a teraz były jak znalazł i idealnie pasowały do tekturowego pudełka. Jak  się pudełko nowym właścicielom znudzi to zawsze można na nim grilla rozpalić i w ten sposób papier  zyska kolejne zastosowanie. Z prezentem trafiłam idealnie  bo popijając  zieloną herbatkę cały dzień obserwowaliśmy jak
co chwila z olbrzymiej jabłoni spadało czerwone  jabłuszko. 



środa, 5 sierpnia 2015

Jak skóra węża

Powoli dziergam chustę, koronka irlandzka wymaga dużo  cierpliwości i czasu. Dziś więc  pokażę ostatnią z moich szydełkowo-koralikowych bransoletek.  Ta też jest  szaro- żółta tyle , że nie okrągła a płaska. Ta bransoletka wzbudziła  zainteresowanie mojego małego wnuczka który  ją oglądał, głaskał i stwierdził, że jest  jak skóra węża. Wyobraźnia dzieci nie zna granic bo bransoletka nie ma żadnego wzoru i jest zrobiona ze zwykłych koralików TOHO 11. Jemu się spodobała mogę więc spokojnie  pokazać ją i Wam.


piątek, 31 lipca 2015

Po jarmarku

Byłam ostatnio na bardzo dużym  jarmarku . Nie przepadam za  takimi imprezami ze względu  tłumy ludzi, hałas i wszechobecne zapachy  wszelkiego  jedzenia. i trunków. Obeszłam jednak wszystkie stoiska a było ich podobno ok 200.  Pomijając jedzenie , miody, chlebki, oscypki, wafle, lizaki  itp. było też mnóstwo rękodzieła. Z ciekawością obejrzałam  piękne stoiska, piękne prace. Musze powiedzieć, że  wystawcy bardzo dbają o estetykę . Większość namiotów ( chyba były one organizatorów jarmarku)  była pięknie  udekorowana, prace były wspaniale  wyeksponowane. Czasy stolików turystycznych chyba bezpowrotnie minęły. Problem tylko miałam ze znalezieniem czegoś interesującego. Na stoiskach z biżuterią  królują   koraliki we wszelkich konfiguracjach. Plecione, szydełkowe, na rzemykach, na sznurkach , na gumkach itp. Biżuterii było mnóstwo ale   miałam wrażenie, że na wszystkich stoiskach  są podobne rzeczy.  Może gdyby jarmark był mały  byłoby inaczej  tak ale  przy piątym stoisku z biżuterią  straciłam orientację czy już  widziałam to stoisko czy jest to całkiem inne tylko biżuteria podobna.  Osobna grupa rękodzieła to   rzeczy szyte.   Tildy, serduszka, ptaszki, poduszki, stworki, przytulanki . Wszystko śliczne, nawet porządnie uszyte tyle tylko, że  na każdym stoisku podobne., ptaszek błękitny, ptaszek różowy, serduszko w krateczkę, serduszko w kwiatuszki., przytulanka piesek, przytulanka kotek. Oczywiście znalazłam kilka  oryginalnych stoisk z pięknym rękodziełem  i wyróżniały się one z tłumu ale żeby był przy nich tłok to nie powiem. Wzruszył mnie  widok niepełnosprawnego pana który ze zwykłych patyków strugał   drewniane kwiatuszki, Z ciekawością obejrzałam garncarza  z bosymi noga usmarowanymi gliną jak  zagniatał "ciasto" , kowala który miał miniaturowe palenisko i pracował na oczach wszystkich zwiedzających.. Na jarmarku zobaczyłam, że  rękodzieło jest coraz bardziej popularne i to mnie cieszy. Nie wiem tylko tworzenie rękodzieła jest opłacalne dla sprzedających bo  kolejki były tylko przy stoiskach z  jedzeniem i piciem. Zastanawiałam się ile trzeba sprzedać na takim jarmarku aby zwróciły się zapewne nie małe koszty  wynajęcia stoiska a to przecież tylko ułamek  wkładu rękodzielnika.  Oczywiście  było też "chińskie rękodzieło"   np. szydełkowy obrus na  spory stół za 65 zł. Ceną z tym się nie da konkurować, jakością z pewnością tak   tylko czy  przeciętny kupujący jest w stanie jakość dostrzec i docenić. Czasem  słyszę dobre rady - piękne rzeczy potrafisz zrobić załóż działalność. Nie to nie dla mnie. Chyba jestem na to za stara , brak mi entuzjazmu i wiary, że potrafiłabym się z tego utrzymać. Robienie  dziesiątek podobnych rzeczy zwyczajnie mnie nuży, jeżdżenie po targach, jarmarkach, siedzenie  przez całe dni przy stoiskach przy różnej pogodzie to nie na moje zdrowie. Jednego tylko zazdroszczę  rękodzielnikom wystawiającym swoje prace  -  kontaktów  i  znajomości zawartych w czasie  jarmarku. Może właśnie to jest istotą tego typu imprez? 
Majątku  na moich pracach z pewnością nie uda mi się zrobić  ale co tam . Dziergam sobie powoli następną chustę bo ta  biała chusta   spodobała się pewnie sympatycznej osobie  tak bardzo, że namówiła mnie do zrobienia następnej tym razem w kolorze ecri. 


środa, 29 lipca 2015

Bransoletka

W poprzednim wpisie pokazałam bransoletkę koralikowo- szydełkową szarą w żółty wzorek. Dziś kolejna bransoletka która jest w zasadzie identyczna czyli  żółto- szara tyle tylko, ze w odwrotnym układzie tzn. bransoletka jest żółta a wzorek szary. Może się komuś wydaje, że innego wzoru nie potrafię robić ale zapewniam, że tak nie jest. Tak to sobie od początku wymyśliłam. Miałam nawet zamiar zrobić z nich jedną bransoletkę,  taką podwójną ale doszłam do wniosku, że dwie to lepsze rozwiązanie bo zawsze mogę nosić je oddzielnie. Gdyby ktoś jeszcze nie umiał szydełkować koralikowych sznurów a  chciał się nauczyć polecam wspaniały blog Weraph  Znajdziecie tam wszystko co potrzeba:  kursy, wzory, porady. Koraliki są tanie za kilka złotych możecie sobie sami wyczarować taką biżuterię jaką sami wymyślicie. W następnym wpisie pokażę już ostatnią bransoletkę tym razem płaską  ( no prawie płaską).




poniedziałek, 27 lipca 2015

Dla siebie.

Bransoletki koralikowo-szydełkowe  nauczyłam się robić już dawno. Zrobiłam  ich już wiele ale jak to bywa  z przysłowiowym szewcem  co bez butów chodzi i ja nie zrobiłam żadnej bransoletki dla siebie. Całe szczęście, że   kilka pięknych bransoletek dostałam od Was  (w wymianach i Candy) bo inaczej nie miałabym  żadnej.  Postanowiłam jednak to zmienić i wreszcie zadbać również o siebie. Zmobilizowała mnie uroczystość rodzinna, zakupiona nowa sukienka i brak biżuterii w odpowiednim kolorze. A może jednak świadomość, że ciągle robię  coś dla innych , nigdy dla siebie  była motorem mojego działania?   Nie ważne  z jakiej przyczyny ale bransoletki powstały. Zamiast bowiem jednej  zrobiłam ich aż 3  sztuki w tym jedną dwustronną. Wzory niezbyt skomplikowane  ale mnie się podobają,  koraliki Toho 11, roboty nie  dużo bo mam szczuplutki nadgarstek. Muszę powiedzieć, że  z dumą  je  nosiłam w końcu to moja robota.
Dziś pokażę pierwszą z nich- szarą z żółtym wzorkiem. Jeśli chcecie zobaczyć dwie pozostałe zapraszam  do zaglądania do mnie.


czwartek, 23 lipca 2015

Pomieszanie z poplątaniem.

Cieniowana akrylowa włóczka i zwykły łańcuszek zrobiony na szydełku tylko  super  długi.  W tak prosty sposób powstał ten naszyjnik w  morskich kolorach Czasem niewiele potrzeba umiejętności aby zrobić coś  fajnego. Mam nadzieję, że i Wam się spodoba  naszyjnik który mnie kojarzy się ze spienioną wodą.



poniedziałek, 20 lipca 2015

Szczęśliwy los

Szczęśliwy  los  sprawił mi kolejna niespodziankę. Zapisałam się do zabawy u Dasandy. Do wygrania była  koralikowa bransoletka . Bransoletek było kilka i aż trudno było się zdecydować na jedną takie były śliczne  Zrządzeniem losu udało mi się wygrać i wybrałam bransoletkę z zielonymi koralikami. Przyszła do mnie  całkiem spora  paczuszka a w niej  wspaniałe prezenty bo po za bransoletką były jeszcze kolczyki do kompletu , druga para kolczyków , drewniana urocza zawieszka, motyle, wstążeczki, czekolada i piękna świeczka która nawet nie załapała się do zdjęcia bo już została porwana. Dasando  bardzo Ci dziękuję za  wspaniałe prezenty.Zapraszam wszystkich do zajrzenia na jej blog i zobaczenia na własne oczy jak piękne rzeczy tworzy.



sobota, 18 lipca 2015

Zakochani tancerze.

Haftuję tylko sporadycznie  jakoś mi nie po drodze z tą techniką choć  potrafię haftować : krzyżykami , haftem płaskim, angielskim a nawet wstążeczkowym. Moje obie Babcie haftowały więc  zostałam "wyszkolona" jeszcze w dzieciństwie. W swoim życiu  parę rzeczy wyhaftowałam.  Podusie, pościel, śliniaczki, sukieneczki, obrazki  dla  moich dzieci a nawet  balową sukienkę ale ta technika jakoś nie została ze mną na co dzień. Z okazji uroczystości rodzinnych  staram się czasem  coś wyhaftować ale tylko dla tych co do których mam pewność, że z podarunku się ucieszą. Nie chciałabym  uszczęśliwiać nikogo na siłę   ani wkładać serca w prezent który natychmiast wyląduje w pawlaczu lub na strychu. Z okazji  ślubu wyhaftowałam mały obrazek dla Młodej Pary a ponieważ  Młodych połączył taniec jest to tańcząca para. Trochę się obawiałam czy Młodzi  się ucieszą z prezentu ale o dziwo obrazek najbardziej się spodobał Panu Młodemu.  Pierwowzór obrazka znalazłam gdzieś w sieci , trochę  go zmieniłam, tu ujęłam , tam dodałam. Prezent wręczony mogę więc go pokazać.

środa, 15 lipca 2015

Po miesiącu miodowym.

Pokazywałam ostatnio ślubne drobiazgi ale przecież na ślubie życie się nie kończy tylko zaczyna. Po pięknych , bajkowych chwilach pora wracać do rzeczywistości uszyłam więc dla Panny Młodej kuchenny fartuszek. Znalazłam kiedyś kawałek  materiału z nadrukowanym obrazkiem który teraz jak ulał pasuje do  sytuacji bo jak już miesiąc miodowy się skończy to   jakoś trzeba się podzielić obowiązkami domowymi. Samo się przecież  nic  nie zrobi!!!!!


poniedziałek, 6 lipca 2015

Bransoletka haftowana koralikami.

Jak Panna Młoda ma  artystyczna duszę to   ma też  zupełnie nietypowe potrzeby. Najpierw miało nie być żadnych ozdób ani na sukni ani nigdzie indziej. Okazało się szybko, że kupienie skromnej ale oryginalnej sukni ślubnej zupełnie  bez świecidełek jest praktycznie niemożliwe. Mało bo mało ale świecidełka na sukni są więc i jakieś świecące dodatki okazały się niezbędne. Wybór padł na  haftowana gipiurę. Koronka została więc zakupiona , powycinana i wyhaftowałam ją różnymi koralikami. Niektóre koraliki są mikroskopijne wiec roboty było co niemiara  na szczęście rączka Panny jest szczuplutka. Poduszka na obrączki  ( to ta pod bransoletką ) , podwiązka  z niebieska wstążeczką , torebka  szydełkowa ( pożyczona od  synowej) i  spinka do włosów    zrobiona ze starej broszki Babci. W ten sposób chyba mam już wszystko co potrzeba   czyli nowe, stare, niebieskie i pożyczone. Chyba, że o czymś zapomniałam lub znacie inne ślubne przesady.




piątek, 3 lipca 2015

Bukiet z róż.

Wkrótce mam  ważną uroczystość w rodzinie czyli ślub. Obecna moda  nakazuje  przynosić zamiast kwiatów jakiś dobry trunek. Sami młodzi o to proszą i  chyba maja rację, bo pamiętam jeszcze z czasów mojego ślubu  całe naręcza kwiatów które nie wytrzymały  lipcowych temperatur. Może więc faktycznie szkoda  wyrzucać pieniądze na bukiety i lepiej zakupić  coś  innego. Ja kocham  kwiaty choć muszę przyznać , że wolę je jak rosną niż jak już są zerwane.  Wymyśliłam więc kompromis czyli  podaruję Młodym kwiaty ale dopilnuję, żeby nie zwiędły  nim wesele się skończy.  Zrobiłam  więc bukiet z  róż materiałowych. Wykorzystałam   różne materiały i w różnych kolorach.  Muszę powiedzieć, że było przy nim mnóstwo pracy , znacznie więcej niż przewidywałam. Trzeba było wyciąć każdy płatek każdego kwiatka, opalić go nad świecą, skleić  klejem na gorąco. Potem to już tylko przyjemność w układaniu, choć  zrobienie rączki i podstawy też mi trochę czasu zajęło.  Bukiet  nie jest duży  20 x12 cm - oczywiście to wymiary samych kwiatków bez  rączki i podstawy. Mimo średnich rozmiarów  zmieściło się na nim aż 35 kwiatków. Jestem ciekawa  czy się spodoba Młodym w każdym razie ja będę zadowolona, że nie pójdę składać życzeń z "pustymi rękami".  A Wy chciałybyście dostać taki bukiet  bo ja to chyba taka staromodna jestem więc i  gust mam staromodny?

PS.
 Dziękuję za słowa wsparcia pod poprzednim wpisem. Sytuacja mnie przerasta ale życie toczy się dalej.




niedziela, 28 czerwca 2015

Pokochać siebie?

Lato w pełni a u mnie  dziś deszcz i zimno , patrzę z nadzieją za okno bo jakby kawałek błękitnego nieba widać. Robótkuję  mało bo znów  kłopoty rodzinne mnie przerastają i nie jestem w stanie nawet  się cieszyć  najważniejszą chwilą w życiu mojego dziecka.  Staram się jak mogę wszystko ogarnąć ale  jest mi coraz trudniej udźwignąć problemy. Jestem z natury optymistką , staram się nie wyolbrzymiać problemów i jakoś je rozwiązywać a jednak z wiekiem mam coraz mniej sił na walkę z wiatrakami. Nie chcę już pomagać na siłę gdy druga strona  wszystko traktuje  jak zamach na swoją wolność lub pieniądze. Pewnie jest to skutkiem choroby  ale mam wrażenie, że to właśnie ja cierpię najbardziej atakowana  i oskarżana o całe zło świata. Boję się, że  wkrótce się poddam depresji i sama będę potrzebować pomocy. Nie lubię pisać o sobie ,  nie chcę nikogo obarczać moim smutkiem. Z natury jestem skryta ale "czasem człowiek musi inaczej się udusi"  jak brzmią słowa piosenki. Jeszcze walczę tylko jak długo starczy mi sił? Podobno mam silny charakter a jednak już raz  straciłam kontakt ze światem , drugi raz mogę nie wrócić do żywych. Moje pokolenie jest wychowane w poczuciu obowiązku , muszę  pomóc  rodzicom, dzieciom, wnukom  nawet kosztem siebie. Nie umiem tego zmienić a powinnam bo krzywdzę siebie. Muszę się nauczyć egoizmu bo chyba trzeba siebie pokochać i może wreszcie zacząć zaspakajać własne potrzeby a nie potrzeby innych którzy   traktują moje uczynki jako coś im należnego za które nawet dziękuję nie trzeba powiedzieć.
Dość narzekania pewnie wkrótce  usunę ten wpis bo dojdę do wniosku, że niepotrzebnie o tym napisałam.
Może więc  pokażę Wam zdjęcie moich balkonowych kwiatków. To pięknie kwitnący niecierpek a ten kwiatuszek w koszyczku zrobiłam sama z krepiny. Stał sobie na słonecznym oknie i  po wyblaknięciu wygląda jak żywy, prawda? Kwiaty poprawiają mi nastrój, chyba  wybiorę się do różanego ogrodu od czegoś trzeba zacząć robienie sobie przyjemności.


sobota, 20 czerwca 2015

Gdzie to lato jest?

Za oknem deszcz, wiatr, zimno, chmury. Gdzie jest lato? Uszyłam już dużą plażową torbę a tu z plaży nici. Grube płótno, żeby słońce nie wypaliło dziury, podszewka z kieszonkami na zamek  coby kluczy nie zgubić w piasku. Pojemność duża  w końcu na plażę zabieramy mnóstwo potrzebnych i niepotrzebnych rzeczy. Zapięcie na zamek, solidne wzmocnione  sztywnikiem rączki i szerokie dno. Teraz pozostaje mi czekać na  ciepełko. jest nadzieja bo widzę teraz kawałeczek błękitnego nieba po całym dniu  deszczu i chmur.




czwartek, 11 czerwca 2015

Chusta ślubna

Jakiś czas temu pokazywałam fragmenty chusty którą dziergałam na szydełku z bawełnianych nici. To duża  ślubna chusta. Połączyłam kilka technik wykonania tzn. koronkę irlandzka, brugijską i rumuńską. To moja pierwsza tak duża koronkowa praca (250x90 cm).  Musiałam się przy tej  okazji sporo się nauczyć bo z koronki brugijskiej wykonywałam dotychczas  tylko  proste sploty a siateczki  w koronce irlandzkiej nie robiłam nigdy. Chusta jeszcze nie jest wyprana ani naciągnięta (zrobię to przed samym ślubem) ale  już ją pokażę . Nie wiem czy będzie  jeszcze okazja do zrobienia jej zdjęć. Panna Młoda jeszcze jej w realu nie widziała , mam nadzieję, że jej się spodoba.



środa, 3 czerwca 2015

Truskawki

Sezon truskawkowy w pełni. Codziennie pałaszuję miseczkę słodkich truskawek bo bardzo je lubię. Kiedy zobaczyłam u Modrak Cafe    "Majową truskawkową wymiankę"  postanowiłam wziąć w niej udział. Pary wymiankowe były ustalone metodą  łańcuszkową. Ja przygotowałam  prezenty dla Mam i ja  , dla mnie  prezenty przyszły od Aliny.
Pierwszym prezentem który przygotowałam był szydełkowy  jeż . Co jeż ma wspólnego z truskawkami? Otóż mój jeż uwielbia truskawki   co widać na zdjęciu. Drugim prezentem który przygotowałam była zielona torba na zakupy z  szydełkową aplikacją z truskaweczkami. Bardzo mi się spodobał  truskawkowy motyw  a nauczyłam się go robić specjalnie na potrzeby wymianki. Z pewnością jeszcze go wykorzystam bo jest wyjątkowo efektowny. Reszta  wymiankowych prezentów to  trochę przydasi i słodyczy.





Prezenty które przysłała mi Alina są wyjątkowo kruche ale dojechały do mnie w całości.Szklany  ozdobny talerz i szklaneczki oraz pudełko na chusteczki. Wszystko w smakowitych truskawkach.Alinko dziękuje za piękne oryginalne prezenty.


czwartek, 28 maja 2015

Pantofelki ze skarpetkami.

Nasza maleńka perełka czyli moja wnusia nie lubi leżeć w miejscu. Interesuje ją świat i wszystko co się wokół dzieje. Trudno ja utrzymać  na rękach, wierci się i kręci ściągając przy okazji  buciki które jej wydziergałam. Wpadłam więc na pomysł zrobienia  nowych pantofelków  razem ze skarpetkami. Teraz błyskawiczne  ściąganie bucików nie jest już takie proste  nawet dla wierzgających nóżek. Buciki wydziergałam na szydełku z bawełnianych nici. Szara podeszwa, obowiązkowy róż na cholewkach ,  paseczek imitujący zapięcie,białe skarpetki  z falbanką i na specjalne zamówienie   mojego małżonka po  trzy kwiatuszki na każdym buciku.  Dziadzio jest  zakochany w naszej kruszynce  i o dziwo zwraca uwagę na takie szczegóły jak falbanki i kwiatuszki.



wtorek, 26 maja 2015

Zadowolona.

W poprzednim wpisie opisałam historie   resztkowych kwadracików. Nie  każdy lubi rękodzieło  a ja nie lubię jak moje prace lądują w zakamarkach schowków bo ktoś uważa, że   są "obciachowe". Szukam wiec  takich  osób które się  z prezentów  autentycznie ucieszą. Poszewka z poprzedniego wpisu powędrowała do nowego domu i  zajęła miejsce na kanapie,  z przyjemnością zrobiłam więc kolejną ( tym razem uzgodniłam to wcześniej) wykorzystując pozostałe   kwadraciki wprawdzie w innych zestawieniach kolorów ale to ciągle te same włóczki. Po skończeniu poszewki pozostały mi dwa ostatnie kwadraty ale i te zostały zabrane jako podkładki pod kubki. Ja jestem zadowolona, resztki   włóczek twórczo wykorzystałam, moja praca  kogoś ucieszyła, poszewki zdobią czyjś dom. Ktoś może pomyśleć  co ja z tego mam. Włożyłam pracę, pieniądze ( włóczki, tkaniny, nici ), czas, umiejętności, trochę talentu otrzymując w zamian zwykłe dziękuję. Mnie to wystarcza , nie wszystko  trzeba przeliczać na złotówki choć świat jest coraz bardziej zmaterializowany. Nie potrafię  zrobić z mojej pasji interesu chyba  należę do wymierającego pokolenia idealistów  albo może akurat do interesów to ja talentu nie mam.



sobota, 16 maja 2015

Sprytny plan.

Miałam trochę  włóczek w różnych kolorach. To były jakieś resztki po  skończonych robótkach. Chciałam  się ich pozbyć w twórczy sposób ale każdego koloru było zbyt mało na coś konkretnego. Zrobiłam  z włóczki kilka kolorowych kwadratów  i  początkowo chciałam je wykorzystać jako dół szydełkowego żakietu. Kwadraty połączyłam, żakiet zaczęłam dziergać ,  zrobiłam ze 20 cm i sprułam. Jakoś mi się nie spodobał mój własny pomysł.  Kolejnym pomysłem  było zrobienie z nich torebki, poukładałam , pomieszałam i doszłam do wniosku, ze torebki w takich kolorach nie potrzebuję. Kwadraty leżały i koniecznie chciałam je jakoś wykorzystać  bo inaczej wylądowałby w pudle i pewnie wkrótce bym o nich zapomniała jak o wielu innych niedokończonych projektach. Wtedy przypomniałam sobie, że mam w rodzinie kogoś  kto kocha  fiolety. Wymyśliłam  sprytny plan - zrobię z kwadratów  poduszkę. Zszyłam 4 kwadraty obrobiłam dookoła  ramkę jednolitą włóczką. Wprawdzie na zdjęciu wygląda ona na brązową  ale w rzeczywistości jest to kolor fioletowo-bordowy.  Miałam jej tyle, że na tył  poduszki mi już nie starczyło. Druga strona jest więc materiałowa. Na szczęście   miałam  w zapasach  grubą bawełnę w odpowiednim kolorze. Poduszkę uszyłam  włożyłam wkład  położyłam na fotelu i czekałam na  reakcję. 
Jak tylko usłyszałam,  tu cytat :  " jaka fajna poduszka  i to w moich kolorach też bym taką  chciała"   wtedy już wiedziałam, że mój plan się powiódł. Poszewka trafiła  do kogoś komu się podoba i nie będzie niechcianym   rękodziełem przyjętym tylko dlatego, że nie wypada odmówić.
Teraz myślę co zrobić z resztą kwadratów.


środa, 13 maja 2015

Małe, nieszkodliwe zboczenie

Uszyłam obrus z bawełny. Nie dodawałam żadnych ozdób,koronek  bo i tak wzorów było na nim co niemiara. Wyrównałam po prostu wyszperany w szafie  kawałek drukowanej tkaniny i obszyłam boki. Robota szybka , łatwa i przyjemna. Gdy już skończyłam i zabierałam się za sprzątanie to zamiast wyrzucić kawałeczki  tkaniny pozostałe po wyrównywaniu brzegów uszyłam z nich dwa kwiatuszki. Ścinki były niewielkie, nierówne ot jak to przy równaniu brzegów więc kwiatki uszyłam metodą "na ślimaka" .W ten sposób ścinki nie trafiły do kosza i zostaną  wykorzystane w bardziej przyjemny sposób  Powoli dochodzę do wniosku, że to może jakieś zboczenie jest gdy się  widzi  "coś"   w każdym przedmiocie do wyrzucenia ale to taki nieszkodliwy bzik. Przecież  ścinki- kwiatki też można wyrzucić jeśli nie wymyśli się dla nich sensownego przeznaczenia.