Obserwatorzy.

niedziela, 23 listopada 2014

Święte nożyczki

            Dawno  a nawet bardzo dawno temu dostałam   w prezencie nożyczki krawieckie  z czerwonymi rączkami.  Te nożyczki  to takie moje "święte akcesoria" których nikt z domowników nie ma prawa używać niezgodnie z przeznaczeniem. Moi  chłopcy  gdy trzeba było uciąć wykładzinę, kabel , tapetę  itp zawsze w ramach dowcipu  proponowali użycie moich nożyczek. Ale  nożyczki dzięki  temu , że są "święte"  służą mi od kilkunastu lat  do dziś  mimo, że nigdy nie były ostrzone (mają  drobne ząbki  na całych ostrzach i nie wymagają ostrzenia) . Ostatnio jednak zauważyłam , że czubki nożyczek  jakby straciły dawną ostrość  więc moje dziecię   sprezentowało mi  nową parę nożyczek tym razem z ostrzałką .  Prezent  nie jest  całkiem bezinteresowny , oprócz nożyczek dostałam jeszcze roczną prenumeratę Burdy . W zamian mam uszyć  "tylko parę"  zaznaczonych  karteczkami modeli. Skoro mam już dwie pary  super fajnych nożyczek postanowiłam uszyć im ubranko. Widziałam gdzieś w sieci takie cudne ręcznie haftowane pokrowce  ale mnie nie starczyło zapału więc  moje ubranko jest proste , bez ozdób, uszyte z grubego bawełnianego płótna. Mieszczą się w nim jednak dwie pary nożyczek o różnej wielkości. Dobre nożyczki  najbardziej doceniają Ci, którzy  przez lata męczyli się  krojeniem zwykłymi.

 Ubranko-pokrowiec na dwie pary nożyczek

 Moje " święte" nożyczki

 

"Kilka " modeli  do uszycia . To te zaznaczone karteczkami.
 

środa, 19 listopada 2014

Kocurek na słuchawki

Moje słuchawki  do telefonu są wiecznie popłatane. Próbowałam je zwijać , układać,spinać ale wszystko na nic. Postanowiłam je ujarzmić w inny sposób . Zrobiłam szydełkowego kota z długim  jęzorkiem. Kota wydziergałam z wełny i sfilcowałam Wyszedł mi po filcowaniu wprawdzie  trochę za duży ale  co tam pierwsze koty za płoty. Słuchawki są wreszcie porządnie  złożone i nie dostaję "białej gorączki" w momencie kiedy chcę ich użyć. Wprawdzie  moje dziecię stwierdziło, że kot jest wyjątkowo paskudny no ale nie liczy się uroda ale to jak jest  użyteczny.



sobota, 15 listopada 2014

Jeż.

W naszym  mieście kreatywne osoby   potrafią się zorganizować  tak aby się  spotkać , wspólnie coś fajnego porobić, pouczyć jedna drugą , wymienić się doświadczeniami, materiałami i wiedzą. Wszędzie wokół pełno jest   warsztatów  i  kursów  ale są one płatne, czasem niemałe pieniądze. Tymczasem my w miłej atmosferze i zupełnie za darmo nauczamy jedna drugą. Kolejne spotkanie Szczecińskich Włóczkomaniaczek  zaplanowane jest na poniedziałek. I właśnie na to spotkanie przygotowałam prostą  szydełkową maskotkę specjalne  niedokończoną   aby każdy kto chce mógł zobaczyć jak jest zrobiona. Ukończę ja na naszym spotkaniu i przeznaczę  na akcje charytatywną  ratowania jeży. Bardzo lubię nasze wielopokoleniowe spotkania .


środa, 12 listopada 2014

Ślubne drobiazgi

Zbliża się ślubny  sezon więc kolejna  romantyczna Panna Młoda poprosiła i mnie o koronkową ślubną podwiązkę. Zrobiłam ich już wiele  i wzory  trochę mi się znudziły. Tym razem więc   wymyśliłam nowy wzór , bardziej bogaty. Podwiązkę  zrobiłam na cienkim szydełku 1 mm  z cieniutkich białych  bawełnianych nici , błękitna  wstążeczka z satyny   zapewniła nieodzowny  niebieski element w stroju Panny Młodej.


Rzepy

Jakiś czas temu  dostałam do przetestowania  taśmy rzepowe. Nigdy nie byłam zwolennikiem  takich zapięć bo  rzepy mnie  drapały, były sztywne i  przyczepiało się do nich wszystko  cokolwiek do nich dotknęło. Rzepy  firmy Nolle okazały się jednak zupełnie inne , nie maja one    ostrej części haczykowej jest zastąpiona taśmą która  wygląda na gładką  a jednak łączy się z mięciutką  częścią pętelkową w   solidny sposób. Firma oferuje kilka rodzajów  zapięć rzepowych możecie je obejrzeć na stronie Nolle. Ja dostałam do przetestowania dwie z tych taśm. Jedna o symbolu SFH-1801 druga SFH-1802 . W obu część haczykowa jest gładka i zupełnie nie  drapiąca , część pętelkowa SFP-2501 zaś zupełnie mięciutka  na całej powierzchni  bez sztywnych brzegów.  Poproszono mnie o opinie o tym produkcie   mogę więc z czystym sumieniem polecić te taśmy  , zastosowałam je do sweterka dla dziecka  i sprawdziły się idealnie.
PS.
Namiary na sklepy stacjonarne i  sklep internetowy gdzie można nabyć   rzepy  znajdują się  tu  Gdzie kupić


niedziela, 26 października 2014

Rudzielec

Podobają mi się  filcowane rzeczy , mam na sobą  pierwsze próby filcowania na mokro i na sucho. Aktualnie  czasu na robótki mi brakuje więc jeśli już zabieram się za coś to raczej za proste małe formy. Tytułowy rudzielec to  filcowana  na mokro broszka  w jesiennych barwach. To nic specjalnego i oryginalnego ale nowa właścicielka jest zadowolona z prezentu  jaki dla niej wymyśliłam.




wtorek, 21 października 2014

Zakładka dla Julii

Szydełkowa zakładka do książki  z  beżowych nici,  z atłasową wstążeczką. Taki maleńki prezent przygotowałam dla mojej koleżanki która podrzuca mi czasem resztki  włóczek. Do zrobienia zakładki wykorzystałam  grube nici do szycia   bawełniano-poliestrowe w które  otrzymałyśmy od sponsora- firmy  COATS  na  bezpłatne warsztaty patchworkowe  grupy Szczecin Szyje o których możecie poczytać na naszym blogu Szczecin Szyje.
Grupa miłośników rękodzieła się  rozrasta  i w naszym mieście wczoraj odbyło się pierwsze spotkanie  Szczecińskich Włóczkomaniaczek . Było   tłoczno, gwarnie i bardzo twórczo. Jeśli nam zazdrościcie  spotkań   rozejrzyjcie się wokół Was i do dzieła  wystarczy chcieć poświęcić swój czas aby spotkać się w gronie  fantastycznych , twórczych osób.


piątek, 17 października 2014

Malinowa chusta

          Jakiś czas temu otrzymałam od HM Pstro  trzy skandynawskie romanse i dwa moteczki włóczki. Książki przeczytałam już dawno i przekazałam  dalej w świat. Włóczka też  znalazła swoje zastosowanie bo jest milusia , puchata , ma piękny malinowy kolor choć to akryl jeszcze z Jugosławii.  Wydziergałam z niej kolejną chustę tym razem bardzo prostym wzorem. Ponieważ chusta nie jest wełniana musiałam ją blokować przy pomocy żelazka z parą. No cóż coś za coś  wełniane chusty  wyglądają "szlachetnie"  blokują się cudnie  ale co z tego jeśli "gryzą"  szczególnie osoby alergiczne  i psują radość z posiadania chusty. Podobno są wełny które nie :gryzą ale musiałabym sprawdzać to organoleptycznie bo   na metkach i banderolach brak  zapisu " niegryząca". Chusta jest średniej wielkości 180 x100 cm w sam raz do zamotania  lub okrycia ramion. To moja kolejna chusta bo jakoś tak się dziwnie składa, że co jakąś zrobię to w tajemniczy sposób natychmiast znajduje się ktoś komu jest ona koniecznie potrzebna  albo wymieniam ją na coś innego albo  darowuję komuś  w prezencie. W efekcie końcowym jestem jak ten przysłowiowy "szewc".


piątek, 10 października 2014

Zimowy naszyjnik

        Zimowy naszyjnik  - tak mi się skojarzyła nazwa  tego co udało mi się  wydziergać z zielonej   włóczki. Naszyjnik  zmieniał się w trakcie  roboty bo zaczynając go nie miałam  planu  ani wzoru  ani nawet wizji jak ma on wyglądać. To jedna z takich prac które się tworzy dla  samej radości  tworzenia. Włóczka o nieznanym mi składzie składająca się z cieniutkich niteczek w różnych zielonych odcieniach. Pisałam już o  niej  wcześniej a nawet pokazywałam Wam robótki z niej robione coś w innych zestawieniach kolorystycznych   Miseczka-pojemniczek  Naszyjnik jest bardzo gruby ale ponieważ jest z włóczki nie jest ciężki tak sobie myślę, że  będzie pasował do   jakieś dzianinowej bluzki lub sukienki. Długość zrobiłam regulowaną bo nie mogłam się zdecydować  jak należałoby go nosić. To jedna z  moich prac na poprawę nastroju czyli mój  freeform   o  innej pracy w tym stylu możecie poczytać  tu  Freeform.
Tak jak i inne  praca tak też nie rozwiązała problemów ale sprawiła, że zapomniałam o nich choć na chwilkę.




niedziela, 5 października 2014

Szmatkowa bransoletka

           Rękodzieło z nici i szmatek tak brzmi tytuł mojego bloga. Większość moich prac jest z "nici"  jeśli  to  umowne  pojęcie   może  określać  wszelkiego rodzaju włóczki, sznurki, nici, kordonki i muliny. Tytuł bloga  jednak  zobowiązuję więc tworzę też ze  "szmatek". Czasem są to  całkiem duże "szmatki" potrzebne na uszycie czegoś konkretnego,  czasem to skrawki  szmatek  które zamiast wyrzucić do kosza  przerabiam na  rzeczy niekoniecznie mi potrzebne.  
         Skrawki materiału  pozostałe po szyciu  poszewki też do kosza nie trafiły choć było to zaledwie kilka  paseczków o szerokości kilku centymetrów.. Splotłam je w dwa warkocze , końcówki  wydziergałam na szydełku, skręciłam ze szmatek nieduży kwiatuszek który przyczepiłam na szydełkowym kółeczku, zapięcie za maleńki  guziczek i bransoletka gotowa. Czy to  recykling ?  Nie mam pojęcia. Szmatki wykorzystałam nowe choć to tylko ścinki po szyciu , włóczka też nowa  choć to maleńkie  resztki pozostałe po  innej robótce. Czy to recykling czy nie  bransoletkę  szmatkową prezentuję  na zdjęciach poniżej i mam nadzieję, że Wam się spodoba  takie  spożytkowanie  resztek materiałów.

PS
Odpowiadając na  komentarz Ewy Handmade Art pod moim  poprzednim    wpisem o bordowej chuście wyjaśniam, że chusta jest w całości zrobiona na drutach . Wykończenie o które pytałaś to pikotki  ale  wydziergane na drutach, to fajne i efektowne  zakończenie , łatwe do zrobienia. Filmiki instruktażowe są na YouTube.

Szmatkowa bransoletka i szmatki z jakich powstała


poniedziałek, 29 września 2014

Bordowa chusta

           Bardzo lubię ten wzór chusty   Holden-shawlette . Zrobiłam  już kilka takich   chust w różnych kolorach . Możecie je zobaczyć TU i TU. Wzór nie  jest bardzo bogaty ale efektowny  i co ważniejsze niezbyt trudny w wykonaniu. Bordową chustę  dziergałam w czasie długiej jazdy samochodem. Chusta jest wykonana z wełny otrzymanej   w czasie jednej z wymianek Podarowałam ją  mojej koleżance wobec której mam dług wdzięczności. Chusta jej się spodobała ale niestety ją "gryzie" ( jak to  prawdziwa wełna). Chyba będę musiała  wydziergać  coś innego ty  razem z mniej szlachetnego  surowca  za to milszego w dotyku.


sobota, 20 września 2014

Słodycze które nie tuczą.

          Ciasteczka, czekoladki,cukiereczki , babeczki,  kawusie  jednym słowem słodycze. Jedni je lubią i się do tego przyznają inni udają, że  nie lubią i podjadają ukradkiem. Ja należę do  jawnych wielbicieli słodyczy z przyjemnością zapisałam się  więc na  Słodką Wymiankę u  Justyny Z. Zwłaszcza, że chodziło o słodycze które nie tuczą.
        Wymianka była w formie łańcuszka  ja robiłam prezenty dla Beaty B Przygotowałam dla niej białą kosmetyczkę z  babeczką. Babeczka jest   aplikacją  3D  i na czubku szydełkowej śmietanki ma wisienkę . Do  babeczki przydałaby się i   słodka kawusia ze śmietanką  wysłałam jej więc szydełkową filiżankę- igielnik  ozdobioną maleńkim haftem. Całość uzupełniłam   różowymi, cukierkowymi przydasiami i odrobiną prawdziwych słodkości.
      Dla mnie prezenty przygotowała Viola  Dostałam pachnące  ręcznie wykonane mydełko, haftowany magnesik, drewniane serduszko i zawieszkę oraz super użyteczne przydasie i  pyszne słodkości. Violu dziękuję za prezenty, Justyno dziękuję za organizację  wymianki. 
         To  ostatnia wymianka na którą się zapisałam   gdyby ktoś był jednak chętny na wymianę prywatną  to nadal zapraszam do kontaktu.
        A teraz zdjęcia wymiankowych prezentów.

Kosmetyczka z babeczką


 Filiżanka igielnik



A to moje prezenty od Violi



niedziela, 14 września 2014

Wiatraczki

          Moje koleżanki z grupy Szczecin Szyje  przygotowują   cudną niespodziankę dla  szczecińskiego Hospicjum Szyją wspólnie patchworkową  kołderkę  i poszewki na poduszki . Motywem przewodnim  są  tzw. wiatraczki. Ja  jeszcze nie dojrzałam do szycia patchworków a może raczej  boję się zarazić kolejną pasją robótkową.  Z powodu braku umiejętności nie pomagam więc w szyciu i z tego powodu mam lekkie wyrzuty sumienia, że nie  dokładam się do realizacji  szczytnego celu . W związku z tym postanowiłam jednak dołączyć się do  charytatywnej akcji  i zrobić coś co potrafię.  Tak powstała poszewka na poduszkę którą mam nadzieję uda mi się przekazać dla   podopiecznych Hospicjum.  Poszewka  jest wykonana na szydełku ale to też  "patchwork"  z  obowiązkowym motywem wiatraczka.

Moja wiatraczkowa poszewka. Może nie tak piękna jak uszyta ale zrobiona z sercem.


A tu  wspólnie szyta kołdra  jeszcze w trakcie pracy. . Prawda, że będzie  piękna  ?


sobota, 6 września 2014

Koty

             Zgodnie z obietnica dziś dalsza część mojej wymianki z . Tynką  Kapelusik i torebeczka  była  dla Zosieńki , dla Antosia   malutkiego synka Tynki uszyłam poszewkę na poduszkę. Jedynymi  wskazówkami otrzymanymi od Tynki  co do  wyglądu poszewki był jej kolor, miała być  zgaszona zieleń i najważniejszy element kot, koniecznie czarny, żeby przypominał mu kotka prawdziwego, domowego. Poszewkę uszyłam z zielonej bawełny i ozdobiłam  aplikacją. Kot jest z czarnego, grubego, mięciutkiego futerka, ma wąsiki z czarnej włóczki i przechadza się pod zielonymi listkami. Zosia dostała oprócz kapelusika  torebeczkę w prezencie więc i  dla Antosia przygotowałam małą niespodziankę. Skoro  maluszek lubi kotki zrobiłam mu małą maskotkę w postaci pręgowanego kotka. Tynka napisał mi, że  Antoś polubił swoich nowych przyjaciół  choć kotka  na razie pożyczyła Zosieńka.
            Skoro była to wymianka to pora pokazać co otrzymałam w zamian. Nie mogłam się zdecydować co bym chciała  więc uzgodniłyśmy, że będzie to niespodzianka.Tynka  przysłała mi  całe pudło niespodzianek. Skrzyneczkę, pudełeczko z pierścionkami do serwetek, podkładki w pudełeczku, urocze świeczniki, malutkie słoiczki, bransoletki oraz inne przydasie , słodkości i drobiazgi. Jestem bardzo zadowolona z wymianki, podobno dzieciom  Tynki też  przypadły do gustu prezenty przygotowane przez nieznaną ciocię. Tynko  bardzo Ci dziękuję.
          Wszystkich, którzy chcieliby się ze mną wymienić, zapraszam do kontaktu a ponieważ szykuje mi się w rodzinie ślub szczególnie zapraszam tych co chcieliby  wymienić moje prace na jakieś  ślubne gadżety prezentowe. Panna Młoda ma artystyczną dusze więc poszukuję czegoś oryginalnego ,  ewentualnie podpowiedzcie mi co by to mogło być. Jakoś wypadłam z  obiegu w ślubnych tematach i potrzebuję podpowiedzi.

 Koty dla Antosia


 Niespodzianki od Tynki

czwartek, 4 września 2014

Kapelusik dla Zosieńki

         Odkąd prowadzę bloga mam sporo nowych  znajomych szkoda, że większość wirtualnych. Jedna z nich   Tynka  zaproponowałam mi prywatną wymainkę . Tynka chciała abym zrobiła kapelusik dla jej córeczki i poszewkę na poduszkę dla synka. Trochę trwało zanim uzgodniłyśmy jak to wszystko ma wyglądać ale koniec końców wymianka  się odbyła. Tynka  zostawiła mi sporo wolnej ręki określając  tylko kolory. Wydziergałam  dla Zosieńki   bordowy  kapelusik   z małym rondem , aplikacjami z szydełkowych kwiatuszków i listków , sznureczkiem do regulacji obwodu  główki . Niestety  przymiarek nie było bo mieszkamy daleko od siebie  ale  udało mi się namówić wnuczka aby założył kapelusik na  parę sekund, żebym zobaczyła czy wszystko dobrze leży.
        Oprócz kapelusika wysłałam Zosi  malutką niespodziankę w postaci torebeczki. Pomyślałam sobie , że kobietka nawet zupełnie malutka  z pewnością  nie pogardzi nową torebką. Torebeczka jest  niewielka, z przodu ma aplikacje szydełkowe naszyte  tak by przypominały wizerunek kotka, zapinana jest na zatrzask i ma sznureczek do noszenia.
      Podobno  wszystko Zosi się podoba  więc   jestem zadowolona ze swojej pracy i mogę ją Wam pokazać.  W następnym wpisie będzie  ciąg dalszy naszej wymianki, żeby Was nie zanudzić długą pisaniną.

Kapelusik dla Zosieńki
Kocia torebeczka


poniedziałek, 1 września 2014

Kocurki

           Koty, kotki, koteczki, kocury  lubię je wszystkie i te milusie i te z charakterkiem. Z przyjemnością zapisałam się  na Kocią wymiankę którą zorganizowała Ania
          Temat  koci jest bardzo wdzięczny ale też trochę  oklepany. Zastanawiałam się jakby tu zrobić kota innego niż wszystkie.Tak powstał kocurek z charakterkiem zamiast słodziutkiego  koteczka . Kocur jest czarny , włochaty i zamiast się uroczo uśmiechać liże swoją łapkę. Mam nadzieję, że podoba się  Eluni... która została moja wymiankową  parą. Oprócz kocurka wysłałam  jej jeszcze  kosmetyczkę z całym stadkiem kotów małych i dużych oraz trochę przydasi i słodkości.
          W zamian od Eluni otrzymałam cudny koci haft. Gdy  go wyjęłam z koperty mój mąż zapytał czy to malowany obrazek a tymczasem  to haft krzyżykowy  na białej kanwie tylko krzyżyki są mikroskopijne. Teraz mam dylemat jak wykorzystać ten cudny haft może poduszka, może torebka, może obrazek,  sama jeszcze nie wiem. Oprócz tego dostałam też przepiękną karteczkę z  wyhaftowanymi uroczymi kolorowymi kociakami. Jest naprawdę wyjątkowa. W paczuszce były też słodkości, włóczki, koraliki. Eluniu bardzo Ci dziękuję za  wspaniałą wymiankę.
           Nigdy bym nie  wyhaftowała sobie jakich śliczności,  pewnie też nigdy bym ich  sobie nie kupiła a tak dzięki blogowi i naszym wymiankom mogę cię cieszyć posiadaniem  pięknych rzeczy  których sama zrobić nie potrafię.






A oto   prezenty od Eluni


czwartek, 28 sierpnia 2014

Papierowe koraliki

         Papierowe koraliki  zawsze kojarzyły mi się z tymi jakie robiła moja córeczka w przedszkolu. Nawet mam  zachowany na pamiątkę  sznur "korali" jaki mi podarowała. Myślałam , że to  fajna zabawa dla kreatywnych dzieci dopóki nie znalazłam w czeluściach internetu  przepięknej papierowej biżuterii. Nie wyglądała ona jak dziecięca zabawka.
       Postanowiłam więc i ja wyprodukować sobie kilka papierowych cudeniek.Trochę dla sprawdzenia czy potrafię a trochę, żeby sprawdzić czy one rzeczywiście wyglądają jak biżuteria a nie pocięty papier. Cięcie i skręcanie paseczków nie jest skomplikowane choć przy wielu warstwach papieru  i braku odpowiednich narzędzi nie  było to banalnie proste szczególnie  gdy w grę wchodzą   cieniuteńkie paseczki.  Uzyskany efekt zależy od papieru , sposobu jego cięcia, utrwalenia i ozdobienia.Ja poprzestałam na najłatwiejszych formach. To fajna propozycja  biżuteryjnych ozdób w ramach upcyklingu. Powstałe prace są  ekologiczne  i  niepowtarzalne. Jak się jednak dobrze przyjrzałam to Ci co zajmują się papierową biżuterią zawodowo nie korzystają  do ich zrobienia ze starych papierów  ale używają nowych specjalnie  nadrukowanych  tak by uzyskać jednakowe koraliki lub z góry założony efekt kolorystyczny. Dokładają to tego , metal, srebro, naturalne kamienie  i  wtedy dopiero wychodzą  prawdziwe cuda. To tak jak z szyciem patchworków te najpiękniejsze  nie powstają ze szmatek z recyklingu  tylko z drogich  specjalnie drukowanych materiałów które  tnie się na  odpowiednie elementy. 
Moje koraliki powstały z kolorowych reklamówek i są autentycznym upcyklingiem. Koraliki wyprodukowane , techniki wypróbowane . Niektóre koraliki  są z paseczków papieru inne ( trzy żółto- zielone  kulki) z papierowych  serwetek a jeden to nawet z  cieniowanych nici nawiniętych na  słomkę do napojów. . Jedne polakierowane inne nie bo na razie  nie wymyśliłam dla nich zastosowania. Zabawa  fajna , jak dla mnie to taki odstresowywacz   dziś pokazuję tylko koraliki. jak wymyśle co z nich zrobić to się pochwalę . A może  Wy  mi podpowiecie?




niedziela, 24 sierpnia 2014

Miodowy sweterek sprzed wieków.

          Dawno, dawno  a nawet bardzo dawno  temu wydziergałam na drutach sweterek w miodowym kolorze.  Wzór  był z  robótkowej gazetki  z  1991  roku  Sweterek   należy  do  moich ulubionych więc noszę go nadal . Ma  naszyte małe białe koraliki   wzdłuż karczku . Kiedyś był  dużo obszerniejszy miał szersze rękawy bo taka była moda.  Gdy moda się zmieniła  sweterek powędrował do szafy  jednak   szkoda mi było go pruć więc popełniłam świętokradztwo  i  sweterek zwęziłam  tnąc go  nożyczkami po szwach.  oczywiście przedtem gęsto obrzucając  zapasy na zszycie. Po takim liftingu sweterek był  jak nowy  i mogę cieszyć się nim do dziś. Rękodzieło  dobrze  wykonane i odpowiednio traktowane tzn. prane ręcznie , suszone  rozłożone  na płasko  służy nam wiele wiele lat, Czasem  nam się znudzi, czasem wyjdzie z mody a  nadal  wygląda dobrze. Zastanawiam się czy to zaleta czy wada rękodzieła.  Z punktu widzenia współczesnego świata to raczej wada bo  nie  napędza popytu.  Kto uwierzy, że ten sweterek ma  ponad 20 lat?  



piątek, 22 sierpnia 2014

Lepiej późno niż wcale.

         Niedawno opisywałam  historię  mojej wymianki z  Kalinka Czuję się w obowiązku poinformować Was, że historia skończyła się szczęśliwie. Dostałam długo  wyczekaną herbaciarkę plus przeprosinowy prezent. Kalinka odesłała mi nawet moje kwiatuszki  i przysłała  długi list  . Nie  chowam do niej urazy, kwiatuszki  jej odesłałam  kolejny raz  wraz z dodatkową małą niespodzianką w podziękowaniu za szkatułkę.
      W życiu różnie bywa, czasem stanie się coś nieprzewidywalnego co uniemożliwi nam realizację zobowiązań w tym przypadku mam jednak wrażenie, wysłuchując tłumaczeń  Kalinki i sądząc po  wpisie na jej blogu  , że zobowiązanie wobec mnie było po prostu na szarym końcu.
        Wszystko jednak dobre co się dobrze kończy więc jestem zadowolona bo otrzymałam to na co się umawiałyśmy czyli śliczną  herbaciarkę  plus  równie ładną  szkatułkę  która trochę zrekompensowała  mi   stracone nerwy.
      Historia wymianki ma  szczęśliwy finał  choć mam wrażenie , że  wymusiłam to pozytywne zakończenie zamieszczając mój wpis na blogu ,  przesyłając Kalince link do  niego i zamieszczając na jej blogu komentarz z  linkiem do mojego wpisu. Mój komentarz Kalinka szybko usunęła ze swojego bloga ale Wasze komentarze dały jej sporo do myślenia i zmobilizowały do działania..
     


wtorek, 19 sierpnia 2014

Siatka dla sąsiadów.

Dobry sąsiad to skarb , wszyscy to wiemy. Mam i ja  super sąsiadów działkowych którzy czasem podrzucają mi trochę swoich warzywek.  Zrobiłam  dla nich mały upominek  niedużą siatkę  na plony. Kiedyś takie siateczki były  powszechne , dziś w dobie reklamówek nikt już o nich nie pamięta. Siatkę zrobiłam na szydełku z  włóczki z odzysku. Nie chciałam robić jej z pięknej kolorowej włóczki bo wiem, że wtedy  żal by im było  używać ją   na działce a tak może cebulkę sobie w niej wysuszą. Włóczka jest z recyklingu  więc żeby  siatka  nie była byle jaka  zrobiłam ją z kwiatowym  wzorem. Mam nadzieję, że sąsiadom się do czegoś przyda.





niedziela, 17 sierpnia 2014

Zielono mi, miętowo i limonkowo

        Lubię i miętę i limonkę. Miętę   z powodu  braku ogródka  hoduję nawet  na  balkonie. Z radością zapisałam się więc na  letnią wymiankę w kolorach zielonych. Wymiankę zorganizowała hubka38 której bardzo  za wymianke dziękuję. Pod tym linkiem Konkurs  zorganizowała też  zabawę w głosowanie na  najfajniejsze prezenty wymiankowe. Może i Wy chcecie tam zagłosować?
            Moją parą wymiankową została Edyta.  Przygotowałam dla niej kilka rzeczy w zielonych kolorkach i sądząc po naszej korespondencji  jest z nich zadowolona. To co przygotowałam znajduje się na zdjęciach zapraszam do oglądania.
            Ja też otrzymała cudne rzeczy przepiękne pudełeczko  z moim imieniem, komódkę na drobiazgi, uroczy domek dla ptaszka, zakładeczkę i kilka innych  zielonych prezentów.

Moje prezenty dla Edyty
Pierścionek szydełkowy w ozdobnym pudełeczku.


 Chusta wykonana na drutach z cieniuteńkiej włóczki. Chusta choć  ma wymiary 120x60 cm mieści się po złożeniu w dłoniach.


 Torebeczka na ramię z grubej włóczki z atłasową podszewką.


 Trochę  przydasi i innych drobiazgów


A teraz   cudne prezenty od Edyty.

W środku pudełeczka jest moje imię Edyto bardzo dziękuję za wspaniałe prezenty i  cudną wymiankę



niedziela, 10 sierpnia 2014

Odrobina egoizmu wskazana dla zdrowia.

              Upały nie  nastrajają mnie do  większych  robótek.  Zaczęłam   kilka nowych  projektów ale jeszcze żadnego nie skończyłam  , przygotowuję  rzeczy na  dwie kolejne wymianki  ale ich na razie pokazać nie mogę. Nawet   do pisania  na  blogu jakoś mniej mam chęci i zapału. Brakuje mi ostatnio entuzjazmu  do podejmowania   nowych działań. Tak jak robótki nie chcą się same dokończyć  tak i problemy nie chcą się same rozwiązywać. Muszę  się wziąć  w garść bo użalanie się nad sobą nic nie zmieni.  Może  pora zostać egoistą, powiedzieć nie, zająć się sobą,  swoimi sprawami,  swoim zdrowiem i przyjemnościami. Ostatnio uświadomiłam sobie, że czym bardziej się staram tym wymagania innych  w stosunku do mnie rosną . To co jeszcze niedawno było z mojej strony przysługą, przyjemnością, dobrym uczynkiem,  chęcią bezinteresownej pomocy zaczęło być nagle  moim obowiązkiem. Zamiast wdzięczności za to co zrobiłam  są pretensje, że już czegoś nie chcę lub nie mogę robić. Powinnam dawno  zmienić  swoje postępowanie  zamiast brnąć  w ułatwianie życia innym kosztem  siebie i moich potrzeb.  Tylko czy ja to potrafię zrobić?
           Trochę gorzkich refleksji mnie dopadło ale pewnie większość z Was ma podobne przemyślenia. Chcemy być pomocni, chcemy być potrzebni, czasem  chcemy być niezastąpieni lub jesteśmy nadgorliwi czy nadopiekuńczy więc część winy  ponosimy sami. Może jednak odrobina egoizmu to dobre rozwiązanie dla wszystkich.
           Pisałam już wcześniej , że kiedy muszę sobie coś poukładać w głowie nie  zabieram się za  robótki  wykonywane  według wzorów i schematów. Wtedy powstają  różne  " dziwolągi". Szydełkowy , prosty, szary kwiatek  z resztki grubej wełnianej  włóczki  powstał właśnie w takiej chwili. Dołożyłam do niego kilka innych włóczek, haft, wstążkę  szyfonową, fantazyjne sznureczki. Zrobienie go zajęło mi chwilę czasu  potrzebną na poukładanie myśli a   kwiatuszek który  całkiem mi się podoba  poczeka grzecznie aż  znajdę dla niego zastosowanie.


wtorek, 5 sierpnia 2014

Pieskie szczęście

        Dziś chcę pokazać Wam jak być szczęśliwym , jak cieszyć się chwilą  i tym co ona przynosi. Jako przykład  załączam zdjęcia  naszego rodzinnego pieska  To kundelek  wzięty ze schroniska wychowany u nas od szczeniaczka. Kochamy go wszyscy   i nie ma co ukrywać rozpieszczamy  a on obdarza nas zaufaniem i miłością  Jedną z form rozpieszczania jest dla naszego pupila wyczesywanie sierści.Uwielbia to pożyteczne zajęcie , które trzeba wykonywać bo inaczej sierść  zostaje  na podłodze, meblach o ubraniach i  innych nietypowych miejscach nie wspominając. Zdjęcia są  kiepskiej jakości bo robione telefonem ale nie mogłam się oprzeć aby ich nie pokazać. Według mnie tak wygląda pieskie szczęście bo nasz piesek  w trakcie czesania  najpierw leży z błogą miną a potem zasypia. Może trzeba brać z niego przykład i cieszyć się tym co jest tu i teraz.  Zamartwianie się na zapas nie ma sensu  choć to niestety moja specjalność z którą bezskutecznie walczę.




czwartek, 31 lipca 2014

Starocie dla kilku pokoleń

           Dziękuję za słowa wsparcia w  opisanej ostatnio niemiłej historii  Wysłałam Sylwii link do mojego  wpisu  i Waszych komentarzy. Niech przeczyta i pomyśli czy było warto psuć sobie opinię dla  kilkudziesięciu  kwiatuszków. Jedna  nieuczciwa nie może zniszczyć mojego zaufania do ludzi zwłaszcza, że w dniu kiedy opublikowałam post otrzymałam paczkę z  letniej wymianki na która się zapisałam  a w niej same cudne prezenty które będziecie mogli zobaczyć w połowie sierpnia.
            Dziś jednak zupełnie o czymś innym. Niedługo będą urodziny mojego dziecka. Nie napiszę które bo to niemożliwe aby miała takie "stare" dziecko. Przy tej okazji chcę Wam pokazać coś co jest równie stare czyli  poszewkę na poduszkę do wózeczka.  Mój syn urodził się w czasach  kartek na żywność i pustych sklepów. Nie można było  iść do sklepu i kupić pięknych kolorowych ubranek , pościeli i zabawek. Były to czasy gdy tylko od  talentu matek, cioć lub babć  zależało  czy dzidziuś będzie miał  coś   po za  przysługującą mu  siermiężną wyprawką. Ja też robiłam co mogłam  i to dlatego powstała  ta poszewka. To nic wielkiego bo nie jestem hafciarką , kolorowy haft w rogach poduszki uszytej z  grubego bawełnianego płótna bo tylko takie udało mi się wystać w kolejce. Włożyłam  w niego jednak całą miłość  matki oczekującej pierworodnego dziecka.  Poszewka cieszyła   moje oko i powodowała czasem zaglądanie do wózka niekoniecznie w celu podziwiania  dzieciątka. Poszewka służyła moim dzieciom potem trochę poleżała w szafie i  była jak znalazł dla mojego wnuczka. Teraz czeka na następne dzieciątko w rodzinie bo nadal nieźle wygląda. Wyobraźcie sobie młode mamy, że kiedyś płótno pościelowe nie rozłaziło się po kilku praniach można je było  prać, wybielać i gotować a nici do haftu nie były chińskie i nie blakły mimo częstego prania.
           Kiedy dochodzę do wniosku, że nie warto się męczyć dłubiąc pracowicie rękodzieło, kiedy myślę, że  maszyny   robią szybciej ,  dokładniej  niż ja, kiedy dochodzę do wniosku, że nikomu właściwie nie są potrzebne moje prace skoro w sklepach jest tyle cudnych rzeczy to wyciągam wtedy takie starocie i humor mi się poprawia.


poniedziałek, 28 lipca 2014

Naiwnych nie sieją sami się rodzą.

         Naiwnych nie sieją sami się rodzą. i dotyczy to niestety mnie.  W marcu tego roku  zamieściłam wpis Niepotrzebne serduszka  i właśnie  wtedy  odezwała się do mnie Kalinka  z propozycją wymiany. Umówiłyśmy, że ja zrobię jej  szydełkowe kwiatki i serduszka a ona  przygotuje dla mnie herbaciarkę. Wymieniłyśmy się mailami, adresami i nic nie zapowiadało tego co nastąpiło dalej. Szybciutko wydziergałam kwiatuszki i serduszka, zapakowałam i wysłałam a Sylwia  1 kwietnia potwierdziła mi, że przesyłka do niej dotarła a przygotowane drobiazgi  się podobają. Jednocześnie napisała, że  wprawdzie jeszcze nie zabrała się za  herbaciarkę dla mnie ale postara się to zrobić jak najszybciej..Po 2 tygodniach dostałam kolejnego maila w którym Sylwia  tłumaczyła mi, że z różnych powodów będzie mogła zabrać się za  herbaciarkę dopiero  na początku maja. Spokojnie przyjmowałam wszystkie tłumaczenia w końcu w życiu różnie bywa. Maj się jednak kończył a  herbaciarki nadal nie było. Pod koniec miesiąca dostałam kolejnego maila z przeprosinami i  informacją, że herbaciarka się maluje.  Naiwna uwierzyłam  odpisałam , że nic nie szkodzi poczekam cierpliwie. Minął jednak kolejny miesiąc  a przesyłka do mnie nie dotarła napisałam więc  Sylwii , że już nie czekam bo to nie ma sensu.  Odpowiedź przyszła natychmiast  Sylwia przepraszała kolejny raz  tłumacząc, że nie ma czasu na zrobienie obiecanej herbaciarki ( poprzednio pisała, że już ją maluje) i tym razem obiecała odesłać  to co jej wysłałam. W swojej naiwności pomyślałam dobre choć to, że odzyskam swoją pracę. Niestety mija   kolejny miesiąc   a   przesyłki nadal nie ma. Mogłabym zrozumieć brak czasu gdyby nie  coraz to nowe  wpisy na  jej blogu z  wieloma  nowymi,  dopieszczonymi  pracami. 
        Zastanawiałam się czy o tym napisać bo kogo to obchodzi, że ktoś mnie oszukał i wykorzystał moją naiwność. Nie ja pierwsza nie ostatnia.Pomyślałam jednak, że  może warto ostrzec  innych i sprawić, że rzeczy będą nazywane po imieniu a oszustwo  choć ubrane w piękne słówka będzie  nazwane oszustwem. Sylwia chodź znam ją  tylko   z maili wydała mi się  miła i wiarygodna,  przesyłała mi  sympatyczne  wiadomości , systematycznie prowadzi blog, tworzy piękne prace, współpracuje z innymi blogerkami.  Mam nadzieję, że Kalinka nie potraktowała  w ten sam sposób innych i to ja pozostanę jedyną naiwną która nabrała się na piękne słówka.
Na zdjęciu część tego co jej wysłałam a właściwie jak się okazało podarowałam za darmo  ponosząc jeszcze koszty przesyłki. Tak to niestety czasem wygląda i trochę zniechęca  do  kolejnych wymian. Miałam w planach przygotowanie  zakładki z moimi pracami na wymianę ale teraz zastanawiam się czy to dobry pomysł. Nie chodzi mi o stratę materialną ale raczej o "straty  moralne"  bo ja czuję się oszukana, dręczą mnie niemiłe myśli  a Sylwia pewnie nawet nie pamięta o mnie albo co gorsza śmieje się z mojej naiwności.
PS. 
15.08.2014 r.
Dotarła do mnie przesyłka od Kalinki. Herbaciarka jest śliczna  przeprosinowa  szkatułka również. Cieszę się, że  historia znalazła szczęśliwy finał. Lepiej późno niż wcale.


środa, 23 lipca 2014

Koraliki

             Sklepów  z koralikami jest u nas kilka. Staram się nie zaglądać do nich zbyt często bo zawsze kończy się to jakimiś zakupami . Niby wszystko tam jest taniutkie 10 gr, 20 gr , 2 zł , 3 zł itd  Tyle tylko, ze jest to cena za sztukę. Wrzucam więc beztrosko do malutkiego koszyczka koraliki, zawieszki, zapinki, sznureczki, końcówki a przy kasie okazuje się , że  uzbierała się całkiem spora  kwota. Sama  nosze mało świecidełek więc właściwie powinnam omijać te sklepy z daleka ale jest tam tyle  śliczności, że   samo oglądanie jest  przyjemnością. 
           Z ostatniego "oglądania"  przyniosłam do domu  miedzy innymi kilka koralików które zaraz zamieniłam na bransoletkę  plecioną zwykłymi  makramowymi płaskimi węzełkami. Teraz będę szukać osoby której mogłabym ją podarować i tym samym usprawiedliwić  zupełnie nie  planowany zakup koralików.
                 Dziś dzielnie ominęłam sklep z koralikami żeby znów mnie nie  skusiły jakieś błyskotki.
Jakiś czas temu   zamieściłam obrazkowy kurs  wykonania prostych węzełków  Makramowe węzełki.  to dla tych co chcą  upleść sobie podobną  bransoletkę.