Obserwatorzy.

sobota, 31 października 2015

Serdeczne podziękowania.

Jakiś czas temu brałam udział w blogowej zabawie zorganizowanej przez Klub Twórczych Mam. Nie udało mi się wygrać głównych nagród których było kilka ale dostałam nagrodę pocieszenia. Nagrodę przysłała mi Tynka    Chciałabym serdecznie podziękować jej i jej małej córeczce dzięki której dostałam te urocze prezenty. Bursztynowy pierścionek, cudna bransoletka,  trochę przydasi , coś słodkiego  oto moja nagroda. Dziewczyny przesyłam wielkie buziaki. 


poniedziałek, 26 października 2015

Bamboszki

         Dostałam od znajomej kompletnie zniszczony  wełniany szal  w celu  recyklingu. Ktoś go wyprał w pralce , bardzo mocno sfilcował   więc  nie nadawał się  do użytku. Zastanawiałam się długo co z niego zrobić bo skurczył się okrutnie  i bardziej przypominał dywanik a nie szal z frędzlami .Wełny odfilcować się  nie da wiec pozostało mi  zrobienie  czegoś z tego czym się szal stał  czyli z filcu. Pomysłów za bardzo nie miałam, wyrzucić go   było mi szkoda, trzymać w nieskończoność nie miało sensu. Idzie zima , postanowiłam więc  spożytkować go w najprostszy sposób czyli wyciąć z niego wełniane wkładki do zimowych butów. Odrysowałam swoją stopę i gdy już miałam ciąć szal  na wkładki  pomyślałam, że siedząc z robótkami  w zimowe,  długie, ciemne dni  fajnie by było mieć cieplutkie, mięciutkie, wełniane  bamboszki. Uszyłam więc z szala  kapciuszki-bamboszki. Proste,  nieskomplikowane, uszyte ręcznie z trzech części. Już po uszyciu trochę je  filcowałam na mokro  aby części dodatkowo się połączyły.  Potem podkleiłam je pianką  abym się nie ślizgała. 
        Coś tam na nich ponaszywałam  bo jakieś takie skromne  i  niezbyt atrakcyjne mi  się wydawały.


        
       Kapciuszki są przytulne, cieplutkie, wygodne,  mam je na nogach pisząc te słowa i nawet skarpetek  nie muszę zakładać tak mi ciepło w stopy. Ostatnio robię rzeczy dla siebie a że potrzeby mam przyziemne to i moje robótki niezbyt są skomplikowane ale za to użyteczne.



Kapciuszki-bamboszki  postanowiłam zgłosić do  zabawy - wyzwania   ogłoszonej na  blogu Szuflada

Otwórz szufladę -filc

Otwórz Szufladę

środa, 21 października 2015

Torebeczka.

       Zbierałam się za napisanie  wpisu  już od dłuższego czasu. Kiedy jednak masz głowę  zaprzątniętą  czymś innym  trudno się  zmusić do napisania choć kilku słów. Dziś  jednak jest mój szczęśliwy dzień, dowiedziałam się, że   nic złego się nie dzieje a wyniki biopsji  pozwalają mi mieć nadzieję na dalsze, spokojne życie. To tylko rutynowe badania ale zawsze  gdzieś w  głębi  duszy czai się strach. 

       Wszystko ostatnio odkładałam na później,  mam trochę zaległych spraw  również w stosunku do Was  moich blogowych znajomych- wybaczcie. Postaram się wszystko nadrobić. W ostatnich dniach zamiast zajmować się robótkami  przemierzałam   całe kilometry  na długich spacerach. Widocznie jednak  akurat to mi było  najbardziej potrzebne. Na spacerach zebrałam  sobie  czerwono-rudych liści i uzupełniłam liściasty bukiet o kolejne róże. Miło mi, że bukiet  Wam się spodobał. Zielono-żółte róże całkowicie się już zasuszyły i choć są odrobinę  mniejsze to nadal wyglądają rewelacyjnie. W ubiegłych latach suszyłam kolorowe liście do bukietów w tym po raz pierwszy zrobiłam różyczki i  bardzo mi się podobają.

       Coś tam sobie  powolutku dziergam ,   kończę tzw. "ufoki"  czyli robótki zaczęte i nieskończone które leżakują w pudłach  od długiego czasu. Takim "ufokiem"  jest   szydełkowa kosmetyczka z wrabianymi wzorami. To ściegi  tzw tkane bo z  lewej strony nie ma przeciąganych niteczek wszystko jest wrabiane w środku ściegu. Wzór znalazłam chyba z rok temu, kosmetyczkę  zrobiłam szybko bo wzór mi się spodobał a potem  wrzuciłam ją do pudła bo właściwie nie była mi potrzebna. Niedawno  miałam jednak małe wyjście na koncert  w ogrodzie zimowym Akademii  Sztuki. Pomyślałam, że  szydełkowa kosmetyczka będzie  idealna do zabrania  kluczy , telefonu  i chusteczek. Wszyłam więc szybciutko podszewkę,  zamek i króciutką  rączkę do założenia na dłoń. Zamiast kosmetyczki mam więc niedużą bo to tyko 20x 15 cm torebeczkę. Drobiazgi się w niej mieszczą bez problemu no i wreszcie zrobiłam coś dla siebie.



środa, 14 października 2015

Jesienny bukiet zielonych róż

                   Dziś za oknem prawdziwa twarz jesieni, zimno, mokro i wieje. Z tego też powodu siedzę sobie  przed komputerem  a nie jak ostatnio  w parku gdzie starałam się ostatnio złapać ostatnie słoneczne chwile. Spacerując wśród drzew, podziwiając coraz to bardziej kolorowe  drzewa postanowiłam zrobić sobie jesienny bukiet. Mogłam nazbierać liści i zamieść do domu ale pogoda w zeszłym tygodniu była cudowna więc  zabrałam  nożyczki, grube  nici i na ławeczce , na słoneczku skręcałam kwiatki. 


          Gdy tak sobie pracowicie  skręcałam listki wokół mnie  spacerowało kilka osób, obserwowano mnie jakbym była  dziwolągiem. Jakoś mi to nie przeszkadza, chyba się już do tego przyzwyczaiłam bo  często jadąc  tramwajem  dziergam sobie na drutach lub na szydełku. Czas mi  szybciej mija  a  czasem ktoś nawet sympatycznie do mnie  zagada. Przeważnie są to starsze panie które wspominają jak to za młodu też same  dziergały lub robiły  to ich matki. Muszę się przyznać , że raz  wieczorem zdarzyło mi się  nawet przejechać mój przystanek. Tak się  zapracowałam dziergając chustę, że nie spojrzałam za okno tramwaju. 

          W parku obok domu nie znalazłam liści wybarwionych na czerwono więc moje róże są  żółto- zielone. Bukiet powoli schnie,  pięknie pachnie i  zdobi mój stół sprawiając mi przyjemność.




piątek, 9 października 2015

Trzecie życie.

           Czasem rzeczy która się nam już nie przydaje dajemy drugie życie przerabiając ją na coś innego. Recykling, upcykling  jest teraz w modzie. Ja  za moda nie gonię ale niestety doświadczyłam czasów gdy przerabianie wszystkiego było koniecznością a nie fanaberią. Trochę mi to teraz przeszkadza bo trudno mi pozbywać się starych rzeczy które zalegają po kątach. 
            Szal wykonany na drutach ma już swoje lata. Służył  mi za szal, chustę, potem  schował się na długo w jakimś pudle. Pruć  go nie miało sensu  tak  więc co jakiś czas wyciągałam go , oglądałam  i chowałam. Kiedyś wpadłam na pomysł zrobienia z niego  obrusu na nieduży stolik. Szal zyskał drugie życie i  trochę na stoliku poleżał. Nawet fajnie wyglądał ale nieustannie o niego czymś zaczepiałam  więc wrócił do pudła. Ostatnio znów wpadł w moje ręce i zyskał trzecie życie. Tym razem został sweterkiem no może takim pseudo sweterkiem-wdziankiem- narzutką. 


         Widziałam podobne rzeczy w sieci i zastanawiałam się czy to jest rzeczywiście takie fajne i wygodne. Chciałam się o tym przekonać  osobiście ale najlepiej tak szybko i bez pracy. Wyciągnęłam więc stary  szal, zszyłam jego  boki po uprzednim złożeniu na pół  zostawiając tylko otwory na ręce. Trzy minuty i wdzianko gotowe. Na wieszaku jest takie trochę bezkształtne ale zapewniam, że jest wygodne i całkiem fajnie wygląda. Ponieważ szal jest dość cienki , nic nie sterczy,  nie robi się garb, miękko otula sylwetkę dopasowując się do właściwie dowolnego rozmiaru!!!! 
         Mam więc  wdzianko-sweterek na  chłodne wieczory z szydełkiem w ręku. Można się nim  opatulić , można  tylko narzucić na ramiona. Szal zalicza więc trzecie życie, a ponieważ dalej jest w całości, nie  jest pocięty tylko ręcznie,  delikatnie  zszyty  to może za jakiś czas  będzie miał kolejne wcielenie.  
PS.
W związku z pytaniami o wymiary szala,  ma on około 120 x 90 cm

poniedziałek, 5 października 2015

Ubranko na poduszkę

Pokazywałam jakiś czas temu o TU  poszewkę na poduszkę którą sprezentowałam  sąsiadom działkowym.  Początkowo miałam pomysł zrobienia poszewki dwustronnej   wydziergałam  więc   kwadracików więcej niż było potrzebne. Doszłam jednak do wniosku, że  uszyję  drugą stronę  poszewki z  bawełny. Na działeczce czasem się zostaje na noc a na bawełnie przyjemniej się układa głowę niż na włóczce. W związku z nadmiarem kwadracików powstała  kolejna poszewka z bawełnianym  spodem.



  Kwadraty trochę poleżały zanim je uszyłam bo tak właściwie to poszewka nie jest mi  potrzebna do szczęścia  więc nie miałam koniecznej motywacji do pracy. Tych co chcieli  brać obdarowałam poszewkami już  wcześniej  Zadowolona      Sprytny plan
 Zostawianie niedokończonych prac jest jednak mało motywujące do  tworzenia kolejnych  więc w  końcu przeprosiłam się z maszyną do szycia i poszewka powstała. Na szczęście "jeść nie woła" więc od przybytku głowa mnie nie boli. Jak nikt jej nie będzie chciał to w przyszłym roku sprezentuję ją sąsiadowi działkowemu co by  żonie nie zazdrościł.



Wszystkich których zainteresują moje prace i byliby chętni na prywatną wymianę zapraszam do kontaktu  na adres podany na  pasku bocznym.

wtorek, 29 września 2015

Czapeczka i chusteczka

Gdy  zrobiło się odrobinę chłodniej pomyślałam sobie , że już czas na  czapeczki. Uwielbiam robić rzeczy dla dzieci.  Ta jest zrobiona z grubej bawełny. Jest taka trochę ażurowa ale  w okolicach uszu ma  kolorowe dodatkowe rzędy wachlarzyków bo w końcu czapka ma być nie tylko do ozdoby. Obwód głowy to ok. 43-44 cm wys czapeczki 16 cm.



Czapeczka zrobiona została z myślą o konkretnej panience ale w  myśl zasady której się nadal trzymam  nie będę nadgorliwa, nie będę prosić aby ktoś wziął  moją pracę. Osóbka  dla której ją zrobiłam  nie jest w stanie o nią poprosić ale przecież  to nie o nią chodzi. Pomimo, że dzieli nas niezbyt duża odległość  nie widziałam  jej już ponad 2 miesiące Musiałabym ją sama odwiedzić i "wcisnąć" jej czapeczkę bo jej rodzice jakoś nie widzą potrzeby kontaktu ze mną gdy nie mają   konkretnej potrzeby. Chyba więc  czapeczka wraz z chusteczką do kompletu zasili moje zbiory rękodzieła. Mogłabym spróbować ją sprzedać na Allegro ale tam szydełkowe czapeczki oferowane są po 8 zł to nawet koszt materiału by mi się nie zwrócił.



 Trudno komplecik  poleży poczeka, może się  kiedyś przyda jakiemuś dziecku,  może będzie ubrankiem dla lalki, może znajdzie się ktoś chętny na wymianę  ( proszę wtedy do mnie napisać , adres jest na bocznym pasku) a  jak nie to może go spruję  i zrobię coś innego.




 Takie jest życie,  nie zawsze jest miło, wesoło i przyjemnie. Każdy ma swoje życie, swoje priorytety trzeba to uszanować, że nie zawsze starcza  tam miejsca dla nas. Na razie tylko miś jest zadowolony



PS.
Kgosia
Panienka dla której robiłam czapeczkę ma niecały rok, dzieci maja jednak różne główki trzeba by było zmierzyć obwód i wysokość. Robiłam czapeczkę "na oko" bo  jak napisałam wyżej panienki nie widziałam  od 2 miesięcy. Chusteczka jest zapinana na guziczek więc obwód  można regulować.




piątek, 25 września 2015

Dziekuję.

Kolejny raz  los o mnie zadbał i wygrałam blogowa zabawę,  tym razem u U Aneczki . Udało mi się zostać szczęśliwą posiadaczką  fantastycznej torby z ogromnym sercem. Torba jest  duża,  z podszewką, z zapinaną kieszonką i karabińczykiem  do przypięcia  np. kluczy.  Zmieści  się w niej mnóstwo zakupów ale ziemniaków to ja w niej nosić nie będę  bo jest piękna. Wewnątrz  wspaniałej torby znalazłam jeszcze  inne prezenty:  motek śliwkowej włóczki, małe etui na chusteczki  i słodkości. Aniu serdecznie dziękuję za cudne prezenty.



wtorek, 22 września 2015

Mały prezent

        Mam pod oknami  małą ciuchbudę, lumpeks czy jak to tam jeszcze jest nazywane. Czasem tam zaglądam w poszukiwaniu jakiś ciekawych rzeczy przydatnych do  twórczych przeróbek. Czasem trafię na  nowe kupony tkaniny, czasem na jakieś ciekawe rękodzieło, czasem na koronki, nici, tasiemki, włóczki. Nie jest tych rzeczy dużo, niezbyt często się trafiają  bo lumpeksy to  w większości ciuchy. Ostatnio też tam zajrzałam i ku mojemu zaskoczeniu  Pani  tam sprzedająca wręczyła mi reklamówkę z  nowymi włóczkami  i zapytała czy kupię. Widocznie już zauważyła co mnie interesuje i czego poszukuję.Oczywiście włóczkę kupiłam bo gdzie znajdę nową  włóczkę ze sporą  domieszką wełny  po 8 zł za kilogram?
          Pomyślałam sobie, że  skoro Pani była tak miła zostawiając dla mnie włóczkę  to zrobię jej malutki prezencik. Jak pisałam ostatnio miałam trochę szczęścia w blogowych zabawach może więc pora szczęście podać dalej. Podarowałam Pani broszkę z puchatej włóczki z filcową kuleczką w środku. Właściwie to prezencik nie był malutki bo broszka jest słusznych rozmiarów ale i Pani  dla której ją robiłam   raczej do małych i szczupłych nie należy. To drobiazg do niczego nie zobowiązujący ale trzeba było zobaczyć zaskoczenie tej kobiety. Widocznie  niezbyt często dostaje takie niespodzianki od klientki,  mam nadzieję, że broszka jej się spodobała.


czwartek, 17 września 2015

Trochę szczęścia

           Od czasu do czasu los się do mnie uśmiecha i udaje mi się wygrać w blogowych zabawach. Muszę powiedzieć, że  najczęściej wygrywam wtedy gdy  moje samopoczucie sięga  przysłowiowego dna. Tak jakby  los chciał mnie jakoś podtrzymać na duchu dając mi  do zrozumienia, że  na świecie jest mnóstwo miłych, sympatycznych, bezinteresownych osób. Nawet jeśli  wokół mnie  jakoś nie mogę takich osób spotkać to nie znaczy, że ich nie ma. Każdy taki prezent zrobiony własnymi rękami ma wartość bezcenną. Przecież wkładamy w swoje prace nie tylko umiejętności, czas, materiały a co za tym idzie pieniążki  ale i kawałek siebie, kawałek swojego serca i talentu.
Jeśli tylko  mogę chętnie zapisuję się na wymianki i do innych zabaw blogowych. Staram wychodzić z domu  do ludzi,  staram się nie zamykać w czterech ścianach  ,  bo wiem, że to nie rozwiąże żadnych problemów.  Tym bardziej mi miło dostawać prezenty od zupełni mi nieznanych  ale z pewnością sympatycznych  osób.
Dziś chcę serdecznie podziękować aż dwóm  osobom.
         Jedna to Raeszka  od której dostałam piękne prezenty, cudowne hafty, książkę,  podstawkę do karteczek i lawendowe serwetki, dziękuję  najpiękniej jak umiem.



          Drugą osobą jest Karolina  od której otrzymałam  małą deseczkę  z malowanym  motylem, jest piękna, bardzo dziękuję.


wtorek, 15 września 2015

Część trzecia kompletu i ostatnia.

           Ostatni element kompletu to szydełkowa zawieszka, wisiorek lub naszyjnik  zależy jak kto chce to nazwać. Włóczka ta sama,  kuleczka sfilcowana  z  tej samej wełenki co w broszce tylko trochę mniejsza. Wykorzystałam też kolejne kółeczko  plastikowe spod nakrętki, choć  wydaje mi się, że jest odrobinę za lekkie do wisiorka. Trochę koralików, sznureczek skręcony własnoręcznie z  wełenki ( tej  samej z której filcowałam kulki) i tak oto powstała ostatnia część kompletu.



         Więcej części  nie będzie ze względu na fakt o którym pisałam  przy okazji prezentacji broszki czyli zostało mi 50 cm tej kolorowej  włóczki. 
Jeśli komplet Wam się  podoba to wkrótce  będzie go można  otrzymać bo zamierzam  zorganizować Candy.  
Muszę się tylko jakoś zorganizować po wakacyjnych wyjazdach.


poniedziałek, 7 września 2015

Bransoletka

         Dziś druga odsłona  cieniowanego kompletu czyli bransoletka. Właściwie to ona była pierwsza  zrobiona ot tak dla zabawy. Ponieważ nie zużyłam na nią całej włóczki a nie chciałam zostawiać  mikroskopijnego kłębuszka  powstały kolejne części kompletu czyli broszka z poprzedniego wpisu i naszyjnik- zawieszka. Wzór na bransoletkę to właściwie koronka znaleziona przy okazji poszukiwań wzorów na chustę z koronki irlandzkiej ale wykonana z włóczki  zupełnie na koronkę nie wygląda. Troszeczkę wzór zmieniłam dodałam cieniowane koraliki  i powstała  miękka, leciutka ,  wygodna ozdoba której właściwie się nie zauważa w trakcie noszenia. Jako zapięcie miał być zwykły guziczek ale przy okazji filcowania  kulek do broszki i zawieszki zrobiłam też guziczek z filcu, dodałam trochę kolorowych skrawków i wyszedł mi nawet cieniowany. Fajna zabawa idealna na skołatane nerwy. 


czwartek, 3 września 2015

Broszka.

       Lubię rzeczy  nietypowe, lubię muzykę improwizowaną i eksperymentalną, lubię zbierać  zwykłe kamienie i kawałki drzew. Dzieci   z podróży przywożą mi zawsze kamień  a nie upominek. Niektóre z nich możecie zobaczyć na moich zdjęciach.
      W rękodziele też lubię eksperymenty, robienie ze schematów powtarzalnych rzeczy  nigdy mnie nie pasjonowało. Sporo osób zwraca się do mnie z prośbami o wzory , schematy, opisy. Wybaczcie ale w większości przypadków ja  po prostu  wzorów i opisów nie mam. Nawet jeśli inspiruję się  zobaczoną u kogoś praca to zazwyczaj  robię tylko podobną .Jeśli robię np. dwa egzemplarze    to prawie nigdy nie są identyczne. Muszę się przyznać, że jeśli wiem, że  muszę zrobić identyczne rzeczy to staram się zrobić notatki ale one są zrozumiałe tylko dla mnie.
      Dziś chcę pokazać Wam jedną z takich rzeczy zrobionych z potrzeby serca. a właściwie z potrzeby tworzenia.  Jestem osobom praktyczną, lubię rzeczy, proste, użyteczne chyba jednak w zakamarkach duszy  do głosu dochodzi moje inne JA.  Wtedy też powstają rzeczy    kompletnie mi niepotrzebne, zrobione dla samego procesu twórczego. Tak też było i tym razem. Znalazłam  kłębuszek cieniowanej włóczki. Był malutki tak na oko ok. 5 cm średnicy.. Właściwie  to taka resztka jest do niczego no bo co można zrobić z tego zrobić. Spodobały  mi się jednak kolory i zamiast wrzucić kłębuszek do pudła  przerobiłam go do ostatniego kawałka.. Możecie mi wierzyć lub nie ale  pozostał mi tylko ok. 50 cm kawałek. Jesteście ciekawi  co  zrobiłam?  Zrobiłam  cały komplet biżuterii:  bransoletkę, broszkę  i  naszyjnik.
     Dziś  pokażę  broszkę. Nie jest duża  ma ok. 6 cm średnicy, oczywiście zrobiona bez jakiegokolwiek wzoru, w środku ma filcową kulkę z naszytymi koralikami które dostałam od którejś z Was, wykorzystałam też kółeczko plastikowe ( to to wokół kulki) ze zwykłej butelki z napojem. To ta część pod nakrętką która oddziela się po odkręceniu butelki. Kulkę filcowałam sama a ponieważ nie miałam  czesanki w odpowiednim kolorze wykorzystałam  zwykłą wełnianą włóczkę. Pocięłam ją na malutkie kawałki i  dała się w ten sposób sfilcować bez problemu. Z tej samej wełnianej  włóczki zrobiłam też podstawę broszki bo  cieniowanej było  naprawdę niewiele. Sami widzicie, że trochę  pracy w nią włożyłam  a potem zadowolona z efektu końcowego   sfotografowałam ją i ....... schowałam do  kuferka. Może kiedyś, do czegoś, mi się przyda a jak nie to oddam ją tym co będą ją chcieli. Z całego kompletu broszka podoba mi się najbardziej więc pokazuję ją jako pierwszą. Prawda, że włóczka  ma fajne kolorki?






wtorek, 1 września 2015

Szmatki.

Jest gorąco, życie płynie jakby wolniej, a może ja  jestem leniwa. Robótek nie rzuciłam ale właściwie to  zamiast tworzyć raczej utylizuję  niepotrzebne rzeczy. Wyciągnęłam 3 stare bluzki a ponieważ straciłam nadzieję, że jeszcze kiedyś w nie wejdę ( musiały się chyba mocno skurczyć  przynajmniej tak to sobie tłumaczę)  to postanowiłam je zutylizować. Odprułam guziczki ( może się kiedyś do czegoś przydadzą), pocięłam na kawałki ( nie wiadomo po co), odprułam atłasową lamówkę w niewiadomym celu,  dolne brzegi dzianinowej bluzki przerobiłam na kwiatki  (zupełnie mi niepotrzebne ) ,  z części szmatek  syntetycznych wycięłam kółeczka  , kwiaty i opaliłam je nad świecą. Zrobiłam z nich 2 białe kwiaty ( też mi niepotrzebne) resztę płatków schowałam (może kiedyś do czegoś....... itd). Mam jeszcze odcięte falbanki  do przerobienia i  utylizacja będzie skończona. Powinnam pozbyć się  wielu nagromadzonych rzeczy tylko w takim tempie to zajmie mi z 10 lat. Oczywiście byłoby szybciej gdybym zniosła  3 bluzki do kontenera na ubrania który stoi pod moim blokiem. Tylko jakoś  mam obawy, że  ubrania tam wrzucane trafiają potem do lumpeksów a nie do potrzebujących. Niestety zostały mi nawyki z  czasów pustych sklepów i wiecznego przerabiania wszystkiego na wszystko i trudno mi ot tak wyrzucić a  nie potrafię jak obecna młodzież sprzedać wszystkiego  co mam  na Allegro, FB, czy setce innych miejsc w sieci.
Tak oto wyglądają pozostałości po 3 bluzkach. Zawsze to trochę mniej szmatek niż  było.
 

sobota, 29 sierpnia 2015

Podziękowania.

Dziękuję za przemiłe komentarze  dotyczące chusty. Cieszę się , że spodobała się nie tylko właścicielce. Może jeszcze skuszę się na zrobienie   takiej chusty tym razem dla siebie.Chyba, że wymyślę jakieś inne zastosowanie  tej techniki bo koronkowych sukienek i bluzeczek to raczej nosić nie będę  , do  serwet i obrusów też jakoś nie mam przekonania wolę   proste formy. Dla rodziny i znajomych w ramach podarunków  robić nie  zamierzam  bo  to bardzo pracochłonna technika  a zresztą postanowiłam kontynuować akcję  " nie wciskam".
A tu ostatnie zdjęcie chusty na którym jako tako widać  kolor ecri 


W dzisiejszym wpisie  chciałabym  jeszcze komuś podziękować a mianowicie Tasiemce w grochy
od której dostałam właśnie teraz  piękny  prezent. Zapisałam się u niej  w kwietniu  do blogowej zabawy. Do wygrania był notes i właśnie taki  piękny  spersonalizowany notes od niej  otrzymałam. Muszę  się zastanowić do jakich to ważnych zapisków  będę go używać. Dziękuję bardzo,  lubię prezenty nie tylko piękne ale i użyteczne.


wtorek, 25 sierpnia 2015

Koronka irlandzka- chusta ecri.

Ponarzekałam ostatnio , że nikt nie chce tego co robię. Trochę  już mi przeszło rozgoryczenie choć nadal trwam w postanowieniu  " nie wciskania" czyli nie proponowania  moich prac bliższej i dalszej rodzinie   czy znajomym. Czasem nauczę się  czegoś nowego, wypróbuję nowy wzór, zrealizuję nowy pomysł i natychmiast chce się nim pochwalić. W końcu każdy jest choć odrobinę próżny i potrzebuje  uznania. Dotychczas  pokazywałam  to krewnym , znajomymi  i  oświadczałam, że jak chcą to mogą sobie zabrać  moje nowe "dzieło".  Doszłam jednak do wniosku , że przynajmniej niektórzy uważają, że jak rozdaję moje prace za darmo to pewnie  one  nic nie są warte. Koniec  z propozycjami  z mojej strony,  ustalam   minimalną  cenę  za moje prace  i  będzie to "uprzejma prośba" . Od teraz  czekam  na prośby  tych co  chcieliby  mieć coś mojego. Nie wiem tylko czy się  doczekam  bo  czasem mam wrażenie, że  osoby  które  nie potrafią  niczego zrobić własnoręcznie nie wiedzą  o co mogłyby poprosić  ale to już ich problem. Zawsze mogą iść do sklepu i kupić to co im wpadnie w oko.

Na szczęście  są jeszcze tacy którzy potrafią docenić piękno rękodzieła.. Tak było  wtedy gdy pokazałam ślubną chustę  z koronki irlandzkiej. Chusta spodobała się pewnej sympatycznej osobie tak bardzo, że namówiła mnie do wykonania kolejnej podobnej. Gosia mieszka w Niemczech i sama potrafi pięknie szydełkować może właśnie dlatego potrafi docenić moją pracę.
 Takie zamówienia są wyjątkowo trudne  dla obu stron bo  nie mogę z góry określić jak będzie wyglądał końcowy efekt. Zawsze się boję, że  rozminą się  oczekiwania zamawiającej z moją wizją. Każdy egzemplarz takiej pracy jest  inny i nie da się zrobić dwu identycznych rzeczy.  Uzgodniłyśmy , że  nowa chusta ma  być podobna do chusty ślubnej  czyli duże kwiaty i  koronka brugijska zamiast frędzli.To mi trochę  ułatwiło zadanie Ta chusta   też jest wydziergana  z bawełnianych nici  DMC Tradition 10 tylko  w kolorze ecri. Niestety kolor słabo jest widoczny na zdjęciu ale jest piękny z cudnym połyskiem.Wymiary chusty to ok.  230 x 90 cm jest więc całkiem spora. Trochę się przy niej napracowałam , zrobienie jej zajęło mi miesiąc  ale poszło mi lżej niż  przy chuście ślubnej   bo jak wiadomo ćwiczenie czyni mistrza. Sądzę , że każda następna  praca z koronką irlandzką będzie szła mi  jeszcze sprawniej.Chusta już dotarła do nowej właścicielki , spełniła  jej oczekiwania  co bardzo mnie ucieszyło bo  miło jest usłyszeć komplementy. Sama jestem zadowolona z tego co zrobiłam a jestem  chyba najsroższym krytykiem własnych prac.

Muszę powiedzieć, że spodobała mi się ta pracochłonna technika  jeśli więc ktoś by chciał mieć  coś wykonanego  z zastosowaniem koronki irlandzkiej to zapraszam do kontaktu. Wystarczy wpisać w  wyszukiwarkę " irish crochet"  aby obejrzeć cudeńka zrobione w tej technice. Widziałam już piękne serwety, obrusy , bluzki i cudowne suknie. Mogę podpowiedzieć jak się za to zabrać , mogę pomóc , mogę zrobić. Skoro nie będę robić nic dla krewnych to mogę robić dla obcych. Chciałabym  teraz nauczyć się jeszcze bardziej pracochłonnej techniki  czyli koronki rumuńskiej. W jakim celu? Bez celu,  dla samej satysfakcji w końcu człowiek uczy się całe życie.



wtorek, 18 sierpnia 2015

Od dziś nie wciskam.

Widzę, że   poszewka się i Wam spodobała to bardzo miłe. Mam wydziergany  jeszcze jeden wierzch poduszki   tylko bawełnianej poszewki nie chce mi się uszyć bo ostatnio mam kryzys twórczy, powoli dochodzę do wniosku, że chyba czas już przestać robić cokolwiek. Przyczyna jest prozaiczna, nie mam  co i dla kogo robić a robienie do szuflady  mnie zniechęca. Kiedyś pisałam o tym problemie i on co jakiś czas do mnie wraca.  Rodzina jest obszyta i obdziergana w nadmiarze i właściwie nic już nie chce a nawet gorzej bo ostatnio usłyszałam przykre dla mnie zdanie " co jeszcze chcesz nam wcisnąć?" . Zabolało mnie  to okropnie bo wkładam  w moje prace nie tylko talent, pasję ale i kawałek siebie. Oddaje to wszystko za darmo  z dobrego serca, nie wciskam tylko pokazuję i pytam czy   ktoś chce czy nie. Wystarczyło powiedzieć nie dziękuję nie jest mi to potrzebne. Postanowiłam , że już  więcej nie będę pytać. To co mam gotowe rozdam lub wymienię na coś innego. Może na jesieni będą jakieś blogowe wymianki , może   sama zaproponuję swoje prace na wymianę. Czy będę robić następne rzeczy ? Pewnie tak choć trudno robić dla siebie  kolejną chustę,broszkę, bransoletkę, sweterek  czy czapkę jeśli i tak chodzę w jednej ulubionej zrobionej tak porządnie, że za nic nie chce się zniszczyć. Jak widzicie  wystarczy jedno nieprzemyślane  zdanie aby sprawić komuś ogromną przykrość. Może jestem nadwrażliwa i zbyt mocno się tym przejęłam, w końcu chyba  nikt nie chciał  mnie obrazić ale wrażliwość to podobno nieodłączna cecha tych co  coś tworzą . Może to pogoda, może zły nastrój, może się starzeję i zaczynam być marudna -nie wiem. Pewnie z czasem  jakoś sobie z tym problemem poradzę a może Wy macie  swoje własne  sposoby na zwalczenie  zniechęcenia do robótek bo jak przypuszczam  nie jestem z tym wszystkim osamotniona.
PS.
Arkimeks   Kółka na poszewce są wykonane  szydełkiem zwykłym łańcuszkiem tylko robionym na wierzchu robótki

Kapelusik  zrobiony dla znajomej której   trudno jest nosić  ciągle peruczki 
a ze względu na chorobę ma problem z włosami. 
Sama mnie o niego prosiła, nic jej nie "wciskałam".


poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Dla sąsiadów.

Dobrzy, uczynni, mili sąsiedzi  każdy takich by chciał mieć. Na działkach jest jednak różnie bo część z sąsiadów uznaje  tylko  wypoczynek przy głośnej muzyce, grillu i piwie. Ja mam jednak miłych sąsiadów i wszyscy staramy się sprawiać sobie miłe niespodzianki. Ja dostaję czasem wyhodowane warzywa, kwiaty lub sadzonki  staram się więc jakoś zrewanżować.W zeszłym roku zrobiłam  Siatkę tym razem dla miłych sąsiadów  zrobiłam poszewkę na poduszkę. Poszewkę uszyłam z bawełny a jej wierzch wydziergałam na szydełku. Chciałam aby prezent był użyteczny , na bawełnianej stronie poszewki  można się zdrzemnąć, szydełkową stroną  ozdobić ławeczki na tarasie domku. Sąsiedzi bardzo dbają o estetykę działeczki więc pomyślałam, że  prezent się spodoba.  Było mi bardzo miło gdy uradowana  sąsiadka postanowiła  zabrać poszewkę do domu bo stwierdziła, że  szkoda jej na działkę. 



czwartek, 13 sierpnia 2015

Jabłuszka

Zaprosili nas znajomi na działkę. Pogoda upalna  cały dzień spędziliśmy więc pod drzewami . Było cudownie, leniwie, wiaterek przyjemnie powiewał . Jadąc   tam po raz pierwszy chciałam obdarować gospodarzy jakimś malutkim prezentem zrobiłam więc szydełkowe podkładki pod kubki w formie jabłuszek. Zastanawiałam się  w co je zapakować bo przecież nie mogłam ich ot tak wyciągnąć z torby. Z reszki  zwykłej tektury falistej zrobiłam  okrągłe pudełko dopasowane rozmiarem do podkładek, jeszcze tylko mała różyczka z papieru pakowego jaki mi został po rozpakowaniu paczki. Wiem - to zboczenie ale czasem szkoda mi wyrzucać  czegokolwiek .Staram się jednak  od razu przetwarzać "śmieci" i to właśnie w ten sposób powstało kilka różyczek z papieru w jaki była zapakowana  paczka jaką niedawno otrzymałam. Kwiatki schowałam  a teraz były jak znalazł i idealnie pasowały do tekturowego pudełka. Jak  się pudełko nowym właścicielom znudzi to zawsze można na nim grilla rozpalić i w ten sposób papier  zyska kolejne zastosowanie. Z prezentem trafiłam idealnie  bo popijając  zieloną herbatkę cały dzień obserwowaliśmy jak
co chwila z olbrzymiej jabłoni spadało czerwone  jabłuszko. 



środa, 5 sierpnia 2015

Jak skóra węża

Powoli dziergam chustę, koronka irlandzka wymaga dużo  cierpliwości i czasu. Dziś więc  pokażę ostatnią z moich szydełkowo-koralikowych bransoletek.  Ta też jest  szaro- żółta tyle , że nie okrągła a płaska. Ta bransoletka wzbudziła  zainteresowanie mojego małego wnuczka który  ją oglądał, głaskał i stwierdził, że jest  jak skóra węża. Wyobraźnia dzieci nie zna granic bo bransoletka nie ma żadnego wzoru i jest zrobiona ze zwykłych koralików TOHO 11. Jemu się spodobała mogę więc spokojnie  pokazać ją i Wam.


piątek, 31 lipca 2015

Po jarmarku

Byłam ostatnio na bardzo dużym  jarmarku . Nie przepadam za  takimi imprezami ze względu  tłumy ludzi, hałas i wszechobecne zapachy  wszelkiego  jedzenia. i trunków. Obeszłam jednak wszystkie stoiska a było ich podobno ok 200.  Pomijając jedzenie , miody, chlebki, oscypki, wafle, lizaki  itp. było też mnóstwo rękodzieła. Z ciekawością obejrzałam  piękne stoiska, piękne prace. Musze powiedzieć, że  wystawcy bardzo dbają o estetykę . Większość namiotów ( chyba były one organizatorów jarmarku)  była pięknie  udekorowana, prace były wspaniale  wyeksponowane. Czasy stolików turystycznych chyba bezpowrotnie minęły. Problem tylko miałam ze znalezieniem czegoś interesującego. Na stoiskach z biżuterią  królują   koraliki we wszelkich konfiguracjach. Plecione, szydełkowe, na rzemykach, na sznurkach , na gumkach itp. Biżuterii było mnóstwo ale   miałam wrażenie, że na wszystkich stoiskach  są podobne rzeczy.  Może gdyby jarmark był mały  byłoby inaczej  tak ale  przy piątym stoisku z biżuterią  straciłam orientację czy już  widziałam to stoisko czy jest to całkiem inne tylko biżuteria podobna.  Osobna grupa rękodzieła to   rzeczy szyte.   Tildy, serduszka, ptaszki, poduszki, stworki, przytulanki . Wszystko śliczne, nawet porządnie uszyte tyle tylko, że  na każdym stoisku podobne., ptaszek błękitny, ptaszek różowy, serduszko w krateczkę, serduszko w kwiatuszki., przytulanka piesek, przytulanka kotek. Oczywiście znalazłam kilka  oryginalnych stoisk z pięknym rękodziełem  i wyróżniały się one z tłumu ale żeby był przy nich tłok to nie powiem. Wzruszył mnie  widok niepełnosprawnego pana który ze zwykłych patyków strugał   drewniane kwiatuszki, Z ciekawością obejrzałam garncarza  z bosymi noga usmarowanymi gliną jak  zagniatał "ciasto" , kowala który miał miniaturowe palenisko i pracował na oczach wszystkich zwiedzających.. Na jarmarku zobaczyłam, że  rękodzieło jest coraz bardziej popularne i to mnie cieszy. Nie wiem tylko tworzenie rękodzieła jest opłacalne dla sprzedających bo  kolejki były tylko przy stoiskach z  jedzeniem i piciem. Zastanawiałam się ile trzeba sprzedać na takim jarmarku aby zwróciły się zapewne nie małe koszty  wynajęcia stoiska a to przecież tylko ułamek  wkładu rękodzielnika.  Oczywiście  było też "chińskie rękodzieło"   np. szydełkowy obrus na  spory stół za 65 zł. Ceną z tym się nie da konkurować, jakością z pewnością tak   tylko czy  przeciętny kupujący jest w stanie jakość dostrzec i docenić. Czasem  słyszę dobre rady - piękne rzeczy potrafisz zrobić załóż działalność. Nie to nie dla mnie. Chyba jestem na to za stara , brak mi entuzjazmu i wiary, że potrafiłabym się z tego utrzymać. Robienie  dziesiątek podobnych rzeczy zwyczajnie mnie nuży, jeżdżenie po targach, jarmarkach, siedzenie  przez całe dni przy stoiskach przy różnej pogodzie to nie na moje zdrowie. Jednego tylko zazdroszczę  rękodzielnikom wystawiającym swoje prace  -  kontaktów  i  znajomości zawartych w czasie  jarmarku. Może właśnie to jest istotą tego typu imprez? 
Majątku  na moich pracach z pewnością nie uda mi się zrobić  ale co tam . Dziergam sobie powoli następną chustę bo ta  biała chusta   spodobała się pewnie sympatycznej osobie  tak bardzo, że namówiła mnie do zrobienia następnej tym razem w kolorze ecri. 


środa, 29 lipca 2015

Bransoletka

W poprzednim wpisie pokazałam bransoletkę koralikowo- szydełkową szarą w żółty wzorek. Dziś kolejna bransoletka która jest w zasadzie identyczna czyli  żółto- szara tyle tylko, ze w odwrotnym układzie tzn. bransoletka jest żółta a wzorek szary. Może się komuś wydaje, że innego wzoru nie potrafię robić ale zapewniam, że tak nie jest. Tak to sobie od początku wymyśliłam. Miałam nawet zamiar zrobić z nich jedną bransoletkę,  taką podwójną ale doszłam do wniosku, że dwie to lepsze rozwiązanie bo zawsze mogę nosić je oddzielnie. Gdyby ktoś jeszcze nie umiał szydełkować koralikowych sznurów a  chciał się nauczyć polecam wspaniały blog Weraph  Znajdziecie tam wszystko co potrzeba:  kursy, wzory, porady. Koraliki są tanie za kilka złotych możecie sobie sami wyczarować taką biżuterię jaką sami wymyślicie. W następnym wpisie pokażę już ostatnią bransoletkę tym razem płaską  ( no prawie płaską).




poniedziałek, 27 lipca 2015

Dla siebie.

Bransoletki koralikowo-szydełkowe  nauczyłam się robić już dawno. Zrobiłam  ich już wiele ale jak to bywa  z przysłowiowym szewcem  co bez butów chodzi i ja nie zrobiłam żadnej bransoletki dla siebie. Całe szczęście, że   kilka pięknych bransoletek dostałam od Was  (w wymianach i Candy) bo inaczej nie miałabym  żadnej.  Postanowiłam jednak to zmienić i wreszcie zadbać również o siebie. Zmobilizowała mnie uroczystość rodzinna, zakupiona nowa sukienka i brak biżuterii w odpowiednim kolorze. A może jednak świadomość, że ciągle robię  coś dla innych , nigdy dla siebie  była motorem mojego działania?   Nie ważne  z jakiej przyczyny ale bransoletki powstały. Zamiast bowiem jednej  zrobiłam ich aż 3  sztuki w tym jedną dwustronną. Wzory niezbyt skomplikowane  ale mnie się podobają,  koraliki Toho 11, roboty nie  dużo bo mam szczuplutki nadgarstek. Muszę powiedzieć, że  z dumą  je  nosiłam w końcu to moja robota.
Dziś pokażę pierwszą z nich- szarą z żółtym wzorkiem. Jeśli chcecie zobaczyć dwie pozostałe zapraszam  do zaglądania do mnie.


czwartek, 23 lipca 2015

Pomieszanie z poplątaniem.

Cieniowana akrylowa włóczka i zwykły łańcuszek zrobiony na szydełku tylko  super  długi.  W tak prosty sposób powstał ten naszyjnik w  morskich kolorach Czasem niewiele potrzeba umiejętności aby zrobić coś  fajnego. Mam nadzieję, że i Wam się spodoba  naszyjnik który mnie kojarzy się ze spienioną wodą.



poniedziałek, 20 lipca 2015

Szczęśliwy los

Szczęśliwy  los  sprawił mi kolejna niespodziankę. Zapisałam się do zabawy u Dasandy. Do wygrania była  koralikowa bransoletka . Bransoletek było kilka i aż trudno było się zdecydować na jedną takie były śliczne  Zrządzeniem losu udało mi się wygrać i wybrałam bransoletkę z zielonymi koralikami. Przyszła do mnie  całkiem spora  paczuszka a w niej  wspaniałe prezenty bo po za bransoletką były jeszcze kolczyki do kompletu , druga para kolczyków , drewniana urocza zawieszka, motyle, wstążeczki, czekolada i piękna świeczka która nawet nie załapała się do zdjęcia bo już została porwana. Dasando  bardzo Ci dziękuję za  wspaniałe prezenty.Zapraszam wszystkich do zajrzenia na jej blog i zobaczenia na własne oczy jak piękne rzeczy tworzy.



sobota, 18 lipca 2015

Zakochani tancerze.

Haftuję tylko sporadycznie  jakoś mi nie po drodze z tą techniką choć  potrafię haftować : krzyżykami , haftem płaskim, angielskim a nawet wstążeczkowym. Moje obie Babcie haftowały więc  zostałam "wyszkolona" jeszcze w dzieciństwie. W swoim życiu  parę rzeczy wyhaftowałam.  Podusie, pościel, śliniaczki, sukieneczki, obrazki  dla  moich dzieci a nawet  balową sukienkę ale ta technika jakoś nie została ze mną na co dzień. Z okazji uroczystości rodzinnych  staram się czasem  coś wyhaftować ale tylko dla tych co do których mam pewność, że z podarunku się ucieszą. Nie chciałabym  uszczęśliwiać nikogo na siłę   ani wkładać serca w prezent który natychmiast wyląduje w pawlaczu lub na strychu. Z okazji  ślubu wyhaftowałam mały obrazek dla Młodej Pary a ponieważ  Młodych połączył taniec jest to tańcząca para. Trochę się obawiałam czy Młodzi  się ucieszą z prezentu ale o dziwo obrazek najbardziej się spodobał Panu Młodemu.  Pierwowzór obrazka znalazłam gdzieś w sieci , trochę  go zmieniłam, tu ujęłam , tam dodałam. Prezent wręczony mogę więc go pokazać.

środa, 15 lipca 2015

Po miesiącu miodowym.

Pokazywałam ostatnio ślubne drobiazgi ale przecież na ślubie życie się nie kończy tylko zaczyna. Po pięknych , bajkowych chwilach pora wracać do rzeczywistości uszyłam więc dla Panny Młodej kuchenny fartuszek. Znalazłam kiedyś kawałek  materiału z nadrukowanym obrazkiem który teraz jak ulał pasuje do  sytuacji bo jak już miesiąc miodowy się skończy to   jakoś trzeba się podzielić obowiązkami domowymi. Samo się przecież  nic  nie zrobi!!!!!


poniedziałek, 6 lipca 2015

Bransoletka haftowana koralikami.

Jak Panna Młoda ma  artystyczna duszę to   ma też  zupełnie nietypowe potrzeby. Najpierw miało nie być żadnych ozdób ani na sukni ani nigdzie indziej. Okazało się szybko, że kupienie skromnej ale oryginalnej sukni ślubnej zupełnie  bez świecidełek jest praktycznie niemożliwe. Mało bo mało ale świecidełka na sukni są więc i jakieś świecące dodatki okazały się niezbędne. Wybór padł na  haftowana gipiurę. Koronka została więc zakupiona , powycinana i wyhaftowałam ją różnymi koralikami. Niektóre koraliki są mikroskopijne wiec roboty było co niemiara  na szczęście rączka Panny jest szczuplutka. Poduszka na obrączki  ( to ta pod bransoletką ) , podwiązka  z niebieska wstążeczką , torebka  szydełkowa ( pożyczona od  synowej) i  spinka do włosów    zrobiona ze starej broszki Babci. W ten sposób chyba mam już wszystko co potrzeba   czyli nowe, stare, niebieskie i pożyczone. Chyba, że o czymś zapomniałam lub znacie inne ślubne przesady.