Nasza maleńka perełka czyli moja wnusia nie lubi leżeć w miejscu. Interesuje ją świat i wszystko co się wokół dzieje. Trudno ja utrzymać na rękach, wierci się i kręci ściągając przy okazji buciki które jej wydziergałam. Wpadłam więc na pomysł zrobienia nowych pantofelków razem ze skarpetkami. Teraz błyskawiczne ściąganie bucików nie jest już takie proste nawet dla wierzgających nóżek. Buciki wydziergałam na szydełku z bawełnianych nici. Szara podeszwa, obowiązkowy róż na cholewkach , paseczek imitujący zapięcie,białe skarpetki z falbanką i na specjalne zamówienie mojego małżonka po trzy kwiatuszki na każdym buciku. Dziadzio jest zakochany w naszej kruszynce i o dziwo zwraca uwagę na takie szczegóły jak falbanki i kwiatuszki.
czwartek, 28 maja 2015
wtorek, 26 maja 2015
Zadowolona.
W poprzednim wpisie opisałam historie resztkowych kwadracików. Nie każdy lubi rękodzieło a ja nie lubię jak moje prace lądują w zakamarkach schowków bo ktoś uważa, że są "obciachowe". Szukam wiec takich osób które się z prezentów autentycznie ucieszą. Poszewka z poprzedniego wpisu powędrowała do nowego domu i zajęła miejsce na kanapie, z przyjemnością zrobiłam więc kolejną ( tym razem uzgodniłam to wcześniej) wykorzystując pozostałe kwadraciki wprawdzie w innych zestawieniach kolorów ale to ciągle te same włóczki. Po skończeniu poszewki pozostały mi dwa ostatnie kwadraty ale i te zostały zabrane jako podkładki pod kubki. Ja jestem zadowolona, resztki włóczek twórczo wykorzystałam, moja praca kogoś ucieszyła, poszewki zdobią czyjś dom. Ktoś może pomyśleć co ja z tego mam. Włożyłam pracę, pieniądze ( włóczki, tkaniny, nici ), czas, umiejętności, trochę talentu otrzymując w zamian zwykłe dziękuję. Mnie to wystarcza , nie wszystko trzeba przeliczać na złotówki choć świat jest coraz bardziej zmaterializowany. Nie potrafię zrobić z mojej pasji interesu chyba należę do wymierającego pokolenia idealistów albo może akurat do interesów to ja talentu nie mam.
sobota, 16 maja 2015
Sprytny plan.
Miałam trochę włóczek w różnych kolorach. To były jakieś resztki po skończonych robótkach. Chciałam się ich pozbyć w twórczy sposób ale każdego koloru było zbyt mało na coś konkretnego. Zrobiłam z włóczki kilka kolorowych kwadratów i początkowo chciałam je wykorzystać jako dół szydełkowego żakietu. Kwadraty połączyłam, żakiet zaczęłam dziergać , zrobiłam ze 20 cm i sprułam. Jakoś mi się nie spodobał mój własny pomysł. Kolejnym pomysłem było zrobienie z nich torebki, poukładałam , pomieszałam i doszłam do wniosku, ze torebki w takich kolorach nie potrzebuję. Kwadraty leżały i koniecznie chciałam je jakoś wykorzystać bo inaczej
wylądowałby w pudle i pewnie wkrótce bym o nich zapomniała jak o wielu
innych niedokończonych projektach. Wtedy przypomniałam sobie, że mam w rodzinie kogoś kto kocha fiolety. Wymyśliłam sprytny plan - zrobię z kwadratów poduszkę. Zszyłam 4 kwadraty obrobiłam dookoła ramkę jednolitą włóczką. Wprawdzie na zdjęciu wygląda ona na brązową ale w rzeczywistości jest to kolor fioletowo-bordowy. Miałam jej tyle, że na tył poduszki mi już nie starczyło. Druga strona jest więc materiałowa. Na szczęście miałam w zapasach grubą bawełnę w odpowiednim kolorze. Poduszkę uszyłam włożyłam wkład położyłam na fotelu i czekałam na reakcję.
Jak tylko usłyszałam, tu cytat : " jaka fajna poduszka i to w moich kolorach też bym taką chciała" wtedy już wiedziałam, że mój plan się powiódł. Poszewka trafiła do kogoś komu się podoba i nie będzie niechcianym rękodziełem przyjętym tylko dlatego, że nie wypada odmówić.
Teraz myślę co zrobić z resztą kwadratów.
Teraz myślę co zrobić z resztą kwadratów.
środa, 13 maja 2015
Małe, nieszkodliwe zboczenie
Uszyłam obrus z bawełny. Nie dodawałam żadnych ozdób,koronek bo i tak wzorów było na nim co niemiara. Wyrównałam po prostu wyszperany w szafie kawałek drukowanej tkaniny i obszyłam boki. Robota szybka , łatwa i przyjemna. Gdy już skończyłam i zabierałam się za sprzątanie to zamiast wyrzucić kawałeczki tkaniny pozostałe po wyrównywaniu brzegów uszyłam z nich dwa kwiatuszki. Ścinki były niewielkie, nierówne ot jak to przy równaniu brzegów więc kwiatki uszyłam metodą "na ślimaka" .W ten sposób ścinki nie trafiły do kosza i zostaną wykorzystane w bardziej przyjemny sposób Powoli dochodzę do wniosku, że to może jakieś zboczenie jest gdy się widzi "coś" w każdym przedmiocie do wyrzucenia ale to taki nieszkodliwy bzik. Przecież ścinki- kwiatki też można wyrzucić jeśli nie wymyśli się dla nich sensownego przeznaczenia.
środa, 6 maja 2015
Muminki ukochane.
Moja córka jako dziecko była wielbicielką bajek o Muminkach. Do dziś pamięta wszystkich bohaterów którzy się tam pojawiali. Gdy więc znalazłam poszewkę z postaciami z bajki postanowiłam zrobić jej malutki prezencik. Na bajkowych podusiach to ona już nie sypia a swoich dzieci jeszcze nie ma. Przerobiłam więc poszewkę na torbę na zakupy.To nic wielkiego zwykła torba z podszewką i solidnymi rączkami ale jest na niej rodzina Muminków i córka była nią zachwycona. Czasem niewiele trzeba aby sprawić komuś przyjemność.
PS.Ślubna chusta już prawie skończona , niedługo się nią pochwalę.
środa, 29 kwietnia 2015
Wiosenne buciki
Moja wnuczka rośnie zdrowo mam więc okazje do robienia coraz to nowych rzeczy. Wprawdzie to tylko drobiazgi ale zawsze to coś innego niż można dostać w każdym sklepie. Z wełnianych pantofelków księżniczka już powoli wyrasta zresztą jest już na nie trochę za ciepło. Dostała teraz wiosenne buciki w liliowym kolorze. Wygląda w nich jak dama a ja się cieszę gdy widzę je na jej cudnych, maleńkich nóżkach. Jak każda babcia jestem zakochana we wnukach i cieszę się, że mam je na tyle blisko, ze mogę obserwować jak rosną.
piątek, 24 kwietnia 2015
Koronkowo.
Od jakiegoś czasu dziergam sobie powolutku kwiatki, kwiatuszki, sznureczki. Teraz przyszedł czas prawdy czyli trzeba z tego złożyć chustę. Będzie to duża 250x90 cm ślubna chusta. Mam nadzieję, że efekt końcowy zadowoli wybredną Pannę Młodą. Trzymajcie kciuki, żeby się udało bo pracy dużo a projekt do samego końca jest niewiadomą i zmienia się w trakcie pracy.
czwartek, 23 kwietnia 2015
Morska wymianka
Brałam udział w morskiej wymiance zorganizowanej przez Dekupagekinii. Tematem wymianki były morskie klimaty. Moja parą wymiankową została Alina i to dla niej przygotowałam kilka drobiazgów z morskimi elementami . Podarowałam jej filcową zawieszkę z perłą którą zapakowałam w małą , niebieską, szydełkową torebeczkę z aplikacjami: rozgwiazdą i muszelką. Dodałam zabawną ośmirniczkę , słodycze i przydasie.
Alina przysłała mi piękne prezenty .Prześliczne pudełeczko z prawdziwymi i muszelkami , śliczną niebieską broszkę, mnóstwo fantastycznych przydasi, słodkości . Alino dziękuje Ci za wspaniałe prezenty
wtorek, 21 kwietnia 2015
Czapeczka z kwiatkami
Niedawno pokazywałam Kapturek księżniczki ale przecież jedna czapeczka to zdecydowanie za mało zwłaszcza kiedy babcia czyli ja nie może się powstrzymać przed dzierganiem coraz to innych rzeczy dla naszego maleństwa. Zrobiłam kolejną czapeczkę.Ta jest kolorowa,wydziergana na drutach i nie mogłam się tym razem powstrzymać przed umieszczeniem na niej haftowanych kwiatuszków. Podobno teraz modne rzeczy dla dzieci powinny wyglądać tak jak te dla dorosłych. Pewnie tak jest sądząc po tym co znajduje się w sklepach ale ja wolę słodkie ubranka szczególnie dla dziewczynek bo kiedy będą cukiereczkami jak nie teraz?
czwartek, 16 kwietnia 2015
Kwiaty bez wody.
Kwiaty wymagają naszej uwagi, trzeba o nie dbać , podlewać, przesadzać a najlepiej jeszcze do nich mówić bo podobno wtedy lepiej rosną. Jeśli jednak jesteśmy zapracowane, zakręcone twórczo, zajęte, aktywne itd. i nie zawsze pamiętamy o naszych kwiatuszkach to możemy sobie sprawić kwiatki bezproblemowe. Pokazywałam już mój bukiecik z resztek szmatek Wiosenny bukiet Bukiecik szybko wywędrował z mojego domu musiałam więc "wyhodować" sobie nowe kwiatuszki. Tym razem inne ale myślę, że równie ładne. Wykorzystałam resztkę satyny, kawałki filcu, koraliki i szydełkowy listek. Kwiatuszki troszeczkę podmalowałam dla lepszego efektu a listki wyhaftowałam. Kwiatki rosną w drewnianej "doniczce" czyli szpulce po kordonku oklejonej drewnianymi klamerkami które celowo "zepsułam" rozdzielając na dwie części. Kwiatki stoją sobie na parapecie i zupełnie im nie szkodzi brak wody. To taka mała rzecz która cieszy oko i poprawia humor.
środa, 15 kwietnia 2015
Dziękuję.
Dziś wpis z podziękowaniami.Miałam ostatnio bardzo dużo szczęścia w blogowych zabawach.Dostałam piękne prezenty za które chciałabym , teraz już publicznie , serdecznie podziękować i jednocześnie pochwalić się tym co otrzymałam.
Udało mi się wygrać Candy urodzinowe u Majeczki . Wygraną w zabawie miała być niespodzianka i wierzcie mi była to ogromna niespodzianka.Tylu pięknych prezentów się nie spodziewałam, dostałam prześliczny koszyczek z jajeczkiem, cudnego baranka i ogromnie dużo różnorodnych przydasi. Majeczko bardzo Ci dziękuję. Koszyczek podziwiało już wiele osób a baranek siedzi sobie na parapecie i towarzyszy mi na co dzień.
To jeszcze nie koniec podziękowań. Dostałam też prezenty od Akrimdolls. Nie wygrałam wprawdzie u niej zabawy ale dostałam nagrodę za przesłane jej moje pomysły na ogarnięcie zapasów przydasi. Chyba nie powinnam radzić innym jak opanować twórczy bałagan bo moje przydasiowe zapasy wyglądają z każdego miejsca w moim mieszkaniu. Staram się je przynajmniej segregować aby w razie czego móc coś znaleźć bez wysypywania kartonów na środek pokoju.
Podziwiajcie prezenty
czwartek, 9 kwietnia 2015
Kapturek księżniczki
Nasza księżniczka rośnie i pierwsze ubranka są już za małe. Zresztą grube czapeczki które zrobiłam jako pierwsze są już za ciepłe. Mam więc przyjemność dziergania kolejnych cukierkowych rzeczy. Swoją drogą gdy przyjrzałam się ofercie w sklepach dla dzieci to dla dziewczynek ubranka są prawie wyłącznie białe lub różowe. Tak więc , nasza księżniczka ma mnóstwo ubrań w cukierkowych kolorkach i okazało się, że chcąc nie chcąc i czapeczki muszą być białe lub różowe aby pasowały do reszty ciuszków. Tym razem wydziergałam dla naszej ślicznotki biały kapturek. Miałam ochotę dołożyć kolorowe kwiatuszki ale zamówienie było na białą czapeczkę więc kwiatuszki zostawiłam sobie na kolejne kreacje dla Jej Wysokości a właściwie Jej Maleńkości.
No cóż jak każda babcia nie mogę się nacieszyć naszym maleństwem i najchętniej nie wypuszczałabym jej z objęć. Muszę jednak dzielić swoją uwagę na dwoje bo wnuczek jest zazdrosny. Nie jest to zazdrość o siostrę ale o czas jaki jej poświęcam. Zawsze przecież w tym czasie gdy przytulam księżniczkę mogłabym budować tor wyścigowy dla jego aut. Korzysta na tej sytuacji mój mąż bawiąc się z wnusią do woli w czasie gdy ja ścigam się autami. Strach pomyśleć co będzie gdy liczba wnuków wzrośnie a babcia nadal będzie jedna. Myślę jednak, że dam radę kocham je przecież tak samo mocno.
wtorek, 7 kwietnia 2015
Nie tylko wymiankowo.
Wymianka Wielkanocna u Czarnej damy.. wygląda trochę inaczej niż zwykłe wymianki. Czarna dama stara się aby wszyscy byli zadowoleni
W myśl jej zasad do paczuszki należało włożyć 5 rzeczy
JAJKO lub KURA
KOSZYCZEK lub "UBRANKO" NA JAJKO
BARANEK lub ZAJĄCZEK
Z każdej pary trzeba było wybierać tylko jedną rzecz, np: jajko, koszyczek, baranek A do tego coś słodkiego koniecznie z motywem świątecznym oraz kartkę z życzeniami wielkanocnymi.
Wymianka była metodą łańcuszkową prezent dla mnie przygotowała Danuta Kielar
A oto co od niej otrzymałam.
Dziękuję Czarnej damie za organizację wymianki, dziękuję Danusi za prezenty wymiankowe.
"A to wszystko dlatego, żeby nie było sytuacji, że jedna osoba
otrzyma skromny prezent, a druga bardzo bogaty.
Ja bym chciała żeby wszyscy byli obdarowani sprawiedliwie"
otrzyma skromny prezent, a druga bardzo bogaty.
Ja bym chciała żeby wszyscy byli obdarowani sprawiedliwie"
JAJKO lub KURA
KOSZYCZEK lub "UBRANKO" NA JAJKO
BARANEK lub ZAJĄCZEK
Z każdej pary trzeba było wybierać tylko jedną rzecz, np: jajko, koszyczek, baranek A do tego coś słodkiego koniecznie z motywem świątecznym oraz kartkę z życzeniami wielkanocnymi.
Ja wybrałam kurę,koszyczek i zajączka . Wykonałam też skromną karteczkę z życzeniami. Wszystko wydziergałam na szydełku a całość prezentowała się tak jak na zdjęciu. Mam nadzieję, że obdarowana a jest nią Małgorzata Napiórkowska jest zadowolona.
Tak się złożyło, że moją parą została siostra zakonna pomyślałam więc sobie, że zrobię jej specjalny prezent już po za wymianką i wysłałam też koronkową zakładkę do książki w postaci krzyżyka. Mam nadzieję, że zakładka się siostrze spodobała , będzie jej używać i wtedy ciepło o mnie wspomni.
Koronkowa zakładka z białych nici -prezent specjalny
Moje prezenty wymiankowe.Wybrałam kurę koszyczek i zajączka
Wymianka była metodą łańcuszkową prezent dla mnie przygotowała Danuta Kielar
A oto co od niej otrzymałam.
Dziękuję Czarnej damie za organizację wymianki, dziękuję Danusi za prezenty wymiankowe.
czwartek, 2 kwietnia 2015
poniedziałek, 30 marca 2015
Wiosenny bukiet
O szmatkach, szmateczkach i ścinkach zbieranych nie wiadomo po co pisałam już nie raz. Czasem jednak jestem zadowolona, że je mam. Gdy zapragnę w środku nocy zrobić sobie wiosenny bukiet to wszystko co jest mi potrzebne akurat zupełnie przypadkowo mam pod ręką. W czasie jednej bezsennej nocy powstał szmatkowy bukiecik. Wykorzystałam co miałam w koszu "nieostatecznym" czyli paski tiulu, koronki, siatki, papierową rolkę po taśmie klejącej, sznurek i kulę ze styropianu. Nie jest to nic odkrywczego ale efekt jest bardzo fajny choć mając do dyspozycji ścinki nie mogłam swobodnie decydować o doborze kolorów materiałów. Gdyby ktoś chciał wiedzieć jak to zrobić to wyjaśniam. Paski tkanin ( u mnie około 4 cm szer) składam na pół , sklejam klejem na gorąco, nacinam złożony brzeg nie przejmując się za nadto aby było równo i zwijam w "palemkę". Takie palemki przyklejam do styropianowej kuli, kulę przyklejam do rolki którą wcześniej okleiłam sznurkiem. Proste choć nie powiedziałabym, że do zrobienia w pół godziny. Jeśli używa się cieniutkich szmatek tak jak ja to trzeba ich trochę pozwijać. Jak widać postawiłam bukiecik na parapecie ale postał tam zaledwie dwa dni bo ku mojej radości powędrował już do innego domu. Może jednak rękodzieło nie jest do końca takie staromodne skoro bukiecik podoba się nie tylko "babciom" takim jak ja.
piątek, 27 marca 2015
Pantofelki
Widzę , że cukierkowe pantofelki spodobały się Wam bardziej niż księżniczce . To bardzo znany wzór i całkiem prosty do wykonania. Ktoś prosił mnie w komentarzu o wzór .W sieci pełno jest instrukcji jak je wykonać np. tu Pantofelki. Ja trochę zmodyfikowałam wzór bo jak pisałam wcześniej pantofelki prułam więc miałam okazję co nieco zmienić, żeby rozmiar był malusi. Księżniczka ma już kilka innych rzeczy wydzierganych specjalnie dla niej ale jakoś nie doczekały się zdjęć. Postaram się fotografować następne.
Ostatnio na FB przeczytałam gorzką dyskusję na temat ręcznie wydzierganych ubranek dla dzieci. Jedna z Pań opisała smutną historię jak to poprosiła krewną o podanie wymiarów dziecka. Krewna się ucieszyła, że dziecko dostanie prezent ale gdy usłyszała, że to ma być coś ręcznie wydzierganego oświadczyła, że to nie jest potrzebne bo teraz takich rzeczy się nie nosi, są nie modne, nie wygodne, obciachowe i śmieszne.
Muszę przyznać, że choć potrafię zrobić wiele rzeczy to często rezygnuję z ich wykonania bo obawiam się, że gdy je podaruję komuś z rodziny lub znajomych to będzie to uszczęśliwianie na siłę. Ja będę oczekiwała, że obdarowani będą te rzeczy używać a co jeśli one im się nie podobają ? Będzie mi szkoda pracy i zaangażowania bo w moje prace wkładam mnóstwo serca. Może mi nie uwierzycie ale do pantofelków zrobiłam kwiatuszki w trzech kolorach: białe, różowe i biało-różowe. Przymierzałam, dobierałam, żeby było jak najładniej ale co by było, gdyby mama księżniczki wolała zwykłe skarpetki bo uznałaby, że pantofelki są "babcine"? Na szczęście dla mnie księżniczka nosi wszystko co dla niej wydziergam i mam nadzieję, że nie tylko dla tego, żeby nie sprawić mi przykrości.
Córka lubi moje prace i ma ich dużo ale mówi mi wprost tego nie chcę,to nieładne, to "babcine", to nie modne, to nie w moim stylu, tego mam za dużo , to nie ten kolor lub wzór ale inni nie są tacy szczerzy i zawsze mam dylemat zrobić coś dla nich z rękodzieła, czy kupić w sklepie. Sama choć lubię rękodzieło to nie mam za dużo swoich prac w domu, nie lubię serwetek,obrusów, nie wieszam girland, dekoracje ograniczyłam do kilku przedmiotów, szydełkową poduszkę mam jedną, firankę szydełkową oddałam synowej, mój wnuczek woli samochody niż maskotki wydziergane przez babcię, jak zrobię sobie czapkę,szal czy chustę to noszę to potem latami, torebkę szydełkową mam jedną i chyba wolę zwykłe torebki z mnóstwem kieszonek niż szydełkowe cudo które wydziergałam, biżuterią się nie obwieszam , jakoś nie mam przekonania , że dziergane ubrania ( sukienki, spódnice) pasują do mnie choć ręcznie robionych swetrów mam kilkanaście.
Ostatnio sama otrzymałam prezent-rękodzieło, rzecz jest bardzo pracochłonna, starannie wykonana. Osoba która mi go podarowała chciała mi sprawić przyjemność, nie miałam sumienia powiedzieć, że nie przyjmę prezentu ale to rzecz kompletnie nie w moim stylu i szczerze mówiąc nie postawię jej u siebie w domu choć to przedmiot dekoracyjny. Mam szczęście bo osoba która mnie obdarowała nie bywa u mnie więc nie sprawię jej przykrości ( rzecz już oddałam w dobre ręce). Przy tej okazji pomyślałam sobie jednak, że z moim rękodziełem może być podobnie.
Muszę przyznać, że choć potrafię zrobić wiele rzeczy to często rezygnuję z ich wykonania bo obawiam się, że gdy je podaruję komuś z rodziny lub znajomych to będzie to uszczęśliwianie na siłę. Ja będę oczekiwała, że obdarowani będą te rzeczy używać a co jeśli one im się nie podobają ? Będzie mi szkoda pracy i zaangażowania bo w moje prace wkładam mnóstwo serca. Może mi nie uwierzycie ale do pantofelków zrobiłam kwiatuszki w trzech kolorach: białe, różowe i biało-różowe. Przymierzałam, dobierałam, żeby było jak najładniej ale co by było, gdyby mama księżniczki wolała zwykłe skarpetki bo uznałaby, że pantofelki są "babcine"? Na szczęście dla mnie księżniczka nosi wszystko co dla niej wydziergam i mam nadzieję, że nie tylko dla tego, żeby nie sprawić mi przykrości.
Córka lubi moje prace i ma ich dużo ale mówi mi wprost tego nie chcę,to nieładne, to "babcine", to nie modne, to nie w moim stylu, tego mam za dużo , to nie ten kolor lub wzór ale inni nie są tacy szczerzy i zawsze mam dylemat zrobić coś dla nich z rękodzieła, czy kupić w sklepie. Sama choć lubię rękodzieło to nie mam za dużo swoich prac w domu, nie lubię serwetek,obrusów, nie wieszam girland, dekoracje ograniczyłam do kilku przedmiotów, szydełkową poduszkę mam jedną, firankę szydełkową oddałam synowej, mój wnuczek woli samochody niż maskotki wydziergane przez babcię, jak zrobię sobie czapkę,szal czy chustę to noszę to potem latami, torebkę szydełkową mam jedną i chyba wolę zwykłe torebki z mnóstwem kieszonek niż szydełkowe cudo które wydziergałam, biżuterią się nie obwieszam , jakoś nie mam przekonania , że dziergane ubrania ( sukienki, spódnice) pasują do mnie choć ręcznie robionych swetrów mam kilkanaście.
Ostatnio sama otrzymałam prezent-rękodzieło, rzecz jest bardzo pracochłonna, starannie wykonana. Osoba która mi go podarowała chciała mi sprawić przyjemność, nie miałam sumienia powiedzieć, że nie przyjmę prezentu ale to rzecz kompletnie nie w moim stylu i szczerze mówiąc nie postawię jej u siebie w domu choć to przedmiot dekoracyjny. Mam szczęście bo osoba która mnie obdarowała nie bywa u mnie więc nie sprawię jej przykrości ( rzecz już oddałam w dobre ręce). Przy tej okazji pomyślałam sobie jednak, że z moim rękodziełem może być podobnie.
Takie ostatnio naszły mnie refleksje po przeczytaniu kilku wpisów na blogach o tym, że nie opłaca się sprzedawać rękodzieła bo nikt nie docenia ilości pracy w nie włożonej lepiej je komuś podarować. A Wy jak sądzicie czy czasem nie uszczęśliwiamy wszystkich wokół swoim pracami tylko dlatego aby mieć pretekst do robienia następnych rzeczy? Nie każdy musi kochać wszystko co ręcznie wykonane.
Może jednak lepiej sprzedać swoją pracę nawet za grosze ( tylko co z poczuciem, że jest się się wykorzystywanym jak dzieci w trzecim świecie) tym co chcą ją mieć niż rozdawać za darmo na prawo i lewo tym co owszem wezmą nie chcąc robić nam przykrości lub tylko dlatego, że jest za darmo ale potem po cichu wyrzucą. Można się jeszcze wymieniać pracami ale i to jest trudny temat bo nie zawsze to co otrzymujemy w zamian jest tym czego oczekiwaliśmy. Chyba nie mam dobrego pomysłu co zrobić ze swoimi pracami no bo przestać robić to chyba najgorsze rozwiązanie.
Może jednak lepiej sprzedać swoją pracę nawet za grosze ( tylko co z poczuciem, że jest się się wykorzystywanym jak dzieci w trzecim świecie) tym co chcą ją mieć niż rozdawać za darmo na prawo i lewo tym co owszem wezmą nie chcąc robić nam przykrości lub tylko dlatego, że jest za darmo ale potem po cichu wyrzucą. Można się jeszcze wymieniać pracami ale i to jest trudny temat bo nie zawsze to co otrzymujemy w zamian jest tym czego oczekiwaliśmy. Chyba nie mam dobrego pomysłu co zrobić ze swoimi pracami no bo przestać robić to chyba najgorsze rozwiązanie.
środa, 25 marca 2015
Pantofelki dla księżniczki
Jajeczka rozdane króliko-zajączki też czas wracać do spraw ważniejszych.
Niedawno pojawiła się u nas maleńka księżniczka. Przez jakiś czas była to głównie śpiąca księżniczka ale mijają dni jeden za drugim i jej wysokość już nie chce cały czas spać.Zaczął ją interesować świat i inni ludzie oprócz ukochanej mamusi. Skoro więc księżniczka zaczyna poznawać świat to musi mieć pantofelki. Zrobienie pantofelków wydawało mi się banalnie proste do czasu gdy zaczęłam je dziergać. Największym problemem okazał się ich rozmiar. Na długości 9 cm trzeba było zmieścić przód bucika , tył , otwór na nóżkę i kwiatuszek do ozdoby. Choć jestem doświadczoną dziewiarką prułam dwa razy zanim udało mi się zrobić odpowiednio mały pantofelek. Zależało mi jednak na tym aby pantofelek był na "już" a nie na przyszłość. Nasz mały "Kopciuszek" nie wykazał zainteresowania pantofelkami ale chyba wyszły dostatecznie cukierkowe.
Niedawno pojawiła się u nas maleńka księżniczka. Przez jakiś czas była to głównie śpiąca księżniczka ale mijają dni jeden za drugim i jej wysokość już nie chce cały czas spać.Zaczął ją interesować świat i inni ludzie oprócz ukochanej mamusi. Skoro więc księżniczka zaczyna poznawać świat to musi mieć pantofelki. Zrobienie pantofelków wydawało mi się banalnie proste do czasu gdy zaczęłam je dziergać. Największym problemem okazał się ich rozmiar. Na długości 9 cm trzeba było zmieścić przód bucika , tył , otwór na nóżkę i kwiatuszek do ozdoby. Choć jestem doświadczoną dziewiarką prułam dwa razy zanim udało mi się zrobić odpowiednio mały pantofelek. Zależało mi jednak na tym aby pantofelek był na "już" a nie na przyszłość. Nasz mały "Kopciuszek" nie wykazał zainteresowania pantofelkami ale chyba wyszły dostatecznie cukierkowe.
niedziela, 22 marca 2015
sobota, 21 marca 2015
piątek, 20 marca 2015
Jak w kurniku
Przed każdą Wielkanocą obiecuję sobie , żadnych jaj nie będzie i jak zwykle obietnice sobie a życie sobie. W tym roku postanowiłam więc się nie buntować i jaja przygotowałam wcześniej. Na szczęście teraz bez większego problemu można dostać styropianowe formy kupiłam więc ich kilka i ubrałam w szydełkowe ubranka. Jaja są spore 9-10 cm , ubranka są z bawełnianych nici ,do niektórych jaj przykleiłam koraliki a niektóre są tylko w ubrankach. Mam nadzieję, że się spodobają bo zamierzam je podarować. Dziś jajo białe.
niedziela, 15 marca 2015
Bransoletka dla leniwych
Można znaleźć w sieci setki różnych wzorów koralikowych , szydełkowych bransoletek. Misterne wzory wymagają jednak uważnego nawlekania koralików w określony sposób. Niektóre sekwencje wzorów są długie i skomplikowane ale bransoletki wychodzą cudne . Ja jestem jednak z natury leniwa a może po prostu lubię proste formy więc wykonałam już kolejną bransoletkę z jednokolorowych koralików a właściwie z koralików bez koloru bo przezroczystych. Nawlekanie idzie szybciutko zwłaszcza długą igłą , raz dwa i mamy nawleczoną paczuszkę koralików a potem to już tylko cieniutkie szydełko i proste dzierganie w kółeczko. Jedyną ozdobą tych bransoletek jest kolor nici użytych do dziergania, ja użyłam cieniowanego kordonku.
Oczywiście to nie ja wymyśliłam taką wersję bransoletek koralikowych i nie przypisuję sobie autorstwa pomysłu ale też nie zamierzam bawić się w detektywa i szukać kto był pierwszym pomysłodawcą. Zrobiłam takich bransoletek kilka , próbując wszystkie cieniowane kordonki jakie udało mi się znaleźć z moich zapasach. Niestety bransoletki nie doczekały się zdjęć i już ich nie mam. Została mi tylko ta z konikiem i różowo- biała z przezroczystych opalizujących koralików. No cóż szybko się robią to i szybko znikają. Za każdym razem słyszę to samo " o jaka ładna , takiej jeszcze nie mam". Pozostaje mi się cieszyć, że mam dla kogo je robić.
Podoba się Wam bransoletka dla "leniwych"?
sobota, 14 marca 2015
Podziękowania.
Tym razem dziękuję Damii za nagrody jakie otrzymałam w jej zabawie blogowe.Kalendarz robótkowy z naklejkami i serduszko ze skrzydełkami już zawiesiłam w swoim pokoju, bałwanka może uszyję na kolejne zimowe święta, bransoletka gumkowa już cieszy małą damę a reszta przydasi też znajdzie swoje zastosowanie. To już kolejny raz coś wygrywam, chyba los postanowił mnie pocieszyć w trudnym dla mnie okresie. Muszę sama zorganizować zabawę aby odwdzięczyć się losowi za ostatnie wygrane.
poniedziałek, 9 marca 2015
Mało twórczo ale użytecznie
Nie samymi przyjemnościami człowiek żyje. Czasem zamiast rękodziełem trzeba zająć się rzeczami przyziemnymi. Już kiedyś publikowałam wpis o Ratowaniu portek i ku mojemu zdziwieniu akurat ten wpis jest nadal odwiedzany i to dość często. Chyba więc jednak nie tylko ja zajmuje się tak prozaicznym zajęciem jak przedłużanie za krótkich spodni czy łatanie dziur w taki sposób , aby dało o się spodnie nadal użytkować bez wstydu. Jeśli więc Wasze pociechy lub wnuki za szybko rosną tzn. nie zdążą zmarnować spodni zanim z nich wyrosną to pokazuję jak ja sobie z tym radzę. Po pierwsze jeśli kupione spodnie są za długie to tylko je podkładam, nigdy nie ucinam zapasów. Przykładam są 2 pary spodni z poniższego zdjęcia w których wystarczyło teraz tylko odpruć podłożenie i spodnie są nadal odpowiednio długie. Oczywiście problemem są ślady podłożenia szczególnie widoczne na spodniach ze sztruksu bo niestety sztruks się wyciera. W spodniach sztruksowych zrobiłam wiec na powycieranych liniach podłożenia milimetrowe zakładki które maskują co potrzeba. W drugich odłożonych spodniach zamiast zakładek przeszyłam powycierane linie kontrastowymi nićmi korzystając z tego, że identyczny kolor nici znajduje się na szwach bocznych i ozdobnych napisach znajdujących się na spodenkach. Kto się nie zna pomyśli, że tak było od początku. Trzecie spodenki stały się za krótki bezpowrotnie i odłożenie zapasu niewiele dało. Do tych spodni doszyłam więc mankiet w dopasowanym kolorze. Oczywiście szmatka z jakieś bawełnianej bluzy leżała sobie grzecznie w moich zapasach i czekała na odpowiednią chwilę. Ma kolejnym zdjęciu widać 4 parę spodni uratowanych przed wyrzuceniem. Spodnie znanej firmy ,były na tyle solidne, że przetrwały noszenie aż do wyrośnięcia choć mała dziurka w nich się jednak "sama" zrobiła. Na dziurkę naszyłam małą aplikację z ptaszkiem w klatce a dół spodni przedłużyłam mankietami ze ściągacza z jakiegoś nieużywanego swetra. Na zdjęciach tego nie widać ale ściągacz też jest granatowy. Ślady po odłożeniu zamaskowałam przeszyciami bo nie chciały się rozprasować. Cztery pary spodni uratowane choć nie powiem , żeby było to moje ulubione zajęcie. Macie inne pomysły na przykrótki spodenki -podzielcie się patentami.
sobota, 7 marca 2015
Jajo.
Dziś obiecane jajo przydasiowe czyli ciąg dalszy zmniejszania zapasów. Jajo jest ze styropianu i było już trochę sfatygowane bo padło ofiarą moich eksperymentów. Próbowałam na nim kilka technik zdobienia łącznie z igłą do filcowania. W kilku miejscach miało wiec nawet małe ubytki i właściwie powinnam je wyrzucić. Zamiast tego pocięłam je jeszcze bardziej tylko teraz już w sposób zamierzony poupychałam szmatki, zakryłam koronką i powstało jajo jak nowe. Nawet mnie się spodobało choć perfekcyjne nie jest i co ważniejsze znalazłam już kogoś kto je przygarnie więc nie powiększy moich zapasów.
środa, 4 marca 2015
Pudełko po serkach topionych
Dziękuję Wam za komentarze pod moim poprzednim wpisem. To, że jest nas więcej niepoprawnych zbieraczy nie stłumiło moich wyrzutów sumienia spowodowanych narastającą ilością przechowywanych "skarbów" ale poprawiło mi humor. Miedzy jedną chmurą a drugą zrobiłam kilka zdjęć kolejnych prac zrobionych z przydasiowych rzeczy (zawsze to lepiej brzmi niż zrobione ze śmieciuszków). Tym razem to pudełko po serkach topionych i szmatki. Widziałam już pięknie zdobione pudełka ale najczęściej były oklejane papierami , kwiatkami z papieru i innymi ozdobami. Wyglądały jak dzieła sztuki. Moje jest skromniejsze bo to tylko dwa skrawki satyny , wycięty z innej szmatki kolorowych haft , zwykłe pudełko po trójkątnych serkach, trochę kleju i kawałek kartonu z pudełka po kaszy. Zabawa była fajna tylko przydasi za mało ubyło a i pudełko też nie wiadomo do czego mi potrzebne choć jak mówi przysłowie "jeść nie woła" i może kiedyś , komuś , do czegoś się przyda.
W następnym wpisie będzie przydasiowe jajo. Zapraszam.
A tu szmatki z których pudełko powstało .
poniedziałek, 2 marca 2015
Nie potrafię sprzatać.
Za oknem coraz jaśniej świeci słoneczko niedługo wiosna a jak wiosna to i wiosenne porządki. Ilość szmatek włóczek, sznureczków, koralików i jeszcze miliona innych rzeczy już dawno przerosła moje możliwości ich przechowywania. Nawet zakupienie pudełek nie rozwiązało tego problemu. Owszem wszystko jest posegregowane a nawet poukładane ale jest tego zbyt wiele. Co jakiś czas zabieram się więc za porządki w moich "skarbach". Tylko, że kończy się to zawsze w ten sam sposób czyli oglądam każdą rzecz z pięć razy, odkładam do wyrzucenia ale do tzw." kosza nieostatecznego" . A potem zamiast dalej sprzątać wyciągam te szmatki, resztki itp i siedzę sobie zadowolona w bałaganie przerabiając niedoszłe śmieci na rzeczy niekoniecznie mi potrzebne. Chyba więc nie potrafię sprzątać i "śmieci" zwyciężą. Oczywiście zawsze znajduję jakieś usprawiedliwienie dla mojej mani zbieractwa bo gdy potrzebny jest jakiś drobiazg to z reguły ja to mam albo mam coś podobnego. Kleje, narzędzia, sznurki, podkładki, sprężynki to wszystko też się znajdzie w moich pudełkach i gdy jest potrzebne to moi chłopcy bez namysłu przychodzą do mnie jak do marketu budowlanego. Trzeba przedłużyć spodnie wnuczka? Proszę bardzo szmatka w odpowiednim kolorze z pewnością leży w pudle. Trzeba zamaskować małą dziurkę ? Mała naszywka dopasowana kolorystycznie też się znajdzie. Rozkleiły się buty - nie ma sprawy kilka rodzajów kleju też mam. Niby wszystko fajnie a jednak zastanawiam się czy tego aby nie należy leczyć?
A może Wy też tak macie? Nie wiem czy mnie to pocieszy ale zawsze będzie mi raźniej , że nie ja jedna zostałam pokonana przez "śmieci".
Zanim jednak wpadnę po raz kolejny w czarną rozpacz patrząc na stosy właściwie niepotrzebnych mi rzeczy które mnie straszą swoją ilością pokażę Wam co powstało w wyniku ostatniego "sprzątania".
Zanim jednak wpadnę po raz kolejny w czarną rozpacz patrząc na stosy właściwie niepotrzebnych mi rzeczy które mnie straszą swoją ilością pokażę Wam co powstało w wyniku ostatniego "sprzątania".
Ścinki dzianiny pozostałe po szyciu sukienki ( niektóre były naprawdę malutkie) zyskały nowe życie jako kwiatki. Szmatki były niepotrzebne, kwiatki też są niepotrzebne ale przynajmniej nie są "śmieciami".
Resztę "śmieciowych" rzeczy pokażę następnym razem jak już mi się uda je utrwalić na fotografii.
czwartek, 26 lutego 2015
Muffinki na osłodę.
Czasem tak już jest , że coś się kończy. Nie zawsze wiemy dlaczego, nie zawsze tego chcemy, nie zawsze zależy to tylko od nas. Od kilku lat spotykałyśmy się w gronie zaprzyjaźnionych osób na spotkaniach robótkowych Czarnej Owcy. Pisałam o tych spotkaniach wiele razy zrobiłyśmy razem wiele fajnych rzeczy. Grono jednak się systematycznie zmniejszało aż zostało tylko kilka osób. Wczoraj miało być nasze ostatnie spotkanie.W związku z tym postanowiłam zrobić koleżankom małą niespodziankę i choć w ten symboliczny sposób osłodzić nasze pożegnanie. Prezenty wręczyłam ale do pożegnania nie doszło postanowiłyśmy spotykać się nadal choć już bardziej prywatnie bo polubiłyśmy nasze spotkania i nie chcemy zrywać znajomości tylko dlatego, że nie będzie ona firmowana czy ubrana w jakąś zorganizowana formę.
PS.
Babeczki to nie tylko dekoracja mogą pełnić całkiem użyteczna rolę.
piątek, 20 lutego 2015
Uśmiech losu.
Czasem los okazuje się łaskawy szczególnie w chwili gdy nam źle, gdy każdy dzień wydaje się gorszy od poprzedniego . Wystarczy wtedy miła wiadomość, życzliwy uśmiech lub słowo czasem zupełnie obcej osoby aby świat wydał się ładniejszy a przyszłość mniej chmurna. W moim przypadku była to informacja o wygranej w zabawie blogowej u Anity. Wygrałam cudne prezenty , piękna włóczkę, bransoletkę koralikową, gwiazdeczki, aniołka i książkę o robótkach na drutach. Anito bardzo Ci dziękuję , wreszcie mogłam zrobić zdjęcia i pochwalić się wygraną na blogu. Teraz możecie podziwiać moją wygraną.
środa, 18 lutego 2015
Róże
Szydełkowe róże , zrobione dla ukojenia nerwów. Nie mają przeznaczenia , nie są zrobione w jakimś celu ot kolejna robótka z cyklu muszę zająć ręce i głowę czymkolwiek. Czerwona róża jest duża średnica ok 8 cm, różowa jest mała średnica ok 5 cm ale to tyko różnica wynikająca z grubości włóczki i szydełka zrobione są tak samo choć wyglądają inaczej.
poniedziałek, 9 lutego 2015
Spalony kwiatek
Dziękuje za wszystkie komentarze pod moim poprzednim wpisem. Tak jakoś mi się zebrało trochę poplątanych przemyśleń i musiałam je gdzieś przelać na słowa. Tworzenie czegokolwiek sprawia mi przyjemność więc dlaczego miałabym z tego zrezygnować? Dlatego, że nikomu to nie jest potrzebne, że nie będzie z tego pieniędzy, że nie zawsze uda mi się zrobić "arcydzieło" a podobną rzecz mogę kupić za grosze na przecenach lub w lumpeksie ? Mimo niemałych już lat nadal wytrwale i z przyjemnością uczę się nowych technik, wzorów a nawet usiłuję przypomnieć sobie podstawy języków obcych w celu czytania objaśnień.
Życie mnie nie rozpieszcza, najwięcej bólu zadają mi Ci na których mi najbardziej zależy, Pewnie już nie zdają sobie sprawy jak bardzo mnie krzywdzą ale coraz trudniej mi działać dla ich dobra wbrew ich woli i znosić upokorzenia , oskarżenie a nawet wrogie wobec mnie działania.
Wszystko co robię dla "siebie" w chwilach spokoju (a mam ich coraz mniej) sprawia mi więc podwójną przyjemność. Pozwala choć na moment zapomnieć o rzeczywistości i bawić się rękodziełem.
A teraz pora wyjaśnić tytuł wpisu. Spalony kwiatek jest rzeczywiście potraktowany żywym ogniem. Niektóre sztuczne materiały używane do robienia takich kwiatuszków pod wpływem ognia się topią co zabezpiecza brzegi przed strzępieniem. Część materiałów zamiast się topić zaczyna się palić. Przy takich zabawach warto zachować dużą ostrożność. Najlepiej mieć pod ręką miseczkę z wodą do której w razie czego można wrzucić palący się skrawek materiału, doradzałabym też nie trzymać materiału w ręku ale za pomocą szczypiec. Technika jest prosta podpal i zgaś a efekt zobaczcie na zdjęciu. Prawda, że fajnie wyszło ?
środa, 4 lutego 2015
Robić nie robić ? Oto jest pytanie.
Dziś a racji wspaniałej pogody przypominającej raczej schyłek zimy a nie jej środek wybrałam się na długi spacer. Przy okazji przespacerowałam się również po jednej z galerii handlowych a ponieważ miałam dużo wolnego czasu przyjrzałam się kilku rzeczom na które nigdy nie zwracam uwagi. Wszędzie królują wyprzedaże a ponieważ to już ich końcówka to i ceny czasem są zaskakujące. Zobaczyłam dziś czapkę włóczkową dla dziecka. Była tak ładna, że zwróciłam na nią uwagę . Zrobiona wprawdzie na maszynie ale ozdobiona pomysłową, włóczkową aplikacją , z dwoma zabawnymi pomponikami, pięknie podszyta polarem więc nie tylko ładna ale i ciepła. Czemu o tym napisałam? Otóż czapka ta kosztowała 5 zł!!! Pomyślałam więc sobie po co wyciągać druty, włóczkę , maszynę do szycia, tracić swój czas, pieniądze i energię skoro można mieć gotową czapkę za 5 zł. Czy rzeczy ręcznie robione są zawsze lepsze, ładniejsze , staranniej wykonane? Robić czy nie robić rękodzieło? Takie to oto pytania mnie nurtowały chyba z powodu nadmiaru wolnego czasu który ostatnio miałam ograniczony do minimum. Po powrocie do domu wciągając na nogi skarpetki ręcznie robione na drutach pomyślałam jednak, że gdy rękodzieło nie jest Twoim źródłem utrzymania i robisz je dla siebie to ono jest bezcenne. Przecież mogłam kupić skarpetki w sklepie jest ich do wyboru do koloru i kosztują kilka złotych . A jednak zrobiłam je sama i to w tym wszystkim jest najlepsze. Już kiedyś zauważyłam, że najbardziej podoba mi się proces tworzenia. To co w wyniku tego powstanie choć czasem bardzo ładne jest tylko "produktem ubocznym" tego co sprawia mi największą frajdę czyli samej robocie czasem bardzo żmudnej i mozolnej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)