Jakiś czas temu brałam udział w blogowej zabawie zorganizowanej przez Klub Twórczych Mam. Nie udało mi się wygrać głównych nagród których było kilka ale dostałam nagrodę pocieszenia. Nagrodę przysłała mi Tynka Chciałabym serdecznie podziękować jej i jej małej córeczce dzięki której dostałam te urocze prezenty. Bursztynowy pierścionek, cudna bransoletka, trochę przydasi , coś słodkiego oto moja nagroda. Dziewczyny przesyłam wielkie buziaki.
sobota, 31 października 2015
poniedziałek, 26 października 2015
Bamboszki
Dostałam od znajomej kompletnie zniszczony wełniany szal w celu recyklingu. Ktoś go wyprał w pralce , bardzo mocno sfilcował więc nie nadawał się do użytku. Zastanawiałam się długo co z niego zrobić bo skurczył się okrutnie i bardziej przypominał dywanik a nie szal z frędzlami .Wełny odfilcować się nie da wiec pozostało mi zrobienie czegoś z tego czym się szal stał czyli z filcu. Pomysłów za bardzo nie miałam, wyrzucić go było mi szkoda, trzymać w nieskończoność nie miało sensu. Idzie zima , postanowiłam więc spożytkować go w najprostszy sposób czyli wyciąć z niego wełniane wkładki do zimowych butów. Odrysowałam swoją stopę i gdy już miałam ciąć szal na wkładki pomyślałam, że siedząc z robótkami w zimowe, długie, ciemne dni fajnie by było mieć cieplutkie, mięciutkie, wełniane bamboszki. Uszyłam więc z szala kapciuszki-bamboszki. Proste, nieskomplikowane, uszyte ręcznie z trzech części. Już po uszyciu trochę je filcowałam na mokro aby części dodatkowo się połączyły. Potem podkleiłam je pianką abym się nie ślizgała.
Coś tam na nich ponaszywałam bo jakieś takie skromne i niezbyt atrakcyjne mi się wydawały.
Kapciuszki są przytulne, cieplutkie, wygodne, mam je na nogach pisząc te słowa i nawet skarpetek nie muszę zakładać tak mi ciepło w stopy. Ostatnio robię rzeczy dla siebie a że potrzeby mam przyziemne to i moje robótki niezbyt są skomplikowane ale za to użyteczne.
Otwórz szufladę -filc

środa, 21 października 2015
Torebeczka.
Zbierałam się za napisanie wpisu już od dłuższego czasu. Kiedy jednak masz głowę zaprzątniętą czymś innym trudno się zmusić do napisania choć kilku słów. Dziś jednak jest mój szczęśliwy dzień, dowiedziałam się, że nic złego się nie dzieje a wyniki biopsji pozwalają mi mieć nadzieję na dalsze, spokojne życie. To tylko rutynowe badania ale zawsze gdzieś w głębi duszy czai się strach.
Wszystko ostatnio odkładałam na później, mam trochę zaległych spraw również w stosunku do Was moich blogowych znajomych- wybaczcie. Postaram się wszystko nadrobić. W ostatnich dniach zamiast zajmować się robótkami przemierzałam całe kilometry na długich spacerach. Widocznie jednak akurat to mi było najbardziej potrzebne. Na spacerach zebrałam sobie czerwono-rudych liści i uzupełniłam liściasty bukiet o kolejne róże. Miło mi, że bukiet Wam się spodobał. Zielono-żółte róże całkowicie się już zasuszyły i choć są odrobinę mniejsze to nadal wyglądają rewelacyjnie. W ubiegłych latach suszyłam kolorowe liście do bukietów w tym po raz pierwszy zrobiłam różyczki i bardzo mi się podobają.
Coś tam sobie powolutku dziergam , kończę tzw. "ufoki" czyli robótki zaczęte i nieskończone które leżakują w pudłach od długiego czasu. Takim "ufokiem" jest szydełkowa kosmetyczka z wrabianymi wzorami. To ściegi tzw tkane bo z lewej strony nie ma przeciąganych niteczek wszystko jest wrabiane w środku ściegu. Wzór znalazłam chyba z rok temu, kosmetyczkę zrobiłam szybko bo wzór mi się spodobał a potem wrzuciłam ją do pudła bo właściwie nie była mi potrzebna. Niedawno miałam jednak małe wyjście na koncert w ogrodzie zimowym Akademii Sztuki. Pomyślałam, że szydełkowa kosmetyczka będzie idealna do zabrania kluczy , telefonu i chusteczek. Wszyłam więc szybciutko podszewkę, zamek i króciutką rączkę do założenia na dłoń. Zamiast kosmetyczki mam więc niedużą bo to tyko 20x 15 cm torebeczkę. Drobiazgi się w niej mieszczą bez problemu no i wreszcie zrobiłam coś dla siebie.
środa, 14 października 2015
Jesienny bukiet zielonych róż
Dziś za oknem prawdziwa twarz jesieni, zimno, mokro i wieje. Z tego też powodu siedzę sobie przed komputerem a nie jak ostatnio w parku gdzie starałam się ostatnio złapać ostatnie słoneczne chwile. Spacerując wśród drzew, podziwiając coraz to bardziej kolorowe drzewa postanowiłam zrobić sobie jesienny bukiet. Mogłam nazbierać liści i zamieść do domu ale pogoda w zeszłym tygodniu była cudowna więc zabrałam nożyczki, grube nici i na ławeczce , na słoneczku skręcałam kwiatki.
Gdy tak sobie pracowicie skręcałam listki wokół mnie spacerowało kilka osób, obserwowano mnie jakbym była dziwolągiem. Jakoś mi to nie przeszkadza, chyba się już do tego przyzwyczaiłam bo często jadąc tramwajem dziergam sobie na drutach lub na szydełku. Czas mi szybciej mija a czasem ktoś nawet sympatycznie do mnie zagada. Przeważnie są to starsze panie które wspominają jak to za młodu też same dziergały lub robiły to ich matki. Muszę się przyznać , że raz wieczorem zdarzyło mi się nawet przejechać mój przystanek. Tak się zapracowałam dziergając chustę, że nie spojrzałam za okno tramwaju.
W parku obok domu nie znalazłam liści wybarwionych na czerwono więc moje róże są żółto- zielone. Bukiet powoli schnie, pięknie pachnie i zdobi mój stół sprawiając mi przyjemność.
piątek, 9 października 2015
Trzecie życie.
Czasem rzeczy która się nam już nie przydaje dajemy drugie życie przerabiając ją na coś innego. Recykling, upcykling jest teraz w modzie. Ja za moda nie gonię ale niestety doświadczyłam czasów gdy przerabianie wszystkiego było koniecznością a nie fanaberią. Trochę mi to teraz przeszkadza bo trudno mi pozbywać się starych rzeczy które zalegają po kątach.
Szal wykonany na drutach ma już swoje lata. Służył mi za szal, chustę, potem schował się na długo w jakimś pudle. Pruć go nie miało sensu tak więc co jakiś czas wyciągałam go , oglądałam i chowałam. Kiedyś wpadłam na pomysł zrobienia z niego obrusu na nieduży stolik. Szal zyskał drugie życie i trochę na stoliku poleżał. Nawet fajnie wyglądał ale nieustannie o niego czymś zaczepiałam więc wrócił do pudła. Ostatnio znów wpadł w moje ręce i zyskał trzecie życie. Tym razem został sweterkiem no może takim pseudo sweterkiem-wdziankiem- narzutką.
Widziałam podobne rzeczy w sieci i zastanawiałam się czy to jest rzeczywiście takie fajne i wygodne. Chciałam się o tym przekonać osobiście ale najlepiej tak szybko i bez pracy. Wyciągnęłam więc stary szal, zszyłam jego boki po uprzednim złożeniu na pół zostawiając tylko otwory na ręce. Trzy minuty i wdzianko gotowe. Na wieszaku jest takie trochę bezkształtne ale zapewniam, że jest wygodne i całkiem fajnie wygląda. Ponieważ szal jest dość cienki , nic nie sterczy, nie robi się garb, miękko otula sylwetkę dopasowując się do właściwie dowolnego rozmiaru!!!!
Mam więc wdzianko-sweterek na chłodne wieczory z szydełkiem w ręku. Można się nim opatulić , można tylko narzucić na ramiona. Szal zalicza więc trzecie życie, a ponieważ dalej jest w całości, nie jest pocięty tylko ręcznie, delikatnie zszyty to może za jakiś czas będzie miał kolejne wcielenie.
PS.W związku z pytaniami o wymiary szala, ma on około 120 x 90 cm
poniedziałek, 5 października 2015
Ubranko na poduszkę
Pokazywałam jakiś czas temu o TU poszewkę na poduszkę którą sprezentowałam sąsiadom działkowym. Początkowo miałam pomysł zrobienia poszewki dwustronnej wydziergałam więc kwadracików więcej niż było potrzebne. Doszłam jednak do wniosku, że uszyję drugą stronę poszewki z bawełny. Na działeczce czasem się zostaje na noc a na bawełnie przyjemniej się układa głowę niż na włóczce. W związku z nadmiarem kwadracików powstała kolejna poszewka z bawełnianym spodem.
Kwadraty trochę poleżały zanim je uszyłam bo tak właściwie to poszewka nie jest mi potrzebna do szczęścia więc nie miałam koniecznej motywacji do pracy. Tych co chcieli brać obdarowałam poszewkami już wcześniej Zadowolona Sprytny plan
Zostawianie niedokończonych prac jest jednak mało motywujące do tworzenia kolejnych więc w końcu przeprosiłam się z maszyną do szycia i poszewka powstała. Na szczęście "jeść nie woła" więc od przybytku głowa mnie nie boli. Jak nikt jej nie będzie chciał to w przyszłym roku sprezentuję ją sąsiadowi działkowemu co by żonie nie zazdrościł.
Wszystkich których zainteresują moje prace i byliby chętni na prywatną wymianę zapraszam do kontaktu na adres podany na pasku bocznym.
wtorek, 29 września 2015
Czapeczka i chusteczka
Gdy zrobiło się odrobinę chłodniej pomyślałam sobie , że już czas na czapeczki. Uwielbiam robić rzeczy dla dzieci. Ta jest zrobiona z grubej bawełny. Jest taka trochę ażurowa ale w okolicach uszu ma kolorowe dodatkowe rzędy wachlarzyków bo w końcu czapka ma być nie tylko do ozdoby. Obwód głowy to ok. 43-44 cm wys czapeczki 16 cm.
Czapeczka zrobiona została z myślą o konkretnej panience ale w myśl zasady której się nadal trzymam nie będę nadgorliwa, nie będę prosić aby ktoś wziął moją pracę. Osóbka dla której ją zrobiłam nie jest w stanie o nią poprosić ale przecież to nie o nią chodzi. Pomimo, że dzieli nas niezbyt duża odległość nie widziałam jej już ponad 2 miesiące Musiałabym ją sama odwiedzić i "wcisnąć" jej czapeczkę bo jej rodzice jakoś nie widzą potrzeby kontaktu ze mną gdy nie mają konkretnej potrzeby. Chyba więc czapeczka wraz z chusteczką do kompletu zasili moje zbiory rękodzieła. Mogłabym spróbować ją sprzedać na Allegro ale tam szydełkowe czapeczki oferowane są po 8 zł to nawet koszt materiału by mi się nie zwrócił.
Trudno komplecik poleży poczeka, może się kiedyś przyda jakiemuś dziecku, może będzie ubrankiem dla lalki, może znajdzie się ktoś chętny na wymianę ( proszę wtedy do mnie napisać , adres jest na bocznym pasku) a jak nie to może go spruję i zrobię coś innego.
Takie jest życie, nie zawsze jest miło, wesoło i przyjemnie. Każdy ma swoje życie, swoje priorytety trzeba to uszanować, że nie zawsze starcza tam miejsca dla nas. Na razie tylko miś jest zadowolony
PS.
Kgosia
Panienka dla której robiłam czapeczkę ma niecały rok, dzieci maja jednak różne główki trzeba by było zmierzyć obwód i wysokość. Robiłam czapeczkę "na oko" bo jak napisałam wyżej panienki nie widziałam od 2 miesięcy. Chusteczka jest zapinana na guziczek więc obwód można regulować.
Czapeczka zrobiona została z myślą o konkretnej panience ale w myśl zasady której się nadal trzymam nie będę nadgorliwa, nie będę prosić aby ktoś wziął moją pracę. Osóbka dla której ją zrobiłam nie jest w stanie o nią poprosić ale przecież to nie o nią chodzi. Pomimo, że dzieli nas niezbyt duża odległość nie widziałam jej już ponad 2 miesiące Musiałabym ją sama odwiedzić i "wcisnąć" jej czapeczkę bo jej rodzice jakoś nie widzą potrzeby kontaktu ze mną gdy nie mają konkretnej potrzeby. Chyba więc czapeczka wraz z chusteczką do kompletu zasili moje zbiory rękodzieła. Mogłabym spróbować ją sprzedać na Allegro ale tam szydełkowe czapeczki oferowane są po 8 zł to nawet koszt materiału by mi się nie zwrócił.
Trudno komplecik poleży poczeka, może się kiedyś przyda jakiemuś dziecku, może będzie ubrankiem dla lalki, może znajdzie się ktoś chętny na wymianę ( proszę wtedy do mnie napisać , adres jest na bocznym pasku) a jak nie to może go spruję i zrobię coś innego.
Takie jest życie, nie zawsze jest miło, wesoło i przyjemnie. Każdy ma swoje życie, swoje priorytety trzeba to uszanować, że nie zawsze starcza tam miejsca dla nas. Na razie tylko miś jest zadowolony
PS.
Kgosia
Panienka dla której robiłam czapeczkę ma niecały rok, dzieci maja jednak różne główki trzeba by było zmierzyć obwód i wysokość. Robiłam czapeczkę "na oko" bo jak napisałam wyżej panienki nie widziałam od 2 miesięcy. Chusteczka jest zapinana na guziczek więc obwód można regulować.
piątek, 25 września 2015
Dziekuję.
Kolejny raz los o mnie zadbał i wygrałam blogowa zabawę, tym razem u U Aneczki . Udało mi się zostać szczęśliwą posiadaczką fantastycznej torby z ogromnym sercem. Torba jest duża, z podszewką, z zapinaną kieszonką i karabińczykiem do przypięcia np. kluczy. Zmieści się w niej mnóstwo zakupów ale ziemniaków to ja w niej nosić nie będę bo jest piękna. Wewnątrz wspaniałej torby znalazłam jeszcze inne prezenty: motek śliwkowej włóczki, małe etui na chusteczki i słodkości. Aniu serdecznie dziękuję za cudne prezenty.
wtorek, 22 września 2015
Mały prezent
Mam pod oknami małą ciuchbudę, lumpeks czy jak to tam jeszcze jest nazywane. Czasem tam zaglądam w poszukiwaniu jakiś ciekawych rzeczy przydatnych do twórczych przeróbek. Czasem trafię na nowe kupony tkaniny, czasem na jakieś ciekawe rękodzieło, czasem na koronki, nici, tasiemki, włóczki. Nie jest tych rzeczy dużo, niezbyt często się trafiają bo lumpeksy to w większości ciuchy. Ostatnio też tam zajrzałam i ku mojemu zaskoczeniu Pani tam sprzedająca wręczyła mi reklamówkę z nowymi włóczkami i zapytała czy kupię. Widocznie już zauważyła co mnie interesuje i czego poszukuję.Oczywiście włóczkę kupiłam bo gdzie znajdę nową włóczkę ze sporą domieszką wełny po 8 zł za kilogram?
Pomyślałam sobie, że skoro Pani była tak miła zostawiając dla mnie włóczkę to zrobię jej malutki prezencik. Jak pisałam ostatnio miałam trochę szczęścia w blogowych zabawach może więc pora szczęście podać dalej. Podarowałam Pani broszkę z puchatej włóczki z filcową kuleczką w środku. Właściwie to prezencik nie był malutki bo broszka jest słusznych rozmiarów ale i Pani dla której ją robiłam raczej do małych i szczupłych nie należy. To drobiazg do niczego nie zobowiązujący ale trzeba było zobaczyć zaskoczenie tej kobiety. Widocznie niezbyt często dostaje takie niespodzianki od klientki, mam nadzieję, że broszka jej się spodobała.
czwartek, 17 września 2015
Trochę szczęścia
Od czasu do czasu los się do mnie uśmiecha i udaje mi się wygrać w blogowych zabawach. Muszę powiedzieć, że najczęściej wygrywam wtedy gdy moje samopoczucie sięga przysłowiowego dna. Tak jakby los chciał mnie jakoś podtrzymać na duchu dając mi do zrozumienia, że na świecie jest mnóstwo miłych, sympatycznych, bezinteresownych osób. Nawet jeśli wokół mnie jakoś nie mogę takich osób spotkać to nie znaczy, że ich nie ma. Każdy taki prezent zrobiony własnymi rękami ma wartość bezcenną. Przecież wkładamy w swoje prace nie tylko umiejętności, czas, materiały a co za tym idzie pieniążki ale i kawałek siebie, kawałek swojego serca i talentu.
Jeśli tylko mogę chętnie zapisuję się na wymianki i do innych zabaw blogowych. Staram wychodzić z domu do ludzi, staram się nie zamykać w czterech ścianach , bo wiem, że to nie rozwiąże żadnych problemów. Tym bardziej mi miło dostawać prezenty od zupełni mi nieznanych ale z pewnością sympatycznych osób.
Dziś chcę serdecznie podziękować aż dwóm osobom.
Jedna to Raeszka od której dostałam piękne prezenty, cudowne hafty, książkę, podstawkę do karteczek i lawendowe serwetki, dziękuję najpiękniej jak umiem.
Drugą osobą jest Karolina od której otrzymałam małą deseczkę z malowanym motylem, jest piękna, bardzo dziękuję.
wtorek, 15 września 2015
Część trzecia kompletu i ostatnia.
Ostatni element kompletu to szydełkowa zawieszka, wisiorek lub naszyjnik zależy jak kto chce to nazwać. Włóczka ta sama, kuleczka sfilcowana z tej samej wełenki co w broszce tylko trochę mniejsza. Wykorzystałam też kolejne kółeczko plastikowe spod nakrętki, choć wydaje mi się, że jest odrobinę za lekkie do wisiorka. Trochę koralików, sznureczek skręcony własnoręcznie z wełenki ( tej samej z której filcowałam kulki) i tak oto powstała ostatnia część kompletu.
Więcej części nie będzie ze względu na fakt o którym pisałam przy
okazji prezentacji broszki czyli zostało mi 50 cm tej kolorowej
włóczki.
Jeśli komplet Wam się podoba to wkrótce będzie go można
otrzymać bo zamierzam zorganizować Candy.
Muszę się tylko jakoś zorganizować po wakacyjnych wyjazdach.
poniedziałek, 7 września 2015
Bransoletka
Dziś druga odsłona cieniowanego kompletu czyli bransoletka. Właściwie to ona była pierwsza zrobiona ot tak dla zabawy. Ponieważ nie zużyłam na nią całej włóczki a nie chciałam zostawiać mikroskopijnego kłębuszka powstały kolejne części kompletu czyli broszka z poprzedniego wpisu i naszyjnik- zawieszka. Wzór na bransoletkę to właściwie koronka znaleziona przy okazji poszukiwań wzorów na chustę z koronki irlandzkiej ale wykonana z włóczki zupełnie na koronkę nie wygląda. Troszeczkę wzór zmieniłam dodałam cieniowane koraliki i powstała miękka, leciutka , wygodna ozdoba której właściwie się nie zauważa w trakcie noszenia. Jako zapięcie miał być zwykły guziczek ale przy okazji filcowania kulek do broszki i zawieszki zrobiłam też guziczek z filcu, dodałam trochę kolorowych skrawków i wyszedł mi nawet cieniowany. Fajna zabawa idealna na skołatane nerwy.
czwartek, 3 września 2015
Broszka.
Lubię rzeczy nietypowe, lubię muzykę improwizowaną i eksperymentalną, lubię zbierać zwykłe kamienie i kawałki drzew. Dzieci z podróży przywożą mi zawsze kamień a nie upominek. Niektóre z nich możecie zobaczyć na moich zdjęciach.
W rękodziele też lubię eksperymenty, robienie ze schematów powtarzalnych rzeczy nigdy mnie nie pasjonowało. Sporo osób zwraca się do mnie z prośbami o wzory , schematy, opisy. Wybaczcie ale w większości przypadków ja po prostu wzorów i opisów nie mam. Nawet jeśli inspiruję się zobaczoną u kogoś praca to zazwyczaj robię tylko podobną .Jeśli robię np. dwa egzemplarze to prawie nigdy nie są identyczne. Muszę się przyznać, że jeśli wiem, że muszę zrobić identyczne rzeczy to staram się zrobić notatki ale one są zrozumiałe tylko dla mnie.
Dziś chcę pokazać Wam jedną z takich rzeczy zrobionych z potrzeby serca. a właściwie z potrzeby tworzenia. Jestem osobom praktyczną, lubię rzeczy, proste, użyteczne chyba jednak w zakamarkach duszy do głosu dochodzi moje inne JA. Wtedy też powstają rzeczy kompletnie mi niepotrzebne, zrobione dla samego procesu twórczego. Tak też było i tym razem. Znalazłam kłębuszek cieniowanej włóczki. Był malutki tak na oko ok. 5 cm średnicy.. Właściwie to taka resztka jest do niczego no bo co można zrobić z tego zrobić. Spodobały mi się jednak kolory i zamiast wrzucić kłębuszek do pudła przerobiłam go do ostatniego kawałka.. Możecie mi wierzyć lub nie ale pozostał mi tylko ok. 50 cm kawałek. Jesteście ciekawi co zrobiłam? Zrobiłam cały komplet biżuterii: bransoletkę, broszkę i naszyjnik.
W rękodziele też lubię eksperymenty, robienie ze schematów powtarzalnych rzeczy nigdy mnie nie pasjonowało. Sporo osób zwraca się do mnie z prośbami o wzory , schematy, opisy. Wybaczcie ale w większości przypadków ja po prostu wzorów i opisów nie mam. Nawet jeśli inspiruję się zobaczoną u kogoś praca to zazwyczaj robię tylko podobną .Jeśli robię np. dwa egzemplarze to prawie nigdy nie są identyczne. Muszę się przyznać, że jeśli wiem, że muszę zrobić identyczne rzeczy to staram się zrobić notatki ale one są zrozumiałe tylko dla mnie.
Dziś chcę pokazać Wam jedną z takich rzeczy zrobionych z potrzeby serca. a właściwie z potrzeby tworzenia. Jestem osobom praktyczną, lubię rzeczy, proste, użyteczne chyba jednak w zakamarkach duszy do głosu dochodzi moje inne JA. Wtedy też powstają rzeczy kompletnie mi niepotrzebne, zrobione dla samego procesu twórczego. Tak też było i tym razem. Znalazłam kłębuszek cieniowanej włóczki. Był malutki tak na oko ok. 5 cm średnicy.. Właściwie to taka resztka jest do niczego no bo co można zrobić z tego zrobić. Spodobały mi się jednak kolory i zamiast wrzucić kłębuszek do pudła przerobiłam go do ostatniego kawałka.. Możecie mi wierzyć lub nie ale pozostał mi tylko ok. 50 cm kawałek. Jesteście ciekawi co zrobiłam? Zrobiłam cały komplet biżuterii: bransoletkę, broszkę i naszyjnik.
Dziś pokażę broszkę. Nie jest duża ma ok. 6 cm średnicy, oczywiście zrobiona bez jakiegokolwiek wzoru, w środku ma filcową kulkę z naszytymi koralikami które dostałam od którejś z Was, wykorzystałam też kółeczko plastikowe ( to to wokół kulki) ze zwykłej butelki z napojem. To ta część pod nakrętką która oddziela się po odkręceniu butelki. Kulkę filcowałam sama a ponieważ nie miałam czesanki w odpowiednim kolorze wykorzystałam zwykłą wełnianą włóczkę. Pocięłam ją na malutkie kawałki i dała się w ten sposób sfilcować bez problemu. Z tej samej wełnianej włóczki zrobiłam też podstawę broszki bo cieniowanej było naprawdę niewiele. Sami widzicie, że trochę pracy w nią włożyłam a potem zadowolona z efektu końcowego sfotografowałam ją i ....... schowałam do kuferka. Może kiedyś, do czegoś, mi się przyda a jak nie to oddam ją tym co będą ją chcieli. Z całego kompletu broszka podoba mi się najbardziej więc pokazuję ją jako pierwszą. Prawda, że włóczka ma fajne kolorki?
wtorek, 1 września 2015
Szmatki.
Jest gorąco, życie płynie jakby wolniej, a może ja jestem leniwa. Robótek nie rzuciłam ale właściwie to zamiast tworzyć raczej utylizuję niepotrzebne rzeczy. Wyciągnęłam 3 stare bluzki a ponieważ straciłam nadzieję, że jeszcze kiedyś w nie wejdę ( musiały się chyba mocno skurczyć przynajmniej tak to sobie tłumaczę) to postanowiłam je zutylizować. Odprułam guziczki ( może się kiedyś do czegoś przydadzą), pocięłam na kawałki ( nie wiadomo po co), odprułam atłasową lamówkę w niewiadomym celu, dolne brzegi dzianinowej bluzki przerobiłam na kwiatki (zupełnie mi niepotrzebne ) , z części szmatek syntetycznych wycięłam kółeczka , kwiaty i opaliłam je nad świecą. Zrobiłam z nich 2 białe kwiaty ( też mi niepotrzebne) resztę płatków schowałam (może kiedyś do czegoś....... itd). Mam jeszcze odcięte falbanki do przerobienia i utylizacja będzie skończona. Powinnam pozbyć się wielu nagromadzonych rzeczy tylko w takim tempie to zajmie mi z 10 lat. Oczywiście byłoby szybciej gdybym zniosła 3 bluzki do kontenera na ubrania który stoi pod moim blokiem. Tylko jakoś mam obawy, że ubrania tam wrzucane trafiają potem do lumpeksów a nie do potrzebujących. Niestety zostały mi nawyki z czasów pustych sklepów i wiecznego przerabiania wszystkiego na wszystko i trudno mi ot tak wyrzucić a nie potrafię jak obecna młodzież sprzedać wszystkiego co mam na Allegro, FB, czy setce innych miejsc w sieci.
Tak oto wyglądają pozostałości po 3 bluzkach. Zawsze to trochę mniej szmatek niż było.
sobota, 29 sierpnia 2015
Podziękowania.
Dziękuję za przemiłe komentarze dotyczące chusty. Cieszę się , że spodobała się nie tylko właścicielce. Może jeszcze skuszę się na zrobienie takiej chusty tym razem dla siebie.Chyba, że wymyślę jakieś inne zastosowanie tej techniki bo koronkowych sukienek i bluzeczek to raczej nosić nie będę , do serwet i obrusów też jakoś nie mam przekonania wolę proste formy. Dla rodziny i znajomych w ramach podarunków robić nie zamierzam bo to bardzo pracochłonna technika a zresztą postanowiłam kontynuować akcję " nie wciskam".
A tu ostatnie zdjęcie chusty na którym jako tako widać kolor ecri
W dzisiejszym wpisie chciałabym jeszcze komuś podziękować a mianowicie Tasiemce w grochy
od której dostałam właśnie teraz piękny prezent. Zapisałam się u niej w kwietniu do blogowej zabawy. Do wygrania był notes i właśnie taki piękny spersonalizowany notes od niej otrzymałam. Muszę się zastanowić do jakich to ważnych zapisków będę go używać. Dziękuję bardzo, lubię prezenty nie tylko piękne ale i użyteczne.
wtorek, 25 sierpnia 2015
Koronka irlandzka- chusta ecri.
Ponarzekałam ostatnio , że nikt nie chce tego co robię. Trochę już mi przeszło rozgoryczenie choć nadal trwam w postanowieniu " nie wciskania" czyli nie proponowania moich prac bliższej i dalszej rodzinie czy znajomym. Czasem nauczę się czegoś nowego, wypróbuję nowy wzór, zrealizuję nowy pomysł i natychmiast chce się nim pochwalić. W końcu każdy jest choć odrobinę próżny i potrzebuje uznania. Dotychczas pokazywałam to krewnym , znajomymi i oświadczałam, że jak chcą to mogą sobie zabrać moje nowe "dzieło". Doszłam jednak do wniosku , że przynajmniej niektórzy uważają, że jak rozdaję moje prace za darmo to pewnie one nic nie są warte. Koniec z propozycjami z mojej strony, ustalam minimalną cenę za moje prace i będzie to "uprzejma prośba" . Od teraz czekam na prośby tych co chcieliby mieć coś mojego. Nie wiem tylko czy się doczekam bo czasem mam wrażenie, że osoby które nie potrafią niczego zrobić własnoręcznie nie wiedzą o co mogłyby poprosić ale to już ich problem. Zawsze mogą iść do sklepu i kupić to co im wpadnie w oko.
Na szczęście są jeszcze tacy którzy potrafią docenić piękno rękodzieła.. Tak było wtedy gdy pokazałam ślubną chustę z koronki irlandzkiej. Chusta spodobała się pewnej sympatycznej osobie tak bardzo, że namówiła mnie do wykonania kolejnej podobnej. Gosia mieszka w Niemczech i sama potrafi pięknie szydełkować może właśnie dlatego potrafi docenić moją pracę.
Takie zamówienia są wyjątkowo trudne dla obu stron bo nie mogę z góry określić jak będzie wyglądał końcowy efekt. Zawsze się boję, że rozminą się oczekiwania zamawiającej z moją wizją. Każdy egzemplarz takiej pracy jest inny i nie da się zrobić dwu identycznych rzeczy. Uzgodniłyśmy , że nowa chusta ma być podobna do chusty ślubnej czyli duże kwiaty i koronka brugijska zamiast frędzli.To mi trochę ułatwiło zadanie Ta chusta też jest wydziergana z bawełnianych nici DMC Tradition 10 tylko w kolorze ecri. Niestety kolor słabo jest widoczny na zdjęciu ale jest piękny z cudnym połyskiem.Wymiary chusty to ok. 230 x 90 cm jest więc całkiem spora. Trochę się przy niej napracowałam , zrobienie jej zajęło mi miesiąc ale poszło mi lżej niż przy chuście ślubnej bo jak wiadomo ćwiczenie czyni mistrza. Sądzę , że każda następna praca z koronką irlandzką będzie szła mi jeszcze sprawniej.Chusta już dotarła do nowej właścicielki , spełniła jej oczekiwania co bardzo mnie ucieszyło bo miło jest usłyszeć komplementy. Sama jestem zadowolona z tego co zrobiłam a jestem chyba najsroższym krytykiem własnych prac.
Muszę powiedzieć, że spodobała mi się ta pracochłonna technika jeśli więc ktoś by chciał mieć coś wykonanego z zastosowaniem koronki irlandzkiej to zapraszam do kontaktu. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę " irish crochet" aby obejrzeć cudeńka zrobione w tej technice. Widziałam już piękne serwety, obrusy , bluzki i cudowne suknie. Mogę podpowiedzieć jak się za to zabrać , mogę pomóc , mogę zrobić. Skoro nie będę robić nic dla krewnych to mogę robić dla obcych. Chciałabym teraz nauczyć się jeszcze bardziej pracochłonnej techniki czyli koronki rumuńskiej. W jakim celu? Bez celu, dla samej satysfakcji w końcu człowiek uczy się całe życie.
wtorek, 18 sierpnia 2015
Od dziś nie wciskam.
Widzę, że poszewka się i Wam spodobała to bardzo miłe. Mam wydziergany jeszcze jeden wierzch poduszki tylko bawełnianej poszewki nie chce mi się uszyć bo ostatnio mam kryzys twórczy, powoli dochodzę do wniosku, że chyba czas już przestać robić cokolwiek. Przyczyna jest prozaiczna, nie mam co i dla kogo robić a robienie do szuflady mnie zniechęca. Kiedyś pisałam o tym problemie i on co jakiś czas do mnie wraca. Rodzina jest obszyta i obdziergana w nadmiarze i właściwie nic już nie chce a nawet gorzej bo ostatnio usłyszałam przykre dla mnie zdanie " co jeszcze chcesz nam wcisnąć?" . Zabolało mnie to okropnie bo wkładam w moje prace nie tylko talent, pasję ale i kawałek siebie. Oddaje to wszystko za darmo z dobrego serca, nie wciskam tylko pokazuję i pytam czy ktoś chce czy nie. Wystarczyło powiedzieć nie dziękuję nie jest mi to potrzebne. Postanowiłam , że już więcej nie będę pytać. To co mam gotowe rozdam lub wymienię na coś innego. Może na jesieni będą jakieś blogowe wymianki , może sama zaproponuję swoje prace na wymianę. Czy będę robić następne rzeczy ? Pewnie tak choć trudno robić dla siebie kolejną chustę,broszkę, bransoletkę, sweterek czy czapkę jeśli i tak chodzę w jednej ulubionej zrobionej tak porządnie, że za nic nie chce się zniszczyć. Jak widzicie wystarczy jedno nieprzemyślane zdanie aby sprawić komuś ogromną przykrość. Może jestem nadwrażliwa i zbyt mocno się tym przejęłam, w końcu chyba nikt nie chciał mnie obrazić ale wrażliwość to podobno nieodłączna cecha tych co coś tworzą . Może to pogoda, może zły nastrój, może się starzeję i zaczynam być marudna -nie wiem. Pewnie z czasem jakoś sobie z tym problemem poradzę a może Wy macie swoje własne sposoby na zwalczenie zniechęcenia do robótek bo jak przypuszczam nie jestem z tym wszystkim osamotniona.
PS.Arkimeks Kółka na poszewce są wykonane szydełkiem zwykłym łańcuszkiem tylko robionym na wierzchu robótki
Kapelusik zrobiony dla znajomej której trudno jest nosić ciągle peruczki
a ze względu na chorobę ma problem z włosami.
Sama mnie o niego prosiła, nic jej nie "wciskałam".
Sama mnie o niego prosiła, nic jej nie "wciskałam".
poniedziałek, 17 sierpnia 2015
Dla sąsiadów.
Dobrzy, uczynni, mili sąsiedzi każdy takich by chciał mieć. Na działkach jest jednak różnie bo część z sąsiadów uznaje tylko wypoczynek przy głośnej muzyce, grillu i piwie. Ja mam jednak miłych sąsiadów i wszyscy staramy się sprawiać sobie miłe niespodzianki. Ja dostaję czasem wyhodowane warzywa, kwiaty lub sadzonki staram się więc jakoś zrewanżować.W zeszłym roku zrobiłam Siatkę tym razem dla miłych sąsiadów zrobiłam poszewkę na poduszkę. Poszewkę uszyłam z bawełny a jej wierzch wydziergałam na szydełku. Chciałam aby prezent był użyteczny , na bawełnianej stronie poszewki można się zdrzemnąć, szydełkową stroną ozdobić ławeczki na tarasie domku. Sąsiedzi bardzo dbają o estetykę działeczki więc pomyślałam, że prezent się spodoba. Było mi bardzo miło gdy uradowana sąsiadka postanowiła zabrać poszewkę do domu bo stwierdziła, że szkoda jej na działkę.
czwartek, 13 sierpnia 2015
Jabłuszka
Zaprosili nas znajomi na działkę. Pogoda upalna cały dzień spędziliśmy więc pod drzewami . Było cudownie, leniwie, wiaterek przyjemnie powiewał . Jadąc tam po raz pierwszy chciałam obdarować gospodarzy jakimś malutkim prezentem zrobiłam więc szydełkowe podkładki pod kubki w formie jabłuszek. Zastanawiałam się w co je zapakować bo przecież nie mogłam ich ot tak wyciągnąć z torby. Z reszki zwykłej tektury falistej zrobiłam okrągłe pudełko dopasowane rozmiarem do podkładek, jeszcze tylko mała różyczka z papieru pakowego jaki mi został po rozpakowaniu paczki. Wiem - to zboczenie ale czasem szkoda mi wyrzucać czegokolwiek .Staram się jednak od razu przetwarzać "śmieci" i to właśnie w ten sposób powstało kilka różyczek z papieru w jaki była zapakowana paczka jaką niedawno otrzymałam. Kwiatki schowałam a teraz były jak znalazł i idealnie pasowały do tekturowego pudełka. Jak się pudełko nowym właścicielom znudzi to zawsze można na nim grilla rozpalić i w ten sposób papier zyska kolejne zastosowanie. Z prezentem trafiłam idealnie bo popijając zieloną herbatkę cały dzień obserwowaliśmy jak
co chwila z olbrzymiej jabłoni spadało czerwone jabłuszko.
środa, 5 sierpnia 2015
Jak skóra węża
Powoli dziergam chustę, koronka irlandzka wymaga dużo cierpliwości i czasu. Dziś więc pokażę ostatnią z moich szydełkowo-koralikowych bransoletek. Ta też jest szaro- żółta tyle , że nie okrągła a płaska. Ta bransoletka wzbudziła zainteresowanie mojego małego wnuczka który ją oglądał, głaskał i stwierdził, że jest jak skóra węża. Wyobraźnia dzieci nie zna granic bo bransoletka nie ma żadnego wzoru i jest zrobiona ze zwykłych koralików TOHO 11. Jemu się spodobała mogę więc spokojnie pokazać ją i Wam.
piątek, 31 lipca 2015
Po jarmarku
Byłam ostatnio na bardzo dużym jarmarku . Nie przepadam za takimi
imprezami ze względu tłumy ludzi, hałas i wszechobecne zapachy
wszelkiego jedzenia. i trunków. Obeszłam jednak wszystkie stoiska a
było ich podobno ok 200. Pomijając jedzenie , miody, chlebki, oscypki,
wafle, lizaki itp. było też mnóstwo rękodzieła. Z ciekawością
obejrzałam piękne stoiska, piękne prace. Musze powiedzieć, że wystawcy
bardzo dbają o estetykę . Większość namiotów ( chyba były one
organizatorów jarmarku) była pięknie udekorowana, prace były
wspaniale wyeksponowane. Czasy stolików turystycznych chyba
bezpowrotnie minęły. Problem tylko miałam ze znalezieniem czegoś
interesującego. Na stoiskach z biżuterią królują koraliki we
wszelkich konfiguracjach. Plecione, szydełkowe, na rzemykach, na
sznurkach , na gumkach itp. Biżuterii było mnóstwo ale miałam
wrażenie, że na wszystkich stoiskach są podobne rzeczy. Może gdyby
jarmark był mały byłoby inaczej tak ale przy piątym stoisku z
biżuterią straciłam orientację czy już widziałam to stoisko czy jest
to całkiem inne tylko biżuteria podobna. Osobna grupa rękodzieła to
rzeczy szyte. Tildy, serduszka, ptaszki, poduszki, stworki,
przytulanki . Wszystko śliczne, nawet porządnie uszyte tyle tylko, że
na każdym stoisku podobne., ptaszek błękitny, ptaszek różowy, serduszko w
krateczkę, serduszko w kwiatuszki., przytulanka piesek, przytulanka
kotek. Oczywiście znalazłam kilka oryginalnych stoisk z pięknym
rękodziełem i wyróżniały się one z tłumu ale żeby był przy nich tłok to nie powiem. Wzruszył mnie widok niepełnosprawnego pana który ze
zwykłych patyków strugał drewniane kwiatuszki, Z ciekawością
obejrzałam garncarza z bosymi noga usmarowanymi gliną jak zagniatał
"ciasto" , kowala który miał miniaturowe palenisko i pracował na oczach
wszystkich zwiedzających.. Na jarmarku zobaczyłam, że rękodzieło jest
coraz bardziej popularne i to mnie cieszy. Nie wiem tylko tworzenie rękodzieła jest
opłacalne dla sprzedających bo kolejki były tylko przy stoiskach z
jedzeniem i piciem. Zastanawiałam się ile trzeba sprzedać na takim
jarmarku aby zwróciły się zapewne nie małe koszty wynajęcia stoiska a to przecież tylko
ułamek wkładu rękodzielnika. Oczywiście było też "chińskie
rękodzieło" np. szydełkowy obrus na spory stół za 65 zł. Ceną z tym
się nie da konkurować, jakością z pewnością tak tylko czy przeciętny
kupujący jest w stanie jakość dostrzec i docenić. Czasem słyszę dobre
rady - piękne rzeczy potrafisz zrobić załóż działalność.
Nie to nie dla mnie. Chyba jestem na to za stara , brak mi entuzjazmu i wiary, że potrafiłabym się z tego utrzymać.
Robienie dziesiątek podobnych rzeczy zwyczajnie mnie nuży, jeżdżenie
po targach, jarmarkach, siedzenie przez całe dni przy stoiskach przy
różnej pogodzie to nie na moje zdrowie. Jednego tylko zazdroszczę rękodzielnikom wystawiającym swoje prace - kontaktów i znajomości zawartych w czasie jarmarku. Może właśnie to jest istotą tego typu imprez?
Majątku na moich pracach z pewnością nie uda mi się zrobić ale co tam . Dziergam sobie powoli następną chustę bo ta biała chusta spodobała się pewnie sympatycznej osobie tak bardzo, że namówiła mnie do zrobienia następnej tym razem w kolorze ecri.
środa, 29 lipca 2015
Bransoletka
W poprzednim wpisie pokazałam bransoletkę koralikowo- szydełkową szarą w żółty wzorek. Dziś kolejna bransoletka która jest w zasadzie identyczna czyli żółto- szara tyle tylko, ze w odwrotnym układzie tzn. bransoletka jest żółta a wzorek szary. Może się komuś wydaje, że innego wzoru nie potrafię robić ale zapewniam, że tak nie jest. Tak to sobie od początku wymyśliłam. Miałam nawet zamiar zrobić z nich jedną bransoletkę, taką podwójną ale doszłam do wniosku, że dwie to lepsze rozwiązanie bo zawsze mogę nosić je oddzielnie. Gdyby ktoś jeszcze nie umiał szydełkować koralikowych sznurów a chciał się nauczyć polecam wspaniały blog Weraph Znajdziecie tam wszystko co potrzeba: kursy, wzory, porady. Koraliki są tanie za kilka złotych możecie sobie sami wyczarować taką biżuterię jaką sami wymyślicie. W następnym wpisie pokażę już ostatnią bransoletkę tym razem płaską ( no prawie płaską).
poniedziałek, 27 lipca 2015
Dla siebie.
Bransoletki koralikowo-szydełkowe nauczyłam się robić już dawno. Zrobiłam ich już wiele ale jak to bywa z przysłowiowym szewcem co bez butów chodzi i ja nie zrobiłam żadnej bransoletki dla siebie. Całe szczęście, że kilka pięknych bransoletek dostałam od Was (w wymianach i Candy) bo inaczej nie miałabym żadnej. Postanowiłam jednak to zmienić i wreszcie zadbać również o siebie. Zmobilizowała mnie uroczystość rodzinna, zakupiona nowa sukienka i brak biżuterii w odpowiednim kolorze. A może jednak świadomość, że ciągle robię coś dla innych , nigdy dla siebie była motorem mojego działania? Nie ważne z jakiej przyczyny ale bransoletki powstały. Zamiast bowiem jednej zrobiłam ich aż 3 sztuki w tym jedną dwustronną. Wzory niezbyt skomplikowane ale mnie się podobają, koraliki Toho 11, roboty nie dużo bo mam szczuplutki nadgarstek. Muszę powiedzieć, że z dumą je nosiłam w końcu to moja robota.
Dziś pokażę pierwszą z nich- szarą z żółtym wzorkiem. Jeśli chcecie zobaczyć dwie pozostałe zapraszam do zaglądania do mnie.
czwartek, 23 lipca 2015
poniedziałek, 20 lipca 2015
Szczęśliwy los
Szczęśliwy los sprawił mi kolejna niespodziankę. Zapisałam się do zabawy u Dasandy. Do wygrania była koralikowa bransoletka . Bransoletek było kilka i aż trudno było się zdecydować na jedną takie były śliczne Zrządzeniem losu udało mi się wygrać i wybrałam bransoletkę z zielonymi koralikami. Przyszła do mnie całkiem spora paczuszka a w niej wspaniałe prezenty bo po za bransoletką były jeszcze kolczyki do kompletu , druga para kolczyków , drewniana urocza zawieszka, motyle, wstążeczki, czekolada i piękna świeczka która nawet nie załapała się do zdjęcia bo już została porwana. Dasando bardzo Ci dziękuję za wspaniałe prezenty.Zapraszam wszystkich do zajrzenia na jej blog i zobaczenia na własne oczy jak piękne rzeczy tworzy.
sobota, 18 lipca 2015
Zakochani tancerze.
Haftuję tylko sporadycznie jakoś mi nie po drodze z tą techniką choć potrafię haftować : krzyżykami , haftem płaskim, angielskim a nawet wstążeczkowym. Moje obie Babcie haftowały więc zostałam "wyszkolona" jeszcze w dzieciństwie. W swoim życiu parę rzeczy wyhaftowałam. Podusie, pościel, śliniaczki, sukieneczki, obrazki dla moich dzieci a nawet balową sukienkę ale ta technika jakoś nie została ze mną na co dzień. Z okazji uroczystości rodzinnych staram się czasem coś wyhaftować ale tylko dla tych co do których mam pewność, że z podarunku się ucieszą. Nie chciałabym uszczęśliwiać nikogo na siłę ani wkładać serca w prezent który natychmiast wyląduje w pawlaczu lub na strychu. Z okazji ślubu wyhaftowałam mały obrazek dla Młodej Pary a ponieważ Młodych połączył taniec jest to tańcząca para. Trochę się obawiałam czy Młodzi się ucieszą z prezentu ale o dziwo obrazek najbardziej się spodobał Panu Młodemu. Pierwowzór obrazka znalazłam gdzieś w sieci , trochę go zmieniłam, tu ujęłam , tam dodałam. Prezent wręczony mogę więc go pokazać.
środa, 15 lipca 2015
Po miesiącu miodowym.
Pokazywałam ostatnio ślubne drobiazgi ale przecież na ślubie życie się nie kończy tylko zaczyna. Po pięknych , bajkowych chwilach pora wracać do rzeczywistości uszyłam więc dla Panny Młodej kuchenny fartuszek. Znalazłam kiedyś kawałek materiału z nadrukowanym obrazkiem który teraz jak ulał pasuje do sytuacji bo jak już miesiąc miodowy się skończy to jakoś trzeba się podzielić obowiązkami domowymi. Samo się przecież nic nie zrobi!!!!!
poniedziałek, 6 lipca 2015
Bransoletka haftowana koralikami.
Jak Panna Młoda ma artystyczna duszę to ma też zupełnie nietypowe potrzeby. Najpierw miało nie być żadnych ozdób ani na sukni ani nigdzie indziej. Okazało się szybko, że kupienie skromnej ale oryginalnej sukni ślubnej zupełnie bez świecidełek jest praktycznie niemożliwe. Mało bo mało ale świecidełka na sukni są więc i jakieś świecące dodatki okazały się niezbędne. Wybór padł na haftowana gipiurę. Koronka została więc zakupiona , powycinana i wyhaftowałam ją różnymi koralikami. Niektóre koraliki są mikroskopijne wiec roboty było co niemiara na szczęście rączka Panny jest szczuplutka. Poduszka na obrączki ( to ta pod bransoletką ) , podwiązka z niebieska wstążeczką , torebka szydełkowa ( pożyczona od synowej) i spinka do włosów zrobiona ze starej broszki Babci. W ten sposób chyba mam już wszystko co potrzeba czyli nowe, stare, niebieskie i pożyczone. Chyba, że o czymś zapomniałam lub znacie inne ślubne przesady.
Subskrybuj:
Posty (Atom)