Obserwatorzy.

poniedziałek, 14 marca 2016

Moher -odsłona czwarta, ostatnia

Dziś czwarta  odsłona cieniowanego moheru. Odsłona ostatnia bo włóczki już nie ma. Zostało mi tak około
 3 m w sam raz do ewentualnych napraw gdyby coś się  popruło. Ostatnia część jest najbardziej  niezwykła. To właściwie opaska do włosów. Nie jestem zwolenniczką czapek, jeśli  nie muszę  to ich nie noszę. Powracające problemy z zatokami zmuszają mnie jednak do  ochrony okolic uszu. Zdjęcie tej opaski znalazłam gdzieś w czeluściach internetu.



 To prosty kawałek dzianiny zrobiony na drutach, można go nosić na głowie , można używać jako szalika. Mnie się opaska  bardzo podoba , jest funkcjonalna, wygodna . Banalnie prosta do zrobienia nawet dla osoby początkującej   ale wyglądająca "bogato" , lubię ją i uważam, że  jest twarzowa. Lalka ma trochę mniejsza głowę niż ja  więc na niej to wygląda prawie jak czapka ale w rzeczywistości można zwijać brzegi opaski na dowolną szerokość



Moher wykorzystałam  do ostatniej nitki. Moher pochodził ze starych zapasów także trudno mi podać jego skład, włóczka  jest cieplutka choć  raczej cienka, ma długi, miękki  włos, odrobinę pogryza ale wtedy gdy się spocę. Kłaczków zostawia niewiele, kolory fajne, pasują mi do kurtki  a  komplet mogę  nosić w różnych zestawieniach . Nareszcie zrobiłam coś dla siebie choć muszę przyznać, że  kolejna czapka niekoniecznie była mi potrzebna. Robiąc jednak  szalik, opaskę,  czapkę, mitenki i broszkę z tej samej włóczki mogę mieć  tyle   zestawień ile chcę. Czapka z broszką, czapka bez broszki, szalik z czapką , opaska z szalikiem, mitenki  z czapką, szalik z broszką  itd.

 Tu opaska wykorzystana jako szaliczek.



A tu widać jak łatwe jest to do zrobienia 


wtorek, 8 marca 2016

Czarna biedronka

          Jakiś czas temu  dostałam w prezencie  Gazetki   od   Haftytiny  Gazetki są pełne wspaniałych haftów i z przyjemnością je oglądam  Zapragnęłam nawet  coś sobie wyhaftować  bo choć nie jestem mistrzynią w haftowaniu to jednak igłę  trzymać w rękach potrafię. Moją uwagę  przykuły  hafty  jednokolorowe a szczególnie czarny  owad ni to biedronka ni to żuczek. Zmieniłam ostatnio  wygląd   części mojego mieszkania i  czarna biedronka  idealnie wpasowała się w nowo urządzone miejsce. Tak więc dziś w moim robótkowym  królestwie coś innego niż  druty, szydełka, włóczki, nici i szmatki. Może jednak  nie do końca mówię prawdę  bo kanwa to jednak szmatka  a to czym wyszywałam to też  nici tyle że grube.
        Czarny haft  na białym tle, gruba kanwa, grube jedwabne nici bo chciałam , żeby owad  był  dobrze widoczny i spory.
Miło jest  zająć się innym niż zwykle  rękodziełem i jakoś tak nabrałam ochoty do następnych haftów.



Może ktoś wie jak to jest z  obserwatorami na blogu? Ja od lat ich nie widzę ani na swoim blogu ani na innych. Od kilku dni  obserwatorzy  na moim blogu czasem się pojawiają ale szybko znikają  ? Macie podobnie? A może ja coś  źle robię?

czwartek, 3 marca 2016

Moher odsłona trzecia.

     Brązowy cieniowany moher pokazywałam już wykorzystany w czapce i broszce    W  kolejnej odsłonie pokazałam golfik wydziergany na drutach a dziś to  rękawiczki mitenki. Takie zwykłe, najzwyklejsze. 
     Muszę powiedzieć, że coraz bardziej przekonuję się do mitenek zwłaszcza,  że mrozu u nas nie ma , w ciepłych rękawiczkach mi za gorąco a mitenki  chronią ręce przed chłodem zapewniając zupełną swobodę ruchów. Nareszcie nie muszę ściągać rękawiczek chcąc  skasować bilet, wyciągnąć coś z torebki, zapłacić w sklepie itp. Ściąganie rękawiczek kończy się upychaniem ich po kieszeniach, torebkach  i grozi zgubieniem najczęściej jednej rękawiczki. Dziś więc trzecia odsłona  moherowego kompletu  ale nie ostatnia.





wtorek, 1 marca 2016

Wymiana zakładkowa

        Zapisałam się na I część wymiany zakładkowej organizowanej przez Czarną damę   Do wykonania była  zakładka do książki  lecz  nie dowolna tylko  zainspirowana tematem   "Romans".
       Moją zakładkę wykonałam  z bawełnianych nici na szydełku. Umieściłam  na niej dwa serca  bo jak romans to jedno serce nie wystarczy. Zakładkę ufarbowałam w kawie bo jakoś tak mi się zapach kawy skojarzył z   gorącym romansem. Wysłałam ja do  Elżbieta K.   Mam nadzieję, że jej się spodobała.


Ja moja zakładkę otrzymałam  od Agaty Fleszar .  To urocza, papierowa zakładka z motywem różyczek, bardzo dziękuję. Zabawa zakładkowa trwa nadal  bo zakładek ma być kilka. Na bieżącą zabawę się nie zapisałam bo zgłosiłam się na kilka z wymianek wielkanocnych ale być może jeszcze do niej wrócę.

czwartek, 25 lutego 2016

Wymiana igielnikowa

         Igielników mam w domu kilka, mniejsze, większe,  wiszące, leżące a i tak zdarza mi się porzucić igiełkę  byle gdzie  lub co gorsza wpiąć ją sobie w bluzkę. To  takie niedobre przyzwyczajenie z czasów gdy szyłam więcej ubrań i przy przymiarkach wpinałam igłę we własne ubrania.  Kiedy znalazłam  informację,  że Małgoś 13    organizuje wymiankę igielnikową  pomyślałam sobie, że  warto wzbogacić się w kolejny igielnik  ale  żeby się wzbogacić trzeba coś samemu dać.  Robiłam już kilka różnych igielników  głównie szydełkowych możecie je  zobaczyć w  moich starych wpisach   ale tym razem postanowiłam igielnik uszyć. Miałam w swoich zbiorach haftowaną serwetkę, haft piękny  ale ja nie gustuję w serwetkach  więc przerobiłam ją na igielnik. Dość spory, taki jak sama lubię,  z uchwytem do powieszenia bo wokół maszyny mam powieszonych  kilka  igielników. Osobny na szpilki, osobny na igły, osobny na igły do haftu i wełny. Mam nadzieję, ze spodobał się mojej parze wymiankowej  czyli Akrimdolls


A ja dostałam igielnik od Beatki.   Pięknie uszyty z szydełkowym kwiatuszkiem i drewnianym guzikiem. Beatko dziękuję  igielnik już jest w użyciu., Małgosi dziękuję za organizację wymianki.
 Kto ma ochotę  zobaczyć wszystkie wymiankowe  igielniki to zapraszam  do Małgosi 13    przy okazji można zagłosować na najpiękniejszy.  Konkurs trwa do 27.02.2016.
PS.
Mój igielnik  startuje w dogrywce konkursu!  Głosowanie  TU tylko dziś ( niedziela), głosujcie lub trzymajcie kciuki .

środa, 24 lutego 2016

Moher odsłona druga.

          Czapka z broszką  z cieniowanego moheru według Was wygrała rywalizacje o palmę pierwszeństwa z czapką bez broszki. Dziś kolejna odsłona    cieniowanego moheru.  Włóczki miałam mało,  była w kilku niedużych kłębuszkach i robiąc  poszczególne rzeczy zastanawiałam się czy aby starczy mi na skończenie projektu. Włóczka okazała się bardzo  wydajna bo w rzeczywistości jest cienka więc starczyło mi na kilka rzeczy choć niezbyt dużych. Dziś  moja ulubiona  rzecz którą zrobiłam z tej włóczki  czyli golfik, komin, szalik czy  jak tam jeszcze sobie to nazwiecie. W przeciwieństwie do nieużywanej czapki golfik  noszę  bardzo często i bardzo go lubię.



 Robiony na okrągło na drutach  z zastosowaniem skróconych rzędów. Idealna rzecz do płaszczy i kurtek. Z tyłu wąski  więc nic się nie zwija a szyję chroni, z przodu  wydłużony, w kształcie trójkąta wiec chroni dekolt  nawet jeśli kurtka nie zapina się pod szyję. Jak dla mnie jest wygodniejszy niż chusta zwłaszcza kiedy nie ma dużych  mrozów.



Golfik jest  dopasowany za pomocą  ujmowania oczek w trakcie roboty i leży idealnie. Nie jest ciasny  jak klasyczny golf    więc nie ma problemu w zakładaniem przez głowę i fryzura się nie psuje. Na lalce wygląda dość obszernie ale na dorosłej osobie jest taki w sam raz. Wzór znalazłam TU.   i z czystym sumieniem polecam. Ja mam zamiar zrobić sobie jeszcze kilka w różnych kolorach.



niedziela, 21 lutego 2016

Podałam dalej

Niedawno chwaliłam się prezentami jakie dostałam w zabawie "Podaj dalej". Teraz  moja kolej na przygotowanie niespodzianki. Chęć kontynuacji zabawy zgłosiła Mamma Mai   i to do niej poleciały moje prezenty. Gdyby ktoś chciał bawić się z nami to proszę zaglądać na jej blog bo pewnie wkrótce  ogłosi   zabawę  u siebie. A teraz to co  wysłałam, przesyłka już dotarła wiec mogę pokazać zdjęcia. W ozdobnym pudełeczku umieściłam  szydełkowy naszyjnik i  broszkę  z  drewnianym koralikiem. Dostałam wiadomość, że prezenty spodobały się   co mnie bardzo ucieszyło.



czwartek, 18 lutego 2016

Broszka i prezent.

         Dostałam prezent  od  zupełnie mi nieznanej osoby. Takie cuda to tylko w blogowym świecie się zdarzają.   Małgosia.   to taka dobra dusza która sama mi zaproponowała swoje niepotrzebne włoczki. Nic za nie nie chciała  nawet  zwrotu kosztów przesyłki choć  nalegałam. Małgosia   się usprawiedliwiała, że to włóczki prute i niezbyt nowe ale przecież  to nie ma znaczenia. Dostałam od niej karton  różnych  włóczek , jedne w sporych kłębkach inne to mikroskopijne  kłębuszki.  Pewnie  niejedna z Was ma takie  resztki   schowane bo może się jeszcze przydadzą,  Małgosia  podzieliła się ze mną swoimi zapasami.  Skoro włóczki do mnie dotarły to część z nich została już przerobiona na różne drobiazgi. Dziś chcę pokazać  broszkę  szydełkową. Wykorzystałam do jej zrobienia   kilka metrów cieniowanej włóczki którą znalazłam w kartonie od Małgosi. Jest ona widoczna na zdjęciu kartonu z włóczkami-  to taki  mikroskopijny kłębuszek u góry zdjęcia. Dodałam resztkę moheru z moich zapasów, mały koralik  i tak powstała  nieduża broszka z plecionką w środku. Mnie się broszka podoba i mam  nadzieję, że  udowodniłam  wszystkim, że  każda włóczka nadaje się do zrobienia czegoś fajnego. Wystarczy tylko trochę fantazji, trochę pracy, trochę wyobraźni, odrobinę włóczki  no i może trochę umiejętności.


 Małgosiu  bardzo Ci dziękuje za włóczki. Broszka  nie pojechała  do Małgosi bo ona sama potrafi wydziergać sobie różne cudeńka. Małgosia  w ramach podziękowania dostała  trochę inne rzeczy, niekoniecznie dziergane ( nie wiem czy już do niej dotarły więc nie powiem co to jest).


niedziela, 14 lutego 2016

Śmiać się czy płakać?

       Pamiętacie   szydełkową koronę ?  To taki drobiazg który niedawno pokazywałam. Otóż niedługo po opublikowanie tego  wpisu dostałam  maila. Wiadomość była od  nieznajomej osoby , nie miała  tematu, nie było podpisu ani żadnych innych informacji.

     Mail to tylko jedno zdanie  które Wam  zacytuję w całości:   "Poproszę schemat tej korony"

      No i teraz  nie wiem czy śmiać się czy płakać?   Z zasady staram się pomagać, podsyłać wzory, uczyć, tłumaczyć, biorę udział w  spotkaniach robótkowych gdzie zupełnie bezinteresownie  przekazuję swoją wiedzę ale ten mail mnie  zaskoczył.  Osoba która do mnie napisała  nie była uprzejma  zapytać mnie czy   schemat mam, czy chcę go przekazać. Nie napisała nawet słowa  przywitania, wyjaśnienia, nie przedstawiła się, nie podpisała.  
      Zastanawiałam się czy  udzielić odpowiedzi ale doszłam do wniosku, że szkoda mojego  czasu. Schematu nie mam bo dziergam na tyle sprawnie, ze schematy  nie są mi  potrzebne  a nawet jeśli bym go miała to nie przesłałabym go  na prośbę   przesłaną mi w takiej formie. Nie pierwszy raz  ktoś prosi mnie o pomoc ale  tak obcesowej prośby to jeszcze nie otrzymałam.
        Czy i Wam zdarzają się takie historie? A może ja jestem nadwrażliwa  w końcu znalazło się tam słowo "poproszę" ?


piątek, 12 lutego 2016

Moher w kilku odsłonach.

        Nie wiem czy jeszcze można nosić moherowe rzeczy  bez narażania się na  niedobre  skojarzenia z  wojującymi   grupami  spod skrzydeł pewnego "ojca".   
        Moher jednak miałam i to taki z dodatkiem wełny więc cieplutki. Włóczka cieniowana w różnych  kolorach brązu i beżu  postanowiłam więc zaryzykować i coś z niej zrobić. Pierwsza powstała   broszka z drewnianym koralikiem w środku. Wydziergana  na szydełku,  puchata dość duża ok.9 cm średnicy. Broszka sobie trochę poleżała bo jakoś nie miałam pomysłu do czego ją przypiąć.
         Włóczki  nadal miałam kilka kłębuszków zrobiłam więc jeszcze czapkę. Taką zwykłą, najzwyklejszą  bo przy cieniowanej włóczce wzory są niezbyt widoczne. Gdy już miałam czapkę przypomniałam sobie o broszce i w ten sposób  zamiast jednej wersji czapki mam dwie:  z broszką i bez broszki. 
         Czapka zrobiona, broszka zrobiona  ale  włóczki nadal mi zostało więc powstały kolejne "moherki".  Jeśli chcecie je zobaczyć to zapraszam na następne  wpisy   bo obiecałam w tytule kilka osłon. 
Oto moje dwie wersje tej samej czapki.  Jak myślicie która   fajniejsza? Ja nie mogę się zdecydować a czapki tak jak i broszki nie noszę  ale od przybytku głowa nie boli.

PS.
Czapka jest w normalnym damskim rozmiarze  choć prezentuje ją na głowie lalki. Udało mi się zakupić w SH  głowę do czesania   wyjątkowo dużą i o  ślicznych oczach. Wnuczka będzie miało co czesać  a ja mam na czym robić zdjęcia. Musze powiedzieć, że to jest największy problem jak zrobić w miarę przyzwoite zdjęcie w zwykłym mieszkaniu nie mając ani manekina, ani modelki, ani  miejsca , ani oświetlenia. Większość zdjęć robię na balkonie ze względu na  naturalne światło.



poniedziałek, 8 lutego 2016

Sezon na księżniczki.

           W karnawale który się właśnie kończy odbywa się sporo bali. W przedszkolach są to głównie bale przebierańców. Dziewczynki w wieku przedszkolnym  wszystkie chcą być księżniczkami lub wróżkami. Wiem, że wiele kreatywnych mam stara się namówić  córeczki  na jakieś inne oryginalne przebranie  ale większość  panienek  chce być  księżniczkami. To niewiele się zmienia  bo tak samo było z moją dorosłą już córką tyle tylko, że  teraz nie ma już Kopciuszków czy Śnieżek. Łatwiej teraz  kupić gotowe przebranie choć  jakość tego typu ubranek jest okropna i czasem się rozpada  w trakcie balu.
            Ja mojej córce szyłam  balowe suknie  z resztek firanek ale udrapowane na haleczkach i
ozdobione wyglądały na prawdziwe kreacje  a córka do dziś je  pamięta  więc chyba spełniły swoją rolę  jako królewskie szaty. Każda księżniczka  powinna mieć koronę. Dla takiej więc przedszkolnej księżniczki  wydziergałam szydełkową koronę.  Korona ma pod atłasową wstążeczką ukrytą gumkę aby trzymała się lepiej na główce. Miałam pomysł aby ją dodatkowo ozdobić koralikami ale  zabrakło mi czasu bo to było takie ekspresowe zamówienie " na jutro" a jak wiadomo księżniczkom się nie odmawia.

sobota, 6 lutego 2016

Podaj dalej.

            Niedawno zapisałam się do zabawy blogowej "Podaj dalej". To taki fajny łańcuszek szczęścia gdzie każdy wygrywa. Ja otrzymałam prezenty od Alicji  Paczuszka zawierała  same cudne rzeczy. Przepiękny album , serduszko drewniane z mottem, mydełko ozdobione oraz pełno przydasi i słodyczy. Alicjo jeszcze raz dziękuję za prezenty.  Sami zobaczcie te cudeńka.




          Sens tej zabawy polega  na braniu i dawaniu. Ja już wzięłam a teraz chcę dać.  Jeśli ktoś  chce otrzymać  niespodziankę  wykonaną moimi rękami proszę o komentarz. 
Pamiętajcie  jednak, że  zabawa musi być kontynuowana.  Zanim więc się do niej zapiszesz pomyśl,czy  dasz radę obdarować kolejną osobę. To łańcuszek szczęścia i nie można go przerywać  nie narażając się na pecha. To komu mam "podać dalej" ?

wtorek, 2 lutego 2016

Papier niekoniecznie do wyrzucenia.

            Przypadkowo znalazłam  filmik  jak z papieru wyczarować  naszyjnik, obejrzałam,  pomyślałam jakie to piękne, że  ludzie potrafią robić cuda właściwie  z niczego. Następne  wydarzenia to już  był czysty przypadek. Na drugi dzień po obejrzeniu filmiku dostałam paczkę, taka zwykłą pocztową  z zamówionymi rzeczami. Paczka była jednak zawinięta w niezwykły papier bo był to gruby miękki papier    idealny na zrobienie   kolorowej zawieszki. Sami rozumiecie, że los tak chciał bo  mając już materiał musiałam  spróbować  zrobić  naszyjnik choćby dla samej radości tworzenia.
           Wyciągnęłam  farby i spróbowałam zrobić coś podobnego  do tego co  widziałam na filmiku. Pocięłam papier , skleiłam sporo warstw przyciętego kształtu, pomalowałam farbami   niektóre nakładając  bardzo grubo aby uzyskać przestrzenny efekt, polakierowałam wielokrotnie. Miałam mnóstwo frajdy przy  tworzeniu rzeczy po raz pierwszy  życiu. To nie szydełko ani druty ani maszyna do szycia, nie robiłam tego nigdy więc tym bardziej się cieszę, że  jednak mi się udało  skończyć. 


Naszyjnik (  może to jednak zawieszka ?)  jest  jest spory 9x7 cm , delikatnie wygięty, zawiesiłam go na rzemyczku. Jestem z siebie dumna choć  nie wiem czy jeszcze kiedyś coś takiego zrobię ale to nie ma znaczenia bo najważniejsze  jest to,  że spróbowałam.
          U  jednej z blogowych koleżanek   przeczytałam fajny wpis o tym , że jeśli tworzysz rękodzieło to jesteś postrzegany jako dziwak przynajmniej przez część społeczeństwa. No cóż  może to i prawda bo kto "normalny" zarywa noce aby zrobić coś   ( czasem jest to kompletnie niepotrzebna rzecz)   dla samej radości tworzenia ? Trudno widocznie jestem dziwakiem ale mi z tym dobrze.



czwartek, 28 stycznia 2016

Staruszka Kaszubka

        Po ilości  miłych słów pod wpisami o skarpetkach widzę, że jest sporo  fanów i fanek ręcznie dzierganych skarpetek. To miłe, że takie skarpetki sprawiają przyjemność i radość. Robienie skarpet na drutach   z pewnością  nie jest  "opłacalne"  bo jakby się nie spieszyć to skarpetek w godzinkę nie wydziergasz. Dziś w pobliskim sklepie sieciowym widziałam całkiem fajne  skarpetki z włóczki 50% wełny/50% akrylu za niecałe 13 zł. Maszyny robią z pewnością równiej, szybciej niż my ale  serca w robótki nie wkładają  więc  chyba nie są dla nas konkurencją. 
        Czemu dziś wspominam o maszynach? Otóż wyciągnęłam  z zakamarków  odziedziczoną po mamie maszynę dziewiarską "Kaszubka". To najprostsza  z najprostszych maszyn. Właściwie robi tylko podstawowy ścieg  tzw.  pończoszniczy ale mimo, że ma   50  lat nadal działa. We wpisie Skarpetki pokazywałam skarpetki dziergane na  cieniutkich drutach z wełny skarpetkowej. Dziergałam je strasznie długo i mimo, że miałam jeszcze jedną fajna wełenkę   nie  mogłam się zdecydować na kolejną tak pracochłonną robótkę. Przypomniałam sobie wtedy o starowince "Kaszubce" i zrobiłam skarpety na  maszynie. Mimo, że włóczka cieniutka to zrobienie  pary skarpet zajęło mi 1 dzień uwzględniając jeszcze  chuchanie i dmuchanie na poczciwą  starą maszynę. Oczywiście skarpetki mogłam zrobić na maszynie  tylko "na płasko"  , ale   pięta jest wrobiona za pomocą skróconych rzędów ( okazało się to możliwe na tak prostej maszynie wystarczyło tylko  przeczytać całkiem żółtą ze starości  instrukcję obsługi). Skarpetki po zrobieniu zszyłam płaskim ściegiem , wykończyłam ręcznie robionym ściągaczem bo  moja starowinka ściągacza robić nie potrafi. Skarpety nie są  tak perfekcyjne jak te robione na okrągło na drutach ale zaoszczędziłam sporo czasu a i odświeżenie sobie   wiedzy o obsłudze Kaszubki sprawiło mi sporo radości. Muszę pomyśleć o innych  rzeczach które mogłabym wydziergać przy pomocy tej  staruszki choć  nie wszystkie włóczki  chce ta maszyna   dziergać,  lubi gubić oczka a i robota na niej do lekkich nie należy bo potrzebna jest zwykła siła  fizyczna. Nie ma to jednak  jak  zasiąść w fotelu  z drutami w rękach słuchając  fajnej muzyki.



Do nauki dziergania na drutach.

             Miałam możliwość zapoznania się z nowym czasopismem  Robótki na drutach. Planowana  jest cała seria tych  gazetek a właściwie wkładek  do segregatora z podstawami nauki dziergania na drutach. Do  pierwszego  numeru są dołączone druty, gruba igła  i dwa malutkie motki włóczki wełniano-akrylowej.  Można więc natychmiast po zakupie zabrać się do  nauki. Gazetka jest kolorowa z dużymi zdjęciami i praktycznymi radami. Jest to raczej czasopismo dla początkujących  którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z robótkami. Na wyżej wymienionej stronie są też fajne , przejrzyste filmiki instruktażowe podstaw dziergania choć jest to technika inna niż ta jaką się ja posługuję. Pierwsze 2 numery czasopisma są dość tanie,  kolejne są coraz droższe  o czym trzeba pamiętać  szczególnie  w przypadku  zamówienia prenumeraty.  Osoby  które chcą zacząć naukę dziergania  pytają  od czego zacząć , jaka włóczkę kupić, jakie druty do niej dobrać. Kupując pierwszy numer gazetki mają wszystko co potrzebne a potem to już tylko trzeba ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć....





poniedziałek, 25 stycznia 2016

Rodzinne skarpety- banalny prezent.

         Ta sama włóczka,  z tego samego  motka a wyszły  mi zupełnie inne skarpetki.  W jednej parze skarpet nitkę odwijałam  od zewnątrz ,  w drugiej parze  wyciągałam  ze środka motka. To są takie  domowe rodzinne skarpety  ponieważ jedna para  jest dla mnie  a drugą dostała  moja córka jako jeden z prezentów pod choinkę. Zastanawiałam się długo czy to jest  fajny prezent  bo skarpety  to taka banalna rzecz.  Okazało się jednak  że trafiłam w dziesiątkę i skarpetki  nie tylko się spodobały  ale natychmiast zostały  wypróbowane.
        Skarpety wydziergałam na drutach bez żadnych wzorków, warkoczy i tym podobnych ozdóbek. Włóczka cieniowana najlepiej wygląda na gładkich wzorach  a ponieważ była dość gruba to i szybko się skarpety robiło. 
          I jak tu wierzyć opiniom, że nie powinno się  dawać w prezencie skarpet  skoro sprawiły tyle radości. 



piątek, 22 stycznia 2016

Czerwone majtki

Zmobilizowana Waszymi komentarzami, że nie tylko czerwona podwiązka ale i czerwone majtki są obowiązkowe na studniówce demonstruję  koronkowe gatki. Czerwone, dziergane na szydełku z bawełnianych cienkich nici.  Talizmany zapewnione teraz to już pozostaje  nauka.


poniedziałek, 18 stycznia 2016

Talizman na studniówkę.

Czerwona podwiązka to obowiązkowy talizman na studniówkę. Lata mijają a  przesądy pozostają. Choć z drugiej strony co  komu przeszkadza taki uroczy drobiazg  a może  jednak szczęście przyniesie. Trzeba się dużo uczyć ale na wszelki wypadek  czerwona podwiązka na balu studniówkowym być powinna. Tak więc  w styczniu niezmiennie dziergam czerwone podwiązki. Gdyby ktoś chciał podobną np. na wymianę to zapraszam do kontaktu.


środa, 13 stycznia 2016

Porwana wełenka.

         Dostałam  prezent - motek błękitnej włóczki wełnianej, nieduży 50 g. Komuś ta włóczka zalegała w domu od nie wiadomo ilu lat. Ten ktoś wie, że dziergam różne rzeczy  wiec  mi ją oddał chcąc mi sprawić przyjemność.  Gdy dostanę włóczki niewiadomego pochodzenia staram się je przewinąć na pasma i wyprać tak na wszelki wypadek gdyby w środku mieszkały jakieś dziwne stworzonka. Tak też postąpiłam w tym motkiem i okazało się, ze wełenka jest wprawdzie w oryginalnym  motku ale z racji upływu czasu  niestety rwała się w rekach przy przewijaniu czasem na zupełnie malutkie kawałki. Właściwie powinnam ją wyrzucić ale przecież to była prawdziwa wełna  więc zamiast do kosza trafiła na drucianą szczotkę  i została wyczesana. Potem to już tylko woda , mydło i powstała filcowa broszka. Kwiatek jest całkiem spory - 8 cm średnicy , składa się z 3 warstw. Dodałam trochę  innych kolorów a na samym końcu wyhaftowałam odrobinę atłasową nitką. Podoba się Wam ?
        Mnie się broszka  podoba  i  pozwoliła  mi bez żalu pozbyć się  porwanej wełenki.



Nie wyrzucam  nawet małych skrawków  wełny , składam je do pudełeczka. Nigdy nie wiadomo  jaki kolor i do czego może być mi użyteczny. Większość kolorowych  niteczek wełnianych to pozostałości po  moim ostatnim hafcie gobelinowym. Ale hafcik to może pokażę następnym razem.

 


środa, 6 stycznia 2016

Błękitna papuga

         Kiedy dziecko prosi matka nie zastanawia się czy  to  czego dziecko chce wymaga dużo pracy, pieniędzy, umiejętności, czasu, materiału, nawet nie zastanawia się czy jest to potrzebne i czy aby na pewno będzie używane. Po prostu to robi , jest szczęśliwa widząc uśmiech i nawet nie oczekuje specjalnych podziękowań. Oczywiście jest miło widzieć, że moja praca jest używana, podziwiana bo kto z nas nie jest odrobinę próżny  ale to nie jest najważniejsze.
       Jakiś czas temu moje dziecko przysłało mi zdjęcie szala z papugą z prośbą  zrób mi-papuga jest fantastyczna. Nie wiem czyje to było  zdjęcie, nie miałam wzoru,  nie potrafię powiedzieć czyj  to jest projekt. Zrobiłam więc szal  tak jak potrafiłam. Jest bardzo długi , bardzo puchaty, zrobiony ściegiem patentowym.   W dziób włożyłam malutki ścisk stolarski także papuga  bez problemu możne przytrzymać szal dziobem. Wzór jest ciekawy mało spotykany a takie lubię najbardziej więc robiłam go z prawdziwą przyjemnością. Zapakowałam , wysłałam, spodobał się bardzo, usłyszałam mnóstwo  miłych słów i podziękowań.
       Szal zrobiłam wiosną, zapomniałam Wam go pokazać wtedy  ale teraz to nadrabiam. Zresztą dowiedziałam się w Święta, że to nadal jest to  "nówka nie śmigana"  bo moje dziecko po prostu  zapomniało, że go ma. Podobno głównym winowajcą  takiego stanu rzeczy jestem ja bo  moje dziecko ma  zbyt dużą ilość chust i szali a i tak nosi jedną ulubioną czarną chustę którą robiłam 12 lat temu. Ręczna solidna robota  to nie chińszczyzna która już po pierwszym praniu nadaje się często do wyrzucenia. Sama mam swetry robione jeszcze na studiach. Może więc przysłowiowa   "chińska robota"  ma jakiś głębszy sens bo zmusza do coraz to  nowych zakupów. A moje prace  służą "niestety" przez wiele , wiele lat.






sobota, 2 stycznia 2016

Rękawiczki na mroźne dni.

        Zdążyłam na czas,  akurat  teraz gdy  przyszły mrozy  ja mam  nowe cieplutkie rękawiczki.
W zakamarkach  szafy znalazłam   trochę  grubej cieniowanej włóczki z domieszką wełny. Niestety nie było jej dużo,  przypuszczałam , jak się okazało całkiem słusznie, że nie starczy jej  na  całe rękawiczki na moje dłonie choć mam je malutkie. Postanowiłam więc  dobrać  pasującą kolorem włóczkę  z której zrobiłam ściągacze i palce rękawiczek.  Rękawiczki są grube raczej zimowe idealne na dzisiejszą pogodę.  Kuszą mnie teraz grube podwójnie robione rękawiczki z norweskimi wzorami tylko czy na pewno ich potrzebuję? Choć z drugiej strony od przybytku głowa nie boli prawda?


poniedziałek, 28 grudnia 2015

Śnieżynka

   
  Przed Świętami  obiecałam Wam, że  pokażę sukieneczkę którą zrobiłam dla  malutkiej dziewczynki. Sukieneczkę wydziergałam  na szydełku z bielutkiej włóczki. Panienka nie ma jeszcze roku więc sukieneczka  jest cieplutka z długimi rękawkami, tył ma zapinany na guziczki aby było wygodnie ją ubierać. Dół to trzy falbany na siatkowej szydełkowej haleczce.



 Góra sukieneczki jest  prawie gładka  , przy szyjce falbaneczka, na przodzie przyszyta aplikacje.



W pasie atłasowa wstążeczka.


Zdjęć na modelce nie będzie ale panienka wygląda w tej sukience jak Śnieżynka.



niedziela, 20 grudnia 2015

Magiczne Święta

Boże Narodzenie to magiczny czas
 życzę Wam aby spełniły się Wasze marzenia  i te małe i te ogromne.

 

sobota, 12 grudnia 2015

Białe kozaczki

Niedawno pokazywałam  białą czapeczkę  dla cudownej panienki, dziś prezentuję białe "kozaczki". Buciki zrobiłam na szydełku  Nie są może zbyt wyszukane i oryginalne ale   zrobiłam je zgodnie z wzorem  wybranym przez mamę panienki. Tylko  trochę  je "podrasowałam".
Miałam zamiar  wydziergać coś zupełnie innego ale nie chciałam wkraczać  z moimi pomysłami  tam gdzie nie powinnam. Gust jest sprawą indywidualną ja lubię rzeczy nietypowe, "inne", nie takie jakie mają wszyscy. Wiem jednak, że sporo osób  jest zadowolonych  tylko  wtedy gdy  dostanie coś co mają wszyscy.
Dla tej samej panienki zrobiłam  jeszcze coś. Tym razem nie na zamówienie tylko od siebie, według mojego gustu, w prezencie  wydziergałam malutką sukieneczkę. Jeśli jesteście ciekawi   zaglądajcie do mnie wkrótce pokażę zdjęcia.
 


piątek, 11 grudnia 2015

Piątek 13 wyniki

Przepraszam, za małą zwłokę w publikacji wyników rozdawajki. Remont wprawdzie skończyłam ale sprzątanie po nim  zabiera mi dużo więcej czasu niż planowałam.
Zaproponowałam Wam  w ramach prezentu 13 różnych drobiazgów, prosząc  tylko o  zamieszczenie banerka i ponumerowanie zgłoszeń.  Przy dwóch pierwszych komentarzach  gdzie nikt  numeru nie wstawił zrobiłam to sama chcąc  przypomnieć to co zapisałam  wytłuszczonym drukiem. To nie jest  trudna i skomplikowana rzecz a jednak ku  mojemu zaskoczeniu  numer zgłoszenia wstawiła  tylko jedna osoba.
W związku z tym  postanowiłam właśnie tą osobę obdarować prezentami które sobie wybrała.
Wygraną zapraszam  do  kontaktu , jeśli szybko podasz mi adres, przesyłka  dotrze jeszcze przed Świętami.



piątek, 4 grudnia 2015

Zaległe podziękowania.

Mam trochę zaległości  związanych z tym, że trwa u mnie remont. W domu przemieszczam się tunelami pomiędzy kartonami i meblami ale powoli widać światełko w tych tunelach. Mam nadzieję, że do Świąt zdążę wszystko  uporządkować i posprzątać.
Chciałabym dziś podziękować  za  piękne nagrody  otrzymane   za udział w zabawach blogowych.
Pierwszą nagrodą którą wygrałam była gazetka "Twórcze inspiracje" oraz wstążeczki, magnes-serduszko, słodycze.Wszystko to wygrałam w zabawie u Paulyntolyny  ale nagrodę otrzymałam od  Sosnowygaik
Dziewczyny dziękuję za wspaniały prezent.


Drugą nagrodę otrzymałam od Haftytiny. To gazetka Cross Stitcher pełna  wzorów do haftu, kanwa, nici do haftu, cudne drewniane, zimowe serduszko, i tkaniny. Wzory z gazetki  są  cudne i już zdążyłam  wyhaftować jeden z nich. Bardzo dziękuje za  wspaniałe prezenty , które zmobilizowały mnie do  zabrania się za  rękodzieło  którym nie zajmowałam się  od dawna. Wkrótce się pochwalę moimi nowymi haftami.