Upały nie nastrajają mnie do większych robótek. Zaczęłam kilka nowych projektów ale jeszcze żadnego nie skończyłam , przygotowuję rzeczy na dwie kolejne wymianki ale ich na razie pokazać nie mogę. Nawet do pisania na blogu jakoś mniej mam chęci i zapału. Brakuje mi ostatnio entuzjazmu do podejmowania nowych działań. Tak jak robótki nie chcą się same dokończyć tak i problemy nie chcą się same rozwiązywać. Muszę się wziąć w garść bo użalanie się nad sobą nic nie zmieni. Może pora zostać egoistą, powiedzieć nie, zająć się sobą, swoimi sprawami, swoim zdrowiem i przyjemnościami. Ostatnio uświadomiłam sobie, że czym bardziej się staram tym wymagania innych w stosunku do mnie rosną . To co jeszcze niedawno było z mojej strony przysługą, przyjemnością, dobrym uczynkiem, chęcią bezinteresownej pomocy zaczęło być nagle moim obowiązkiem. Zamiast wdzięczności za to co zrobiłam są pretensje, że już czegoś nie chcę lub nie mogę robić. Powinnam dawno zmienić swoje postępowanie zamiast brnąć w ułatwianie życia innym kosztem siebie i moich potrzeb. Tylko czy ja to potrafię zrobić?
Trochę gorzkich refleksji mnie dopadło ale pewnie większość z Was ma podobne przemyślenia. Chcemy być pomocni, chcemy być potrzebni, czasem chcemy być niezastąpieni lub jesteśmy nadgorliwi czy nadopiekuńczy więc część winy ponosimy sami. Może jednak odrobina egoizmu to dobre rozwiązanie dla wszystkich.
Pisałam już wcześniej , że kiedy muszę sobie coś poukładać w głowie nie zabieram się za robótki wykonywane według wzorów i schematów. Wtedy powstają różne " dziwolągi". Szydełkowy , prosty, szary kwiatek z resztki grubej wełnianej włóczki powstał właśnie w takiej chwili. Dołożyłam do niego kilka innych włóczek, haft, wstążkę szyfonową, fantazyjne sznureczki. Zrobienie go zajęło mi chwilę czasu potrzebną na poukładanie myśli a kwiatuszek który całkiem mi się podoba poczeka grzecznie aż znajdę dla niego zastosowanie.