Obserwatorzy.

czwartek, 31 lipca 2014

Starocie dla kilku pokoleń

           Dziękuję za słowa wsparcia w  opisanej ostatnio niemiłej historii  Wysłałam Sylwii link do mojego  wpisu  i Waszych komentarzy. Niech przeczyta i pomyśli czy było warto psuć sobie opinię dla  kilkudziesięciu  kwiatuszków. Jedna  nieuczciwa nie może zniszczyć mojego zaufania do ludzi zwłaszcza, że w dniu kiedy opublikowałam post otrzymałam paczkę z  letniej wymianki na która się zapisałam  a w niej same cudne prezenty które będziecie mogli zobaczyć w połowie sierpnia.
            Dziś jednak zupełnie o czymś innym. Niedługo będą urodziny mojego dziecka. Nie napiszę które bo to niemożliwe aby miała takie "stare" dziecko. Przy tej okazji chcę Wam pokazać coś co jest równie stare czyli  poszewkę na poduszkę do wózeczka.  Mój syn urodził się w czasach  kartek na żywność i pustych sklepów. Nie można było  iść do sklepu i kupić pięknych kolorowych ubranek , pościeli i zabawek. Były to czasy gdy tylko od  talentu matek, cioć lub babć  zależało  czy dzidziuś będzie miał  coś   po za  przysługującą mu  siermiężną wyprawką. Ja też robiłam co mogłam  i to dlatego powstała  ta poszewka. To nic wielkiego bo nie jestem hafciarką , kolorowy haft w rogach poduszki uszytej z  grubego bawełnianego płótna bo tylko takie udało mi się wystać w kolejce. Włożyłam  w niego jednak całą miłość  matki oczekującej pierworodnego dziecka.  Poszewka cieszyła   moje oko i powodowała czasem zaglądanie do wózka niekoniecznie w celu podziwiania  dzieciątka. Poszewka służyła moim dzieciom potem trochę poleżała w szafie i  była jak znalazł dla mojego wnuczka. Teraz czeka na następne dzieciątko w rodzinie bo nadal nieźle wygląda. Wyobraźcie sobie młode mamy, że kiedyś płótno pościelowe nie rozłaziło się po kilku praniach można je było  prać, wybielać i gotować a nici do haftu nie były chińskie i nie blakły mimo częstego prania.
           Kiedy dochodzę do wniosku, że nie warto się męczyć dłubiąc pracowicie rękodzieło, kiedy myślę, że  maszyny   robią szybciej ,  dokładniej  niż ja, kiedy dochodzę do wniosku, że nikomu właściwie nie są potrzebne moje prace skoro w sklepach jest tyle cudnych rzeczy to wyciągam wtedy takie starocie i humor mi się poprawia.


poniedziałek, 28 lipca 2014

Naiwnych nie sieją sami się rodzą.

         Naiwnych nie sieją sami się rodzą. i dotyczy to niestety mnie.  W marcu tego roku  zamieściłam wpis Niepotrzebne serduszka  i właśnie  wtedy  odezwała się do mnie Kalinka  z propozycją wymiany. Umówiłyśmy, że ja zrobię jej  szydełkowe kwiatki i serduszka a ona  przygotuje dla mnie herbaciarkę. Wymieniłyśmy się mailami, adresami i nic nie zapowiadało tego co nastąpiło dalej. Szybciutko wydziergałam kwiatuszki i serduszka, zapakowałam i wysłałam a Sylwia  1 kwietnia potwierdziła mi, że przesyłka do niej dotarła a przygotowane drobiazgi  się podobają. Jednocześnie napisała, że  wprawdzie jeszcze nie zabrała się za  herbaciarkę dla mnie ale postara się to zrobić jak najszybciej..Po 2 tygodniach dostałam kolejnego maila w którym Sylwia  tłumaczyła mi, że z różnych powodów będzie mogła zabrać się za  herbaciarkę dopiero  na początku maja. Spokojnie przyjmowałam wszystkie tłumaczenia w końcu w życiu różnie bywa. Maj się jednak kończył a  herbaciarki nadal nie było. Pod koniec miesiąca dostałam kolejnego maila z przeprosinami i  informacją, że herbaciarka się maluje.  Naiwna uwierzyłam  odpisałam , że nic nie szkodzi poczekam cierpliwie. Minął jednak kolejny miesiąc  a przesyłka do mnie nie dotarła napisałam więc  Sylwii , że już nie czekam bo to nie ma sensu.  Odpowiedź przyszła natychmiast  Sylwia przepraszała kolejny raz  tłumacząc, że nie ma czasu na zrobienie obiecanej herbaciarki ( poprzednio pisała, że już ją maluje) i tym razem obiecała odesłać  to co jej wysłałam. W swojej naiwności pomyślałam dobre choć to, że odzyskam swoją pracę. Niestety mija   kolejny miesiąc   a   przesyłki nadal nie ma. Mogłabym zrozumieć brak czasu gdyby nie  coraz to nowe  wpisy na  jej blogu z  wieloma  nowymi,  dopieszczonymi  pracami. 
        Zastanawiałam się czy o tym napisać bo kogo to obchodzi, że ktoś mnie oszukał i wykorzystał moją naiwność. Nie ja pierwsza nie ostatnia.Pomyślałam jednak, że  może warto ostrzec  innych i sprawić, że rzeczy będą nazywane po imieniu a oszustwo  choć ubrane w piękne słówka będzie  nazwane oszustwem. Sylwia chodź znam ją  tylko   z maili wydała mi się  miła i wiarygodna,  przesyłała mi  sympatyczne  wiadomości , systematycznie prowadzi blog, tworzy piękne prace, współpracuje z innymi blogerkami.  Mam nadzieję, że Kalinka nie potraktowała  w ten sam sposób innych i to ja pozostanę jedyną naiwną która nabrała się na piękne słówka.
Na zdjęciu część tego co jej wysłałam a właściwie jak się okazało podarowałam za darmo  ponosząc jeszcze koszty przesyłki. Tak to niestety czasem wygląda i trochę zniechęca  do  kolejnych wymian. Miałam w planach przygotowanie  zakładki z moimi pracami na wymianę ale teraz zastanawiam się czy to dobry pomysł. Nie chodzi mi o stratę materialną ale raczej o "straty  moralne"  bo ja czuję się oszukana, dręczą mnie niemiłe myśli  a Sylwia pewnie nawet nie pamięta o mnie albo co gorsza śmieje się z mojej naiwności.
PS. 
15.08.2014 r.
Dotarła do mnie przesyłka od Kalinki. Herbaciarka jest śliczna  przeprosinowa  szkatułka również. Cieszę się, że  historia znalazła szczęśliwy finał. Lepiej późno niż wcale.


środa, 23 lipca 2014

Koraliki

             Sklepów  z koralikami jest u nas kilka. Staram się nie zaglądać do nich zbyt często bo zawsze kończy się to jakimiś zakupami . Niby wszystko tam jest taniutkie 10 gr, 20 gr , 2 zł , 3 zł itd  Tyle tylko, ze jest to cena za sztukę. Wrzucam więc beztrosko do malutkiego koszyczka koraliki, zawieszki, zapinki, sznureczki, końcówki a przy kasie okazuje się , że  uzbierała się całkiem spora  kwota. Sama  nosze mało świecidełek więc właściwie powinnam omijać te sklepy z daleka ale jest tam tyle  śliczności, że   samo oglądanie jest  przyjemnością. 
           Z ostatniego "oglądania"  przyniosłam do domu  miedzy innymi kilka koralików które zaraz zamieniłam na bransoletkę  plecioną zwykłymi  makramowymi płaskimi węzełkami. Teraz będę szukać osoby której mogłabym ją podarować i tym samym usprawiedliwić  zupełnie nie  planowany zakup koralików.
                 Dziś dzielnie ominęłam sklep z koralikami żeby znów mnie nie  skusiły jakieś błyskotki.
Jakiś czas temu   zamieściłam obrazkowy kurs  wykonania prostych węzełków  Makramowe węzełki.  to dla tych co chcą  upleść sobie podobną  bransoletkę.


piątek, 18 lipca 2014

Niby nic.

        Zwykła,  czarna,  mala torebka kupiona za kilkanaście złotych w jednej z sieciówek . Była mi potrzebna właściwie  jeden raz, dawno temu. Niedawno wyciągnęłam ją z szafy  w ramach porządków i  postanowiłam ją trochę zmienić. Pomysłów miałam kilka ale skończyło się na    najprostszym  czyli  doszyłam  na wierzchu  duży czerwony maczek na zielonym listku. Niby nic a torebka jakby zupełnie inna  i już nie taka zupełnie zwykła.
Przy okazji mogę ja zgłosić  w Szufladzie na  wyzwanie   Polne kwiaty.


środa, 16 lipca 2014

Bransoletka z niczego

         Dziś kolejna bransoletka z niczego czyli ze skrawków materiału przeznaczonych do wyrzucenia. Ścinki  dzianiny pozostały  mi z szycia bluzki. Z części zrobiłam kwiatki które pokazywałam  tu  Uratowane z pogromu.  Z długich paseczków z brzegów tkaniny zaplotłam  warkocz wplatając w  środek ozdobną fantazyjna włóczkę. Na końcu doszyłam  srebrno- szare koraliki i  w ten sposób powstała  miękka , wygodna bransoletka w której nawet można się   kąpać. 
      Kolejne szmatki  zutylizowane, niestety  zużyłam ich  na bransoletkę minimalną ilość więc  zapasy  zupełnie się nie zmniejszyły ale nie poddaję się  w  walce o   ograniczenie ilości przydasi. Muszę  wymyślić jakąś większą pracę bo  póki co zamiast  zabierać to tylko dokładam kolejne przydasie  i czuję się jak Don Kichot  w walce z wiatrakami. 




poniedziałek, 14 lipca 2014

Czerwone kwiatki i serduszko

         Czerwone kwiaty przygotowałam dla pań przedszkolanek które opiekują się  dziećmi w grupie mojego wnuczka. To takie małe podziękowanie za  opiekę i trud wychowania. Kwiatki są z organzy, szyfonu i satyny.
          W naszym zabieganym świecie   praca zajmuje nam tyle czasu, że większość dnia  to właśnie  panie w przedszkolach spędzają z naszymi dziećmi. Z perspektywy moich lat  jest mi szkoda, że współczesne  matki  nie  spędzają z dziećmi  więcej czasu. Po pracy  zawodowej są zmęczone , czeka je jeszcze praca domowa i nie zawsze starcza sił na  potrzeby malucha. Sama zajmowałam się wnuczkiem przez jakiś czas i wiem, że mimo najlepszej opieki nawet ukochanej Babulki  nikt nie zastąpi  dziecku Mamusi.
  W przedszkolu  jedne panie dzieci lubią bardziej inne mniej, tak jest i w naszym przypadku. Mój wnuczek  też ma ukochaną  panią  więc  dla niej sam wybrał  z moich prac jeszcze coś  specjalnego. Było to serduszko w doniczce. Mam nadzieje, że  prezent się spodobał  bo wnuczek  pamiętał, żeby zabrać do przedszkola   kwiatek-serduszko  specjalnie dla pani Tamary.


piątek, 11 lipca 2014

Kolory lata w kosmetyczce

Lato-  na blogach trochę pusto  a ja     biorę udział w zabawie Art-piaskownica Kolory czerwca
Jest to zabawa w kolory czerwca  czyli
- ZIELONY
- BIAŁY
- POMARAŃCZOWY
- RÓŻOWY
Kolory są jaskrawe, a nie pastelowe.
 
Moja propozycja połączenia tych kolorów to  kosmetyczka.  Biała torebeczka zapinana na zamek  z przeplecionymi jaskrawymi sznureczkami i  kolorowym chwościkiem przy  zameczku suwaka.  Przygotowałam ją specjalnie na potrzeby zabawy  więc i  Wam się nią pochwalę.



piątek, 4 lipca 2014

Nowe stare klapki

           Pewnie każdy ma jakieś swoje domowe ulubione rzeczy. Czasem jest to koszulka - to nic , że sprana i rozciągnięta, czasem  spodnie dresowe w powypychanymi kolanami za to najwygodniejsze na świecie, czasem kubeczek tylko troszeczkę wyszczerbiony. 
       Ja mam lubione klapeczki których używam jako kapci domowych.Mają ortopedyczną wkładkę dopasowały się do mojej stopy i po prostu je lubię. Niestety klapki mają swoje lata, wewnętrzna  skórzana wkładka  się zużyła  a wierzchni materiał  zupełnie nie przypominał już  żółtego koloru jaki miał początkowo. Żal mi jednak było je wyrzucić więc klapeczki zostały poddane renowacji ale takiej prostej na miarę moich możliwości. Z grubego lnianego płótna wycięłam  wkładkę i ją wkleiłam, paski płótna nakleiłam też na  wierzch , doszyłam kwiatuszek i proszę bardzo  stare klapki  wyglądają jak nowe i może jeszcze trochę mi posłużą. 
            Jeśli się zastanawiacie  czemu  napisałam , że to moje klapeczki skoro są takie malutkie  to informuję, że  ja  mam stopę Kopciuszka  - rozmiar 34 są to więc jak się domyślacie  klapeczki dla dzieci.


środa, 2 lipca 2014

Nici nie tylko do szycia

           Niedawno odbyły się w Szczecinie bezpłatne warsztaty szycia patchworków.  Dzięki wspaniałym sponsorom i jeszcze wspanialszym naszym  instruktorkom  kolejne osoby zostały zarażone  pasją szycia patchworków. Zupełnie przy okazji  odbyło się fantastyczne spotkanie  towarzyskie z domowymi wypiekani, kawką i pogaduszkami o wszystkim. Ja uczestnikiem warsztatów nie byłam  bo jakoś jeszcze nie dojrzałam do pokochania kolejnej pasji. Nie mogłam sobie jednak odmówić  przyjemności  spotkania  koleżanek z grupy Szczecin Szyje więc  wpadłam tam  tylko "na chwilkę" która trwała 3 godziny.  Obejrzałam  uszytki dziewczyn, pojadłam domowego ciasta, popodziwiałam  szmatki , nici i inne prezenty od naszych sponsorów. A na koniec  wyszłam z  torbą nici które podarował nam sponsor firma Coats. Są to grube nici które nie bardzo nadają się do  domowego szycia a  jak wszyscy stwierdzili ja  zawsze mogę je wykorzystać do tworzenia moich prac. Oczywiście jak tylko dotargałam nici do domu musiałam  natychmiast spróbować do czego by tu je zastosować. Na pierwszy  ogień   wyciągnęłam  dysk kumihimo i uplotłam sznur z nici w  naturalnych kolorach.  Nici nie są bawełniane ale z włókien mieszanych  i już teraz  wiem, że pleść z nich można choć trzeba łączyć wiele nitek ale to akurat przy kumihimo nie jest problem. Efekt moich zmagań z  nitkami możecie zobaczyć na zdjęciu. Teraz myślę  co dalej bo nici dostałam sporo.


Jeszcze raz dziękujemy naszym sponsorom których loga widnieją na zdjęciu poniżej.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Koraliki z nici i szmatek

        Ostatnio niewiele  robię większych prac. Nie dlatego, że brak mi pomysłów lub czasu na ich wykonanie. Przyczyna jest inna a jest nią przewaga podaży nad  popytem  czyli inaczej mówiąc  nie chce mi się robić prac które wylądują w  pudle z braku osoby chętnej do ich przygarnięcia.  Swoją  potrzebę tworzenia muszę więc zaspokajać robiąc drobiazgi które  nie zużywają dużo materiałów a  już  wykonane  nie zajmują  dużo  miejsca w pudle  gdzie gromadzę moje prace.
           Przeglądając sieć  w  poszukiwaniu   inspiracji trafiłam na pomysł zrobienia  koralików  z tkanin  i włóczek.  Pomyślałam sobie, że to coś w sam raz dla mnie bo  nazwa mojego bloga to " Rękodzieło wyczarowane z nici i szmatek" .   Technika  wykonania   jest podobna  do techniki koralików z  papieru. Czyli zwijamy, sklejamy i ozdabiamy. Muszę przyznać, że efekt mnie zaskoczył w sensie pozytywnym. Koraliki są oryginalne, jedyne w swoim rodzaju i można je zastosować do wszystkiego. Można je wykonać w dowolnym rozmiarze, kolorze a do ich zrobienia  potrzebne są resztki materiałów i włóczek. Już zabrałam się za inne eksperymentalne  koraliki np. z cieniutkich nici a także  za koraliki papierowe. niekoniecznie zwijane. Będę   Wam  je  pokazywać  od czasu do czasu. Dziś pierwsza odsłona ścinkowych koralików wykonanych z  żółtej  tkaniny o strukturze przypominającej gazę oraz  2 ozdobnych  włóczek .
        Z  szmatkowych koralików zrobiłam  naszyjnik, żeby pokazać jedno z  możliwych zastosowań. W naszyjniku dołożyłam  koraliki drewniane i zawiesiłam wszystko na  woskowanym sznureczku o regulowanej długości. Można to nazwać upcykling , recykling  dla mnie to zwyczajne rękodzieło w tego co  akurat mam pod ręką. 
       Jest tylko jedna mała tajemnica. Ja mam " pod ręką"  bardzo dużo różnorodnych materiałów , włóczek,sznurków , koralików  i  wtedy łatwiej  dobrać wszystko pod względem koloru ,wielkości, faktury tak by  nie było to zupełnym  pomieszaniem z poplątaniem. ale raczej realizacją pomysłu  na jakąś spójną całość.
 Ciekawa jestem Waszych opinii  na temat   koralików z nici i szmatek. Tylko zgodnie z zasadą "dość słodzenia" proszę o szczere komentarze bo  tylko tak mogę się dowiedzieć czy to "hit czy kit"

Tak wygląda naszyjnik z szmatek i włóczek


 A to pojedyńcze koraliki



czwartek, 26 czerwca 2014

Zawieszka z kwiatuszkami, ostatnia część kompletu

          Kolczyki były, bransoletka była wiec dziś czas na  naszyjnik a właściwie zawieszkę na plecionym sznureczku.  Zawieszkę podkleiłam filcem , żeby  była odrobinę sztywniejsza,  wielkość 6 x 4 cm.,  sznureczek uplotłam własnoręcznie i jego długość jest regulowana. Wszystko  zrobione jest na szydełku z bawełnianych nici w stonowanych kolorkach.
           To już ostatnia część  kwiatuszkowego kompletu biżuterii. Ot taka mała letnia fanaberia.
           Komplet jest do wzięcia lub do wymiany  (  gdyby ktoś był chętny to zapraszam do kontaktu ) bo osoba z myślą o której  szydełkowałam ten komplecik jednak nie gustuje w kwiatuszkach.

Zawieszka z kwiatkami


A tak wygląda cały letni komplecik.



wtorek, 24 czerwca 2014

Bransoletka z kwiatkami do kompletu

Dziś  kolejna część letniej biżuterii czyli bransoletka  stanowiąca komplet z kolczykami z poprzedniego wpisu.. Wykonana na szydełku z  bawełnianych nici, miękka niezbyt szeroka . Widziałam kiedyś  podobną  biżuterię w sieci  i tak bardzo mi się spodobała, że zrobiłam podobną  bo to nic trudnego - sami  próbujcie jeśli Wam się podoba. To prosta, szybka  praca a kolory można sobie dowolnie wybierać np. pod kolor letniej sukienki.   Dodatkowo oprócz kolczyków i bransoletki  wymyśliłam jeszcze   zawieszkę na plecionym sznureczku  ale pokażę ją w następnym wpisie .  


niedziela, 22 czerwca 2014

Letnie kolczyki

       W końcu mamy lato, słoneczko grzeje, kwiatki kwitną pozostając więc w takim  nastroju wydziergałam  komplet letniej biżuterii . Dziś pokażę  malutkie kolczyki w formie kwiatuszków wykonane na szydełku z kordonków. Reszta kompletu czyli bransoletka i  naszyjnik    będą do obejrzenia wkrótce.
        Zastanawiam się czy taka biżuteria   pasuje tylko  małym dziewczynkom czy może  tym trochę większym też?
           Różowy komplet  który pokazywałam tu Różowy komplet robiłam dla 8 latki ale podobał się całkiem dorosłym  pannicom może więc kwiatuszki też niekoniecznie są dla dzieci?
Kolczyki zgłosiłam do zabawy Zainspiruj nas -kolczyki

Kolczyki z letniego kompletu

niedziela, 15 czerwca 2014

Na okrągło

        Dawno już nie brałam udziału w blogowych wyzwaniach. Pora to nadrobić więc postanowiłam spróbować swoich sił w wyzwaniu Otwórz szufladę- czerwiec- " Na okrągło"
          Dozwolone kolory  w tym wyzwaniu to zieleń , błękit i piaskowy brąz ,  praca miała być okrągła a inspiracja było zdjęcie  morskiego brzegu. Wydziergałam więc szydełkową bransoletkę .Bransoletka jest dwustronna  i można ją nosić   w dowolny sposób albo jako gładką,  ciemnozieloną albo  jako beżową z fantazyjnymi wzorami. Mam nadzieję, że spełniłam wszystkie warunki organizatorów  a bransoletka się Wam spodoba , jest mięciutka, leciutka   i  wygodna.   Drugiej takiej samej nigdzie nie znajdziecie bo to taki   freeform.


piątek, 13 czerwca 2014

Biała chusta

            Białą chustę pokazywałam już wcześniej   o  właśnie w tym wpisie  Biała chusta nie tylko do ślubu
Chusta szybko znalazła nową właścicielkę  co mnie bardzo ucieszyło bo  co może być przyjemniejsze  niż   świadomość, że  moja praca będzie towarzyszyć komuś w dniu ślubu.  
        Chustę pokazywałam  w październiku ubiegłego roku trochę się więc zdziwiłam  gdy niedawno  odezwała się do mnie kolejna osoba którą ta chusta zainteresowała. Miło mi, że zaglądacie na mój blog i oglądacie nie tylko  bieżące wpisy. Powstała więc  kolejna  biała chusta i  również ta ma być dodatkiem do ślubnej kreacji  co jest dla mnie  i mojej pracy wyróżnieniem.



środa, 11 czerwca 2014

Złota sukienka

Kilka dni temu odbyło się kolejne już VII  Szczecińskie Spotkanie Szyciowe.  Było jak zwykle  super miło , wymieniłyśmy się przydasiami szyciowymi , popodziwiałyśmy   co tam która uszyła, udzieliłyśmy wywiadu do radia , umówiłyśmy się na bezpłatne warsztaty patchworkowe . Dzięki wspaniałym sponsorom i bezpłatnej pracy naszych instruktorek warsztaty się odbędą   mimo, że  nie udało nam się zebrać wymaganej kwoty  w projekcie o którym pisałam  tu   Szczecin szyje
Dzięki  grupie Szczecin Szyje zyskałyśmy  mnóstwo nowych wspaniałych znajomych a niektórzy  nawet przyjaciół. Zgodnie z naszym hasłem grupa wspiera, grupa radzi, grupa nigdy Cię nie zdradzi pomagamy sobie  nie tylko w sprawach  szycia ale zwykłych  banalnych ,życiowych. Bo choć  internet  ułatwia  kontakty międzyludzkie  to nic nie  jest w stanie zastąpić  spotkań w realu.
Na ostatnim spotkaniu obiecałam, że wrzucę czasem  zdjęcie  sukienek do tańca   które szyłam. Dziewczyny były ciekawe bo to takie inne szycie  ,  to raczej projekty  trochę artystyczne. W takiej sukience nikt  się na spacer nie wybierze , nawet  nie pójdzie na imprezę czy do teatru. Chyba nawet na współczesne bale jest ona nieodpowiednia bo za bardzo strojna. Dziś więc zgodnie z obietnicą zdjęcie jednej z takich sukienek .  Uszyta z satyny w kolorze starego złota na którą nakleiłam kwiaty z koronki gipiurowej. Sukienka na wierzchu  ma naszytą elastyczną czarną siatkę, cała góra sukienki z naszytą koronka gipiurową ozdobiona jest dodatkowo kamieniami Swarovskiego. Dodatkiem jest też czarne boa ze strusich piór.  Zdjęcie z turnieju na Węgrzech zrobione przez zawodowego fotografa .


poniedziałek, 9 czerwca 2014

Żółw

Mój wnuczek nie bawi się pluszakami. Preferuje  zabawki motoryzacyjne wiec nie mam motywacji do robienia   misiów i  zwierzątek  szydełkowych  choć te zrobione dawniej a widoczne na ostatnim zdjęciu   nadal  się dzielnie trzymają
Czasem jednak nabieram chęci i robię jakąś zabaweczkę. Tym razem zrobiłam małego żółwia i nakarmiłam go zielonym listkiem Wnuczek go obejrzał powiedział , że jest piękny i odłożył na półkę. Żółwik musi więc poczekać  na kogoś kto go pokocha.


piątek, 6 czerwca 2014

Sukienka z zakładkami

      Czerwono-różowa sukienka  z zakładkami to model  z Burdy 6/2009 .Uszyłam ją  z elastycznego materiału  bo takie wygodne rozciągliwe  materiały  preferuje  właścicielka sukienki.  Nie jest to prosty wykrój mimo, że oznaczony tylko 2 kropeczkami. Przód jest uszyty podwójnie  a i  ułożenie zakładek nie jest  banalnie proste.  Dekolt  sukienki  mógłby być trochę mniejszy ale o tym przekonałam się dopiero po skrojeniu sukienki . Tył sukienki jest  gładki bez zakładek. Model bardzo fajny dobrze leży na figurze , podkreśla kształty i jest bardzo kobiecy. Zastanawiam się tylko czy  powinnam pokazywać  moje  szyciowe "dzieła" nie mając manekina . Na wieszaku sukienka wygląda jak  worek mimo, że to rozmiar 36  a w rzeczywistości pięknie eksponuje kobiece wdzięki.  Zdjęć na właścicielce nie będzie więc miałam do wyboru albo nic albo zdjęcie na wieszaku. Wybrałam więc  to co mam.



niedziela, 1 czerwca 2014

Upleciona bransoletka

Wracam do bloga  mimo kłopotów,  nie wiem tylko na jak długo.  Dziś  bardzo króciutki wpis  o bransoletce. Uplotłam ją na dysku kumihimo . To dwie plecionki  zszyte razem  tak by tworzyły wzorek. Do plecionki wykorzystałam fantazyjną włóczkę i frędzle z zasłon w fioletowych kolorach. Takie właśnie kolory lubi nowa właścicielka bransoletki. 
PS.
Bardzo się cieszę z licznych odwiedzin mojego bloga mimo , że ostatnio na nim  nie było nic nowego. Dziękuję  i zapraszam.


środa, 21 maja 2014

Freeform

                Co robicie  kiedy   problemy zaczynają  Was  przerastać, kiedy nie widać żadnego sensownego rozwiązania a każdy następny dzień jest groszy od poprzedniego ? Ja wtedy sięgam po szydełko i robię rzeczy kompletnie niepotrzebne,  bez żadnego planu , wzoru , schematu. Nie zastanawiam się   do czego to  da się wykorzystać , szydełkowanie  jest moją odskocznią  i ratunkiem przed złą energią. 
               Dziś  chcę Wam pokazać jedną z takich rzeczy . Na razie zawiesiłam to na  łańcuszku i traktuję jako naszyjnik. Technika wykonania  to tzw. freeform .  Element jest wykonany z różnych kordonków na bazie metalowych kółeczek i jest całkiem spory 11x9 cm.. Problemów mi nie rozwiązał ale jego wykonanie dało mi chwilę przyjemności.



piątek, 16 maja 2014

Szmatkowo-kwiatkowo

             Dziękuje za wpisy pod ostatnim postem. Widzę, że  są podzielone zdania jeśli chodzi o staż pracy. Ja osobiście nie mam nic do  prawdziwego, rzetelnego stażu dla osób młodych bez  doświadczenia  lub dla takich które  starają się zdobyć nowy  zawód,  dla takich osób  nawet wpis w CV jest cenny. W moim przypadku jest jednak inaczej ja  nie potrzebuje  pozycji w CV , mam ich  wystarczającą ilość. Wysłanie mnie na fikcyjny staż który w żadnym wypadku nie  nauczy mnie nic nowego ani nie poprawi mojej sytuacji na rynku pracy jest dla mnie stratą czasu. Jeśli chodzi o wysokość zasiłku  ,  to spojrzenie na niego jest rzeczą względną  i zależy od wielu czynników.   Inaczej jest postrzegany  zasiłek przez młode osoby  będące na utrzymaniu rodziców   i  mieszkające w  jakieś małej miejscowości,   dla których jest to grosz dla siebie a inaczej przez osoby które są  na własnym garnuszku , mieszkają w dużych miejscowościach ,muszą opłacić   mieszkanie a do pracy dojechać  nieraz  wiele kilometrów i ponieść tego koszty. Praca na stażu  utrudnia również znacznie  możliwości poszukiwania nowej pracy ponieważ nabory, konkursy, rozmowy kwalifikacyjne  itp. odbywają się w godzinach pracy.
            Ale dość o przykrościach  pora wracać do przyjemności. Moje miłe koleżanki obdarowują mnie czasem jakimiś  drobiazgami, a to dostanę garść koralików  z  zepsutej  biżuterii a to niepotrzebne  kawałki szmatek. Staram się znaleźć dla nich jakieś  sensowne zastosowanie i   potem wracają do dziewczyn  w zmienionej formie.
Tym razem  szmatki i koraliki zmieniałam w kwiatuszki. Dziewczynom się spodobały , zabrały wszystkie   więc mogę je spokojnie pokazać.





środa, 14 maja 2014

Jak NIE dostać się na staż pracy

                Jestem już starszą Panią ale do emerytury to mi jeszcze daleko  zwłaszcza po zmianie ustawy emerytalnej. Od jakiegoś czasu z różnych względów nie pracuję  zawodowo. Postanowiłam jednak  znów zacząć poszukiwania pracy.
              Jak wszyscy wiedzą  Urząd Pracy   pracy nikomu nie poszukuje ale ostatnio  w związku ze zmianami ich przepisów   pracownicy UP  usiłują  stwarzać choć fikcję pomocy. Ponieważ nigdy mi nic nie zaproponowano,  a należę do grupy  szczególnie zagrożonej bezrobociem tzn 50+ tym razem w czasie wizyty w UP spotkała mnie niespodzianka i zaproponowano mi staż pracy. Trochę mnie to zdziwiło bo zawsze myślałam , że staż pracy jest dla młodych bez doświadczenia ale ponieważ jestem otwartą osobą pomyślałam sobie , że może jest to jakiś sposób na   poznanie nowego miejsca, nowych przepisów zwłaszcza, że  miałby to być  staż w  poważnej dużej instytucji samorządowej. Poprosiłam o opis stażu chcąc sprawdzić czy czasem stażysta nie jest  potrzebny tylko do kserowania dokumentów i przekładania teczek w archiwum. Opis stażu  był bardzo ogólny wymagano jednak wyższego wykształcenia.  Skwapliwie podsunięto mi odpowiednie  papierki do podpisania w których musiałam się zobowiązać do przyjęcia stażu w ciemno nie znając   zakresu obowiązków i wysłano mnie do  pracodawcy u którego miałam odbyć staż. Gwoli wyjaśnienia co ma duże znaczenie w opisywanej  historii  wiele lat pracowałam jako urzędnik państwowy  moje doświadczenie zawodowe jest więc  bardzo duże i różnorodne.
               Pracodawca przyjął mnie z otwartymi ramionami bo kto nie  chciałby darmowego pracownika przez 6 miesięcy .  Schody się zaczęły gdy zapytałam co miałabym na tym stażu robić. Z założenia stażyści przychodzą na staż aby się uczyć , powinni być szkoleni tak by staż był pomocny w poprawie ich pozycji na rynku pracy. Chyba pierwszy raz trafiła do do urzędu  osoba taka jak ja która zamiast  dziękować Bogu za możliwość odbycia stażu chciała się na nim czegoś nauczyć.Z rozbrajającą szczerością  oświadczono mi jednak, że nikt mnie w niczym szkolił nie będzie bo pracodawca i tak nie zamierza mnie zatrudnić  więc szkoda na to czasu. Przez 6 miesięcy stażu miałabym archiwizować ich dokumenty. Kto nie wie na czym to polega to w skrócie wyjaśniam , dokumenty układa się w teczkach w chronologicznej kolejności,numeruje kartki,  robi się ich spis i stronę tytułową, nie  wiem dlaczego  pracodawca uznał, że do takich czynności trzeba mieć aż wyższe wykształcenie. Miałabym archiwizować dokumenty  przez 6 miesięcy przez 8 godzin dziennie. Korzyść dla pracodawcy jest bardzo duża  ma darmowego pracownika na pełny etat ,   stażyście niewielki    zasiłek stażowy  płaci UP. Tylko  po co mi taki staż? Jak poprawi to moją pozycję na rynku pracy lub choćby moją wiedzę o funkcjonowaniu tej instytucji którą mogłabym wykorzystać np. w czasie rozmów kwalifikacyjnych w czasie ewentualnych naborów? Przy archiwizacji nie ma czasu na czytanie dokumentów, trzeba je tylko odpowiednio posegregować.  Ponieważ nie boję się nowych wyzwań poprosiłam o skierowanie mnie   w ramach stażu  do jakiś innych prac ( instytucja zgłosiła zapotrzebowanie na 15 stażystów)  gdzie mogłaby się przydać moja wiedza i doświadczenie a ja mogłabym się czegoś nowego dla mnie nauczyć.  Jak się domyślacie nie mogłam odmówić przyjęcia stażu  bo równałoby się to  z utratą statusu osoby bezrobotnej . Stażysta po otrzymaniu skierowania na staż ,to taki niewolnik,  musi robić co mu każą, pracować wydajnie na pełen etat ( bo inaczej pracodawca zerwie umowę stażową robiąc kłopoty stażyście) , nie chorować  bo wtedy zmniejsza się mu zasiłek stażowy który i tak wynosi tylko ułamek najniższej krajowej   i najlepiej przyjmować wszystko  z wdzięcznością. Kiedy  oczami wyobraźni widziałam już ponurą wizję numerowania kartek w teczkach przez najbliższe pół roku pracodawca niespodziewanie oświadczył, że jednak nie chce mnie na staż bo nie spełniam ich oczekiwań. Po cichutku odetchnęłam z ulgą bo nie zmarnuję  czasu na   zajęcie  pożyteczne ale   mało rozwijające i  nie dające mi  nic. Przy okazji  między wierszami usłyszałam , że niepotrzebnie wybrzydzam , powinnam przyjść z radością na staż bo osób w moim wieku i tak  nikt nie zatrudni , szkoda  nawet zachodu na   bieganie po naborach.  Jednocześnie  oświadczono mi, że  chętnie by mnie zatrudniono ale w ramach prac interwencyjnych  gdzie  UP opłacał by część mojego wynagrodzenia. Wniosek z mojej historii jest taki: jeśli  NIE chcesz dostać się na staż to  wytłumacz pracodawcy, że chcesz się na nim czegoś nauczyć a nie tylko być " dziewczynką na posyłki".  Mimo szumnych  programów o   pomocy dla pokolenia 50 +  mentalności pracodawców nic nie zmieni.  Jak mi   powiedziano za młoda na emeryturę,  za stara na pracę.
Wpis  mój niekoniecznie dotyczy rękodzieła   ale gdzieś muszę wylać swoje frustracje mam nadzieję, że nie zniechęci to Was do  czytania mojego robótkowgo blogu.

Pozostaję więc nadal  bez pracy  i  mogę do woli się zajmować robótkami. Choć korzyści  materialnych z tego nie ma to przynajmniej nie mam poczucia, że ktoś mnie wykorzystuje. Trudno  tworzyć  fajne rzeczy bez nakładów finansowych trzeba   mieć  środki na  materiały  ale zawsze  można wykorzystać to co się  ma i tworzyć "z niczego"   Pamiętacie mój wpis o bransoletkach  Bransoletki z niczego. ?

poniedziałek, 12 maja 2014

Kocyka nie będzie

            Dziś historia kocyka który nie powstał. Niedawno ktoś mnie zapytał czy nie zrobiłabym odpłatnie  kocyka dla niemowlaka . Lubię robić rzeczy dla dzieci  postanowiłam więc się zastanowić nad propozycją . Znalazłam fajne kolorowe wzory , takie raczej niespotykane , nieoklepane  i zaczęłam się zastanawiać jak taki kocyk wycenić. Kocyk miał być niezbyt duży tak około 100 x 75 cm   zrobiony z cienkich kolorowych   akrylowych  włóczek, różnymi fantazyjnymi wzorami. . Żeby wiedzieć ile czasu zajmie mi  zrobienie kocyka  zrobiłam próbkę z zegarkiem w ręku. Szydełkuje od lat i robię to super szybko a jednak  jeden rząd  kocyka    zajął mi 6 minut. Lubię matematykę więc szybko policzyłam, że  zrobienie kocyka zajmie mi co najmniej 10 godzin  pracy  gdybym nie odrywała się od niej  ani na sekundę , potem jeszcze chowanie    niteczek  powiedzmy, że 1 godzina ,   do tego  powinien być doliczony koszt włóczki. Włóczki na metry nie sprzedają więc musiałabym kupić całe motki w kilku kolorach. O kocyk nie prosiła mnie osoba bliska  dla której chciałabym pracować za grosik więc  po przeliczeniu wszystkiego  okazało się, że  kocyka nie będzie bo  koszt jego wykonania  wydał się  zbyt duży.
            Po co o tym piszę?  Robiąc  coś dla siebie lub rodziny   nie  zastanawiamy się  ile  trzeba w naszą robótkę włożyć pracy  i  materiału. O latach poświęconych na naukę rękodzieła to nawet nie wspominam. Ja też nigdy tego nie liczyłam,  chwytam robótkę gdy mam wolna chwilę, szperam szukając nowych wzorów, technik, inspiracji, wyciągam z szafek  zapasy włóczek i dziergam. Kiedyś jednak te włóczki kupiłam a  mój czas poświęcony na robótkę nie jest bezwartościowy. Naczytałam się  ostatnio na blogach o  rzetelnej,  uczciwej wycenie rękodzieła, psuciu rynku  przez sprzedających swoją pracę po kosztach  więc postanowiłam  przyjrzeć się  temu tematowi na własnym przykładzie. Z czystej ciekawości   zapisywałam czas potrzebny mi do  wykonania    mojego rękodzieła. Nie byłam drobiazgowa ot tak  mniej więcej   liczyłam godziny spędzone z   robótką.  I   już  teraz wiem, że  biznesu na moich pracach nigdy nie zrobię, gdybym założyła działalność gospodarczą to  musiałabym dopłacać do interesu  Podziwiam te osoby którym się udaje utrzymać  tylko z wykonywania  własnego rękodzieła . Jestem ciekawa jak  to jest możliwe bo , żeby  sprzedawać  to co  się zrobiło trzeba jeszcze zająć się reklamą, sprzedażą, zakupami materiałów, wysyłką i rozliczeniami a doba ma tylko 24 godziny. 
           Jako podsumowanie  mojego przydługiego wywodu fragment piosenki M.Rodowicz  " Kasa i sex" który idealnie pasuje do wpisu o moim niedoszłym biznesie.


"Bo trzeba mieć nadzieję
że biznes się opłaci,
że będzie z niego zysk,
a firma nic nie straci."

 "Lecz jeśli nie masz głowy,
lub brak ci też talentu,
to odpuść interesy,
i nie rób w nich zamętu.
Jest pewne sztywne prawo
Tak jasne, jak to słońce,
że jeśli robisz biznes,
to zrób też i pieniądze."

 A może jest tak, że  jedni mają talent do robienia pieniędzy a inni    do robienia robótek? W końcu nie można mieć wszystkiego prawda?
Zamiast  kocyka   powstaje  coś innego  czyli  szydełkowe kosmetyczki   wykonane techniką gobelinową. To takie wprawki bo próbuję zgłębić tą technikę szydełkowania.  Dziś  zdjęcie w trakcie roboty, żeby zobrazować co to jest ta technika gobelinowa.



A tu moja jedyna robótka w tej technice wykonana dawno temu


niedziela, 11 maja 2014

Szczęśliwa bransoletka.

              Ja to mam ostatnio szczęście w blogowych zabawach. Zapisałam się u Rocktechnika na Candy z  fioletową bransoletką. Niestety nie  wygrałam tej zabawy ale tu przydało się moje szczęście ponieważ Rocktechnika  postanowiła nagrodzić wszystkie osoby w liczbie 4 które zapisały się do zabawy na blogu a nie na FB na którą przeniosła zabawę. W  ten oto  sposób zostałam właścicielką pięknej bransoletki  za którą jeszcze raz serdecznie dziękuję.   Zapraszam Was na blog Rocktechniki sami zobaczcie jakie piękne rzeczy ona tworzy.


czwartek, 8 maja 2014

Wiosenna torebka

              Realizując  noworoczne postanowienie  zmniejszenia  zgromadzonych  zapasów  od czasu do czasu   wykonuję coś kompletnie mi niepotrzebnego.  Myślę jednak, że wcześniej czy później  ktoś się moją robótką  ucieszy.  Grubej włóczki  w kolorze zielonym i białym miałam tylko trochę ot małe kłębuszki pozostałe po innej  robótce. Za mało, żeby zrobić coś  konkretnego  włóczka więc powiększała   żelazne zapasy. Zamiast trzymać ją w kłębuszkach przerobiłam ją na małą torebeczkę w wiosennych kolorach, najprostszą z najprostszych  czyli  kwadraty "babcine"  .Swoją drogą dlaczego  te kwadraty  tak określamy, czy tylko  babcie potrafią je robić i doceniają ich zalety?  Torebka  z obu stron jest taka sama w środku ma wszytą podszewkę, zapięcie na szydełkowy guziczek, długi pasek  na ramię i  niezbyt wielkie rozmiary 21x21 cm.  Włóczkę  zużyłam do ostatniej niteczki , wprawdzie teraz zamiast włóczki mam torebeczkę w zapasach ale  na nią prędzej znajdę amatora. Gdyby ktoś z Was chciał ją wymienić na coś  fajnego to  proszę do mnie napisać.

PS.
Aga dziękuje za  pochwałę wykończenia. Starałam się, żeby było ładnie i funkcjonalnie .  Nawet wszyłam usztywnienie w brzeg podszewki, żeby torebka się nie zwijała.





Link dla zainteresowanych torebeczką Anko

poniedziałek, 5 maja 2014

Sukienka z koronką.

My tworzący rękodzieło zawsze mamy problem  czym obdarować  rodzinę. Naszego rękodzieła mają  tyle, że więcej już nie chcą.  Muszę więc  mobilizować się do robienia innych rzeczy które sprawiłby  im przyjemność. Tym razem  prezentem urodzinowym jest więc  uszyta sukienka. Model  z Burdy 5/2013  został wybrany przez solenizantkę , materiał też.  Nie mam manekina więc trudno mi zrobić jakieś fajne zdjęcie. W każdym razie sukienka wyszła  efektowna. Nawet udało mi się wyszperać w zapasach idealnie pasującą kolorem koronkę.Mam tylko nadzieję, że wszystko będzie pasować bo to niestety szycie na odległość. 
Do kompletu  uplotłam jeszcze  na dysku kumihimo  bransoletkę.No czego się nie robi, żeby uszczęśliwić  najbliższych.



piątek, 2 maja 2014

Czas Komunii

Maj to czas matur i Komunii. Współcześni maturzyści raczej nie przepadają za rękodziełem więc tylko dla  "komunistek" jestem w stanie coś  wydziergać. Torebkę do Komunii  już pokazywałam tu  Biała torebka  . Do kompletu wydziergałam jeszcze  profitkę do świecy, kwiatuszki spineczki  oraz  rękawiczki mitenki. Rękawiczki  są wydziergane z białego kordonka , są bez paluszków, zapinane na nadgarstku na  białą perełkę. Osoba która  to wszystko zamówiła była zachwycona ciekawa jestem czy i  ta która to będzie nosić też będzie zadowolona. A co najważniejsze czy  moje robótki spodobają się współczesnej Mamie bo to ona  zdecyduje czy  moje robótki zasługują na założenie w tak uroczystym dniu czy może są staroświeckie i niemodne.







Dla zainteresowanych link do mojego małego sklepiku na Srebrnej Agrafce Anko

czwartek, 1 maja 2014

To co lubię

         Niedawno pokazywałam Was  zakładki sówki Sowy rozmnożone  które przesłałam Kasi z różności . Kilka dniu temu dotarła do mnie przesyłka od Kasi a w niej cały zestaw przepięknych prezentów. Jak się domyślacie była to nasza prywatna wymianka. Początkowo Kasia chciała zakładki  zakupić ale  ja miałam problem z wycenieniem swojej pracy bo niby zakładki niezbyt duże ale z cieniutkich nici z mnóstwem  drobniutkich szczególików i pracy przy nich dużo. Wysłałam więc do Kasi zakładki i  propozycję wymiany  nie precyzując co chciałabym w zamian otrzymać. Prosiłam tylko aby niespodzianka była rzeczą użytkową a nie dekoracyjną. Kasia szyje śliczne rzeczy więc wiedziałam,że cokolwiek otrzymam będzie to super rzecz.   Teraz mogę się już pochwalić prezentami. Dostałam piękną lnianą torbę na zakupy, lnianą ściereczkę, dwie podkładki i  ręczniczek ozdobiony  lnianą wstawką. Kasiu bardzo Ci dziękuję prezenty są piękne.
        W ten prosty sposób  wymieniając się pracami każda z nas  ma to co  jest dla niej potrzebne i użyteczne. Co ważniejsze ma też satysfakcję z wykonania   swojego rękodzieła.

       Na wielu blogach znów trwa dyskusja o wycenie rękodzieła oraz o tym czy  moralne jest sprzedawanie  swoich prac po kosztach materiałów lub nawet poniżej aby tylko się ich pozbyć.  No cóż każdy  może robić  z swoją pracą co chce,  może sprzedać po kosztach lub za  przysłowiową złotówkę , może ją nawet oddać za darmo i  tego nie zmienimy apelami  Trzeba jednak pamiętać o nieuszczęśliwianiu naszymi pracami na siłę  bo może nas spotkać to co jedną  z  rękodzielniczek Przeczytałam  u jednej z dziewczyn, że zrobiła dla kogoś serwetę w prezencie. Obdarowana pięknie podziękowała i  położyła serwetę na stole. Jednak w czasie  kolejnej wizyty   okazało się, że  serwety na stole już nie ma. Nie byłoby w tym nic  nadzwyczajnego gdyby  nie pewien.smutny  fakt. Otóż  korzystając z wc dziewczyna ta  znalazła tam  swoją serwetę, służyła jako podstawka do szczotki do czyszczenia toalety. Mogę się tylko domyśleć jak się ta dziewczyna poczuła. Nie będę więc nikogo  uszczęśliwiać swoim rękodziełem, nie chcę też  sprzedawać go po kosztach bo jest to dla mnie frustrujące. Jeśli chcesz kupić pracę doceń wysiłek włożony w jej wykonanie. Na razie więc najwięcej przyjemności sprawia mi wymiana.


poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Historia prawdziwa o niedokończonej robótce.

          Dziś opowiem historię prawdziwą aczkolwiek może niezbyt wesołą.Wszyscy znajomi  wiedzą, że jestem robótkowym zbieraczem. Zbieram wszystko co nadaje się do  tworzenia rękodzieła,  od czasu do czasu jestem więc uszczęśliwiana jakimś  zbiorem  dziwnych rzeczy które ktoś zamierzał właśnie wyrzucić ale pomyślał, że może mnie się  coś z tego przyda. Tak było i tym razem otrzymałam  stary,  zakurzony kartonik  z mnóstwem  zawiniątek i woreczków. To były rzeczy "po babci" która odeszła już z tego świata a jej krewni  nie mieli sumienia   wyrzucić tego na śmietnik. Chyba  nikt od dawna  nie zaglądał do kartonika a może i zaglądał ale doszedł do wniosku, że nie ma tam nic  cennego. Do przejrzeniu zawiniątek okazało się, że są do rzeczy osoby która pięknie haftowała. Dostałam w ten sposób niemały  zbiór mulinek, kordonków i lnianych szmatek , batystowych chusteczek. . W pudełku były też niedokończone robótki. To dziwne uczucie brać do ręki piękny,  lniany,  haftowany bieżnik w którym jest wpięta igła  z nitką tak jakby ktoś odłożył robótkę  tylko na  chwileczkę. Niestety Pani która go haftowała nigdy go już nie skończy. W lnianym bieżniku  do wyhaftowania pozostało zaledwie  kilka drobnych elementów, pomyślałam więc sobie, że to ja dokończę jej pracę , nawet igły nie musiałam nawlekać była gotowa do haftu i  wkłuta w odpowiednie miejsce.Bieżnik  skończyłam  porządnie wyprałam  i wyprasowałam. . Zamierzam zapytać krewnych tej Pani czy nie zechcą go przyjąć i  zatrzymać choćby jako  sentymentalnej pamiątki. Jak  nie będą chcieli to zatrzymam go u siebie   lub oddam komuś kto będzie go chciał. Zobaczcie na zdjęciu jak pięknie jest haftowany
           W  otrzymanym kartoniku  jest jeszcze kilka innych niedokończonych  haftów one niestety wymagają już więcej pracy między innymi są  serwetki   do kompletu z bieżnikiem.( widoczne na drugim zdjęciu), są    kawałki lnu z odrysowanymi wzorami, są też zaczęte  hafty richelieu . Tych robótek nie jestem w stanie dokończyć bo właściwie haftuję już sporadycznie. Gdyby jednak któraś z Was była zainteresowana to oddam  robótki w dobre ręce które  potrafią  tchnąć życie w zakurzone szmatki. Zapraszam do kontaktu, jeśli będą chętne osoby zrobię zdjęcia i wyślę na maila.
Nie oczekuję nic w zamian chciałabym   tylko aby zgłosiły się osoby które faktycznie zamierzają    jakoś wykorzystać lniane szmatki i nie użyją ich jako  ściereczek do kurzu.
PS.
Jestem szczęśliwa ,  znałała się dobra duszyczka chętna na skończenie robótek. Szmatki  i mulinki powędrują do Akrimdolls  .


sobota, 26 kwietnia 2014

Kawa ze śmietanką

Lubicie kawę? Ja tak , uwielbiam czarną kawę  z odrobiną brązowego cukru koniecznie świeżo mieloną i parzoną w kawiarce. Mam też swoją ulubioną filiżankę z której   piję tylko kawę. Zamiast jednak mojej  filiżanki z kawą dziś  dla Was kawa ze śmietanką w kremowej filiżance z  różyczką. Oczywiście wszystko szydełkowe tylko różyczka jest haftowana. Szkoda, że nie mam na razie wnuczki bo fajnie jest robić taki cudeńka. Filiżanka nie musi być zabawką lub dekoracją może służyć  jako  igielnik bo jest całkiem spora 10x8 cm
PS.
Odpowiadając na komentarz informuję, że schematu na filiżankę nie mam to taka spontaniczna robótka ale to nie takie trudne.
 
Zapraszam Was na małą kawkę


Zainteresowanych zapraszam tu Anko

środa, 23 kwietnia 2014

Żyto dla przyjemności

W tym roku  zaskoczył mnie mój  małżonek. Kiedy pojechał  z karteczką na przedświąteczne zakupy  kupił  zielone żyto w doniczce. Nie  prosiłam o nie,  nawet nie wspominałam o potrzebie zakupu  dekoracyjnej roślinki ,  kupił  bo jak mi powiedział spodobało mu się  żytko Wprawdzie nie bardzo wiedział co kupił   pszenicę czy żyto ale to nie ma znaczenia liczy się fakt, że chciał mi sprawić przyjemność. Żyto ozdobiło więc mój świąteczny stół i nareszcie mogłam do czegoś użyć  osłonki  zrobionej z  drewnianych klamerek do przypinania prania. Osłonkę zrobiłam już dawno i szukałam dla niej odpowiedniego zastosowania.  Gdyby ktoś chciał zrobić sobie coś podobnego to  wyjaśniam, że to zwykłe drewniane klamerki przyczepione do plastikowej nakrętko od słoika obwiązane grubym  sznurkiem. Osłonka jest do zrobienia w 3 minuty a efekt jest super.


wtorek, 22 kwietnia 2014

Mój zajączek

         Już po Świętach minęły jak zwykle błyskawicznie  ale to co dobre zawsze  szybko się kończy. Trzeba się pocieszać dobrymi wspomnieniami. 
           Los  pomaga mi przetrwać trudne chwile znów udało mi się wygrać dwie zabawy blogowe i otrzymać tuż przed Świętami cudne  prezenty, to taki mój zajączek   Jeden prezent to piękne kolczyki które  dostałam od Violi . Zajrzyjcie koniecznie na jej blog tworzy piękną biżuterię.
           Drugi prezent otrzymałam od Dwie lewe rączki . Zobaczcie na jej  blogu  jak piękne rzeczy tworzy. Prezenty to  masa papierków, naklejek i różnych innych przydasiów do scrapbookingu . I choć nie zajmuję się tworzeniem karteczek i albumów to jednak  dla rodziny robię  kartki sama więc taki prezent jest dla mnie podwójnie użyteczny bo do moich prywatnych karteczek  wykorzystuję wyłącznie materiały z Candy i wymian blogowych.
Dziewczyny serdecznie dziękuję za super prezenty 

Kolczyki od Violi

 Przydasie od Dwóch lewych rączek