Podobają mi się filcowane rzeczy , mam na sobą pierwsze próby filcowania na mokro i na sucho. Aktualnie czasu na robótki mi brakuje więc jeśli już zabieram się za coś to raczej za proste małe formy. Tytułowy rudzielec to filcowana na mokro broszka w jesiennych barwach. To nic specjalnego i oryginalnego ale nowa właścicielka jest zadowolona z prezentu jaki dla niej wymyśliłam.
niedziela, 26 października 2014
wtorek, 21 października 2014
Zakładka dla Julii
Szydełkowa zakładka do książki z beżowych nici, z atłasową wstążeczką. Taki maleńki prezent przygotowałam dla mojej koleżanki która podrzuca mi czasem resztki włóczek. Do zrobienia zakładki wykorzystałam grube nici do szycia bawełniano-poliestrowe w które otrzymałyśmy od sponsora- firmy COATS na bezpłatne warsztaty patchworkowe grupy Szczecin Szyje o których możecie poczytać na naszym blogu Szczecin Szyje.
Grupa miłośników rękodzieła się rozrasta i w naszym mieście wczoraj odbyło się pierwsze spotkanie Szczecińskich Włóczkomaniaczek . Było tłoczno, gwarnie i bardzo twórczo. Jeśli nam zazdrościcie spotkań rozejrzyjcie się wokół Was i do dzieła wystarczy chcieć poświęcić swój czas aby spotkać się w gronie fantastycznych , twórczych osób.
piątek, 17 października 2014
Malinowa chusta
Jakiś czas temu otrzymałam od HM Pstro trzy skandynawskie romanse i dwa moteczki włóczki. Książki przeczytałam już dawno i przekazałam dalej w świat. Włóczka też znalazła swoje zastosowanie bo jest milusia , puchata , ma piękny malinowy kolor choć to akryl jeszcze z Jugosławii. Wydziergałam z niej kolejną chustę tym razem bardzo prostym wzorem. Ponieważ chusta nie jest wełniana musiałam ją blokować przy pomocy żelazka z parą. No cóż coś za coś wełniane chusty wyglądają "szlachetnie" blokują się cudnie ale co z tego jeśli "gryzą" szczególnie osoby alergiczne i psują radość z posiadania chusty. Podobno są wełny które nie :gryzą ale musiałabym sprawdzać to organoleptycznie bo na metkach i banderolach brak zapisu " niegryząca". Chusta jest średniej wielkości 180 x100 cm w sam raz do zamotania lub okrycia ramion. To moja kolejna chusta bo jakoś tak się dziwnie składa, że co jakąś zrobię to w tajemniczy sposób natychmiast znajduje się ktoś komu jest ona koniecznie potrzebna albo wymieniam ją na coś innego albo darowuję komuś w prezencie. W efekcie końcowym jestem jak ten przysłowiowy "szewc".
piątek, 10 października 2014
Zimowy naszyjnik
Zimowy naszyjnik - tak mi się skojarzyła nazwa tego co udało mi się wydziergać z zielonej włóczki. Naszyjnik zmieniał się w trakcie roboty bo zaczynając go nie miałam planu ani wzoru ani nawet wizji jak ma on wyglądać. To jedna z takich prac które się tworzy dla samej radości tworzenia. Włóczka o nieznanym mi składzie składająca się z cieniutkich niteczek w różnych zielonych odcieniach. Pisałam już o niej wcześniej a nawet pokazywałam Wam robótki z niej robione coś w innych zestawieniach kolorystycznych Miseczka-pojemniczek Naszyjnik jest bardzo gruby ale ponieważ jest z włóczki nie jest ciężki tak sobie myślę, że będzie pasował do jakieś dzianinowej bluzki lub sukienki. Długość zrobiłam regulowaną bo nie mogłam się zdecydować jak należałoby go nosić. To jedna z moich prac na poprawę nastroju czyli mój freeform o innej pracy w tym stylu możecie poczytać tu Freeform.
Tak jak i inne praca tak też nie rozwiązała problemów ale sprawiła, że zapomniałam o nich choć na chwilkę.
niedziela, 5 października 2014
Szmatkowa bransoletka
Rękodzieło z nici i szmatek tak brzmi tytuł mojego bloga. Większość moich prac jest z "nici" jeśli to umowne pojęcie może określać wszelkiego rodzaju włóczki, sznurki, nici, kordonki i muliny. Tytuł bloga jednak zobowiązuję więc tworzę też ze "szmatek". Czasem są to całkiem duże "szmatki" potrzebne na uszycie czegoś konkretnego, czasem to skrawki szmatek które zamiast wyrzucić do kosza przerabiam na rzeczy niekoniecznie mi potrzebne.
Skrawki materiału pozostałe po szyciu poszewki też do kosza nie trafiły choć było to zaledwie kilka paseczków o szerokości kilku centymetrów.. Splotłam je w dwa warkocze , końcówki wydziergałam na szydełku, skręciłam ze szmatek nieduży kwiatuszek który przyczepiłam na szydełkowym kółeczku, zapięcie za maleńki guziczek i bransoletka gotowa. Czy to recykling ? Nie mam pojęcia. Szmatki wykorzystałam nowe choć to tylko ścinki po szyciu , włóczka też nowa choć to maleńkie resztki pozostałe po innej robótce. Czy to recykling czy nie bransoletkę szmatkową prezentuję na zdjęciach poniżej i mam nadzieję, że Wam się spodoba takie spożytkowanie resztek materiałów.
PS
Odpowiadając na komentarz Ewy Handmade Art pod moim poprzednim wpisem o bordowej chuście wyjaśniam, że chusta jest w całości zrobiona na drutach . Wykończenie o które pytałaś to pikotki ale wydziergane na drutach, to fajne i efektowne zakończenie , łatwe do zrobienia. Filmiki instruktażowe są na YouTube.
Szmatkowa bransoletka i szmatki z jakich powstała
poniedziałek, 29 września 2014
Bordowa chusta
Bardzo lubię ten wzór chusty Holden-shawlette . Zrobiłam już kilka takich chust w różnych kolorach . Możecie je zobaczyć TU i TU. Wzór nie jest bardzo bogaty ale efektowny i co ważniejsze niezbyt trudny w wykonaniu. Bordową chustę dziergałam w czasie długiej jazdy samochodem. Chusta jest wykonana z wełny otrzymanej w czasie jednej z wymianek Podarowałam ją mojej koleżance wobec której mam dług wdzięczności. Chusta jej się spodobała ale niestety ją "gryzie" ( jak to prawdziwa wełna). Chyba będę musiała wydziergać coś innego ty razem z mniej szlachetnego surowca za to milszego w dotyku.
sobota, 20 września 2014
Słodycze które nie tuczą.
Ciasteczka, czekoladki,cukiereczki , babeczki, kawusie jednym słowem słodycze. Jedni je lubią i się do tego przyznają inni udają, że nie lubią i podjadają ukradkiem. Ja należę do jawnych wielbicieli słodyczy z przyjemnością zapisałam się więc na Słodką Wymiankę u Justyny Z. Zwłaszcza, że chodziło o słodycze które nie tuczą.
Wymianka była w formie łańcuszka ja robiłam prezenty dla Beaty B Przygotowałam dla niej białą kosmetyczkę z babeczką. Babeczka jest aplikacją 3D i na czubku szydełkowej śmietanki ma wisienkę . Do babeczki przydałaby się i słodka kawusia ze śmietanką wysłałam jej więc szydełkową filiżankę- igielnik ozdobioną maleńkim haftem. Całość uzupełniłam różowymi, cukierkowymi przydasiami i odrobiną prawdziwych słodkości.
Dla mnie prezenty przygotowała Viola Dostałam pachnące ręcznie wykonane mydełko, haftowany magnesik, drewniane serduszko i zawieszkę oraz super użyteczne przydasie i pyszne słodkości. Violu dziękuję za prezenty, Justyno dziękuję za organizację wymianki.
To ostatnia wymianka na którą się zapisałam gdyby ktoś był jednak chętny na wymianę prywatną to nadal zapraszam do kontaktu.
A teraz zdjęcia wymiankowych prezentów.
Kosmetyczka z babeczką
Filiżanka igielnik
A to moje prezenty od Violi
niedziela, 14 września 2014
Wiatraczki
Moje koleżanki z grupy Szczecin Szyje przygotowują cudną niespodziankę dla szczecińskiego Hospicjum Szyją wspólnie patchworkową kołderkę i poszewki na poduszki . Motywem przewodnim są tzw. wiatraczki. Ja jeszcze nie dojrzałam do szycia patchworków a może raczej boję się zarazić kolejną pasją robótkową. Z powodu braku umiejętności nie pomagam więc w szyciu i z tego powodu mam lekkie wyrzuty sumienia, że nie dokładam się do realizacji szczytnego celu . W związku z tym postanowiłam jednak dołączyć się do charytatywnej akcji i zrobić coś co potrafię. Tak powstała poszewka na poduszkę którą mam nadzieję uda mi się przekazać dla podopiecznych Hospicjum. Poszewka jest wykonana na szydełku ale to też "patchwork" z obowiązkowym motywem wiatraczka.
Moja wiatraczkowa poszewka. Może nie tak piękna jak uszyta ale zrobiona z sercem.
A tu wspólnie szyta kołdra jeszcze w trakcie pracy. . Prawda, że będzie piękna ?
sobota, 6 września 2014
Koty
Zgodnie z obietnica dziś dalsza część mojej wymianki z . Tynką Kapelusik i torebeczka była dla Zosieńki , dla Antosia malutkiego synka Tynki uszyłam poszewkę na poduszkę. Jedynymi wskazówkami otrzymanymi od Tynki co do wyglądu poszewki był jej kolor, miała być zgaszona zieleń i najważniejszy element kot, koniecznie czarny, żeby przypominał mu kotka prawdziwego, domowego. Poszewkę uszyłam z zielonej bawełny i ozdobiłam aplikacją. Kot jest z czarnego, grubego, mięciutkiego futerka, ma wąsiki z czarnej włóczki i przechadza się pod zielonymi listkami. Zosia dostała oprócz kapelusika torebeczkę w prezencie więc i dla Antosia przygotowałam małą niespodziankę. Skoro maluszek lubi kotki zrobiłam mu małą maskotkę w postaci pręgowanego kotka. Tynka napisał mi, że Antoś polubił swoich nowych przyjaciół choć kotka na razie pożyczyła Zosieńka.
Skoro była to wymianka to pora pokazać co otrzymałam w zamian. Nie mogłam się zdecydować co bym chciała więc uzgodniłyśmy, że będzie to niespodzianka.Tynka przysłała mi całe pudło niespodzianek. Skrzyneczkę, pudełeczko z pierścionkami do serwetek, podkładki w pudełeczku, urocze świeczniki, malutkie słoiczki, bransoletki oraz inne przydasie , słodkości i drobiazgi. Jestem bardzo zadowolona z wymianki, podobno dzieciom Tynki też przypadły do gustu prezenty przygotowane przez nieznaną ciocię. Tynko bardzo Ci dziękuję.
Wszystkich, którzy chcieliby się ze mną wymienić, zapraszam do kontaktu a ponieważ szykuje mi się w rodzinie ślub szczególnie zapraszam tych co chcieliby wymienić moje prace na jakieś ślubne gadżety prezentowe. Panna Młoda ma artystyczną dusze więc poszukuję czegoś oryginalnego , ewentualnie podpowiedzcie mi co by to mogło być. Jakoś wypadłam z obiegu w ślubnych tematach i potrzebuję podpowiedzi.
Koty dla Antosia
Niespodzianki od Tynki
czwartek, 4 września 2014
Kapelusik dla Zosieńki
Odkąd prowadzę bloga mam sporo nowych znajomych szkoda, że większość wirtualnych. Jedna z nich Tynka zaproponowałam mi prywatną wymainkę . Tynka chciała abym zrobiła kapelusik dla jej córeczki i poszewkę na poduszkę dla synka. Trochę trwało zanim uzgodniłyśmy jak to wszystko ma wyglądać ale koniec końców wymianka się odbyła. Tynka zostawiła mi sporo wolnej ręki określając tylko kolory. Wydziergałam dla Zosieńki bordowy kapelusik z małym rondem , aplikacjami z szydełkowych kwiatuszków i listków , sznureczkiem do regulacji obwodu główki . Niestety przymiarek nie było bo mieszkamy daleko od siebie ale udało mi się namówić wnuczka aby założył kapelusik na parę sekund, żebym zobaczyła czy wszystko dobrze leży.
Oprócz kapelusika wysłałam Zosi malutką niespodziankę w postaci torebeczki. Pomyślałam sobie , że kobietka nawet zupełnie malutka z pewnością nie pogardzi nową torebką. Torebeczka jest niewielka, z przodu ma aplikacje szydełkowe naszyte tak by przypominały wizerunek kotka, zapinana jest na zatrzask i ma sznureczek do noszenia.
Podobno wszystko Zosi się podoba więc jestem zadowolona ze swojej pracy i mogę ją Wam pokazać. W następnym wpisie będzie ciąg dalszy naszej wymianki, żeby Was nie zanudzić długą pisaniną.
Oprócz kapelusika wysłałam Zosi malutką niespodziankę w postaci torebeczki. Pomyślałam sobie , że kobietka nawet zupełnie malutka z pewnością nie pogardzi nową torebką. Torebeczka jest niewielka, z przodu ma aplikacje szydełkowe naszyte tak by przypominały wizerunek kotka, zapinana jest na zatrzask i ma sznureczek do noszenia.
Podobno wszystko Zosi się podoba więc jestem zadowolona ze swojej pracy i mogę ją Wam pokazać. W następnym wpisie będzie ciąg dalszy naszej wymianki, żeby Was nie zanudzić długą pisaniną.
Kapelusik dla Zosieńki
Kocia torebeczka
poniedziałek, 1 września 2014
Kocurki
Koty, kotki, koteczki, kocury lubię je wszystkie i te milusie i te z charakterkiem. Z przyjemnością zapisałam się na Kocią wymiankę którą zorganizowała Ania
Temat koci jest bardzo wdzięczny ale też trochę oklepany. Zastanawiałam się jakby tu zrobić kota innego niż wszystkie.Tak powstał kocurek z charakterkiem zamiast słodziutkiego koteczka . Kocur jest czarny , włochaty i zamiast się uroczo uśmiechać liże swoją łapkę. Mam nadzieję, że podoba się Eluni... która została moja wymiankową parą. Oprócz kocurka wysłałam jej jeszcze kosmetyczkę z całym stadkiem kotów małych i dużych oraz trochę przydasi i słodkości.
W zamian od Eluni otrzymałam cudny koci haft. Gdy go wyjęłam z koperty mój mąż zapytał czy to malowany obrazek a tymczasem to haft krzyżykowy na białej kanwie tylko krzyżyki są mikroskopijne. Teraz mam dylemat jak wykorzystać ten cudny haft może poduszka, może torebka, może obrazek, sama jeszcze nie wiem. Oprócz tego dostałam też przepiękną karteczkę z wyhaftowanymi uroczymi kolorowymi kociakami. Jest naprawdę wyjątkowa. W paczuszce były też słodkości, włóczki, koraliki. Eluniu bardzo Ci dziękuję za wspaniałą wymiankę.
Nigdy bym nie wyhaftowała sobie jakich śliczności, pewnie też nigdy bym ich sobie nie kupiła a tak dzięki blogowi i naszym wymiankom mogę cię cieszyć posiadaniem pięknych rzeczy których sama zrobić nie potrafię.
Temat koci jest bardzo wdzięczny ale też trochę oklepany. Zastanawiałam się jakby tu zrobić kota innego niż wszystkie.Tak powstał kocurek z charakterkiem zamiast słodziutkiego koteczka . Kocur jest czarny , włochaty i zamiast się uroczo uśmiechać liże swoją łapkę. Mam nadzieję, że podoba się Eluni... która została moja wymiankową parą. Oprócz kocurka wysłałam jej jeszcze kosmetyczkę z całym stadkiem kotów małych i dużych oraz trochę przydasi i słodkości.
W zamian od Eluni otrzymałam cudny koci haft. Gdy go wyjęłam z koperty mój mąż zapytał czy to malowany obrazek a tymczasem to haft krzyżykowy na białej kanwie tylko krzyżyki są mikroskopijne. Teraz mam dylemat jak wykorzystać ten cudny haft może poduszka, może torebka, może obrazek, sama jeszcze nie wiem. Oprócz tego dostałam też przepiękną karteczkę z wyhaftowanymi uroczymi kolorowymi kociakami. Jest naprawdę wyjątkowa. W paczuszce były też słodkości, włóczki, koraliki. Eluniu bardzo Ci dziękuję za wspaniałą wymiankę.
Nigdy bym nie wyhaftowała sobie jakich śliczności, pewnie też nigdy bym ich sobie nie kupiła a tak dzięki blogowi i naszym wymiankom mogę cię cieszyć posiadaniem pięknych rzeczy których sama zrobić nie potrafię.
A oto prezenty od Eluni
czwartek, 28 sierpnia 2014
Papierowe koraliki
Papierowe koraliki zawsze kojarzyły mi się z tymi jakie robiła moja córeczka w przedszkolu. Nawet mam zachowany na pamiątkę sznur "korali" jaki mi podarowała. Myślałam , że to fajna zabawa dla kreatywnych dzieci dopóki nie znalazłam w czeluściach internetu przepięknej papierowej biżuterii. Nie wyglądała ona jak dziecięca zabawka.
Postanowiłam więc i ja wyprodukować sobie kilka papierowych cudeniek.Trochę dla sprawdzenia czy potrafię a trochę, żeby sprawdzić czy one rzeczywiście wyglądają jak biżuteria a nie pocięty papier. Cięcie i skręcanie paseczków nie jest skomplikowane choć przy wielu warstwach papieru i braku odpowiednich narzędzi nie było to banalnie proste szczególnie gdy w grę wchodzą cieniuteńkie paseczki. Uzyskany efekt zależy od papieru , sposobu jego cięcia, utrwalenia i ozdobienia.Ja poprzestałam na najłatwiejszych formach. To fajna propozycja biżuteryjnych ozdób w ramach upcyklingu. Powstałe prace są ekologiczne i niepowtarzalne. Jak się jednak dobrze przyjrzałam to Ci co zajmują się papierową biżuterią zawodowo nie korzystają do ich zrobienia ze starych papierów ale używają nowych specjalnie nadrukowanych tak by uzyskać jednakowe koraliki lub z góry założony efekt kolorystyczny. Dokładają to tego , metal, srebro, naturalne kamienie i wtedy dopiero wychodzą prawdziwe cuda. To tak jak z szyciem patchworków te najpiękniejsze nie powstają ze szmatek z recyklingu tylko z drogich specjalnie drukowanych materiałów które tnie się na odpowiednie elementy.
Postanowiłam więc i ja wyprodukować sobie kilka papierowych cudeniek.Trochę dla sprawdzenia czy potrafię a trochę, żeby sprawdzić czy one rzeczywiście wyglądają jak biżuteria a nie pocięty papier. Cięcie i skręcanie paseczków nie jest skomplikowane choć przy wielu warstwach papieru i braku odpowiednich narzędzi nie było to banalnie proste szczególnie gdy w grę wchodzą cieniuteńkie paseczki. Uzyskany efekt zależy od papieru , sposobu jego cięcia, utrwalenia i ozdobienia.Ja poprzestałam na najłatwiejszych formach. To fajna propozycja biżuteryjnych ozdób w ramach upcyklingu. Powstałe prace są ekologiczne i niepowtarzalne. Jak się jednak dobrze przyjrzałam to Ci co zajmują się papierową biżuterią zawodowo nie korzystają do ich zrobienia ze starych papierów ale używają nowych specjalnie nadrukowanych tak by uzyskać jednakowe koraliki lub z góry założony efekt kolorystyczny. Dokładają to tego , metal, srebro, naturalne kamienie i wtedy dopiero wychodzą prawdziwe cuda. To tak jak z szyciem patchworków te najpiękniejsze nie powstają ze szmatek z recyklingu tylko z drogich specjalnie drukowanych materiałów które tnie się na odpowiednie elementy.
Moje koraliki powstały z kolorowych reklamówek i są autentycznym upcyklingiem. Koraliki wyprodukowane , techniki wypróbowane . Niektóre koraliki są z paseczków papieru inne ( trzy żółto- zielone kulki) z papierowych serwetek a jeden to nawet z cieniowanych nici nawiniętych na słomkę do napojów. . Jedne polakierowane inne nie bo na razie nie wymyśliłam dla nich zastosowania. Zabawa fajna , jak dla mnie to taki odstresowywacz dziś pokazuję tylko koraliki. jak wymyśle co z nich zrobić to się pochwalę . A może Wy mi podpowiecie?
niedziela, 24 sierpnia 2014
Miodowy sweterek sprzed wieków.
Dawno, dawno a nawet bardzo dawno temu wydziergałam na drutach sweterek w miodowym kolorze. Wzór był z robótkowej gazetki z 1991 roku Sweterek należy do moich ulubionych więc noszę go nadal . Ma naszyte małe białe koraliki wzdłuż karczku . Kiedyś był dużo obszerniejszy miał szersze rękawy bo taka była moda. Gdy moda się zmieniła sweterek powędrował do szafy jednak szkoda mi było go pruć więc popełniłam świętokradztwo i sweterek zwęziłam tnąc go nożyczkami po szwach. oczywiście przedtem gęsto obrzucając zapasy na zszycie. Po takim liftingu sweterek był jak nowy i mogę cieszyć się nim do dziś. Rękodzieło dobrze wykonane i odpowiednio traktowane tzn. prane ręcznie , suszone rozłożone na płasko służy nam wiele wiele lat, Czasem nam się znudzi, czasem wyjdzie z mody a nadal wygląda dobrze. Zastanawiam się czy to zaleta czy wada rękodzieła. Z punktu widzenia współczesnego świata to raczej wada bo nie napędza popytu. Kto uwierzy, że ten sweterek ma ponad 20 lat?
piątek, 22 sierpnia 2014
Lepiej późno niż wcale.
Niedawno opisywałam historię mojej wymianki z Kalinka Czuję się w obowiązku poinformować Was, że historia skończyła się szczęśliwie. Dostałam długo wyczekaną herbaciarkę plus przeprosinowy prezent. Kalinka odesłała mi nawet moje kwiatuszki i przysłała długi list . Nie chowam do niej urazy, kwiatuszki jej odesłałam kolejny raz wraz z dodatkową małą niespodzianką w podziękowaniu za szkatułkę.
W życiu różnie bywa, czasem stanie się coś nieprzewidywalnego co uniemożliwi nam realizację zobowiązań w tym przypadku mam jednak wrażenie, wysłuchując tłumaczeń Kalinki i sądząc po wpisie na jej blogu , że zobowiązanie wobec mnie było po prostu na szarym końcu.
W życiu różnie bywa, czasem stanie się coś nieprzewidywalnego co uniemożliwi nam realizację zobowiązań w tym przypadku mam jednak wrażenie, wysłuchując tłumaczeń Kalinki i sądząc po wpisie na jej blogu , że zobowiązanie wobec mnie było po prostu na szarym końcu.
Wszystko jednak dobre co się dobrze kończy więc jestem zadowolona bo
otrzymałam to na co się umawiałyśmy czyli śliczną herbaciarkę plus
równie ładną szkatułkę która trochę zrekompensowała mi stracone
nerwy.
Historia wymianki ma szczęśliwy finał choć mam wrażenie , że wymusiłam to pozytywne zakończenie zamieszczając mój wpis na blogu , przesyłając Kalince link do niego i zamieszczając na jej blogu komentarz z linkiem do mojego wpisu. Mój komentarz Kalinka szybko usunęła ze swojego bloga ale Wasze komentarze dały jej sporo do myślenia i zmobilizowały do działania..
wtorek, 19 sierpnia 2014
Siatka dla sąsiadów.
Dobry sąsiad to skarb , wszyscy to wiemy. Mam i ja super sąsiadów działkowych którzy czasem podrzucają mi trochę swoich warzywek. Zrobiłam dla nich mały upominek niedużą siatkę na plony. Kiedyś takie siateczki były powszechne , dziś w dobie reklamówek nikt już o nich nie pamięta. Siatkę zrobiłam na szydełku z włóczki z odzysku. Nie chciałam robić jej z pięknej kolorowej włóczki bo wiem, że wtedy żal by im było używać ją na działce a tak może cebulkę sobie w niej wysuszą. Włóczka jest z recyklingu więc żeby siatka nie była byle jaka zrobiłam ją z kwiatowym wzorem. Mam nadzieję, że sąsiadom się do czegoś przyda.
niedziela, 17 sierpnia 2014
Zielono mi, miętowo i limonkowo
Lubię i miętę i limonkę. Miętę z powodu braku ogródka hoduję nawet na balkonie. Z radością zapisałam się więc na letnią wymiankę w kolorach zielonych. Wymiankę zorganizowała hubka38 której bardzo za wymianke dziękuję. Pod tym linkiem Konkurs zorganizowała też zabawę w głosowanie na najfajniejsze prezenty wymiankowe. Może i Wy chcecie tam zagłosować?
Moją parą wymiankową została Edyta. Przygotowałam dla niej kilka rzeczy w zielonych kolorkach i sądząc po naszej korespondencji jest z nich zadowolona. To co przygotowałam znajduje się na zdjęciach zapraszam do oglądania.
Ja też otrzymała cudne rzeczy przepiękne pudełeczko z moim imieniem, komódkę na drobiazgi, uroczy domek dla ptaszka, zakładeczkę i kilka innych zielonych prezentów.
Moje prezenty dla Edyty
Moją parą wymiankową została Edyta. Przygotowałam dla niej kilka rzeczy w zielonych kolorkach i sądząc po naszej korespondencji jest z nich zadowolona. To co przygotowałam znajduje się na zdjęciach zapraszam do oglądania.
Ja też otrzymała cudne rzeczy przepiękne pudełeczko z moim imieniem, komódkę na drobiazgi, uroczy domek dla ptaszka, zakładeczkę i kilka innych zielonych prezentów.
Moje prezenty dla Edyty
Pierścionek szydełkowy w ozdobnym pudełeczku.
Chusta wykonana na drutach z cieniuteńkiej włóczki. Chusta choć ma wymiary 120x60 cm mieści się po złożeniu w dłoniach.
Torebeczka na ramię z grubej włóczki z atłasową podszewką.
Trochę przydasi i innych drobiazgów
A teraz cudne prezenty od Edyty.
W środku pudełeczka jest moje imię Edyto bardzo dziękuję za wspaniałe prezenty i cudną wymiankę
niedziela, 10 sierpnia 2014
Odrobina egoizmu wskazana dla zdrowia.
Upały nie nastrajają mnie do większych robótek. Zaczęłam kilka nowych projektów ale jeszcze żadnego nie skończyłam , przygotowuję rzeczy na dwie kolejne wymianki ale ich na razie pokazać nie mogę. Nawet do pisania na blogu jakoś mniej mam chęci i zapału. Brakuje mi ostatnio entuzjazmu do podejmowania nowych działań. Tak jak robótki nie chcą się same dokończyć tak i problemy nie chcą się same rozwiązywać. Muszę się wziąć w garść bo użalanie się nad sobą nic nie zmieni. Może pora zostać egoistą, powiedzieć nie, zająć się sobą, swoimi sprawami, swoim zdrowiem i przyjemnościami. Ostatnio uświadomiłam sobie, że czym bardziej się staram tym wymagania innych w stosunku do mnie rosną . To co jeszcze niedawno było z mojej strony przysługą, przyjemnością, dobrym uczynkiem, chęcią bezinteresownej pomocy zaczęło być nagle moim obowiązkiem. Zamiast wdzięczności za to co zrobiłam są pretensje, że już czegoś nie chcę lub nie mogę robić. Powinnam dawno zmienić swoje postępowanie zamiast brnąć w ułatwianie życia innym kosztem siebie i moich potrzeb. Tylko czy ja to potrafię zrobić?
Trochę gorzkich refleksji mnie dopadło ale pewnie większość z Was ma podobne przemyślenia. Chcemy być pomocni, chcemy być potrzebni, czasem chcemy być niezastąpieni lub jesteśmy nadgorliwi czy nadopiekuńczy więc część winy ponosimy sami. Może jednak odrobina egoizmu to dobre rozwiązanie dla wszystkich.
Pisałam już wcześniej , że kiedy muszę sobie coś poukładać w głowie nie zabieram się za robótki wykonywane według wzorów i schematów. Wtedy powstają różne " dziwolągi". Szydełkowy , prosty, szary kwiatek z resztki grubej wełnianej włóczki powstał właśnie w takiej chwili. Dołożyłam do niego kilka innych włóczek, haft, wstążkę szyfonową, fantazyjne sznureczki. Zrobienie go zajęło mi chwilę czasu potrzebną na poukładanie myśli a kwiatuszek który całkiem mi się podoba poczeka grzecznie aż znajdę dla niego zastosowanie.
wtorek, 5 sierpnia 2014
Pieskie szczęście
Dziś chcę pokazać Wam jak być szczęśliwym , jak cieszyć się chwilą i tym co ona przynosi. Jako przykład załączam zdjęcia naszego rodzinnego pieska To kundelek wzięty ze schroniska wychowany u nas od szczeniaczka. Kochamy go wszyscy i nie ma co ukrywać rozpieszczamy a on obdarza nas zaufaniem i miłością Jedną z form rozpieszczania jest dla naszego pupila wyczesywanie sierści.Uwielbia to pożyteczne zajęcie , które trzeba wykonywać bo inaczej sierść zostaje na podłodze, meblach o ubraniach i innych nietypowych miejscach nie wspominając. Zdjęcia są kiepskiej jakości bo robione telefonem ale nie mogłam się oprzeć aby ich nie pokazać. Według mnie tak wygląda pieskie szczęście bo nasz piesek w trakcie czesania najpierw leży z błogą miną a potem zasypia. Może trzeba brać z niego przykład i cieszyć się tym co jest tu i teraz. Zamartwianie się na zapas nie ma sensu choć to niestety moja specjalność z którą bezskutecznie walczę.
czwartek, 31 lipca 2014
Starocie dla kilku pokoleń
Dziękuję za słowa wsparcia w opisanej ostatnio niemiłej historii Wysłałam Sylwii link do mojego wpisu i Waszych komentarzy. Niech przeczyta i pomyśli czy było warto psuć sobie opinię dla kilkudziesięciu kwiatuszków. Jedna nieuczciwa nie może zniszczyć mojego zaufania do ludzi zwłaszcza, że w dniu kiedy opublikowałam post otrzymałam paczkę z letniej wymianki na która się zapisałam a w niej same cudne prezenty które będziecie mogli zobaczyć w połowie sierpnia.
Dziś jednak zupełnie o czymś innym. Niedługo będą urodziny mojego dziecka. Nie napiszę które bo to niemożliwe aby miała takie "stare" dziecko. Przy tej okazji chcę Wam pokazać coś co jest równie stare czyli poszewkę na poduszkę do wózeczka. Mój syn urodził się w czasach kartek na żywność i pustych sklepów. Nie można było iść do sklepu i kupić pięknych kolorowych ubranek , pościeli i zabawek. Były to czasy gdy tylko od talentu matek, cioć lub babć zależało czy dzidziuś będzie miał coś po za przysługującą mu siermiężną wyprawką. Ja też robiłam co mogłam i to dlatego powstała ta poszewka. To nic wielkiego bo nie jestem hafciarką , kolorowy haft w rogach poduszki uszytej z grubego bawełnianego płótna bo tylko takie udało mi się wystać w kolejce. Włożyłam w niego jednak całą miłość matki oczekującej pierworodnego dziecka. Poszewka cieszyła moje oko i powodowała czasem zaglądanie do wózka niekoniecznie w celu podziwiania dzieciątka. Poszewka służyła moim dzieciom potem trochę poleżała w szafie i była jak znalazł dla mojego wnuczka. Teraz czeka na następne dzieciątko w rodzinie bo nadal nieźle wygląda. Wyobraźcie sobie młode mamy, że kiedyś płótno pościelowe nie rozłaziło się po kilku praniach można je było prać, wybielać i gotować a nici do haftu nie były chińskie i nie blakły mimo częstego prania.
Kiedy dochodzę do wniosku, że nie warto się męczyć dłubiąc pracowicie rękodzieło, kiedy myślę, że maszyny robią szybciej , dokładniej niż ja, kiedy dochodzę do wniosku, że nikomu właściwie nie są potrzebne moje prace skoro w sklepach jest tyle cudnych rzeczy to wyciągam wtedy takie starocie i humor mi się poprawia.
poniedziałek, 28 lipca 2014
Naiwnych nie sieją sami się rodzą.
Naiwnych nie sieją sami się rodzą. i dotyczy to niestety mnie. W marcu tego roku zamieściłam wpis Niepotrzebne serduszka i właśnie wtedy odezwała się do mnie Kalinka z propozycją wymiany. Umówiłyśmy, że ja zrobię jej szydełkowe kwiatki i serduszka a ona przygotuje dla mnie herbaciarkę. Wymieniłyśmy się mailami, adresami i nic nie zapowiadało tego co nastąpiło dalej. Szybciutko wydziergałam kwiatuszki i serduszka, zapakowałam i wysłałam a Sylwia 1 kwietnia potwierdziła mi, że przesyłka do niej dotarła a przygotowane drobiazgi się podobają. Jednocześnie napisała, że wprawdzie jeszcze nie zabrała się za herbaciarkę dla mnie ale postara się to zrobić jak najszybciej..Po 2 tygodniach dostałam kolejnego maila w którym Sylwia tłumaczyła mi, że z różnych powodów będzie mogła zabrać się za herbaciarkę dopiero na początku maja. Spokojnie przyjmowałam wszystkie tłumaczenia w końcu w życiu różnie bywa. Maj się jednak kończył a herbaciarki nadal nie było. Pod koniec miesiąca dostałam kolejnego maila z przeprosinami i informacją, że herbaciarka się maluje. Naiwna uwierzyłam odpisałam , że nic nie szkodzi poczekam cierpliwie. Minął jednak kolejny miesiąc a przesyłka do mnie nie dotarła napisałam więc Sylwii , że już nie czekam bo to nie ma sensu. Odpowiedź przyszła natychmiast Sylwia przepraszała kolejny raz tłumacząc, że nie ma czasu na zrobienie obiecanej herbaciarki ( poprzednio pisała, że już ją maluje) i tym razem obiecała odesłać to co jej wysłałam. W swojej naiwności pomyślałam dobre choć to, że odzyskam swoją pracę. Niestety mija kolejny miesiąc a przesyłki nadal nie ma. Mogłabym zrozumieć brak czasu gdyby nie coraz to nowe wpisy na jej blogu z wieloma nowymi, dopieszczonymi pracami.
Zastanawiałam się czy o tym napisać bo kogo to obchodzi, że ktoś mnie oszukał i wykorzystał moją naiwność. Nie ja pierwsza nie ostatnia.Pomyślałam jednak, że może warto ostrzec innych i sprawić, że rzeczy będą nazywane po imieniu a oszustwo choć ubrane w piękne słówka będzie nazwane oszustwem. Sylwia chodź znam ją tylko z maili wydała mi się miła i wiarygodna, przesyłała mi sympatyczne wiadomości , systematycznie prowadzi blog, tworzy piękne prace, współpracuje z innymi blogerkami. Mam nadzieję, że Kalinka nie potraktowała w ten sam sposób innych i to ja pozostanę jedyną naiwną która nabrała się na piękne słówka.
Na zdjęciu część tego co jej wysłałam a właściwie jak się okazało podarowałam za darmo ponosząc jeszcze koszty przesyłki. Tak to niestety czasem wygląda i trochę zniechęca do kolejnych wymian. Miałam w planach przygotowanie zakładki z moimi pracami na wymianę ale teraz zastanawiam się czy to dobry pomysł. Nie chodzi mi o stratę materialną ale raczej o "straty moralne" bo ja czuję się oszukana, dręczą mnie niemiłe myśli a Sylwia pewnie nawet nie pamięta o mnie albo co gorsza śmieje się z mojej naiwności.
PS.
15.08.2014 r.
Dotarła do mnie przesyłka od Kalinki. Herbaciarka jest śliczna przeprosinowa szkatułka również. Cieszę się, że historia znalazła szczęśliwy finał. Lepiej późno niż wcale.
Na zdjęciu część tego co jej wysłałam a właściwie jak się okazało podarowałam za darmo ponosząc jeszcze koszty przesyłki. Tak to niestety czasem wygląda i trochę zniechęca do kolejnych wymian. Miałam w planach przygotowanie zakładki z moimi pracami na wymianę ale teraz zastanawiam się czy to dobry pomysł. Nie chodzi mi o stratę materialną ale raczej o "straty moralne" bo ja czuję się oszukana, dręczą mnie niemiłe myśli a Sylwia pewnie nawet nie pamięta o mnie albo co gorsza śmieje się z mojej naiwności.
PS.
15.08.2014 r.
Dotarła do mnie przesyłka od Kalinki. Herbaciarka jest śliczna przeprosinowa szkatułka również. Cieszę się, że historia znalazła szczęśliwy finał. Lepiej późno niż wcale.
środa, 23 lipca 2014
Koraliki
Sklepów z koralikami jest u nas kilka. Staram się nie zaglądać do nich zbyt często bo zawsze kończy się to jakimiś zakupami . Niby wszystko tam jest taniutkie 10 gr, 20 gr , 2 zł , 3 zł itd Tyle tylko, ze jest to cena za sztukę. Wrzucam więc beztrosko do malutkiego koszyczka koraliki, zawieszki, zapinki, sznureczki, końcówki a przy kasie okazuje się , że uzbierała się całkiem spora kwota. Sama nosze mało świecidełek więc właściwie powinnam omijać te sklepy z daleka ale jest tam tyle śliczności, że samo oglądanie jest przyjemnością.
Z ostatniego "oglądania" przyniosłam do domu miedzy innymi kilka koralików które zaraz zamieniłam na bransoletkę plecioną zwykłymi makramowymi płaskimi węzełkami. Teraz będę szukać osoby której mogłabym ją podarować i tym samym usprawiedliwić zupełnie nie planowany zakup koralików.
Dziś dzielnie ominęłam sklep z koralikami żeby znów mnie nie skusiły jakieś błyskotki.
Jakiś czas temu zamieściłam obrazkowy kurs wykonania prostych węzełków Makramowe węzełki. to dla tych co chcą upleść sobie podobną bransoletkę.
Jakiś czas temu zamieściłam obrazkowy kurs wykonania prostych węzełków Makramowe węzełki. to dla tych co chcą upleść sobie podobną bransoletkę.
piątek, 18 lipca 2014
Niby nic.
Zwykła, czarna, mala torebka kupiona za kilkanaście złotych w jednej z sieciówek . Była mi potrzebna właściwie jeden raz, dawno temu. Niedawno wyciągnęłam ją z szafy w ramach porządków i postanowiłam ją trochę zmienić. Pomysłów miałam kilka ale skończyło się na najprostszym czyli doszyłam na wierzchu duży czerwony maczek na zielonym listku. Niby nic a torebka jakby zupełnie inna i już nie taka zupełnie zwykła.
Przy okazji mogę ja zgłosić w Szufladzie na wyzwanie Polne kwiaty.
środa, 16 lipca 2014
Bransoletka z niczego
Dziś kolejna bransoletka z niczego czyli ze skrawków materiału przeznaczonych do wyrzucenia. Ścinki dzianiny pozostały mi z szycia bluzki. Z części zrobiłam kwiatki które pokazywałam tu Uratowane z pogromu. Z długich paseczków z brzegów tkaniny zaplotłam warkocz wplatając w środek ozdobną fantazyjna włóczkę. Na końcu doszyłam srebrno- szare koraliki i w ten sposób powstała miękka , wygodna bransoletka w której nawet można się kąpać.
Kolejne szmatki zutylizowane, niestety zużyłam ich na bransoletkę minimalną ilość więc zapasy zupełnie się nie zmniejszyły ale nie poddaję się w walce o ograniczenie ilości przydasi. Muszę wymyślić jakąś większą pracę bo póki co zamiast zabierać to tylko dokładam kolejne przydasie i czuję się jak Don Kichot w walce z wiatrakami.
poniedziałek, 14 lipca 2014
Czerwone kwiatki i serduszko
Czerwone kwiaty przygotowałam dla pań przedszkolanek które opiekują się dziećmi w grupie mojego wnuczka. To takie małe podziękowanie za opiekę i trud wychowania. Kwiatki są z organzy, szyfonu i satyny.
W naszym zabieganym świecie praca zajmuje nam tyle czasu, że większość dnia to właśnie panie w przedszkolach spędzają z naszymi dziećmi. Z perspektywy moich lat jest mi szkoda, że współczesne matki nie spędzają z dziećmi więcej czasu. Po pracy zawodowej są zmęczone , czeka je jeszcze praca domowa i nie zawsze starcza sił na potrzeby malucha. Sama zajmowałam się wnuczkiem przez jakiś czas i wiem, że mimo najlepszej opieki nawet ukochanej Babulki nikt nie zastąpi dziecku Mamusi.
W przedszkolu jedne panie dzieci lubią bardziej inne mniej, tak jest i w naszym przypadku. Mój wnuczek też ma ukochaną panią więc dla niej sam wybrał z moich prac jeszcze coś specjalnego. Było to serduszko w doniczce. Mam nadzieje, że prezent się spodobał bo wnuczek pamiętał, żeby zabrać do przedszkola kwiatek-serduszko specjalnie dla pani Tamary.
W przedszkolu jedne panie dzieci lubią bardziej inne mniej, tak jest i w naszym przypadku. Mój wnuczek też ma ukochaną panią więc dla niej sam wybrał z moich prac jeszcze coś specjalnego. Było to serduszko w doniczce. Mam nadzieje, że prezent się spodobał bo wnuczek pamiętał, żeby zabrać do przedszkola kwiatek-serduszko specjalnie dla pani Tamary.
piątek, 11 lipca 2014
Kolory lata w kosmetyczce
Lato- na blogach trochę pusto a ja biorę udział w zabawie Art-piaskownica Kolory czerwca
Jest to zabawa w kolory czerwca czyli
Jest to zabawa w kolory czerwca czyli
- ZIELONY
- BIAŁY
- POMARAŃCZOWY
- RÓŻOWY
Kolory są jaskrawe, a nie pastelowe.
Moja propozycja połączenia tych kolorów to kosmetyczka. Biała torebeczka zapinana na zamek z przeplecionymi jaskrawymi sznureczkami i kolorowym chwościkiem przy zameczku suwaka. Przygotowałam ją specjalnie na potrzeby zabawy więc i Wam się nią pochwalę.
piątek, 4 lipca 2014
Nowe stare klapki
Pewnie każdy ma jakieś swoje domowe ulubione rzeczy. Czasem jest to koszulka - to nic , że sprana i rozciągnięta, czasem spodnie dresowe w powypychanymi kolanami za to najwygodniejsze na świecie, czasem kubeczek tylko troszeczkę wyszczerbiony.
Ja mam lubione klapeczki których używam jako kapci domowych.Mają ortopedyczną wkładkę dopasowały się do mojej stopy i po prostu je lubię. Niestety klapki mają swoje lata, wewnętrzna skórzana wkładka się zużyła a wierzchni materiał zupełnie nie przypominał już żółtego koloru jaki miał początkowo. Żal mi jednak było je wyrzucić więc klapeczki zostały poddane renowacji ale takiej prostej na miarę moich możliwości. Z grubego lnianego płótna wycięłam wkładkę i ją wkleiłam, paski płótna nakleiłam też na wierzch , doszyłam kwiatuszek i proszę bardzo stare klapki wyglądają jak nowe i może jeszcze trochę mi posłużą.
Jeśli się zastanawiacie czemu napisałam , że to moje klapeczki skoro są takie malutkie to informuję, że ja mam stopę Kopciuszka - rozmiar 34 są to więc jak się domyślacie klapeczki dla dzieci.
środa, 2 lipca 2014
Nici nie tylko do szycia
Niedawno odbyły się w Szczecinie bezpłatne warsztaty szycia patchworków. Dzięki wspaniałym sponsorom i jeszcze wspanialszym naszym instruktorkom kolejne osoby zostały zarażone pasją szycia patchworków. Zupełnie przy okazji odbyło się fantastyczne spotkanie towarzyskie z domowymi wypiekani, kawką i pogaduszkami o wszystkim. Ja uczestnikiem warsztatów nie byłam bo jakoś jeszcze nie dojrzałam do pokochania kolejnej pasji. Nie mogłam sobie jednak odmówić przyjemności spotkania koleżanek z grupy Szczecin Szyje więc wpadłam tam tylko "na chwilkę" która trwała 3 godziny. Obejrzałam uszytki dziewczyn, pojadłam domowego ciasta, popodziwiałam szmatki , nici i inne prezenty od naszych sponsorów. A na koniec wyszłam z torbą nici które podarował nam sponsor firma Coats. Są to grube nici które nie bardzo nadają się do domowego szycia a jak wszyscy stwierdzili ja zawsze mogę je wykorzystać do tworzenia moich prac. Oczywiście jak tylko dotargałam nici do domu musiałam natychmiast spróbować do czego by tu je zastosować. Na pierwszy ogień wyciągnęłam dysk kumihimo i uplotłam sznur z nici w naturalnych kolorach. Nici nie są bawełniane ale z włókien mieszanych i już teraz wiem, że pleść z nich można choć trzeba łączyć wiele nitek ale to akurat przy kumihimo nie jest problem. Efekt moich zmagań z nitkami możecie zobaczyć na zdjęciu. Teraz myślę co dalej bo nici dostałam sporo.
Jeszcze raz dziękujemy naszym sponsorom których loga widnieją na zdjęciu poniżej.

Subskrybuj:
Posty (Atom)


